Czy można zrecenzować zbiór listów? Oczywiście, że tak, choć nie o styl i pomysł się rozchodzi, ale ich wartość. A "Zapomniałam o tobie" Grażyny Szapołowskiej ma wartość szczególną.
WIDEO…
O książce "Zapomniałam o tobie"
Jeśli myślimy, że wiemy o niej wszystko, to jesteśmy w błędzie. Dziesiątki wywiadów nigdy nie będą równać się z zapisaną przed laty korespondencją Grażyny Szapołowskiej z tajemniczym Januszem. Książka jest publikacją wyjątkową, i choć wpisuje się w trend intymnego pisania i pisania o samym sobie, tak popularnego w ostatnich latach wydawania autobiografii i korespondecji, o tyle "Zapomniałam o tobie" jest pozycją wyjątkową pod kilkoma względami.
"Zapomniałam o tobie" to zbiór listów, które pisali do siebie Grażyna i Janusz przez wiele lat – od 1983 aż do 1994 roku. Jest to świadectwo niezwykłego i płomiennego uczucia, nasyconego tęsknotą, pragnieniami i platoniczną... przyjaźnią. Na co dzień dzieliły ich setki kilometrów. Choć nie mogli się spotkać i łączyły ich tylko listy oraz telefony, byli sobie wierni i oddani. Grażyna Szapołowska zdradza kulisy pracy aktorki, trudy bycia matką i realia życia w PRL-u, będąc jednocześnie prawdziwym obiektem uwielbienia Janusza.
Kobiety marzą całe życie o takiej miłości. Niektóre mają szczęście ją przeżyć, inne mogą tylko o tym poczytać... Grażyna zabiera nas w świat nasycony tęsknotą, pragnieniami i..., przy okazji ukazując codzienne trudy życia aktorki i matki. Całość osadzona w realiach życia w PRL-u jest dodatkowym atutem tej książki...

Jedyna taka miłość
"Zapomniałam o tobie" jest 200-stronicową historią pewnej epistolarnej znajomości... Wzruszającą przebieżą, która sprawia, że ponownie zaczynamy wierzyć w gorącą i romantyczną miłość. Nawet taką, którą dzielą setki kilometrów, i która nie kończy się happy endem. Zbiór listów to nie tylko przedrukowana korespondencja: to również wspaniałe zdjęcia i skany autentycznych pocztówek i zapisków Grażyny i Janusza. To niezwykła przeprawa, przybliżająca nam skrawek duszy jednej z najpopularniejszych polskich aktorek.



























