Dziecko z wody

Dla jednych to dziwactwo, dla innych najlepszy ze sposobów, w jaki dziecko może przyjść na świat.

 
O tym, że ciepła woda rozluźnia mięśnie, odpręża i łagodzi ból, wiadomo od wieków. Właśnie po to w starożytnym Rzymie budowano łaźnie i z tego powodu wylegujemy się w wannie dłużej, niż nakazywałby rozsądek. Rodząca kobieta potrzebuje relaksu i ulgi bardziej niż ktokolwiek inny. Nic więc dziwnego, że takie porody cieszą się coraz większym zainteresowaniem.

Zupełnie inaczej
Kobiety, które rodziły i na łóżku porodowym, i w wodzie, uważają, że różnica jest kolosalna. W wannie były spokojniejsze, bardziej rozluźnione i łatwiej im było przyjąć wygodną pozycję. Lepiej znosiły ból i czuły się bezpieczniej. Po porodzie były mniej zmęczone i na ogół o własnych siłach docierały do łóżka. Mają satysfakcję, że udało im się zrealizować swój zamiar, i o wiele milsze wspomnienia z sali porodowej. Osobna sala, intymna atmosfera, cała towarzysząca porodowi w wodzie oprawa (łagodne oświetlenie, muzyka itd.) to rzeczy, które wymieniają najczęściej.
Dobroczynny wpływ wody na przebieg porodu potwierdzają położnicy. – Rozluźnienie mięśni powoduje szybsze rozwieranie się szyjki macicy, a więc poród trwa krócej. Kobietom rzadziej trzeba nacinać krocze. Często nie są nawet potrzebne środki przeciwbólowe ani znieczulenia – mówi dr Marek Nowak, propagator porodów w wodzie na Dolnym Śląsku. – Co do bólu: trudno obiektywnie stwierdzić, czy taki poród naprawdę mniej boli. Nie da się tego dokładnie zmierzyć. Z całą pewnością zmniejsza się natomiast subiektywne odczucie bólu: po wejściu do wody kobiety odczuwają wyraźną ulgę. Nie można jednak liczyć na to, że w wannie wszystko odbędzie się bezboleśnie – tłumaczy dr Nowak.

To jest bezpieczne!
No dobrze, a co z dzieckiem? Dlaczego człowiek, który jest ssakiem lądowym tak jak mysz czy słoń, miałby przychodzić na świat w obcym dla siebie środowisku? – Ono wcale nie jest obce – prostuje dr Nowak. – W końcu dziecko spędziło w wodzie całe dziewięć miesięcy! Taki poród jest dla niego bezpieczny. Noworodek nie zaczyna oddychać natychmiast po opuszczeniu brzucha. Przez pierwsze chwile korzysta z tlenu, który wciąż jeszcze otrzymuje za pośrednictwem pępowiny. Pierwszy wdech bierze dopiero po wyjęciu z wody.
Zwolennicy porodów w wodzie uważają, że dzieci urodzone w ten sposób są spokojniejsze i bardziej pogodne, bo nie są narażone na szok. Noworodek, który rodzi się na łóżku porodowym, natychmiast po przyjściu na świat jest bombardowany całą masą bodźców. Prosto z zacisznego, ciepłego brzucha mamy trafia w obcy, sprawiający wrażenie groźnego świat pełen jaskrawego światła, ludzi, głosów, instrumentów medycznych. Poród w wodzie wygląda zupełnie inaczej. Na ogół wanna ustawiona jest w osobnym, zacisznym pomieszczeniu. Maleństwo trafia z wody do wody i przez moment unosi się w niej, podtrzymywane przez położną. Następne chwile spędza w ramionach mamy. Pępowina zostaje przecięta dopiero wtedy, gdy przestaje tętnić. Na ogół robi to nie lekarz czy położna, ale tata. Wszystko odbywa się w spokoju, przy przytłumionym świetle, często także przy muzyce.
Sprawdź! Przegląd bielizny dla kobiet w ciąży i karmiących

Nie dla wszystkich
Czy w takim razie poród w wodzie jest rozwiązaniem idealnym dla wszystkich?
Zdecydowanie nie – podkreśla dr Marek Nowak. – Są kobiety, które wody nie lubią, są i takie, które się jej boją. Jeszcze inne po prostu nie widzą powodu, by w niej rodzić. Z moich obserwacji wynika, że tym sposobem rodzenia jest zainteresowana tylko co dziesiąta przyszła mama.
Najważniejsze jest to, żeby kobieta podjęła decyzję świadomie i była pewna na sto procent, że chce rodzić właśnie w wodzie. Musi zatem wiedzieć dokładnie, jak wszystko będzie wyglądało. Dzięki temu spokojniej podejdzie do przebiegu porodu, a to pozwoli jej się rozluźnić i w pełni wykorzystać dobroczynne działanie wody.

Jak to się odbywa?
Przyszła mama wchodzi do wanny, gdy rozwarcie przekracza pięć centymetrów (gdyby zrobiła to wcześniej, akcja porodowa mogłaby zostać zahamowana). Nie siedzi w niej cały czas, bo choć ciepła woda rozluźnia, na dłuższą metę może także osłabiać. Na ogół odbywa się to tak: pół godziny w wodzie – przerwa na badania – kolejna kąpiel – znów badania itd. Przez cały czas położna kontroluje postęp porodu i sprawdza, w jakiej kondycji jest maleństwo (może to robić za pomocą KTG i zwykłej słuchawki położniczej, a w razie potrzeby, korzystając także z innych urządzeń).
Wodę z basenu wypuszcza się dopiero po przyjściu malca na świat. Jeśli konieczne jest nacięcie krocza, przeprowadza się je pod wodą. Trzeci okres porodu (rodzenie łożyska) odbywa się już „na sucho”, by woda nie dostała się do otwartych naczyń krwionośnych.
Nie trzeba być w wodzie aż do wielkiego finału. Można spędzić w niej tylko pierwszy, najdłuższy, a więc i najtrudniejszy okres porodu, i wyjść, gdy zaczynają się skurcze parte.

Czy wiesz, że
Poród w wodzie, choć nadal przez złośliwych nazywany „wymysłem nowoczesności”, już dawno przestał być nowinką.
- Pierwszy opis takiego porodu pochodzi sprzed dwóch wieków. W 1804 roku we Francji urodziła w ten sposób kobieta, która miała za sobą dwie doby nieskutecznych skurczów.
- Pionierem porodów wodnych był Igor Czarkowski (z byłego Związku Radzieckiego), z zawodu... instruktor pływania. Swoimi doświadczeniami podzielił się ze światem w latach sześćdziesiątych.
- Na świecie ideę narodzin w wannie rozpropagował francuski lekarz, Michel Odent. Prowadził takie porody od początku lat osiemdziesiątych i opisał je w prasie medycznej.
- Pierwszy w Polsce poród w wodzie odbył się w 1996 roku w Klinice Perinatologii w Łodzi u prof. Tadeusza Laudańskiego.

Beata Turska
Konsultacja: dr n. med. Marek Nowak, specjalista chorób kobiecych i położnictwa, Akademia Medyczna we Wrocławiu
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)