„Harowałem za granicą, żeby mojej żonie niczego nie brakło. Ona brała ode mnie pieniądze, a sypiała z kochankami”

Mężczyzna zdradzony przez żonę fot. Adobe Stock
„– Jestem w ciąży – przerwała mi. – Ze mną? Nie… Jak? – wykrztusiłem. – Nie udawaj głupszego niż jesteś! – warknęła ze złością. – Jestem w ciąży z kochankiem i chcę się z tobą rozwieść”.
/ 09.12.2021 15:15
Mężczyzna zdradzony przez żonę fot. Adobe Stock

Wyjechałem do pracy do Norwegii, kiedy nasz młodszy syn skończył dziewięć miesięcy. Moja żona początkowo była temu przeciwna, nie chciała zostawać sama z synkami ani się ze mną rozstawać. Nie mogliśmy jednak dłużej mieszkać kątem u teściów, gnieździć się w jednym pokoju i liczyć każdy grosz. Na wszystko brakowało pieniędzy, coraz częściej się kłóciliśmy, a nasze nieporozumienia odbijały się na dzieciach.
– Aniu, to nie potrwa długo, obiecuję – przekonywałem żonę. – Zarobię trochę pieniędzy i wrócę. Wybudujemy dom, wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
Widziałem, że nadal miała wątpliwości, jednak zaczynała się łamać.
– Dobrze – zgodziła się wreszcie.

Oszczędzałem każdy grosz

Kolega załatwił mi pracę na budowie, więc nie jechałem w ciemno. Robota była ciężka, ale brałem za nią naprawdę dobre pieniądze. Wreszcie zarabiałem jak człowiek. Żyłem oszczędnie, nic nie kupowałem, nawet nie wychodziłem z kolegami na piwo po pracy. Prawie wszystkie pieniądze wysyłałem Ani. Z pomocą mojego brata miała kupować materiały na budowę domu.

Tęskniłem za żoną i synkami, ale postanowiłem wytrzymać. Każdy zjazd do kraju wiązał się z kosztami, więc nie jeździłem tam zbyt często. Rozmawialiśmy z Anią przez Skype’a. Mały Mikołaj niewiele jeszcze rozumiał, ale Michałek, który miał już pięć lat i był ze mną bardzo związany, płakał i pytał kiedy wrócę. Serce mi się krajało, czasem sam o mało się nie popłakałem.
– Niedługo przyjadę, synku – obiecywałem. – Już w święta się zobaczymy.
– A kiedy święta? – chciał wiedzieć mały.
Co mu miałem powiedzieć? Przecież dla takiego malucha trzy dni to jak wieczność, a co dopiero trzy miesiące!

Po roku mojej pracy w Norwegii rozpoczęliśmy budowę domu. Anka zaczęła nieśmiało napomykać, żebym wracał.
Obiecałeś mi, że na resztę weźmiemy kredyt – marudziła. – Wiktor, Michałek zapomni, jak wyglądasz. 
Czemu, na litość boską, ona narzeka? Przecież ma wszystko podane jak na tacy! Wreszcie nie musi się martwić o pieniądze!

Zaczęliśmy się kłócić

Miała trochę racji, ale ja chyba złapałem bakcyla. Cieszyłem się zarobionymi pieniędzmi, a równocześnie zdawałem sobie sprawę, że kredyt trzeba spłacać. Przy moich zarobkach urzędnika administracyjnego w gminie zupełnie sobie tego nie wyobrażałem. Znowu wrócilibyśmy do punktu wyjścia, a może nawet cofnęlibyśmy się, bo budowa pochłaniała wielkie kwoty. Anka nie chciała tego zrozumieć. Pokłóciliśmy się mocno przed moim wyjazdem.
Żebyś tylko tego nie żałował! – rzuciła mi wtedy w twarz.
– Nie strasz! – warknąłem. – Zobaczymy, co powiesz, jak zamieszkamy u siebie.

Nie odezwała się więcej, tylko chwyciła Mikołaja na ręce i wyszła z mieszkania. Jeszcze tego samego dnia wieczorem zadzwoniłem do niej z Norwegii. Musieliśmy się przecież pogodzić. Nie mogliśmy trwać w gniewie. Kolejny raz próbowałem ją przekonywać, że nie ma racji. Słuchała w milczeniu, a w końcu stwierdziła:
– Rób, jak chcesz, ale ja i tak uważam, że powinieneś być tutaj z nami.
Uparta była ta moja żona, ale ja również byłem uparty. Zawziąłem się, że zarobię na cały dom, i nie zamierzałem odpuścić.

Kolejny rok pobytu z dala od rodziny, kolejny rok ciężkiej pracy. Chwilami miałem wrażenie, że przywykłem już do takiego życia. Chyba nawet rzadziej kontaktowałem się z Anką, nie miałem ani sił, ani ochoty patrzeć na jej ciągle niezadowoloną minę.
Dzieci najwyraźniej również przyzwyczaiły się do tatusia na odległość. Michaś już poszedł do szkoły, a Mikołaj za kilka miesięcy miał zacząć chodzić do przedszkola.
– Idę do pracy – oznajmiła mi Anka.
Nie zapytała, co ja o tym myślę, nie próbowała nic ze mną uzgadniać, po prostu mi to zakomunikowała.
– Po co?! – zdenerwowałem się. – Brakuje ci czegoś? Przecież wysyłam wam pieniądze. Zarabiam tyle, że na wszystko starcza.
Patrzyła na mnie, jakbym mówił do niej po chińsku, po czym wycedziła:
– Mam dość siedzenia w domu. Potrzebuję kontaktu z ludźmi, potrzebuję… żyć.
– Co ty pleciesz? Mało masz pracy przy dzieciach i przy urządzaniu domu?! – byłem coraz bardziej niezadowolony.

Nie chciałem, żeby moja żona szła do pracy. To ja zarabiałem na rodzinę! Poświęcałem się, żeby oni żyli w dostatku.
– Ty naprawdę nic nie rozumiesz… – Anka wyraźnie posmutniała.
Nie była już zadziorna, była zgaszona.
– Nie, nie rozumiem.
– Cóż, bardzo mi przykro. Przemyśl to sobie i wtedy porozmawiamy. Ja już podjęłam decyzję. Ty też nie bardzo liczyłeś się ze mną, kiedy wyjeżdżałeś… – dodała i po prostu się wyłączyła.
Jak to się nie liczyłem? Przecież ja to wszystko robię dla was! – krzyknąłem jeszcze, ale Anka już tego nie słyszała.
Byłem zły, a jeszcze bardziej się wkurzyłem, kiedy kolega, któremu próbowałem się pożalić, stwierdził spokojnie:
– Pewnie czuje się samotna, może powinieneś na trochę zjechać do domu.
– Nie mogę. Budujemy dom, potrzebuję pieniędzy! A każdy mój urlop to nie tylko wydatki na samolot i tak dalej, ale też zastój w robocie. Nie płacą mi za dni wolne!
Wzruszył ramionami.
– Co mam ci powiedzieć? Każdy sam decyduje, co jest ważniejsze, a co mniej ważne.

Rozzłościł mnie tylko tymi swoimi mądrościami. Postanowiłem po kilku dniach jeszcze raz porozmawiać z Anką na temat jej decyzji. Niestety, nic to nie dało. Moja żona była zdecydowana, nie pozwoliła sobie nic wytłumaczyć. Nawet argument, że nie da rady z dziećmi, do niej nie przemówił.
– Mama mi pomoże – stwierdziła.
Zacząłem mieć wrażenie, że Anka jest jakaś zmieniona, jak nie moja. Zachowywała się, jakby wszystko miała gdzieś!
Wieczorem zadzwoniłem do brata, chciałem go trochę podpytać. Jarek sporo pomagał Ance przy nadzorowaniu ekipy budowlanej i różnego rodzaju zakupach. Uznałem, że wie, co się dzieje.
– Ja tam nie chcę się wtrącać – zaczął – ale moim zdaniem powinieneś wrócić. Jeśli nie na stałe, to przynajmniej przyjechać na dłuższy czas. Anka ma dość.
– Niby czego ma dość?! – znów się wkurzyłem. – Przecież o nic nie musi się martwić, wszystko ma podane jak na tacy!
– Czyś ty zgłupiał? – zapytał Jarek dziwnie spokojnym głosem. – Ona cały czas jest sama, ze wszystkim. Sama wychowuje dzieci, sama użera się z tą budową. Przecież ja jej tylko doradzam. Nie zajmuję się całością.  Co ona, wdowa jakaś jest, czy co?
– Przecież ja to wszystko robię dla nich… – powtórzyłem zrezygnowany.
– Rozumiem, ale myślę, że pora to przerwać. Zastanów się, brat. Może twoja żona woli ciebie niż te pieniądze.
– Może – mruknąłem pod nosem.

Jak ona mogła to zrobić?!

Niestety, z dnia na dzień nie mogłem porzucić budowy, żeby jechać do domu, a potem wszystko znowu się odwlekło. Do Polski przyjechałem dopiero na święta Bożego Narodzenia. Załatwiłem sobie cały miesiąc wolnego, ale wszystko było jakoś nie tak.

Anka pracowała w pobliskiej bibliotece czynnej do osiemnastej, a dwa razy w tygodniu nawet do dwudziestej. Wracała więc do domu późno. W ogóle była jakaś zmieniona, obca, oschła, jakby budowała między nami mur. Chłopcy też nie szukali ze mną kontaktu. Jeszcze Michaś może trochę, ale Mikołaj ze wszystkim biegł do mojej teściowej, a na mnie zerkał bokiem, niepewnie.
W sumie najwięcej czasu spędziłem, pilnując ekipy budowlanej, która wykańczała wnętrza w naszym nowym domu.
– Przyjadę w lecie, to wybierzemy meble i już się przeprowadzimy – obiecywałem Ance, jednak ona nie wydawała się tym tematem szczególnie zainteresowana.
– Nie cieszysz się? – pytałem.
– Cieszę się, cieszę…
– Jakoś tego nie widać.
– Wiktor, teraz, kiedy pracuję, nie mogę mieszkać sama z chłopcami. Potrzebuję pomocy mamy – powiedziała jak dla mnie zupełnie bez związku z tematem.
– Przecież nie musisz pracować.
– Ale chcę – podkreśliła.
– Zresztą, jak wykończymy dom, to ja wrócę… – obiecywałem.
– Zobaczymy.

Wciąż odkładałem mój powrót do kraju. I W pewnym momencie Anka przestała poruszać ten temat. Jakby już jej to nie obchodziło. Rozmowy z żoną były teraz inne, takie jakieś powierzchowne, płytkie, jakby nic nas już nie łączyło. Tłumaczyłem to sobie długą rozłąką. Byłem pewien, że gdy wreszcie wrócę, wszystko wróci do normy.

Do lata nasz dom rzeczywiście wymagał tylko zakupu mebli, sprzętu, firan, dywanów i tym podobnych rzeczy. Jednak latem moja firma miała najwięcej zleceń, najwięcej pracy, i wtedy zarabiało się najlepsze pieniądze. Szkoda mi było to stracić. Jeśli miałem wracać, te zarobki na pewno by się przydały.
– Przecież możesz sama wybrać meble, ja i tak się na tym nie znam – powiedziałem żonie. – A jak nie chcesz sama, to poczekaj do jesieni. Pomieszkaj jeszcze przez lato u rodziców. To nawet lepiej, bo będzie ci miał kto pomóc przy chłopcach.
Gadałem jak nakręcony, bo w duchu bałem się, że Anka będzie miała pretensje. W końcu znów nie dotrzymałem obietnicy. Ona jednak milczała.
– Wiktor, musimy porozmawiać – powiedziała w końcu zmienionym głosem.
– Stało się coś? – zdziwił mnie jej ton. – Słucham, o co chodzi?
– To nie na telefon. Przyjedź, proszę.
– Przecież powiedziałem, że teraz nie mogę. Coś się stało z chłopcami?
– Nie. W takim razie przyjedź, jak tylko będziesz mógł. Muszę kończyć.
Zdenerwowałem się trochę, ale przecież nie mogłem wszystkiego rzucić. Dostaliśmy nowe zlecenie na wykończeniówki w apartamentach, bardzo korzystne zlecenie. Byłyby dodatkowe pieniądze na wyposażenie domu, na takie ekstrawyposażenie.

Całe lato zleciało jak chwilka. Byliśmy wszyscy  zapracowani od rana do nocy. Nawet nie miałem czasu zbyt często dzwonić do domu. Zresztą Anka już od dawna nie narzekała, że mnie nie ma, że nie interesuję się rodziną. Teraz to raczej ona odpowiadała na moje pytanie monosylabami, krótko i jakby niechętnie. Sama nie dzwoniła. Wysłałem jej pieniądze z ostatniego zlecenia.
– To na ekstrawydatki – zaznaczyłem.
– Dziękuję – odparła bez zainteresowania.
– Wracam za miesiąc – oznajmiłem jej.
– To dobrze, chłopcy na ciebie czekają – powiedziała bez cienia radości.
– A ty? – dopytywałem.
– Ja? Ja też…
Naprawdę miałem wrócić za miesiąc, ale z miesiąca zrobiło się dwa i pół. Po prostu pogoda nawaliła i prace się przedłużyły, a przecież trzeba było skończyć robotę. Szef nie był zadowolony, kiedy powiedziałem, że już chyba więcej nie przyjadę.
– Zastanów się, Wiktor. Gdzie indziej tyle zarobisz co u mnie? – kusił. – Dobry z ciebie pracownik, możemy pomyśleć o podwyżce.
– Ja wszystko rozumiem, szefie. W sumie byłbym chętny, ale muszę trochę pomieszkać w domu. Mam wrażenie, że rodzina mi się sypie… – odparłem z westchnieniem.
Pokiwał głową.
– Tak to jest, kiedy mąż za długo pozostaje poza domem. Dobra, odpocznij, zabierz gdzieś żonę i dzieciaki, a potem zastanów się nad powrotem do nas. Pamiętaj, zawsze jest tu dla ciebie praca.
– Fajnie szefie, pomyślę.
– A wiesz co – dodał jeszcze. – Jak twoja żona zobaczy pieniążki, to sama cię wyśle.
„Oj, to nie moja Anka” – przebiegło mi przez głowę, ale nic już nie powiedziałem.

Niespodzianka czekała mnie już na lotnisku. Stała tam bowiem żona, mimo że umówiłem się tylko z bratem.
– Gdzie Jarek? – spytałem.
– Sama chciałam cię odebrać.
– Stało się coś? – zaniepokoiłem się.
– Chodź do knajpy, musimy pogadać.
– Nie możemy porozmawiać w domu, wieczorem? – usiłowałem ją przytulić, ale skrzywiła się lekko i wywinęła mi się.
– Musimy porozmawiać, zanim pojedziemy do domu – powiedziała z naciskiem.

Coś najwyraźniej było na rzeczy. Anka zachowywała się jak obca osoba. Zatrzymała się przed eleganckim zajazdem, w którym nigdy nie byłem. Zresztą, jak niby miałem być? Do czasu mojego wyjazdu nigdzie razem nie bywaliśmy, nie mieliśmy na to pieniędzy. Potem, kiedy już byłoby nas stać, nasze życie toczyło się oddzielnie…
– Powiesz mi w końcu, o co chodzi?
Chcę się rozwieść, Wiktor – wypaliła wprost, a ja poczułem, jakby ktoś przywalił mi czymś ciężkim w głowę.
– Chcesz czego? – wyjąkałem.
– Rozwodu – powtórzyła spokojnie.
– Ale dlaczego? Ania, dlaczego?! Tak nagle? Przecież teraz już wszystko będzie dobrze, będziemy razem. O czym ty mówisz?!
– Nagle?! – prychnęła. – Jakie nagle, Wiktor? Tyle razy cię prosiłam, tyle razy chciałam porozmawiać. Ty mnie w ogóle nie słuchałeś. Wtedy… – zająknęła się i po chwili dokończyła przez łzy: – Wtedy może jeszcze, a teraz na wszystko jest za późno.
– Jak to? Przecież możemy to napra…
– Jestem w ciąży – przerwała mi.
Wybałuszyłem oczy.
– Ze mną? Nie… Jak? – wykrztusiłem.
– Nie udawaj głupszego niż jesteś! – warknęła ze złością. – Jestem w ciąży z kochankiem i chcę się z tobą rozwieść.

Jeszcze kilka godzin później jej słowa dźwięczały mi w uszach. „Jak ona mogła, jak mogła?! – myślałem. – Przecież ja to wszystko robiłem dla niej, dla niej i dla dzieci! A ona mnie zdradziła… i zniszczyła wszystko”. Zatrzymałem się u Jarka. Nie chciałem jechać do teściów. I nie chciałem również mieszkać w nowym domu, chociaż Anka oddała mi klucze, twierdząc, że jest mój.

Kilka dni piłem na umór, zmuszając brata, aby mi towarzyszył, aż w końcu bratowej skończyła się cierpliwość. Wykrzyczała mi w twarz, że jeszcze jeden dzień, a wyrzuci nas obu. A w ogóle to sam jestem sobie winien, bo ta Norwegia i pieniądze rzuciły mi się na rozum i od pewnego czasu nie myślałem ani o Ance, ani o dzieciach. Może miała trochę racji, ale ja przecież chciałem dobrze!

Tydzień później podpisałem Ance papiery i wróciłem do Norwegii. Tam przynajmniej miałem pracę. Ustaliliśmy, że dom sprzedamy i podzielimy się pieniędzmi. Nagle żadne z nas go już nie chciało.

Więcej prawdziwych historii:
„Mąż zabiera mi całą pensję i wydziela 100 zł miesięcznie. Nie mam nawet za co kupił kurtki na zimę”
„Jestem nieuleczalnie chora i nie wiem, ile mi zostało. Nie chcę zmarnować życia mężowi, dlatego wolę, by mnie zostawił”
„Mój mąż latami ukrywał przede mną swój majątek. Gdy prawda w końcu wyszła na jaw, powiedział mi, że to i tak tylko jego pieniądze”
„Wzięłam rozwód w wieku 20 lat. Po 10 latach kobieta, która ukradła mi męża, poprosiła mnie, bym się nim zaopiekowała”

Redakcja poleca

REKLAMA