Kobieta z dylematem życiowym fot. Adobe Stock

„Kobieta, dla której zostawił mnie ukochany mąż umiera. Poprosiła, żebym... pocieszyła go po jej śmierci”

Oddałabym wszystko, aby być przy ukochanym. Ale na moich warunkach, a nie tak, jak chce… ktoś inny.
/ 26.02.2021 11:16
Kobieta z dylematem życiowym fot. Adobe Stock

Mój mąż odszedł do innej kobiety niecałe dwa lata po naszym ślubie. Miałam dwadzieścia lat, byłam w nim szaleńczo zakochana. Do głowy mi nie przyszło, że w naszym życiu coś się zmieni i zostanę sama w największej rozpaczy i cierpieniu. Pozornie wszystko się układało. Mieliśmy nawet własne mieszkanie. Nieduże, ale wygodne i ładnie urządzone. To był mój posag, dostałam je po babci. Wyremontowaliśmy je…

Spotkałem kobietę mojego życia

Rafał mnie nie oszukiwał. Po prostu któregoś dnia wrócił z pracy i powiedział, że coś się między nami zmieniło.
– Co? – zapytałam, lecz bez żadnego bicia serca, żadnego niepokoju czy przeczucia. – Co się mogło zmienić? Chyba tylko tyle, że ja cię jeszcze bardziej kocham! – zaśmiałam się.
– Dlatego jest mi trudno – usłyszałam. – Ale nie mam wyjścia. Nie chcę cię oszukiwać, nie zasługujesz na to. Spotkałem kobietę mojego życia… Musimy się rozstać.
Dopiero wtedy dotarło do mnie, że dzieje się coś strasznego, jednak czułam się tak, jakby to wszystko jeszcze mnie nie dotyczyło. Jakbym usłyszała o trzęsieniu ziemi, ale gdzieś daleko. Wprawdzie było mi smutno, ale bezpośrednio nic mnie nie dotknęło!

Nie będę opowiadała, co się działo później; nie warto… Bardzo rozpaczałam i starałam się go zatrzymać, ale nie posłuchał. Zabrał swoje rzeczy i odszedł. Na rozwód zgodziłam się dopiero wtedy, gdy urodziło się im pierwsze dziecko. Nie miałam wyjścia – myśmy dzieci nie mieli, a tam oprócz córki już drugie było w drodze. Upieranie się nic by mi nie dało.

Prawie dziesięć lat zajęło mi wyjście na prostą

Oczywiście, z tamtą dziewczyną też rozmawiałam… Błagałam, żeby zostawiła mojego męża w spokoju, zwyzywałam ją od złodziejek i dziwek. Odpowiedziała, że ich jedyną winą jest to, że się za późno spotkali.
Gdybym była pierwsza, ty nie miałabyś szans – stwierdziła. – Między nami jest coś wyjątkowego, więc wbij sobie do głowy, że twoje małżeństwo się właśnie kończy, a moje zaczyna.
Prawie dziesięć lat wychodziłam na prostą. Bez leków i terapii by mi się nie udało, ale w końcu się ogarnęłam. Tylko życie osobiste nadal miałam w rozsypce. Owszem, były jakieś przelotne romanse, ale na nic poważnego nie chciałam się decydować.
Czemu? Chyba ze strachu, że znowu ktoś mnie porzuci, a może również dlatego, że nadal kochałam Rafała. Rozum mi mówił, żebym sobie odpuściła, lecz serce było mocniejsze. Nic na to nie mogłam poradzić.

Mieszkaliśmy w tym samym mieście. Raz czy dwa zobaczyłam ich przypadkiem. Cudowna rodzina! Ona piękna, wysoka, zgrabna, elegancka… Promieniała ze szczęścia. Jakże mogło być inaczej, skoro miała przy sobie ukochanego mężczyznę i dzieci?
Pamiętam, nawet się zastanowiłam, jak ona to robi, że jest taka szczupła. Po dwóch porodach i upływie lat zachowała świetną sylwetkę. Zupełnie jakby czas dla niej nie istniał…
Kolejnym razem sama na nich weszłam. Była ciepła wiosna, zabrałam psa na spacer i zobaczyłam ich w parkowej alejce. Dzieciaki bawiły się na placu zabaw, a oni siedzieli przytuleni na ławce pod kwitnącą robinią.
Było za późno, żeby się cofnąć, więc chcąc nie chcąc, poszłam dalej. Rafał mi się ukłonił, a ona patrzyła na mnie uważnie, nawet jakby się leciutko uśmiechnęła. Wydawała mi się dziwnie blada i zmęczona, choć nadal wyglądała przepięknie. Moim sercem boleśnie szarpnęła zazdrość. Zapragnęłam być na jej miejscu.

Minęło parę tygodni. Była pełnia lata, kiedy znowu się spotkałyśmy. Gdyby mi ktoś powiedział, jak do tego dojdzie, nigdy bym nie uwierzyła! Akurat odwiedzałam chorą koleżankę z pracy. Była po zabiegu operacyjnym, ledwo wstawała. A ponieważ tak jak ja była samotna, poprosiła, żebym jej przywiozła do szpitala jakieś drobiazgi. Weszłam do sali, w której leżała – i zamarłam. Przy sąsiednim łóżku siedział Rafał i nie spuszczał oczu z kobiety podłączonej do kroplówek. W ogóle mnie nie zauważył…
Osiwiał, był wymizerowany i zmęczony. Postarzał się o parę lat.
Nie masz pojęcia, jak ten facet przeżywa chorobę swojej żony! – powiedziała moja koleżanka, kiedy wolniutko wyszłyśmy na korytarz.
– Rzadko się zdarza, żeby mężczyzna aż tak się przejmował. Ten najwyraźniej bardzo ją kocha…
– A co jej jest? – chciałam wiedzieć.
– Chyba najgorsze. Przeszła drugą, podobno ciężką operację…
– Ma szanse?
– Kto to wie? Żal mi jej, bo młoda i ładna. Zerknęłam na kartę choroby, Ona ma dopiero trzydzieści sześć lat!

Po dwóch dniach znowu odwiedziłam koleżankę. Tym razem Rafała nie było przy łóżku żony. Za to ona uśmiechnęła się do mnie i poprosiła:
– Usiądziesz przy mnie na chwilę? Nie bój się, to nie jest zaraźliwe. Śmiertelne, ale się tym nie zarazisz. Możesz być o to spokojna.
– Ja ci przecież źle nie życzę… – zaczęłam, lecz mi przerwała:
– Wiem. Nikt mi źle nie życzy, ale i tak to się kiepsko skończy.
– Przestań. Wyleczą cię.
– Nie wyleczą. Szkoda czasu na okłamywanie się. Słuchaj, ja muszę z tobą pogadać. Przyjdź jutro pod wieczór. Rafała nie będzie, bo odwozi dzieci na wakacje, więc dobrze się składa. Przyjdziesz?
– Tak, przyjdę – odparłam po chwili milczenia, a ona odetchnęła z ulgą.
– To dobrze, bo mam bardzo ważną sprawę – odparła. – Dziękuję…

Następnego popołudnia przyjechałam do szpitala wcześniej, niż się umówiłyśmy. Ona spała, więc poprosiłam moją koleżankę z pracy, żeby poszła do sali telewizyjnej, kiedy tylko żona Rafała się obudzi.
Siedziałam przy niej i czekałam…Otworzyła oczy i uśmiechnęła się.
– Jesteś? Jak fajnie.
– No, jestem. Co mogę dla ciebie zrobić? – chciałam wiedzieć.
Czułam, że to będzie trudna rozmowa.
– Bardzo dużo – odparła. – Możesz sprawić, że spokojnie odejdę
Zmarszczyłam brwi.
– Ale co ja mogę?
– Słuchaj. Rafał bardzo cię lubi. Wiem to, bo go znam jak samą siebie. I cię szanuje… Jesteś jedyną kobietą, którą zniesie przy sobie, kiedy mnie zabraknie… Będzie wtedy cierpiał!
– Ja też kiedyś cierpiałam – nie mogłam się powstrzymać.
– Więc to rozumiesz. Nie udawaj, nadal go przecież kochasz! Dlatego nie ułożyłaś sobie życia, nie masz mężczyzny przy sobie…
– Skąd wiesz? – prychnęłam.
– Głupia nie jestem.

A gdybym zapragnęła się zemścić za moją krzywdę?

Chwilę odpoczywała, a potem powiedziała mi coś, co mną wstrząsnęło. Otóż ona chciała, żebym po jej śmierci… zajęła się Rafałem! Żebym pomogła mu przetrwać najgorsze chwile, była przy nim i przy ich dzieciach. Mówiła, że ma do mnie zaufanie. Wierzyła, że nie skrzywdzę jej męża…
– Dzieci też polubisz. Są fajne, grzeczne, dobrze się uczą i, co powinno być dla ciebie ważne, obydwoje są podobni do ich ojca, więc będzie ci łatwiej je zaakceptować.
– Skąd wiesz, że możesz mi zaufać? A gdybym chciała się zemścić?
– A chciałabyś? – spojrzała na mnie.
– Nie. Taka podła nie jestem.
– Więc widzisz… Zresztą, ja cię nie namawiam, żebyś się od razu wiązała, tylko żebyś pomogła mu w najgorszych chwilach. Potem zobaczycie, co z tego wyjdzie. On nie zna żadnych kobiet, nie będzie mu łatwo się do kogoś przyzwyczaić. Z tobą już był, znacie się, byliście bardzo blisko…

Zmęczyła się, więc przerwała.
– Moja mama jest słaba psychicznie, więc na pewno się rozklei – podjęła po chwili. – Rodzeństwa nie mam. Koleżanki… Każda ma swoje życie. Pomyślałam, że jesteś jedyną osobą, która da radę to udźwignąć.
– A nie pomyślałaś, że to egoistyczne? Każesz mi rozdrapywać stare rany. O moich uczuciach nie myślisz?
W mojej sytuacji egoizm jest usprawiedliwiony – uśmiechnęła się. – Ale oczywiście zrobisz, jak zechcesz!
– Wiesz, stawiasz mnie pod ścianą.
– Wiem. Ale może i tobie jakoś pomagam. Zastanów się nad tym…
Powiedziała jeszcze, że uprzedzi Rafała, że się spotkałyśmy i że to ona prosiła mnie o pomoc.
– Wybacz mi – poprosiła . – W końcu twoje jest na wierzchu.

Po kilku dniach zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do Rafała. Powiedział, że jej stan jest bardzo ciężki, że właściwie nie ma szans.

A ja jestem pod ścianą! Tak marzyłam, żeby znowu być przy nim, a teraz wcale tego nie chcę… Kocham Rafała i bardzo mi żal jego dzieci. Do niej nie mam pretensji. Do niedawna myślałam, że los okrutnie poplątał nasze ścieżki. Ale teraz, kiedy je rozplątuje, to jeszcze bardziej boli niż kiedyś.    

Więcej prawdziwych historii:
„Mam 35 lat, mieszkam z rodzicami, nigdy w życiu się nie upiłam i... jestem dziewicą. Nigdy nawet nie byłam na randce”
„Córka oskarżyła mojego partnera o gwałt. Świat mi się zawalił, a ta gówniara się świetnie bawiła”
„Nie chciałam pokazywać swojego faceta przyjaciółce, bo bałam się, że mi go odbije. Moje objawy były bardzo słuszne...”
„Wychodzę za mąż za faceta, którego znam 6 miesięcy. Matka się do mnie nie odzywa, a siostra dopytuje, czy wpadłam”