„To nie jest kraj dla starych ludzi” nie jest z pewnością filmem dla delikatnych, wrażliwych kobiet, które lubią „spacerować” z Jane Austen po Opactwie Northanger w poszukiwaniu rozważnej i romantycznej miłości. 
WIDEO…
Niestety, w prawdziwym życiu od miłości do nienawiści niedaleko, a bracia Coen nie gustują w upiększaniu czy koloryzowaniu rzeczywistości – ich filmy to obraz wnikliwej obserwacji świata, o którym wiemy, że istnieje po sąsiedzku, ale często przymykamy oczy udając, że go nie ma. Zbrodnia? Przemoc? Narkotyki? I tym razem krew więc spływa z ekranu, a my w pewnej chwili przestajemy liczyć trupy… jednak ten thriller, łączący w sobie elementy westernu i dramatu, to nie typowy film w stylu „zabili go, a on powystrzelał wszystkich”. W opowieść o ściganym i ścigającym autorzy wpletli refleksję na temat słynnego „American dream”, tęsknoty za zmitologizowaną przeszłością, potrzeby moralnego odrodzenia Stanów czy życia w świecie własnych zasad.
Film zapowiada się na spokojną, nostalgiczną opowieść o ludziach żyjących z dala od hałaśliwego, pędzącego świata, czekających na coś, co może nadejdzie, a nawet jak nie nadejdzie, to w tej bezczynności nikt nie zauważy, że coś kogoś ominęło. Chwilę później jednak ekranowy ład zostaje zburzony – w Teksasie pojawia się człowiek z zewnątrz, nie pasujący do mentalności mieszkańców, i też wcale nie mający ochoty zaaklimatyzować się w obcej mu rzeczywistości: psychopatyczny morderca, Anton Chigurh (świetny w tej roli Javier Bardem). Starcie różnych wartości i wrogich sobie światów powoduje destrukcję, zniszczenie i chaos. Budzi też w człowieku tęsknotę za tym, co minione: za starą dobrą Ameryką.

Wkraczamy w świat zbrodni, gdzie ludzkie życie warte jest tyle, co rzut monetą. Orzeł czy reszka? Jeden niewłaściwy wybór, i już nas nie ma na tym świecie.
Myśliwy Llewelyn Moss (Josh Brolin) znajduje w miejscu mafijnych porachunków kilka trupów, narkotyki i… walizkę z dwoma milionami dolarów. Pieniądze bierze, a od tej chwili jego życie nabiera tempa – przyśpiesza też akcja filmu, zaś my, znudzeni lub przejęci, śledzimy walkę… dobra ze złem? Czy też jedynie mniejszego zła z większym złem? W tym samym Dekalogu jest: „nie zabijaj” - jest też i „nie kradnij”. Relatywizm moralny?
Oglądając film, długo możemy nie zauważać, że w dziele braci Coen nie ma… muzyki! Niewiele jest też dialogów – nie ma tu niepotrzebnych słów, zbędnych dopowiedzeń czy uogólniania. „Jeśli nie wrócę, przekaż mamie, że ją kocham”. „Twoja mama nie żyje, Llewelyn”. „Cóż, w takim razie sam jej to powiem”. Gorzka ironia. Wystarcza!

Jeśli ktoś lubi klimat „tarantinowskiej’ brutalnej prawdy o świecie, z pewnością przez dwie godziny z zafascynowaniem w oczach śledzić będzie i dzieło braci Coen. A jeśli się nie spodoba? Po wyjściu z kina zawsze możemy ponarzekać na dzisiejsze czasy i zatęsknić za starymi, świetnymi filmami, których w naszych czasach już się nie kręci… a których dziś i tak się nie ogląda.
„ To nie jest kraj dla starych ludzi”
Tytuł oryginalny: „ No Country for Old Men”
Reżyseria: Ethan Coen, Joel Coen
Scenariusz: Ethan Coen, Joel Coen
Zdjęcia: Roger Deakins
Obsada: Javier Bardem (Chigurh), Josh Brolin (Moss), Tommy Lee Jones (Bell)
Dystrybutor filmu: UIP
USA 2007


























