Ciepły, miejscami bardzo wzruszający film o tym jak trudno jest żyć po śmierci bliskiej i kochanej osoby, nawet jeśli wiemy, że żyć trzeba. Doskonała rola Aarona Eckharta to tylko jeden z powodów dla których ten film trzeba zobaczyć. Do tego jest jeszcze emocjonalna historia, pełna pocieszenia dla wszystkich. A i z kina wychodzimy jakoś w lepszym humorze.

WIDEO

player placeholder
wedwoje116131-987c1c1

Po tragicznej śmierci żony Burke (Eckhart) radzi sobie z bólem pisząc książkę, coś w stylu poradnika dla tych, którzy stracili bliskich. Ta nieoczekiwanie staje się bestsellerem a on sam zostaje wyniesiony do rangi speca od żałoby. Promuje książkę i samego siebie, organizuje seminaria i ćwiczenia. Staje się znakiem markowym. Nikt poza jego najlepszym przyjacielem i teściami nie wie, że Burke sam nie stosuje się do rad ze swojej książki, co więcej; mimo upływu 3 lat, jeszcze nie poradził sobie ze stratą ukochanej żony. To przypadkowo poznana Eloise (Aniston), jako jedyna zobaczy w nim nieokiełznane jeszcze pokłady bólu. I to ona stanie się terapeutą dla terapeuty, a zarazem przepustką do nowego życia dla cierpiącego mężczyzny.

Zobacz także:
wedwoje216131-b7d8df2

Doskonały. To film o konieczności przeżycia tragedii i o zostawieniu za sobą bólu, którego nie chcemy zostawić. To też film o mężczyźnie, który od nowa uczy się niemalże całego życia. Burke z poczucia winy pielęgnuje swoje niemalże neurotyczne dziwactwa, sam jednak wie, że prędzej czy później będzie musiał wszystko zmienić i pójść dalej. I wreszcie, ten film to wirtuozerska gra Aarona Eckharta, ciągle jeszcze zbyt mało w Hollywood docenianego. Eckhart jest bez wątpienia w czołówce najlepszych, ba wyprzedza niejedną wynoszoną na szczyty tabloidów „gwiazdę”. Wierzę głęboko, że to co najlepsze jeszcze przed nim.

wedwoje316131-0423055

To, czym ten film nie jest, to bez wątpienia komedia romantyczna. Całkowitym nieporozumieniem wydaje się też reklamowanie go jako „nową komedię z Jennifer Aniston”, która – nota bene – przy Eckhartcie wydaje się być jedynie cieniem aktorki. Kiedy kolejny film zostaje marketingowo przypasowany do jednej i tej samej kategorii nieszczęsnej komedii romantycznej, mnie jak i podejrzewam wielu nałogowych kinomanów trafia całkiem nie filmowy szlag. No dobrze, sprzedaż sprzedażą, ale gdyby tak podliczyć tych, którzy zniechęceni łatką nie pójdą na naprawdę wartościowy, mądry film? To w zasadzie opowieść dla każdego, taka i do śmiechu, i do wzruszenia, świetnie napisana, rewelacyjnie zagrana, doskonała bez wyjątku. Szkoda jest wrzucać ją do worka z setkami filmowych miernot.

I jeszcze jedno. Polska premiera Love Happens nie została jeszcze wyznaczona, nie wiadomo czy będzie w ogóle, bo w Stanach Zjednoczonych kiepsko radził sobie finansowo. Ratują go jedynie niskie koszty produkcji, które być może pozwolą na szerszą dystrybucję, chociażby na DVD. Trzymam kciuki.

Fot. filmweb.pl

Marta Czabała