Nie tak dawno temu i wcale nie tak daleko stąd, była sobie pewna wioska. Ludzie w niej żywot zwyczajny wiedli, odmierzany porami roku, czasem siania, żniw i odpoczynku zimowego. Miała ta wieś kowala, silnego młodego człeka, Jasiek mu było na imię. Prosty to był chłopak, uczciwy ponad miarę, ufający ludziom i naiwny nieco. Stąd też i pewnie Głupim go nazwano, aby tradycji posiadania wsiowego głupka zadość się stało.

WIDEO

player placeholder

Nad wioską dwór górował, własność Możnego Pana, który tam wraz z małżonką swą, Piękną Damą zamieszkiwał. Surowy był to pan, lecz sprawiedliwy i złego słowa na niego powiedzieć nie można było, choć trafiał się jeden z drugim poszeptujący po kątach o wyzysku i ucisku.

wedwoje19436-3c348a0

I zdarzyło się razu pewnego, że Piękna Dama na przejażdżkę się wybrawszy, podkowę zgubiła tuż przy wsi. Jako że kowal pod ręką był, tedy konia do kuźni podprowadziła i gromkim okrzykiem pracującego tam Jaśka przywołała. Ten podszedł, nogę konia obejrzał, po czym ukłoniwszy się, bez słowa za robotę się zabrał.

Zobacz także:

Spoglądała Piękna Dama na pracującego Jasia, jak siłę swą wykorzystując, szybko i sprawnie zadanie wykonuje. Gdy skończył, gestem kazała mu zbliżyć się do siebie...
- Spójrz na mnie – poleciła. - Jak ci na imię?
- Jasiek, o pani – odparł kowal, oczy swe na nią podnosząc i zaraz w ziemię wzrok wbił, urodą jej oszołomiony.
- Nie wstydź się, Jaśku – Dama delikatną, białą dłonią ujęła go pod brodę – bo ja prośbę do ciebie bym miała.
- Co tylko rozkażesz, pani – rzekł, zginając się w pokłonach.
- Pojedziesz ze mną do dworu, tam porozmawiamy!
I ruszyli. Piękna Dama truchtem na koniu, świeżo podkutym, a Jasiek za nią, pieszo, ciesząc oczy zachwycającym pięknem jej urody. Wprowadzony zaś na pokoje, nie mógł się nadziwić przepychowi i przestronności pomieszczeń, obracając głowę na wszelkie strony w niemym uwielbieniu.
- Podoba ci się, jak widzę – szepnęła Piękna Dama, z rozbawieniem obserwując jego zachwycone spojrzenie, gdy Jasiek w odpowiedzi jedynie skwapliwie głową pokiwał. - Powiem ci zatem, Jaśku, czemu cię sprowadziłam... Otóż w wiosce, przy kuźni, siłę twą podziwiałam i pomyślałam sobie: oto jest człek, który mnie, słabej i bezbronnej w biedzie pomoże...
- Jaka to bieda, o pani, powiedz! - Jasiek, do stóp jej przypadłszy, żarliwie słowa wypowiadał. - Jakżeż ja, niegodny, pomóc ci w niej mogę?
- Powiem ci prawdę, bo serce twe czyste, a z ciebie człek dobry – podjęła Dama po chwili zadumy. - Małżonek mój, choć pozory utrzymuje, jest jednak z natury okrutny i bezlitosny. Bije mnie, głodzi, w rozmaity sposób krzywdzi, a nikt mi wiary nie daje, bo posłuch wśród ludzi ma bezwzględny.
- Być nie może... to być nie może – z niedowierzaniem kręcąc głową, kowal oczy swe zamglone w twarz mówiącej wbijał, a olbrzymie dłonie w pięści ze złości się zaciskały. - Jak mogę ci pomóc, o piękna pani, jak mam cię od krzywdy ochronić?
- Mąż mój do miasta dzisiaj wyjechał, z jednym służącym jedynie, sprawy dworu załatwiać. Niedługo wracać będzie, więc proszę cię ja... nie... jednak nie mogę – głos dramatycznie zawiesiła...
- Ależ mów, pani! - żarliwie przywierając ustami do jej dłoni, Jasiek niemal płakał. – Co tylko zechcesz, zrobię!
- Trzeba go zabić, usunąć z tego świata, niech już mnie nie nęka, niech spokoju zaznam. Jeśli to zrobisz, to zaręczam ci, że we dworze tym zamieszkasz, jako mój osobisty sługa, niczego ci nie zbraknie, a rodzina twa część dóbr małżonka mego, które po jego śmierci przejmę, otrzyma...
- Nie dla nagrody ja to zrobię, lecz dla radości twojej i spokoju serca – przyobiecał Jasiek i pomknął jak strzała na przełaj, przez ostępy leśne, by w gęstwinie przy drodze, na powracającego z miasta Możnego Pana się zasadzić.

Niedługo musiał czekać, sylwetki dwie na drodze rychło się pojawiły. Parobek zginął pierwszy, od uderzenia kamieniem, prosto w tył czaszki. Możny Pan umarł zaś z ostrzem między łopatki wrażonym, które z siłą wielką serce przebijając, aż pod gardłem mu wyszło. Z krwawą pianą na ustach i zamglonym wzrokiem, nic nie rozumiejąc, zszedł Pan z tego świata, a Jasiek, wyszarpnąwszy ostrze i z krwi je dokładnie obtarłszy, ruszył w drogę powrotną...

We dworze jednak drzwi zamknięte zastał, a sługa w lśniącej liberii oznajmił mu, iż Piękna Dama, pogrążona w smutku po stracie męża swego, nikogo widzieć nie chce i sama po niego pośle, gdy potrzebny będzie...

Mijały dni, mijały tygodnie, w miesiące się przerodziły, a Jasiek czekał na znak od Pięknej Damy, na co dzień robotę swą jak zawsze wykonując. I tylko wieczorami, gdy kuźnię już zamknął, spoglądał z zadumą i tęsknotą w stronę świetlistych okien dworu. Gdy jednak czekania dosyć już miał i ponownie zapragnął ujrzeć Piękną Damę, w jej oczach wdzięczność dostrzec za krzywd i cierpień zakończenie, wybrał się do dworu i siłą przedarłszy na pokoje, stanął przed nią. Słowa nie zdążył wyrzec, gdy ciął go ostry jak bicz głos kobiety:
- To ty! To ty! Ty męża mojego zabiłeś! Ukochanego, nieodżałowanego, jedynego! Morderco bezlitosny, kara na ciebie czeka! O świcie powieszony zostaniesz...

Na próżno oszołomiony Jasiek słowo z siebie wydusić próbował, na próżno wyrwać z uścisku żołnierzy się starał. Siłą zawleczony do lochu, rzucony na kamienną podłogę, oka nie zmrużywszy, w niezrozumieniu świtu czekał. Z pierwszymi promieniami słońca wywleczono go na zewnątrz, poprowadzono w dół do wioski, gdzie pod naprędce skleconym szafotem już cała wieś się zebrała. Patrzył kowal na zacięte twarze, na zaciśnięte pięści i widząc Piękną Damę na ozdobnym fotelu przed szafotem spoczywającą wiedział, że żadne jego słowo już nie pomoże, losu nie odmieni. Tuż po tym, jak pniak spod nóg jego kat wytrącił, a pętla na karku się zacisnęła, Piękna Dama z fotela się podniosła i dłoń swą wyciągając, donośnym głosem rzekła:
- Choć męża mego bestialsko zamordowałeś, niepocieszoną wdowę ze mnie czyniąc, ból i cierpienie na mnie sprowadzając, wybaczam ci oto w chwili twej śmierci...

A tłum w zachwycie spoglądał na Damę, w milczeniu jej miłosierdzie i łaskawość wielbiąc...

Rafał Wieliczko