Kiedy powiedziałem dziecku "kocham cię"?

Pojawienie się nowego członka rodziny to wielkie wydarzenie. Często tata czuje się nieco zagubiony emocjonalnie, szczególnie w pierwszych dniach życia malucha. Jak poradzić sobie z nowymi uczuciami? Jak przełamać się i powiedzieć dziecku "kocham Cię"?

Kiedy powiedziałem dziecku "kocham cię"?

To było jeszcze wtedy, gdy byliśmy w ciąży.
Pewna znajoma, stara i mądra, zapytała, czy będę asystować przy porodzie. Ja na to, że oczywiście, no przecież, wiadomo. A ona, że to świetnie, bo kiedy ona rodziła, o czymś takim nawet mowy być nie mogło.
– A szkoda – mówiła. – Bo efekt był taki, że kobieta wracała z dzieckiem do domu, zakochana w nim jak diabli, a ojciec stał i hmm, tego, owego, patrzył na dziecko, jak na cztery kilo mięsa z kością.
– I to zrozumiałe – tłumaczyła. – Bo niby jak miał patrzeć na to coś obcego, co mu do domu wnoszą? I to coś jeszcze wrzeszczy, sika, rzyga. A jak jest głodne, to łapie za pierś i miętosi. Tą ukochaną, wspaniałą, która wcześniej była na wyłączność męża.
Znajoma się rozgadała, a we mnie narastała panika, jak ja to coś zaakceptuję, jak ja pokocham. No bo że pokochać trzeba, to przecież oczywiste.

Szkoła rodzenia - pierwsze rady jak wyrazić miłość do dziecka

– Proszę panów! – zaczęła pani prowadząca szkołę rodzenia. – Nie zaszkodzi przemawiać do brzucha. Nie zaszkodzi go głaskać i wyobrażać sobie, że bawicie się z dzieckiem. Jak chcecie, możecie na komórkę mamy wysyłać SMS-y do swojego dziecka, jakby już było na świecie – radziła.
No jasne, no jasne! Od początku trzeba się wprawiać, trzeba w sobie rozwijać czułość, sympatię, miłość. Problem tylko w tym, że jak by na to patrzeć, zamiast dziecka jest brzuch. I teraz co? Mam do niego pisać SMS-y?
Nie dałem rady być aż tak ekstrawagancki. Nie zdecydowałem się na telefoniczne połączenia, za to zacząłem z nim rozmowy, że tak powiem, usta w brzuch. I nawet nie było to takie trudne, bo Tosia kopała i miałem wrażenie porozumienia. Paplałem więc, co mi ślina na język przyniosła: a jak tam w brzuchu? ciasno? ciepło? bawisz się jelitkami mamy?

Katarzyna Bosacka opowiada o ciąży i zachciankach!

Zobacz też: Jak sobie poradzić z byciem tatą?

Prawdziwy problem pojawił się dopiero wtedy, gdy wpadłem na pomysł, by do brzucha powiedzieć „kocham cię”. No po prostu nie mogło mi to przejść przez gardło. A uważałem, że to ważne, że powinienem, bo przecież to takie wzruszające, bo jak się tego teraz nie nauczę, to już w ogóle nie będę potrafił.

Dziecko będzie to czuło i między nam pojawi się murek, który potem urośnie w widzialny z kosmosu chiński mur.

Męczyłem się strasznie, zwłaszcza że Aga była obok, w końcu to jej brzuch. No i przy niej już w ogóle w żaden sposób mi nie wychodziło. Dziwiło mnie to trochę, bo wobec Agi nie mam z tym problemu. Często jej mówię, że ją kocham. Tak mi się przynajmniej zdaje.

W końcu to z siebie wycisnąłem. Ojejku, jak ja się wtedy czułem! Wstyd mi się zrobiło, zażenowany byłem. Jednym słowem: czułem wszystko, tylko nie miłość.
Takich prób miałem wiele.

Zobacz też: Czy warto rodzić w domu?

Poród i okres późniejszy - jak powiedzieć dziecku "kocham Cię"?

A potem był poród i niesamowite wzruszenie.

Kiedy Tosia przybyła do domu, znów zacząłem ćwiczyć. Pochylałem się nad nią, łaskotałem, tarmosiłem, głaskałem i już miałem powiedzieć, że ją kocham, gdy nagle coś we mnie sztywniało. Przełamywałem się i z gardła wydobywał mi się charkot.

Agnieszka opowiadała mi później, że nieraz go słyszała i bardzo ją to bawiło.

Aż wreszcie przyszedł ten dzień. Tosia miała już wtedy jakieś sześć miesięcy, potrafiła się turlać, trochę gaworzyła, śmiała się jak stara. I nagle, nie wiadomo skąd, poczułem jakieś ciepło, wzruszenie. Wziąłem ją na ręce i tak najzwyczajniej w świecie powiedziałem: „Kocham cię”. I pocałowałem, i przytuliłem. I poczułem, że ją kocham. Tak bezinteresownie, tak bezwarunkowo, tak na zawsze.

Artykuł pochodzi z książki "Dziennik Taty" wydawnictwa W.A.B.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)