„Nienawidziłam ojca, bo zostawił mnie i mamę. Chciałam zniszczyć mu życie, nie zasługiwał na szczęście”

dziewczyna która nienawidzi swojej macochy fot. Adobe Stock
Nie mogłam pogodzić się z tym, że ojciec po rozwodzie ułożył sobie życie na nowo. Przelałam na nią cały żal i zgotowałam jej prawdziwe piekło
/ 18.03.2021 19:40
dziewczyna która nienawidzi swojej macochy fot. Adobe Stock

Gdy zobaczyłam ją wysiadającą z samochodu, omal nie dostałam zawału! Przecież ta kobieta nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia kilka lat. Widziałam ją może przez minutę, bo zaraz odwróciła się, wzięła pod rękę mojego tatę i weszli do centrum handlowego. Ale to wystarczyło. Była nieprzyzwoicie młoda. Typowa długonoga blondynka odstawiona jak na imprezę. Przy moim ojcu wyglądała jak jego córka albo, co gorsza, utrzymanka… „Rany, jakie to banalne” – pomyślałam.

Nienawidzę go za to, że odszedł

Rodzice rozwiedli się, gdy miałam 12 lat. Byłam za mała, żeby zrozumieć kto i za co ponosił winę. Zwłaszcza że obeszło się bez awantur, prania brudów, przepychanek między rodzicami. Ojciec zawsze był spokojny, zrównoważony, zamknięty w sobie. Po prostu któregoś dnia się wyprowadził. A mama nie walczyła, nie próbowała go zatrzymać. Uniosła się honorem i pozwoliła mu odejść.

Dopiero po kilku miesiącach wpadła w panikę. Płakała wieczorami i żaliła się na los, na to, jakim nieszczęściem ją pokarał. Jej słowa mam wyryte w pamięci do dziś. Serce mi pękało, gdy widziałam, jak cierpi. Wielokrotnie budziłam się w nocy zlana potem, bo śniło mi się, że mama zamierza się zabić, a ja nie mogę temu zapobiec. Nie chciałam, żeby zorientowała się, jak bardzo to wszystko przeżywam. Dlatego kumulowałam wszystko w sobie, a stres rozładowywałam złością na ojca.

On próbował utrzymywać ze mną kontakt, ale ja go ignorowałam. Nie przychodziłam na umówione spotkania, a kiedy przyjeżdżał do domu, zatrzaskiwałam mu przed nosem drzwi do swojego pokoju. Mówiłam, że go nienawidzę i nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Musiało go to boleć, ale nie naciskał na mnie. Po prostu cały czas cierpliwie próbował. Przyjeżdżał, dzwonił, pisał SMS-y, proponował wspólne wyjazdy, interesował się tym, co w szkole. Ale ja kochałam mamę i za to, co jej zrobił, traktowałam go jak wroga.

Tym bardziej zabolał mnie ten widok przed supermarketem. Od rozwodu rodziców minęło dziewięć lat. Nasze relacje się unormowały. Nie zostaliśmy przyjaciółmi, ale nie naskakiwałam już na niego tak jak wcześniej, czasem nawet udało nam się przyjacielsko porozmawiać. A tu znów kolejny cios. Ojciec mnie okłamał. Mówił, że jest sam, bo po rozpadzie małżeństwa nie potrafi i nie chce się z nikim związać, a tu proszę, prowadza się z jakąś tlenioną lalunią i to co najmniej o dwadzieścia lat młodszą!

Nie powiedziałam mamie o tym, co widziałam. Chciałam zaoszczędzić jej cierpienia. Ale uknułam w głowie plan. Postanowiłam poznać tę kobietę i zrobić wszystko, by ojciec ją znienawidził. Chciałam za wszelką cenę zniszczyć ten związek. Skoro ojciec rozbił naszą rodzinę i zabrał mi szczęśliwe dzieciństwo, nie miał prawa teraz cieszyć się z uroków życia. Przecież to niesprawiedliwe! Kilka dni później umówiłam się z tatą na spotkanie. Zagadnęłam go o tę kobietę. Powiedziałam, że widziałam ich razem i że bardzo chciałabym ją poznać.
– Tyle lat minęło, masz prawo do szczęścia – powiedziałam mu dla niepoznaki. Wyraźnie ucieszyła go moja reakcja. Na początku się speszył, gdy zaczęłam mówić o niej, ale za chwilę jakby kamień spadł mu z serca. Wykorzystałam jego naiwność.

Co ma ona, czego nie miała mama?

Dwa tygodnie później zaprosił nas obie na kolację. Nie mogłam doczekać się, kiedy poznam tę pustą lalkę, która zaczaiła się na mojego ojca po to, by sponsorował jej dostatnie życie. Spotkanie było raczej drętwe. Ona była bardzo zestresowana, mało mówiła. Starała się być miła dla mnie, ale od razu założyłam, że jest fałszywa, więc za nic miałam jej komplementy i słowa zainteresowania. Do szału doprowadzało mnie to, jak zachowywał się mój ojciec. Był dla niej taki czuły, łagodny i wyrozumiały! „Dlaczego nie potrafił taki być dla mamy?” – myślałam.

Zachowałam jednak kamienną twarz. W imię zasady: „poznaj swojego wroga, bo wtedy łatwiej go pokonasz”, postanowiłam zaprzyjaźnić się z rywalką mamy. Nie było trudno. Agnieszka była ode mnie tylko pięć lat starsza, tematów do rozmowy więc nam nie brakowało. Poza tym, to jej zależało, by wkupić się w moje łaski.

Zwabiłam ją na wspólne zakupy. Wiedziałam, że to chwyci. Takie udawanie przyjaciółek. Wybierałyśmy wspólnie ciuchy, doradzałyśmy sobie nawzajem. Ona naprawdę uwierzyła, że ją polubiłam. Gdy zaaferowana przymierzała kolejne ubrania, wrzuciłam jej do małej kieszonki w torebce dwa pierścionki, bransoletkę i naszyjnik, które dostałam od taty na urodziny. Były bardzo drogie. Ojciec, jak zwykle, chciał odpokutować winy drogim prezentem.

Odczekałam dzień i wszczęłam histeryczną awanturę. Zadzwoniłam do taty i powiedziałam, że zginęła mi biżuteria. Rozpaczałam, że pewnie podczas zakupów zostawiłam ją w przymierzalni i ktoś skorzystał z okazji. Tata i Agnieszka próbowali mnie pocieszyć. Tata obiecał, że odkupi mi ładniejszą, Agnieszka oferowała, że może mi dać coś ze swoich błyskotek. Widziałam, że ma sporą kolekcję w szkatułce. Tym bardziej mój plan wydawał się wiarygodny.

Znów odczekałam dwa dni i przyszłam do nich na kolację. Pod pretekstem wyjścia do łazienki, cichutko w przedpokoju sprawdziłam, czy w torebce nadal jest moje podrzucone złoto. Agnieszka musiała nie korzystać z tej małej kieszonki, bo wszystko leżało tak, jak dwa dni temu. Udałam, że się potknęłam o dywanik w przedpokoju, i strąciłam jej torebkę. Biżuteria wysypała się na podłogę. Krzyknęłam tak głośno, że oboje w kilka sekund pojawili się obok. Wrzeszczałam na Agnieszkę, że jest złodziejką i podstępnie podczas zakupów odwróciła moją uwagę i zwyczajnie mnie okradła. Agnieszka próbowała się tłumaczyć, płakała, a mój ojciec stał jak wryty. Był blady jak ściana. W końcu odwrócił się, wszedł do sypialni i zamknął za sobą drzwi. Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam.

Po kilku dniach odezwałam się do ojca. Był załamany. Kazał wyprowadzić się Agnieszce. Uwierzył w to, że jest złodziejką. Wiedział, że uwielbia biżuterię, sam jej kupował złote ozdoby. Nie przyjmował jej tłumaczeń. Ufał mi bez reszty. Nie wiem dlaczego, ale gdy zobaczyłam jego smutną twarz, po mojej satysfakcji z udanej intrygi nie było śladu.
– Wiem, że cię zraniłem – powiedział. – Ale nie zostawiłem mamy dla innej kobiety. Między nami od początku źle się układało. Byłem z nią tylko ze względu na ciebie, jednak po latach zrozumiałem, że zmuszając się do tego małżeństwa, wcale cię nie uszczęśliwię. Tyle lat byłem sam. Już myślałem, że nic dobrego mnie nie spotka. Agnieszka dała mi poczucie, że jeszcze życie się dla mnie nie kończy. A tu taki cios. Nigdy bym się tego po niej nie spodziewał.

Co ja zrobiłam?

Po raz pierwszy spojrzałam na swojego ojca jak na ofiarę, a nie oprawcę. Przecież ten człowiek, jak każdy, miał prawo do szczęścia. Nie zostawił mamy dla innej kobiety, po prostu im nie wyszło. Przez wszystkie te lata zależało mu na mnie, a ja w imię pomszczenia krzywdy mamy zrobiłam mu świństwo. I jeszcze ta Agnieszka. Bogu ducha winna dziewczyna, może faktycznie kochała mojego ojca... Czułam ogromne wyrzuty sumienia.

W końcu nie wytrzymałam i poszłam do domu Agnieszki. Byłam przygotowana na wszystko, że zatrzaśnie mi drzwi przed nosem albo uderzy mnie w twarz. Zapukałam, wstrzymałam oddech i czekałam na najgorsze.
– Wejdź, proszę – powiedziała, odwróciła się i poszła do pokoju.
Miałam przygotowaną w głowie całą przemowę, starannie przemyślane zdania, którymi miałam ją prosić o wybaczenie. Ale kiedy stanęłam z nią twarzą w twarz, zatkało mnie i się rozpłakałam. Podeszła do mnie i mnie przytuliła.
Wiem, że jesteś zazdrosna o tatę. To zrozumiałe. Nie znasz mnie i masz prawo podejrzewać o najgorsze.
– Przepraszam – wydukałam przez łzy. – Gdybym mogła to jakoś naprawić…
– Nie chcę, żeby Andrzej cierpiał – przerwała mi Agnieszka. – Ale nie sądzę, żeby mi wybaczył.
Wyjęłam telefon z torebki.
– Tato? – powiedziałam, gdy tylko odebrał. – Muszę ci coś powiedzieć...

Więcej prawdziwych historii:
„Moja chora ambicja sprawiła, że córka prawie zmarła. Zamiast na dobrą uczelnię, trafiła do ośrodka leczenia uzależnień”
„Znalazłam damską bieliznę w jego rzeczach i pomyślałam, że mnie zdradza. Prawda była jeszcze gorsza”
„Kuzyn szefa zgwałcił mnie, a ja nie mam na to dowodów. Wstydzę i boję się powiedzieć o tym mężowi”

Redakcja poleca

REKLAMA