Reklama

Każdy rodzinny weekend w moim domu wyglądał niemal identycznie. To był niekończący się festiwal dobrych rad, ciężkich westchnień i pytań o moją przyszłość, które sprawiały, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Czułam się jak niepasujący element w doskonale ułożonej układance moich bliskich, bo zamiast analizować rynki finansowe, wolałam tworzyć własne światy na kartkach papieru. Tamtej soboty uciekłam do małej kawiarni, żeby po prostu odetchnąć i w spokoju pisać. Nie miałam najmniejszego pojęcia, że mój brat, jedyna osoba, która naprawdę we mnie wierzyła, uknuł plan mający całkowicie odmienić moje życie.

Westchnęła ciężko

Sobotni poranek zaczął się dokładnie tak, jak przewidywałam. Siedzieliśmy w jadalni przy dużym dębowym stole, a powietrze było gęste od niewypowiedzianych pretensji. Moja starsza siostra, Edyta, właśnie opowiadała o swoim nowym awansie w agencji reklamowej. Mówiła głośno, z pewnością siebie, która zawsze mnie onieśmielała. Rodzice słuchali jej z dumą wymalowaną na twarzach. Kiedy skończyła, wzrok wszystkich naturalnie przeniósł się na mnie. Skurczyłam się nieco w krześle, mieszając łyżeczką ostygłą już owsiankę.

— A ty, jak tam na uczelni? — zapytał tata, chociaż ton jego głosu zdradzał, że pyta bardziej z obowiązku niż z prawdziwej ciekawości.

— Dobrze — odpowiedziałam cicho. — Właśnie analizujemy literaturę romantyzmu. Bardzo inspirujące.

Edyta prychnęła, przewracając oczami.

— Inspirujące. I co zamierzasz z tą inspiracją zrobić za kilka lat? Będziesz recytować wiersze na ulicy? Naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie poszłaś na zarządzanie. Mogłabym ci załatwić staż u mnie. Miałabyś konkretny zawód, a nie jakieś bujanie w obłokach.

— Filologia to też konkretny kierunek — spróbowałam się bronić, choć wiedziałam, że to z góry przegrana bitwa. – Uczy analitycznego myślenia, rozumienia tekstów kultury. Poza tym, wiesz przecież, że piszę książkę.

Mama westchnęła ciężko, wstając, by pozbierać naczynia ze stołu.

— Pisanie to piękne hobby, kochanie. Ale z hobby nie opłacisz rachunków. Twój brat prowadzi wielką firmę, Edyta robi karierę, a ty ciągle żyjesz w świecie fantazji. Kiedy w końcu dorośniesz?

Wtedy odezwał się Leon. Zawsze był moim największym oparciem. Paradoksalnie to on, najstarszy z nas, prezes potężnej firmy technologicznej, człowiek twardo stąpający po ziemi, jako jedyny rozumiał moją pasję.

— Dajcie jej spokój — powiedział spokojnie, ale stanowczo. — Każdy ma swoją drogę. Wyobraźnia to też kapitał, tylko inwestowany w inny sposób. Czytałem pierwsze rozdziały jej powieści i uważam, że ma ogromny talent.

Edyta chciała coś odpowiedzieć, ale Leon uciszył ją jednym spojrzeniem. Mimo jego wsparcia czułam, że gula w gardle rośnie mi do niebotycznych rozmiarów. Nie mogłam znieść tej atmosfery. Zawsze musieli sprawiać, żebym czuła się jak dziecko, które błądzi we mgle.

— Przepraszam, muszę wyjść –— rzuciłam nagle, odsuwając krzesło z głośnym piskiem. – Umówiłam się na naukę w bibliotece.

Nie czekając na ich reakcję, pobiegłam do przedpokoju, chwyciłam płaszcz, torbę z laptopem i notatnikami, po czym wybiegłam na zewnątrz. Jesienne powietrze uderzyło mnie w twarz, chłodząc gorące z emocji policzki.

Po postu się pożegna

Nie pojechałam do biblioteki. Moje kroki automatycznie skierowały się w stronę małej, ukrytej w bocznej uliczce kawiarni o nazwie Złoty Liść. Było to moje sekretne miejsce, azyl, w którym zapominałam o oczekiwaniach rodziny. Wnętrze pachniało paloną kawą, cynamonem i starym drewnem. Zajęłam swój ulubiony stolik w rogu, pod oknem wychodzącym na opustoszały park.

Zamówiłam dużą zieloną herbatę i wyciągnęłam z torby swoje skarby. Mój świat. Świat, w którym to ja ustalałam zasady. Pisałam powieść urban fantasy. Akcja toczyła się w ukrytej warstwie współczesnego miasta, gdzie starożytne tajemnice przeplatały się z codziennym pędem ludzi. Główna bohaterka, podobnie jak ja, szukała swojego miejsca, próbując pogodzić zwyczajne życie z odkrywaniem niewyjaśnionych zjawisk.

Otworzyłam laptopa i zanurzyłam się w pisaniu. Moje palce biegały po klawiaturze, a rzeczywistość wokół mnie powoli blakła. Tworzyłam właśnie scenę, w której bohaterka odkrywa ukryte przejście w starej, miejskiej bibliotece. Musiałam opisać zapach starych ksiąg, kurz unoszący się w świetle latarki i napięcie towarzyszące przekraczaniu granicy między dwoma światami. Byłam tak pochłonięta pracą, że nie zauważyłam, kiedy ktoś zbliżył się do mojego stolika. Dopiero gdy cień padł na ekran mojego komputera, podniosłam wzrok, mrugając z zaskoczenia.

Autentyczne zainteresowanie

Przede mną stał mężczyzna. Wysoki, ubrany w dopasowany wełniany płaszcz i gruby, szary sweter. Znałam go. To był Sebastian, bliski przyjaciel Leona i dyrektor w jego firmie. Widziałam go zaledwie kilka razy w życiu, głównie na większych imprezach organizowanych przez mojego brata. Zawsze wydawał mi się typowym człowiekiem sukcesu, wiecznie zajętym, obracającym się w świecie ważnych spotkań i poważnych decyzji.

— Cześć — powiedział, uśmiechając się lekko. Miał ciepły, głęboki głos. — Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam?

— Cześć. Nie, skąd. Po prostu się zamyśliłam — odpowiedziałam, wciąż zdezorientowana jego obecnością w mojej ulubionej kawiarni. – Co ty tu robisz?

Sebastian sięgnął do kieszeni płaszcza i wyciągnął z niej mój ulubiony, skórzany notes z wytłoczonym drzewem na okładce. Zamarłam. Szukałam go od kilku dni, byłam przekonana, że zgubiłam go na uczelni. Znajdowały się w nim wszystkie najważniejsze szkice fabuły, mapy mojego wymyślonego miasta i profile postaci.

— Zostawiłaś to u Leona w zeszłym tygodniu — wyjaśnił, kładąc notes delikatnie na stoliku. — Leon wspomniał, że bardzo się martwiłaś zgubą, a ja i tak miałem po drodze, więc poprosił, żebym ci to podrzucił. Twierdził, że często można cię tu spotkać.

— O rany, nawet nie wiesz, jak ci dziękuję! — Ulgę, jaką poczułam, trudno było opisać. — Myślałam, że przepadł na zawsze. To dla mnie bardzo ważne notatki.

Spodziewałam się, że Sebastian po prostu się pożegna, odwróci na pięcie i wróci do swojego zorganizowanego, korporacyjnego życia. Jednak on stał w miejscu, spoglądając to na notes, to na ekran mojego laptopa.

— Mogę usiąść na chwilę? — zapytał nagle, wskazując krzesło naprzeciwko mnie.

Skinęłam głową, wciąż nieco zdziwiona. Zdjął płaszcz i usiadł, zamawiając u przechodzącej kelnerki czarną kawę.

— Twój brat mówił mi, że piszesz książkę — zaczął, opierając łokcie na stole i patrząc mi prosto w oczy. Nie było w jego spojrzeniu tej pobłażliwości, którą tak dobrze znałam z rodzinnego domu. Było tam autentyczne zainteresowanie. — Wspominał coś o urban fantasy. To prawda?

Zawahałam się. Zwykle nie dzieliłam się swoją twórczością z ludźmi z otoczenia Leona. Bałam się oceny, bałam się kolejnego wykładu o traceniu czasu.

— Tak — powiedziałam ostrożnie. — Właściwie to wciąż nad nią pracuję. To skomplikowany proces. Budowanie świata zajmuje mnóstwo czasu.

Sebastian uśmiechnął się szerzej, a w jego oczach pojawił się błysk fascynacji.

— Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafią wymyślać własne światy. Kiedy byłem młodszy, sam pochłaniałem mnóstwo fantastyki. Konstrukcja fabuły, zasady rządzące magią, ukryte społeczności... to wszystko fascynuje mnie nawet dzisiaj. Co dokładnie wymyśliłaś? Jeśli oczywiście chcesz o tym opowiedzieć.

Czas płynął zupełnie inaczej

Początkowo mówiłam z rezerwą. Opowiedziałam mu zarys fabuły, nakreśliłam ogólny koncept dwóch nakładających się na siebie wymiarów miasta. Sebastian słuchał w całkowitym skupieniu. Nie przerywał mi, tylko potakiwał, a kiedy na chwilę milkłam, zadawał niezwykle trafne pytania.

— Jak rozwiązujesz problem przemieszczania się między tymi światami? — zapytał w pewnym momencie. — Czy zwykli ludzie mogą to zauważyć?

— To zależy od punktów styku — odpowiedziałam, czując, jak mój opór całkowicie znika. — Stworzyłam system starych, zapomnianych miejsc. Opuszczone stacje metra, zabytkowe kamienice przeznaczone do rozbiórki. Zwykli ludzie odczuwają tam tylko nagły chłód albo niepokój, ale ci, którzy posiadają wiedzę, mogą przejść na drugą stronę.

— To świetny motyw — stwierdził z uznaniem. — Przypomina mi trochę koncepcje miejsc liminalnych. Przestrzeni przejścia. Masz w tym notesie jakieś mapy?

Zanim się zorientowałam, otworzyłam przed nim swój notes. Zaczęliśmy rozmawiać o szczegółach. Sebastian okazał się niesamowitym rozmówcą. Miał ogromną wiedzę o historii architektury, którą zaczął odnosić do moich pomysłów. Podrzucał mi koncepcje, o których wcześniej nie pomyślałam. Nasza rozmowa była dynamiczna, pełna pasji i śmiechu.

Czas płynął w zupełnie innej, szybszej rzeczywistości. Wypiliśmy po kilka herbat i kaw, za oknem zdążyło się ściemnić, a latarnie uliczne rozbłysły miękkim, żółtym światłem. Kelnerka zaczęła krzątać się po sali, dając dyskretnie do zrozumienia, że kawiarnia wkrótce będzie zamykana.

— Nawet nie zauważyłem, która jest godzina — powiedział Sebastian, zerkając na zegarek. W jego głosie usłyszałam delikatną nutę żalu. — Bardzo dawno nie rozmawiało mi się z nikim tak dobrze.

— Ja również straciłam poczucie czasu — przyznałam, powoli zamykając laptopa. — Bardzo ci dziękuję. Pomogłeś mi rozwiązać jeden z większych problemów fabularnych w drugim rozdziale.

Sebastian wstał i pomógł mi założyć płaszcz. Kiedy staliśmy przed kawiarnią, chłodne powietrze znów przypomniało mi o realnym świecie i o tym, że muszę wrócić do domu pełnego niezrozumienia.

— Wiesz — odezwał się nagle Sebastian, wkładając ręce do kieszeni płaszcza. — Muszę ci się do czegoś przyznać.

Spojrzałam na niego pytająco.

— Leon faktycznie prosił mnie, żebym oddał ci notes. Ale nie po drodze. Mieszkam na drugim końcu miasta.

— Słucham? — Byłam całkowicie zbita z tropu. — To dlaczego tu przyjechałeś?

Sebastian zaśmiał się cicho.

– Twój brat to bardzo przebiegły człowiek. Wiedział, jak bardzo interesuję się fantastyką i jak bardzo ty potrzebujesz kogoś, kto spojrzy na twoją pracę z innej perspektywy niż rodzina. Od dawna próbował nas poznać, ale oboje zawsze byliśmy zbyt zajęci. Wymyślił więc tę misję kurierską. Powiedział mi: „Zawieź to mojej siostrze. I obiecuję ci, że jeśli usiądziesz z nią na pięć minut i posłuchasz, o czym pisze, nie będziesz chciał wyjść”.

Zamurowało mnie

Mój poważny, zapracowany brat zabawił się w swata, wykorzystując do tego moją własną książkę.

– I co? – zapytałam, czując, jak moje serce zaczyna bić trochę szybciej. – Leon miał rację?

Sebastian spojrzał na mnie w sposób, który sprawił, że świat dookoła na moment całkowicie się zatrzymał.

Miał całkowitą rację. Nie chciałem wychodzić z kawiarni. I prawdę mówiąc, nie chcę, żeby ta rozmowa się skończyła. Zgodzisz się na prawdziwą kolację w przyszłym tygodniu? Tym razem bez pretekstów i ukrytych planów twojego brata?

Poczułam szeroki uśmiech na własnej twarzy. Cały stres i smutek poranka zniknęły bez śladu.

Od tamtej soboty minęło sporo czasu. Moja powieść wreszcie nabrała ostatecznych kształtów, a w dedykacji, która ukaże się na pierwszej stronie po wydaniu, widnieją dwa imiona: Leona, który we mnie uwierzył, i Sebastiana, który pomógł mi uwierzyć w samą siebie. Rodzina powoli zaczyna akceptować moje wybory, zwłaszcza widząc moje sukcesy, ale ja już nie potrzebuję ich pełnej aprobaty. Znalazłam swój własny świat i kogoś, kto chce w nim żyć razem ze mną.

Nadia, 22 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama
Loading...