panthermedia_sumieniejpg fot. Panthermedia

Wyrzuty sumienia

Po tym, co zrobiłam, nie mogę spojrzeć w oczy mojej siostrze. Niestety, nie mogę cofnąć czasu. Będę musiała żyć ze świadomością, że zdradziłam Ewę! Mam tylko nadzieję, że ona nigdy się o tym nie dowie…
/ 17.06.2011 07:00
panthermedia_sumieniejpg fot. Panthermedia
Moja o rok starsza siostra, Ewa, jest bardzo podobna do mnie. Nie tylko z wyglądu. Mamy podobne charaktery, podobne zainteresowania, a nawet upodobania kulinarne. Zawsze byłyśmy względem siebie lojalne, szczere i nigdy nie zrobiłyśmy umyślnie nic takiego, co mogłoby drugą zranić. Często pomagałyśmy sobie w codziennych sprawach, zwłaszcza od czasu, gdy pięć lat temu zmarła nasza mama. Ojciec wyprowadził się i założył nową rodzinę, której zaczął poświęcać cały swój czas. Może jednak właśnie to podobieństwo cech zewnętrznych i charakterów było przyczyną tego, co się stało?
Teraz nie mogę patrzeć w oczy Ewie bez poczucia winy i świadomości krzywdy, jaką jej wyrządziłam. I, niestety, nic nie mogę zrobić, żeby to naprawić.
Ewa ma 26 lat, jest szczęśliwą mężatką i ma śliczną córeczkę Marcelinę, która niedawno skończyła roczek. Mieszkają w trójkę w dwóch małych pokoikach z kuchnią, odziedziczonych po babci jej męża, Marka.
Często do nich zaglądałam i pomagałam Ewie w pielęgnowaniu Marcysi. Również wtedy, gdy Ewa z Markiem chcieli gdzieś razem wyjść, na jakąś imprezę u znajomych lub do kina. Sama nie mam żadnych zobowiązań rodzinnych. Mieszkam w mieszkaniu po rodzicach razem z koleżanką, która opłaca stały czynsz i połowę pozostałych opłat. Po pracy nie mam wielu obowiązków. Zwłaszcza po rozstaniu z Rafałem, którego przez rok uważałam za swojego narzeczonego. Niestety, jak się okazało, on tak nie uważał.
Byłam więc sama i miałam dużo wolnego czasu. Rola cioci bardzo mi odpowiadała, bo moja siostrzenica Marcysia jest naprawdę przemiłym dzieckiem. Ewa pracuje w dużej firmie konsultingowej, a Marcysią zajmuje się od pół roku opiekunka, która wychowuje własną trzyletnią córeczkę.
 
Pewnego dnia doszło do sytuacji, o której nie mogę opowiedzieć Ewie, chociaż przedtem nie miałyśmy wobec siebie tajemnic. Boję się też, aby ona się o tym nigdy nie dowiedziała z ust swojego męża.
Pewnego dnia Ewa zadzwoniła do mnie z prośbą:
– Kaśka, wszystko zależy od ciebie! Wyobraź sobie, że firma chce mnie wysłać na dwutygodniowe szkolenie do Paryża. To wspaniała okazja, mogę się wiele nauczyć, podszlifować mój francuski, no i zwiedzić Paryż. Zgodzisz się pomóc w tym czasie Markowi przy Marcysi, proszę?
Oczywiście zgodziłam się. Cieszyłam się, że Ewie trafił się taki wspaniały wyjazd. Odpocznie sobie od pracy i dziecka. Moja pomoc miała polegać głównie na odbieraniu małej od opiekunki. Potem już Marek miał się nią zajmować.
Przez pierwszy tydzień wszystko szło jak z płatka. Opiekunka mieszkała niedaleko, więc ja przywoziłam wózkiem Marcysię do domu i szybko przygotowywałam coś do jedzenia. Marek robił po drodze zakupy, potem jedliśmy kolację i około ósmej wracałam do siebie.
Po tygodniu, niestety, Marcysia zachorowała. Nie było to nic groźnego, tylko infekcja górnych dróg oddechowych. Miała jednak lekką gorączkę, katar i kaszel. Baliśmy się, żeby nie dostała zapalenia oskrzeli, więc postanowiliśmy, że nie będziemy odwozić ją do opiekunki. Marek nie chciał brać zwolnienia na opiekę nad małą, bo jego szef patrzył na to krzywym okiem. Zaczęliśmy więc z Markiem łatać czas, byle tylko wytrzymać do soboty. Trochę ja się zrywałam z pracy, trochę on. W piątek Marek wziął jeden dzień urlopu wypoczynkowego i w ten sposób, bez większych problemów dobrnęliśmy do końca tygodnia. Tak nam się przynajmniej wydawało.
Gdy po południu przyszłam z pracy z zakupami, mój szwagier był wykończony.
– Kasiu, ledwie żyję. Niech mi nikt nie mówi, że ona jest chora, kursowała cały dzień, z jedną krótką przerwą na spanie.
Sądziłam, że Marek nie miał po prostu wystarczającej cierpliwości do dziecka, które zaczynało chodzić i wymagało stałej opieki i czujności. Poza tym miał już za sobą kilka nieprzespanych nocy.
Ja również byłam wtedy wyjątkowo zmęczona. Miałam ciężki dzień w pracy, a poza tym te dwa tygodnie z Marcysią również dały mi się we znaki. Podobnie jak mój szwagier nie byłam jeszcze przyzwyczajona do codziennej opieki nad dzieckiem. Mimo to upiekłam kurczaka, zrobiłam sałatkę, nastawiłam pranie i posprzątałam pokój Marcysi. Marek nakarmił ją i położył spać.
Wreszcie zmęczeni usiedliśmy do jedzenia. Do kurczaka Marek wyjął z barku białe wino, aby uczcić pomyślnie zakończoną kurację jego córki. Ja też czułam się rozluźniona i mimo zmęczenia szczęśliwa, że nie zawiodłam zaufania Ewy i wzorowo wywiązałam się z roli opiekunki jej dziecka.

Nagle zrobiło mi się smutno. Wino, zamiast poprawić mi nastrój, sprawiło, że rozkleiłam się nad sobą. Siostra miała już własne mieszkanie, kochającego męża i wspaniałą córeczkę, a ja ciągle byłam samotna i z nikim nie potrafiłam ułożyć sobie życia, mimo że skończyłam już 25 lat. Po trzecim kieliszku pozwoliłam się pocieszać Markowi. Przytulał i głaskał mnie po głowie, jak małą, zmartwioną dziewczynkę. Potem zaczął mnie delikatnie całować, a ja się wcale nie broniłam!
Początkowo myślałam, że on tak się czule zachowuje, kierowany bezinteresownym, przyjacielskim uczuciem. Ale gdy już leżeliśmy na wersalce i poczułam pod bluzką jego ręce, pomyślałam, że chyba posuwa się za daleko. Nie miałam jednak dość siły woli, aby to przerwać. Oczami wyobraźni widziałam nie Marka, ale mojego byłego narzeczonego Rafała, z którym było mi zawsze tak cudownie. Miałam wrażenie, że znowu do mnie wrócił, że nie było żadnej rudej Moniki, która mu zawróciła w głowie.
No i stało się, zdradziłam siostrę z jej mężem! Rano z przerażeniem wspominałam, co stało się poprzedniego wieczoru. Jak ja będę mogła spojrzeć Ewie w oczy?!
Przed wyjściem z domu obudziłam Marka. Był skruszony. Przepraszał za to, co się stało, wziął całą winę na siebie i miał taką nieszczęśliwą minę, że było mi go żal.
– Daj spokój, nie możesz obwiniać tylko siebie – powiedziałam w poczuciu sprawiedliwości. – Przecież mnie nie zgwałciłeś. Ja też tego chciałam, tak samo jak ty. I tak samo czuję się za to odpowiedzialna. Obiecaj mi tylko jedno, że nigdy, żeby nie wiem, co się stało, nie powiesz o tym Ewie – prosiłam. – Nie zasłużyła sobie na to.
– Oczywiście – zapewnił mnie Marek.
– Przecież mnie też zależy na tym, żeby ona się nie dowiedziała. Wiesz przecież, że kocham Ewę. To wszystko stało się chyba dlatego, że za nią tęskniłem, a ty jesteś do niej tak bardzo podobna!

Następnego dnia, w niedzielę, musiałam jeszcze raz przyjść do Marcysi, bo Marek chciał pojechać na lotnisko po swoją żonę. Ewa wróciła zachwycona Paryżem, pełna nowych wrażeń, wypoczęta i szczęśliwa. Przywiozła mi śliczne pantofelki, nosimy taki sam numer obuwia. Szybko się pożegnałam, bo wiedziałam, że chcą zostać sami.
Od tej pory minęło kilka tygodni. Moje wizyty u siostry są rzadsze niż dawniej. Ewa myśli, że to z powodu braku czasu, gdyż zapisałam się na kurs języka angielskiego. Staram się też nigdy nie zostawać sama z Markiem. Nie dlatego, żebym się obawiała, że tamta sytuacja może się powtórzyć. Wiem, że już nigdy się nie powtórzy. Czuję się jednak skrępowana w jego towarzystwie.
Mam wrażenie, że Marek, patrząc na mnie, również myśli o tym, co się między nami wydarzyło tamtego wieczoru. Staramy się, aby nasze stosunki były takie jak dawniej, ale nie wiem, czy nam się to do końca udaje. A ja zadaję sobie często pytanie, czy on przypadkiem, w przypływie szczerości nie opowiedział wszystkiego Ewie. Od niej się tego na pewno nigdy nie dowiem.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)