Dziewczyna striptizerka fot. Fotolia

Córka oszukała nas, że w Warszawie jest kelnerką - prawdziwa historia

Gdy nastolatka wyjeżdża do Warszawy...
/ 02.06.2017 15:02
Dziewczyna striptizerka fot. Fotolia

Boże kochany, że też akurat nam to musiało się przytrafić! Od kilku dni opłotkami chodzę, żeby ludziom w oczy nie włazić. Mąż siedzi w chałupie, wlewa w siebie kieliszek za kieliszkiem. Normalnie tobym go już dawno przywołała do porządku, ale się nie odzywam. Bo przecież nie dla przyjemności pije, tylko ze wstydu i żalu.

Wszystko zaczęło się dwa miesiące temu. Marysia oświadczyła przy kolacji, że po maturze zamierza iść na kilka tygodni do pracy, bo chce zarobić na wakacje za granicą.
– Naprawdę? To bardzo ładnie z twojej strony. Planowaliśmy z tatą, że wyślemy cię gdzieś w nagrodę za zdane egzaminy, ale sama wiesz, jak nam teraz ciężko. Odkąd babcia zachorowała, większość pieniędzy idzie na rehabilitację i lekarstwa – westchnęłam.
– Nie przejmujcie się. Zdrowie babci jest ważniejsze niż mój wyjazd – uspokoiła mnie córeczka.
– A masz już coś na oku? W naszej okolicy niełatwo znaleźć sensowne zajęcie... – wtrącił się mąż.
– Dlatego wybieram się do Warszawy! – wypaliła, a ja aż podskoczyłam.
– Tak daleko? Przecież ty tam nikogo nie znasz! – zdenerwowałam się.  
– A tam, nie znam. Pamiętasz Ankę, tę, która rok temu wyjechała na studia?
– Tę od Grzelaków?
– Dokładnie. Załatwiła mi pracę na Starówce. W lecie potrzebują kelnerów do kawiarnianych ogródków. Turyści i tak dalej... Codziennie przewija się tam mnóstwo ludzi. A ja dobrze znam angielski i trochę niemiecki.
– A gdzie będziesz mieszkać?
– U niej! Ma bardzo ładny, duży pokój. Dołożę jej trochę do wynajmu. I ona będzie zadowolona, i ja!
– Nigdy nie wyjeżdżałaś sama na tak długo – miałam wątpliwości.
– I ta Warszawa. Ludzie mówią, że tam nawet anioły zamieniają się w diabły...
– Oj, mamo, przestań. Przecież jestem już dorosła. Poradzę sobie! A poza tym jesienią i tak wyjadę na studia. Musisz się powoli przyzwyczajać, że mnie nie będzie – uśmiechnęła się.

Spojrzałam na Romana. Tylko pokiwał głową.

Taka właśnie jest... kobieca solidarność! Zobaczcie ósmy odcinek serialu Dziewczyny 3.0

– Tak, masz rację. Jedź. Tylko obiecaj, że nie wpakujesz się w żadne kłopoty!
Obiecała.

Odszczekaj te oszczerstwa, bo wszystkie zęby stracisz!

Marysia zdała ostatni egzamin 15 maja. Kilka dni później wsiadła w pociąg i ruszyła do Warszawy. Pamiętam, że gdy odprowadzałam ją na dworzec, poczułam jakiś dziwny niepokój. Coś mi w środku mówiło, że nie powinnam jej puszczać, że będą przez to problemy. Ale szybko odpędziłam tę myśl. Wytłumaczyłam sobie, że nawet ptaki wypychają swoje pisklęta z gniazda, by nauczyły się samodzielności, więc i ja muszę to zrobić. Pomachałam jej na pożegnanie i wróciłam do domu. Gdybym wtedy posłuchała wewnętrznego głosu i wyciągnęła Marysię z pociągu, to nie doszłoby nieszczęścia...

Na początku wydawało się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Córka dzwoniła do nas prawie każdego dnia. Opowiadała, że świetnie sobie radzi, dostaje wysokie napiwki. Byliśmy z niej tacy dumni! Bo u nas większość jej koleżanek i kolegów w tym czasie włóczyła się po ulicach bez celu lub przesiadywała w knajpie przy rynku. A ona pracowała, dobrze zarabiała. Wszyscy sąsiedzi zazdrościli nam takiego obrotnego, mądrego i odpowiedzialnego dziecka. Chodziliśmy po miasteczku z podniesionymi głowami. Niestety, do czasu.

W naszej miejscowości jest taki zwyczaj, że ludzie zbierają się po mszy przed kościołem i wymieniają najnowsze ploteczki i wiadomości. Ostatniej niedzieli też tak było. Ledwie jednak przekroczyliśmy z mężem próg świątyni, zauważyłam, że wszyscy dziwnie się nam przyglądają.
– Co tam u Marysi? – krzyknął jeden z sąsiadów.
– U Marysi? Bez zmian. Uczciwie i ciężko pracuje – odparłam.
– Słyszycie? Uczciwie i ciężko. He, he, he – roześmiał się.
Inni ochoczo mu zawtórowali.
– Ale o co ci chodzi, Zenek? – zdenerwował się mąż.
– A o to, że twoja córeczka gołymi cyckami i dupą przed obcymi facetami świeci – wypalił.

"Moja zaborczość zniszczyła nasz związek." Znacie to z autopsji? Przeczytajcie historię Agaty...

Romek aż poczerwieniał.

– Że co? Odszczekaj to zaraz, gadzie jeden, bo jutrzejszego dnia nie doczekasz! – zacisnął pięści.
Tamten schował się za drzewo.
– Ty mnie tutaj, Romek, nie obrażaj i cmentarzem nie strasz. Wszyscy ludzie wiedzą, że my, Wasiakowie, nie rzucamy słów na wiatr. Jak mówię, że dupą świeci, to świeci.
– Skąd wiesz? – nastroszył się mąż.
– A od mojego Bartka. Pojechał chłopak do Warszawy na wieczór kawalerski kolegi. Do jakiegoś klubu...
– Mówiłeś, że "Go Go" się ten klub nazywał – wtrąciła żona Zenka.
– No. Bartek wchodzi do środka, a tam Marysia wije się na rurze jak wąż. Cycki na wierzchu, a na biodrach tylko sznurkowa przepaska – opowiadał.
– To na pewno nie ona! – wrzasnęłam. – Ona, ona. Na sto procent. Bartek specjalnie blisko sceny stanął, żeby się jej dobrze przyjrzeć.
– E tam, pewnie tylko podobna! Ten twój synalek to w każdej dziewczynie Marysię widzi. Nieraz przychodził do niej w konkury, robił maślane oczy. Ale ona go nie chciała – prychnęłam.
– I bardzo dobrze. Gdybym miał taką synową, to musiałbym się pod ziemię ze wstydu zapaść – odparował.
– Uważaj... – aż się gotowałam.
– No co! Jak nie wierzycie, to sami sprawdźcie. Tu jest adres tego klubu. Bartek specjalnie zapisał. Jak się okaże, że to nie wasza córka, to będziecie mogli mi w mordę dać. Tu, przed kościołem, przy wszystkich. I pretensji mieć nie będę. Pasuje? – rzucił.
– Dobra! I miejsce w szpitalu sobie zamawiaj, bo ci Romek tak facjatę przefasuje, że cię żona nie pozna – warknęłam, chowając kartkę do kieszeni.
A potem wzięłam męża pod rękę i ruszyliśmy do domu. Byłam pewna, że racja stoi po naszej stronie.

Do Warszawy pojechaliśmy po dwóch dniach. W tajemnicy przed córką. Początkowo to nawet chciałam jej opowiedzieć o tej całej aferze, ale mąż mnie powstrzymał. Stwierdził, że chce załatwić sprawę uczciwie. Nawet świadka ze sobą wzięliśmy. Starego Gorczycę. Ludzie bardzo go u nas poważają. Pomyślałam, że jak on zaświadczy, że Marysia w tym klubie nie tańczy, to wszyscy mu uwierzą. Spojrzałam na Romka. Był biały jak ściana.

Wróciła do klubu owijać się wokół rury...

Klub z zewnątrz nie prezentował się okazale. Ot, zwykły budynek z niewielkim neonem i szybami pomalowanymi na czarno. Ale w środku?
Wszędzie roznegliżowane dziewczyny. Na scenie, na barze, przy stolikach.  Wyginały się, pokazywały bezwstydnie, co mają! Ale Marysi nigdzie nie było. Stary Gorczyca wszystkie kąty obwąchał, żeby dokładnie sprawdzić.  
– No i co, widziałeś naszą córkę? – zapytałam, gdy skończył obchód.
– Nie – przyznał.
– Zaświadczysz przed ludźmi?
– Zaświadczę – skinął głową.
– No to Zenek dostanie za swoje...

Wtedy na środek sali wybiegł jakiś facet z mikrofonem w ręce.
– A teraz, panowie, na głównej scenie, nasz najnowszy nabytek. Piękna Maria. Prosto z Podlasia – krzyknął. Odruchowo się obejrzałam i omal nie zemdlałam. W świetle reflektorów stała Marysia. Ubrana w czarne bikini.
Podeszła do rury i zaczęła się owijać wokół niej niczym wąż... Spojrzałam na męża. Był biały jak ściana. – Zabiję gówniarę! – wymamrotał pod nosem i zanim zdołałam złapać go za kołnierz, ruszył w kierunku sceny.
Pewnie się domyślacie, co było potem. Mąż zaczął wyzywać córkę od najgorszych i próbował ściągnąć ją ze sceny. Ale ochroniarze byli szybsi. Dopadli go i wywalili na ulicę. Próbowałam go bronić, waląc torebką na oślep, więc mnie też unieruchomili i wyrzucili. Tylko stary Gorczyca wyszedł z tego starcia bez szwanku. A Marysia? Gdy zobaczyła ojca gramolącego się po schodkach, uciekła za kulisy. I dopiero pół godziny później wyszła do nas na zewnątrz. Ale zamiast przepraszać, kajać się, tłumaczyć, zrobiła nam awanturę. Krzyczała, że nie robi nic złego, że to tylko taniec, że przez nas może stracić pracę, bo właściciel klubu nie lubi takich afer.

Byliśmy tak zaskoczeni, że nie odezwaliśmy się ani słowem. A gdy doszliśmy do siebie, to już jej nie było. Wróciła do klubu owijać się wokół rury...
Od tamtej pory minął tydzień. Mąż pije i odgraża się, że Marysi do chałupy nie wpuści. Córka zresztą wcale nie chce wracać. Dzwoniła do mnie dwa dni temu. Twierdzi, że jest zadowolona ze swojego życia, że tylko w ten sposób może zarobić porządne pieniądze. Próbowałam się dowiedzieć, dlaczego nam wmawiała, że pracuje w kawiarni, ale tylko się roześmiała.
– A gdybym powiedziała prawdę, to pozwolilibyście mi wyjechać?
– Oczywiście, że nie!
– No to już wiesz dlaczego – odparła.
Ach ta przeklęta Warszawa.
Nawet z anioła robi diabła...

Takiej maseczki do twarzy jeszcze nie było! Potrafi zdziałać cuda

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (18)
/29.06.2019 07:38
A ja Panią rozumiem. Sama niedawno skończyłam studia. Gadanie, że nie robi nic złego, tylko pracuje jest głupie. No faktycznie świetna praca! Nic tylko pogratulować, że dołączyła do grona suterenie i szemranego towarzystwa. Widać już miała takie zapędy i koleżanka też pewnie tam pracuje. Okłamywanie rodzica, też nie na miejscu, skoro twierdzi, że ma 18 lat i wszystko jej wolno. A jak narobi problemów to zbiry będą jeździć do rodziców wyłudzac kasę i zastraszać. Przez całe studia nie zauważyłam poklasku wśród znajomych dla takich " koleżanek" Jedna dzisiaj opowiada, że zrylo jej to beret. Chciała być seksu, zarabiać a tak naprawdę każdy ja ma za szmatę. Odcięła się od tego znalazła męża i stroni od takich lokalów. Urodziła córkę i sama myśli o tym, żeby jej dziecko poszło w jej ślady. Długo by opowiadać co się działo. Mówi, że najpierw było extra, jaka się czuła dowartościowania, jaka pani całego świata, a jaka zazdrość innych dziewczyn. No właśnie i na tym się skończyło. Szmata zawsze będzie się za nią ciągła! Dlatego nie dziwię się rodzicom. I bardzo współczuję. Trzymajcie się ciepło. Że tak powiem Kij jej w oko, skoro kłamała codziennie przez telefon, a potem wam zrobiła awanturę nawet jej głupio nie było przed wami. Tak naprawdę to mogliście do niej jeszcze jechać na występ i z premedytacja z innymi panami ze wsi pooglądać. Ciekawe co by czuła wychodząc na scenę a tam pół wsi facetów ? Może zorganizować spotkanie po mszy i wspólny wyjazd. Serio. A na koniec głośno klaskac, brawo, brawo córeczko, dumą nas rozpiera. I żegnaj klamczucho. Może wtedy spali się że wstydu. A jak nie, to zapomnieć. Wręcz wydziedziczyć, bo zajmuje się nierządem. Bo ona albo pójdzie w to całe towarzystwo, albo będzie potem z podkulonymi ogonem wracać do mamusi i tatusia, których okłamywała. Moi rodzice jasno stawiają sprawy, nie ma tak, że mnie nianicza po 18 tce. Kochają, ale gdybym coś wywinela to baj, baj. I jeszcze jedno - moi rodzice są ze mną szczerzy, nie kłamią. I tego samego oczekują. Dlatego ja rozumiem to małżeństwo
/14.04.2019 14:32
Kobieta tanczaca na rurze jest bee, a co powiecia o facetach ogladajacych te bee kobiety? Wiekszosc tych "panow" to mezowie i ojcowie.
/21.03.2019 16:48
Jak to polka zobaczy kase to się sprzedaje. Nie obwinajcie Warszawy bo większość dziewczyn mieszkających tam nie poszłaby tańczyć na rurze. Widocznie Wasza córka już miała takie obyczaje. Widzę też komentarze typu "ma 18 lat więc może wszystko" tak ale to nie sprawi że jej rodzice tak o sobie oleją tą sprawę. A jeśli Wam by się coś takiego przytrafiło to co byście zrobili. Typowi ludzie którzy sami jeszcze nie mają dzieci (i oby nie mieli bo ostatnio rodziny to tragedia) trzeba było poświęcić jej czas a nie szanować przed wioską zabita dechani. Doskonały obraz polactwa robactwa
POKAŻ KOMENTARZE (15)