Mężczyzna, który zdradza żonę fot. Adobe Stock

„Mam 43 lata i zdradziłem żonę, bo potrzebowałem odmiany. Powinienem się przyznać?”

Popełniłem błąd. Od początku wiedziałem, że to błąd. A jednak ta świadomość mnie nie powstrzymała…
/ 15.09.2020 20:57
Mężczyzna, który zdradza żonę fot. Adobe Stock

Gdybym wiedział, jak to się skończy, prędzej odgryzłbym sobie język, niż powiedział słowo do tej kobiety. Pięknej kobiety... Wyglądającej zjawiskowo. Pewnie równie oszałamiająca była Afrodyta, gdy się wyłaniała z morskiej piany…

Siedzieliśmy obok siebie na potwornie nudnej konferencji. Trzydniowe sympozjum poświęcone najnowszym technikom IT, w połączeniu z dwiema wycieczkami w góry i wieczorkiem pożegnalnym. Na takich wyjazdach opanowuje mnie wisielczy humor, więc komentuję zgryźliwie wszystko, co mają do powiedzenia szkoleniowcy. I tym razem nie było inaczej. Przyznaję, zerkałem na jej nogi przez większość wykładu, ale było to typowe męskie gapienie, bez głębszych myśli i refleksji, bez chęci obudzenia w sobie zdobywcy. To były piękne nogi, w sandałkach na wysokim obcasie. Zauważyłem, że sąsiadka bardzo dba o stopy (jej paznokcie miały kolor wiśni), czyli także o wszystko inne. Jakoś tak już z tym jest…

Szlag może człowieka trafić – mruknąłem pod nosem, kiedy prelegent przystąpił do prezentowania wykresów. – Uważają nas za ciężko upośledzonych matołków, którym wszystko trzeba pokazywać po trzysta razy, bo inaczej nie skumają. O gadaniu nawet nie wspomnę.
Parsknęła stłumionym śmiechem.
– Też mi się tak zdaje – szepnęła. – Ale prawda jest bardziej prozaiczna...
– Tak, oczywiście – wpadłem jej w słowo – i brutalna. Ci państwo muszą po prostu zarobić, a że my umrzemy przy tym z nudów, to już ich nie obchodzi.
Przez cały wykład przerzucaliśmy się podobnymi uwagami, a w przerwie poszliśmy na kawę i zaczęliśmy gadać. Jak się okazało, Edyta, tak jak ja, mieszkała i pracowała w Poznaniu, w pokrewnej firmie, ale na drugim końcu miasta.

Patrzyłem na nią i mimowolnie zaczynały mi chodzić po głowie dość kosmate myśli. W pewnej chwili przyjrzała mi się uważniej, otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, lecz ja uciekłem wzrokiem i rzuciłem jakiś żart. Nie powinienem był tak się na nią gapić, a tym bardziej lekceważyć ostrzeżenia płynącego z głębi umysłu. Potem zaczęła się druga część konferencji. Na szczęście dzień dość szybko dobiegł końca, głównie dzięki miłemu towarzystwu Edyty. A wieczorem miał być bankiet dla uczestników zjazdu.

Kiedy wszedłem do sali, Edyty jeszcze nie było, więc zająłem miejsce w zacisznym kącie przy końcu dużego stołu zastawionego wszelakim jadłem. Pomyślałem, że tak piękna kobieta nie może być punktualna, musi mieć jakąś skazę. Nie pomyliłem się. Przyszła kwadrans po rozpoczęciu przyjęcia, dzięki czemu uniknęła drętwej mowy szefa tego całego bałaganu. Stanęła w drzwiach, rozejrzała się w poszukiwaniu wolnego krzesła. Wtedy do niej pomachałem. Zawahała się na chwilę, a potem ruszyła w moją stronę.
– Trzymał pan to miejsce specjalnie dla mnie? – spytała ze słodkim uśmiechem.
– A jeśli powiem, że tak? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
– Nie uwierzę! – roześmiała się.
– W takim razie powiem inaczej – odparłem i wziąłem głębszy oddech, jakbym zamierzał skoczyć do zimnej wody. – Pilnowałem tego miejsca dla najpiękniejszej kobiety, jaką w życiu widziałem.

Całowaliśmy się namiętnie już za drzwiami hotelowego pokoju. Nie mogłem się od niej oderwać. Jej zapach, smak ust, nacisk jędrnych piersi... Wszystko to przyprawiało mnie o zawrót głowy. Zagrałem va banque i wygrałem. Czułem się tak, jakbym trafił szóstkę w totka. Wprawdzie w duszy znów coś mi ostro zgrzytnęło i zaprotestowało, ale natychmiast to odrzuciłem. Ona naprawdę była najpiękniejszą kobietą, jaką spotkałem w całym moim życiu. Czy można zmarnować taką okazję? Nawet jeśli rozsądek podpowiada, żeby sobie odpuścić…

Wciąż się całując, dotarliśmy do łóżka i zaczęliśmy z siebie zrywać ubrania. Byłem już maksymalnie podniecony, chciałem jak najszybciej ujrzeć jej nagość, dotknąć gładkiej, pachnącej skóry. Sądząc po jej zachowaniu, miała bardzo podobne pragnienia… Kiedy jeszcze byliśmy w sali, nie protestowała, jak ująłem na chwilę jej dłoń i złożyłem na nadgarstku długi pocałunek. I nie miała nic przeciwko mojej ręce, która spoczęła na jej kolanie, a potem na udzie, ani lekkiemu, porozumiewawczemu naciskowi palców.

Miała wspaniałe piersi. Były spore, ale nie za duże i bardzo jędrne, a w tej chwili w dodatku nabrzmiałe oczekiwaniem na to, co się stanie. A cóż mogło się stać? Zachłannie przypadłem do tych ślicznych owoców, całując je i przygryzając. Zsuwałem się w dół, wzdłuż płaskiego brzucha, gdzie czekała najsłodsza obietnica. Poczułem na włosach jej palce – kierowała mną, prowadząc w miejsca, w których pieszczoty sprawiały jej największą przyjemność. Była gorąca i wilgotna. Niczego więcej nie potrzebowałem do szczęścia...

Kiedy w nią wreszcie wszedłem, jęknęła cicho. Zamknąłem ten jęk pocałunkiem, nasze języki splotły się po raz kolejny w obłędnym tańcu. Zapomniałem o całym świecie, nawet o tym przykrym mrowieniu gdzieś na granicy świadomości, które towarzyszyło mi przez cały czas.
– Seks z tobą to kosmos – szepnąłem jej prosto do ucha, odrywając się na chwilę od miękkich, cudownych warg.
A potem odjechałem, a właściwie odleciałem gdzieś bardzo daleko. Czułem, jakby moje ciało należało do kogoś innego, jakbym patrzył na wszystko z boku. Prawdopodobnie w ten sposób broniłem się przed świadomością, że dzieje się coś, co dziać się nie powinno. Wreszcie doszedłem tak daleko, jak jeszcze nigdy w życiu. Eksplozja rozkoszy zaskoczyła mnie, a potem...

Leżałem z otwartymi oczami do samego rana. Obok mnie spokojnie spała Edyta. Piękna jak anielica, ale w tej chwili daleko mi było do podziwiania jej urody. Miałem kaca. Potwornego moralnego kaca. Wreszcie to, co przez ostatnie godziny znajdowało się na granicy mojej świadomości, wróciło na swoje miejsce. I dręczyło mnie uparcie powracającym pytaniem: jak spojrzę w oczy żonie? Drugie pytanie brzmiało: dlaczego to w ogóle zrobiłem? Czułem się podle. Coś podobnego zdarzyło mi się po raz pierwszy w życiu. Żebym jeszcze mógł zrzucić to, co się stało, na karb nietrzeźwości... Ale nie wypiłem nic poza lampką wina. Właśnie po to, żeby nie uronić niczego z tej przygody. Byłem podłym draniem.

Moja towarzyszka obudziła się około ósmej i spojrzała na mnie z uśmiechem.
– Było cudownie – powiedziała zmysłowym porannym głosem, takim leciutko zachrypniętym. – Spotkamy się jeszcze?
Odwróciłem głowę. Powinienem coś powiedzieć, ale nie mogłem wydobyć słowa.
– Rozumiem – mruknęła, po czym zaczęła się zbierać. – Przygoda na jedną noc.
Patrzyłem, jak się ubiera. Była oszałamiająco piękna. Podeszła do drzwi. Naprawdę powinienem coś powiedzieć…
– Słuchaj – wydukałem, a ona odwróciła się i ujrzałem łzy. – Słuchaj... Ja... ja...
Zamilkłem. Nie wiedziałem, jak to powinno dalej brzmieć. Wyszła bez słowa.

Przez całą drogę powrotną do Poznania przeżywałem to, co się stało. Skrzywdziłem dwie kobiety jednocześnie. Edyta po takim potraktowaniu na pewno czuła się jak dziwka, a moja żona... Ona wprawdzie jeszcze nic nie wiedziała, jednak czy nie powinienem jej powiedzieć? Przez pół nocy nie spałem, myśląc, jak to rozwiązać. I, szczerze mówiąc, myślę o tym nadal, choć od tamtego wyjazdu minął już miesiąc. Nie wiem, czy się przyznam, ale jedno wiem na pewno – nigdy więcej nie zrobię skoku w bok. Już teraz wyrzuty sumienia nie dają mi żyć.

Więcej listów do redakcji:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada”