Młoda utrzymanka fot. Adobe Stock

„Moja córka jest utrzymanką. Mieszka i sypia ze starym dziadem, a on płaci za jej ubrania, studia, kosmetyki”

Martwiłam się o Agatę. Zastanawiałam się, jak sobie radzi, ale nie przypuszczałam, że posunie się do czegoś takiego.
/ 15.09.2020 20:35
Młoda utrzymanka fot. Adobe Stock

Drżącymi rękami rozłożyłam na stole rachunki. Podliczałam je i zerknęłam na kalendarz.
– Światło już drugi miesiąc niezapłacone – westchnęłam. – Nasza Agatka też od dawna nie przysłała żadnych pieniędzy, jak tak dalej pójdzie, to odetną nam prąd – powiedziałam stroskana do męża.
– Pewnie ją zwolnili, tak jak ciebie, teraz wszystkich zwalniają, mówią, że kryzys – narzekał mój mąż.
– Agatka da sobie radę, ostatnio bardzo wydoroślała, zrobiła się taka zaradna. Pamiętasz, jak jeszcze niedawno brała od nas pieniądze? A teraz proszę, znalazła pracę i przeniosła się na studia zaoczne, sama się utrzymuje w Krakowie i jeszcze nam pomaga finansowo – mówiłam z dumą. – Na pewno ma teraz dużo swoich wydatków, wiadomo, studia i życie w mieście kosztują – tłumaczyłam.
– Tak, zwłaszcza te wszystkie babskie fanaberie: ciuchy, kosmetyki i fryzury – mruknął Władek. – Wyjechała do miasta i woda sodowa jej do głowy uderzyła, zapomniała już o starych, spracowanych rodzicach.
– Głupstwa gadasz – zganiłam go. – A ja się o nią martwię, bo dawno już nie dzwoniła i nie odwiedzała nas... Ale mam pomysł – powiedziałam. – Nasz sąsiad, Kazik, jedzie do Krakowa w odwiedziny do kuzynów, zabiorę się z nim i odwiedzę Agatkę. Mam adres jej stancji, przenocuję u niej i wrócę z Kazikiem następnego dnia.

Tak zrobiłam. Ale gdy dotarłam na miejsce i zadzwoniłam do drzwi, otworzyła jakaś obca dziewczyna.
– Agata już dawno tutaj nie mieszka, wyprowadziła się do swojego faceta – oznajmiła jakby nigdy nic, a mnie omal nie ścięło z nóg.
– A może wie pani, gdzie ją mogę teraz znaleźć? – zapytałam, łapiąc resztki tchu.
Dziewczyna napisała na kartce adres. „Co też strzeliło jej do głowy, żeby mieszkać z chłopakiem bez ślubu!” – złościłam się, szukając przystanku autobusowego.
W pierwszej chwili jej nie poznałam. Otworzyła mi drzwi ubrana w jakiś fikuśny, króciutki szlafroczek, umalowana wyzywająco i z włosami ufarbowanymi jak jakaś pani z telewizji.
– Mama?! – zawołała przerażona, jakby ducha zobaczyła. – Co mama tu robi?
– Przyjechałam cię odwiedzić, córciu, ty do nas nie przyjeżdżasz, nie dzwonisz, martwiłam się o ciebie – powiedziałam.
Chciałam ją uściskać serdecznie, ale Agata przywitała się ze mną dość chłodno. Czułam, że nie cieszy się z mojej wizyty.
– Mamo, ale mi zrobiłaś niespodziankę, trzeba było zadzwonić wcześniej, uprzedzić mnie – jąkała zdumiona.
Nagle zamarłam. Z łazienki wyszedł starszy mężczyzna. Był owinięty tylko w ręcznik.
– Agatko, a kim jest ten pan, co on robi u ciebie w mieszkaniu? – spytałam.
– To raczej ja powinienem zapytać, co pani robi w moim mieszkaniu – powiedział, patrząc na mnie niechętnie. – Mówiłem ci, żebyś nie przyjmowała tu gości – zwrócił się do Agaty.
– O co tu chodzi? – spytałam coraz bardziej zdumiona, ale córka nakazała mi palcem, żebym się nie odzywała.

Po chwili mężczyzna wyszedł z pokoju ubrany w garnitur.
– Wychodzę, pamiętaj, że wieczorem idziemy na bankiet, bądź gotowa o siódmej – powiedział Agacie.
Córka skinęła pokornie głową i zamknęła za nim drzwi.
– Chodź, mamo, zaparzę ci herbatę, ale później będziemy musiały się pożegnać, bo jak widzisz, mam zaplanowany wieczór – oznajmiła.
– Córciu, wytłumacz mi wreszcie, o co w tym wszystkim chodzi, co to za facet i dlaczego zachowuje się, jakbyś była jego służącą?– spytałam, gdy już usiadłyśmy przy stole w kuchni.
– Mamo, wszystko jest w porządku, jak widzisz, mieszkam wygodnie, co drugi weekend mam zajęcia na uczelni, a Tadek jest właścicielem tego mieszkania i w pewnym sensie moim pracodawcą, prowadzę mu dom, gotuję sprzątam, robię zakupy – tłumaczyła.
– No i co, tak paradujesz przy nim w krótkiej koszulce, a on przy tobie w samym ręczniku? – spytałam. – Oj, córciu, nie kręć, zawsze wiedziałam, kiedy kłamiesz – spojrzałam jej w oczy. – Lepiej się przyznaj, śpisz z nim, tak?
– Mamo, jestem dorosła i mam swoje życie – mówiła zdenerwowana. – Powinnaś się cieszyć, że jestem samodzielna i nie sięgam do waszej kieszeni.
– Ale przecież znalazłaś etat w księgarni, przeniosłaś się na zaoczne studia, myślałam, że pracujesz uczciwie, byłam z ciebie taka dumna... A ty co? Znalazłaś sobie jakiegoś starego chłopa i z nim śpisz, a on cię utrzymuje, tak? Jak ci nie wstyd tak żyć?! Nie tak cię z ojcem wychowywaliśmy. – krzyczałam, trzęsąc się ze złości.
– Wiem, wiem, wy mnie uczyliście, że najlepiej, jakbym szybko poszła do pracy do fabryki, bo w życiu trzeba uczciwie pracować. Ale ja chcę czegoś więcej od życia, nie chcę wegetować tak jak wy. – tłumaczyła przejęta. – Myślałaś, że z uczciwej pracy w księgarni mam pieniądze na opłacenie studiów, stancji i jeszcze wam wysyłam? – parsknęła śmiechem.
– Mamo, na jakim ty świecie żyjesz?! Ja z tej pensji mogłam tylko opłacić czynsz, gdyby nie Grzegorz, zdechłabym z głodu.
– Inni młodzi żyją według zasad, pracują ciężko, ale mają swój honor, a ty? Poszłaś na łatwiznę, wstyd mi za ciebie.
– Mam gdzieś honor – wykrzyknęła.
– Nie zapłacę nim w sklepie za zakupy. Moi koledzy ze studiów mogą liczyć na pomoc rodziców, a wy nigdy nie mieliście pieniędzy, dlatego nie masz prawa mnie oceniać – patrzyła na mnie rozżalona.
– Lepiej już pójdę – wstałam i skierowałam się do wyjścia. – Zawiodłam się na tobie, córeczko. Jak sobie pomyślę, że my też korzystaliśmy z pieniędzy twojego sponsora, to niedobrze mi się robi.
– Fajnie, więcej przekazów już ode mnie nie dostaniesz, skoro brzydzisz się tą forsą – roześmiała się.

Wróciłam do domu pociągiem. W drodze myślałam nad postępowaniem Agaty. „Jak ona mogła tak się zeszmacić?! I jeszcze bezczelnie obwiniała za to nas, bo nie pomagamy jej finansowo. A my żyjemy tylko z niewielkiej pensji męża, spłacamy pożyczkę w banku, którą zaciągnęliśmy na zakup nawozów do gospodarstwa.
– No i co słychać u naszej Agatki? – wypytywał mnie mąż, gdy wróciłam do domu. – Dała ci pieniądze? Opowiadaj...
– Nie, bo... sama ledwie wiąże koniec z końcem, po pracy dorabia korepetycjami, na stancji ma ciasny pokoik, nawet nie miałam gdzie przenocować – kłamałam.
Nie chcę, by mąż dowiedział się prawdy o Agacie. Wyrzekł by jej się pewnie i nie pozwoliłby nawet zaprosić na święta. A to przecież nasze dziecko, mimo wszystko.

Więcej listów do redakcji:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada”