Co z tego że młodszy fot. Panthermedia

Co z tego że młodszy

Na imieniny mamy wysłałam jej kolejną kartkę z życzeniami. Napisałam, że bardzo ją kocham, ale będę żyła po swojemu. Jeśli ona też mnie kocha, w końcu to zrozumie.
/ 27.07.2011 14:12
Co z tego że młodszy fot. Panthermedia
U nas na Podbeskidziu dziewczyny szybko wychodziły za mąż. Jeśli panna miała jakiś posag i była podobna do ludzi, szła na swoje, a czy była szczęśliwa, czy nie była – nikogo nie obchodziło.
Ja w dniu swoich osiemnastych urodzin po raz drugi zostałam mamą; mąż strasznie się wtedy upił i kiedy wracał z knajpy, wpadł do potoku tak nieszczęśliwie, że w dwóch miejscach złamał sobie kręgosłup. Jeszcze rok leżał nieruchomo i prawie bez świadomości. Umarł, gdy mała zaczęła chodzić.
Po pogrzebie zaczęli się koło mnie różni kręcić, ale to były same ochlapusy, w dodatku skłonne do awantur. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale jeśli młoda kobieta zostanie sama, byle chłop myśli, że ona tylko czeka, by ją pocieszał. Trzeba się oganiać od tych, pożal się Boże, kawalerów i uważać, bo z zemsty obmówią albo zrobią jeszcze coś gorszego.
Ja tak nie chciałam, więc uprosiłam mamę i młodszą siostrę, żeby zajęły się moimi dziećmi, a sama wyjechałam do Ameryki, do starszej siostry, która tam mieszkała od dawna i nieźle się jej powodziło. Wizę cudem dostałam od razu, a mój tata wtedy powiedział, że tak widocznie ma być. Przestał wyzywać mnie od wyrodnych matek, bo mu w kościele przysięgłam, że o dzieciach nie zapomnę.
Tak się stało. Dziewczynki sprowadziłam do siebie, kiedy już miałam zieloną kartę.

Tyrałam jak wół. Zarabiałam pieniądze, żeby utrzymać i wykształcić dzieci, ale też odkładałam każdego centa, bo chciałam wrócić do Polski, kiedy przyjdzie taka pora. Rodzice ciągle pisali: „Nie zwlekaj, nie czekaj, bo nie zdążysz się z nami przywitać, a będziesz musiała żegnać”.
Moje córki w Ameryce pokończyły szkoły i teraz to jest ich kraj. Jedna wyszła już nawet za mąż, druga też już ma chłopaka. Ja się tam nie odnalazłam. Nie będę mówić, jak mi było ciężko i jak tęskniłam. Sama chciałam posmakować obcego chleba, więc nie ma co się nad sobą rozczulać, ale prawdą jest, że się nie przyzwyczaiłam do tamtejszego jedzenia, ludzi, zwyczajów. Inni powrastali w amerykańską ziemię. Ja nie.
Jeszcze dodam, że na obczyźnie byłam z dwoma mężczyznami, ale oba związki się rozleciały i nie chcę o nich wspominać. Córki zamieszkały daleko ode mnie, więc było im wszystko jedno, czy mają matkę w innym stanie, czy za oceanem. Nie protestowały, kiedy powiedziałam, że wracam do Polski. Miałam 45 lat i zaczynałam nowe życie.
Zamieszkałam z rodzicami, którzy odstąpili mi połowę domu. I zapewne byłoby mi tam jak w niebie, gdyby prawie natychmiast nie zaczęli mi szukać chłopa. Tyle lat już minęło, a w naszej wsi jakby się czas zatrzymał!
– Pomyśl, jak to wygląda – tłumaczyła mi matka. – Bez faceta zamierzasz żyć? Żeby gadali, że cię nikt nie chce?
– Mamo, a co to kogo obchodzi? Moja sprawa, czy ktoś mnie chce, czy nie.
– Córcia, taka jesteś ładna, tak młodo wyglądasz. Będą do ciebie leźli jak muchy do miodu. Nie opędzisz się. Kogoś w końcu wybierzesz.
Rzeczywiście zaczęli się złazić: z wódką i bez wódki, z kwiatami, z pudłami czekoladek, jeśli  się któremuś wydawało, że tak będzie elegancko. Niestety, tę armię konkurentów stanowili sami nieudacznicy, alkoholicy i starcy.
Tylko jeden był mniej więcej w moim wieku, ale za to z trójką dzieci, które już chodziły do szkody. Żona mu umarła i szukał bardziej kucharki, praczki i opiekunki do dzieci niż kobiety dla siebie. Niby gadał ze mną, a zerkał na moją siostrzenicę kręcącą się po kuchni. Szybko go pogoniłam.
Był też sześćdziesięciolatek po wylewie, wdowiec z dorosłymi dziećmi. Ten tylko pytał, co i ile przywiozłam, bo jego dzieci mają kredyty do spłacenia. Jemu także się wydawało, że mi zaszczyt i łaskę robi, że chce się ze mną żenić. Szczyt wszystkiego.
Cała galeria różnych typów do żeniaczki się przewinęła. Słowem – dramat w kratkę.
Szczerze mówiąc, niepotrzebnie się fatygowali. Nie mieli szans, bo ja już wybrałam… Skoro wszyscy chcą, żebym miała chłopa, to niech to będzie chłop, a nie szelki – postanowiłam i oko moje natychmiast ułowiło syna sąsiadów, fajnego chłopaka z czarną czupryną i oczami jak dwa węgle. Ten mi się spodobał.
Kłopot w tym, że był wiele lat młodszy ode mnie.

Dopóki nikt się nie domyślał, co jest między nami, mieliśmy spokój. Jeździliśmy oboje w długie trasy, bo rozkręcałam małą firmę i on mi pomagał. Jako zmiennik kierowca, złota rączka od hydrauliki i budownictwa, a także ktoś do pogadania w drodze, żeby nie zasnąć za kółkiem, oraz wieczorami w motelach, żeby odpocząć po załatwieniu interesów. Tak to się zaczęło…
Wszystko, co się między nami działo, było piękne. Nie tylko pieszczoty i seks, ale i rozmowy o głupotach, żarty, śmiech i opowiadanie sobie wzajemnie, jak żyliśmy, zanim trafiliśmy na siebie.
Od początku nie miałam najmniejszych wątpliwości, że nie robię nic złego. Nikogo nie zdradzaliśmy, nie kłamaliśmy, nie zacieraliśmy śladów. Po prostu dojrzała kobieta i młody chłopak spodobali się sobie i postanowili być razem. Na jak długo? W ogóle o tym nie myślałam.
W Ameryce przyzwyczaiłam się do tego, że sama o sobie decyduję. Tam ludzie też bywają pruderyjni i ciekawscy, jak wszędzie, ale jeśli się nie łamie prawa, można wszystkim powiedzieć: wara ode mnie! Tutaj wokół nas rozpętało się istne piekło.
Wszystko przeszłam. I plucie na mój widok, i wykrzykiwanie obelg pod oknami naszego domu, i wybijanie szyb. Moja matka nie przestawała płakać i wciąż mnie błagała, żebym skończyła z tym grzechem i rozpustą.
Nic do niej nie docierało.
– Mamo, czym ja grzeszę? – tłumaczyłam. – Czy grzechem jest to, że się być może zakochałam? Jarek nie zostawił dla mnie innej kobiety ani dzieci, nikomu nie rozbiłam rodziny. Gdzie tu rozpusta?
– Ale on ma dwadzieścia pięć lat! Dopiero co szkoły pokończył. To nie chłop, to jeszcze dziecko!
– Ja w jego wieku miałam własne dzieci, nie pamięta mama? Byłam dość dorosła, żeby spać z chłopem, rodzić, prać, gotować, dźwigać gary i wiadra, ziemię obrabiać. Nikt mnie nie pożałował, że jeszcze dziecko jestem. Czy mama zapomniała, jak było?

Mój ojciec znowu próbował mnie zawlec do kościoła, abym się wyrzekła szatana. Zagroził, że jeśli nie pójdę do spowiedzi na oczach całej wsi, wyrzuci mnie z domu.
Nie czekałam, aż to uczyni. Znowu spakowałam walizki i wyjechałam. Tym razem chyba na zawsze.
Biznes musiałam zamknąć, zanim się jeszcze na dobre rozkręcił. Straciłam na tym sporo pieniędzy, bo jak się robi coś nagle, to zawsze jest po diable! I mieszkanie musiałam kupić szybko, więc czasu nie było na szukanie okazji. Trudno.
Krok po kroku, cegła po cegle znów budowałam nowe życie. To dla mnie nic nowego, więc dałam radę. Nie zbijam kokosów, ale żyję na przyzwoitym poziomie. I oczywiście pracuję pełną parą.
Mój chłopak mieszka ze mną. Nadal mi pomaga w interesach, tyle że teraz ma mniej czasu, bo zapisał się na studia i całkiem nieźle mu idzie. Nie traktuję go jak syna, nie matkuję mu, nie szaleję z miłości do niego, chociaż łapię się na tym coraz częściej, że jest mi z nim dobrze jak z nikim dotąd. Niczego nie planuję, nie organizuję nam wspólnej przyszłości, nie chcę więcej, niż dostaję.
Tutaj, gdzie teraz mieszkamy, na szczęście ludzie są zajęci sobą, mało ich obchodzimy, więc mamy spokój. Oczywiście czasami ktoś się złośliwie uśmiechnie albo jakiś chłopak zagwiżdże na nasz widok i rzuci jakiś obleśny żart, ale się nie przejmujemy. Zresztą, ja naprawdę młodo wyglądam, a teraz, kiedy mam tyle dobrego, gorącego seksu i tak wiele zadowolenia z siebie, z dnia na dzień cera mi się wygładza i sama nie mogę się nadziwić, jaka jestem młoda, świeża i pełna energii.
Moja rodzina milczy. Tylko raz odwiedziła mnie młodsza siostra i zapytała:
– A co zrobisz, jak on cię rzuci? Wyciśnie, wyssie i rzuci? Będziesz ryczała.
Co wtedy powiem, kochana siostrzyczko? Wtedy powiem, że naprawdę było warto. Nie mam wątpliwości.