przez koronawirusa 2 razy odwołałam wesele fot. Adobe Stock

„Przez koronawirusa drugi raz musiałam odwołać wesele. Do trzech razy sztuka?!”

Czy jakikolwiek termin daje gwarancję, ze po raz trzeci nie będzie trzeba wszystkiego odwoływać? A może ciąży nad nami klątwa i w ogóle nie jesteśmy sobie pisani…
/ 18.10.2020 10:06
przez koronawirusa 2 razy odwołałam wesele fot. Adobe Stock

Ja i Marcin poznaliśmy się 3 lata temu. Szybko zaczęliśmy planować wspólne życie - to może brzmieć banalnie, ale wiedzieliśmy że będziemy razem już na zawsze. Marcin oświadczył mi się po kilku miesiącach znajomości i zaczęliśmy organizować wesele. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, dlatego szukaliśmy zespołu, sali i kamerzysty już 2,5 roku wcześniej. Wielki dzień zbliżał się dużymi krokami. Nasz ślub miał się odbyć w maju 2020.

Majowych zaliczek nie udało się odzyskać

Dalszego ciągu możecie się domyślać - pandemia koronawirusa pokrzyżowała nam plany. Zdecydowaliśmy się przełożyć ślub na 24 października. Ja nalegałam na sierpień - i tak mieliśmy mieć wesele w piątek z powodu braku dostępnych terminów. Marcin jednak zdecydowanie upierał się na październik.

- Może pogoda już gorsza, ale przynajmniej mamy pewność, że przez 5 miesięcy nie będzie śladu po epidemii. Do sierpnia minie za mało czasu i nie ma gwarancji, że znowu nie będzie trzeba wszystkiego odwoływać.

Zgodziłam się. Majowych zaliczek nie udało się odzyskać, więc straciliśmy dobrych kilka tysięcy - nie chcieliśmy nawet dokładnie obliczać ile, żeby oszczędzić sobie nerwów. Tylko fotograf poszedł nam na rękę, powiedział że skoro przesuwamy termin na październik i nadal zamierzamy korzystać z jego usług, to nie chce nas narażać na dodatkowe koszty. Ale to kropla w morzu - wiadomo ile kosztuje organizacja wesela.

Zaczęliśmy się martwić pod koniec września, kiedy fala zachorowań znowu wzrosła. Liczyliśmy się z tym, że trzeba będzie zmniejszyć ilość gości do 50. Profilaktycznie przygotowaliśmy rozpiskę, kogo ewentualnie wykreślimy. To była jakaś chora kalkulacja, bo oboje mamy duże rodziny i wielu znajomych. Nie mogłam spać po nocach ze stresu.

Temat wesela zdominował nasze rozmowy i myśli. Ciągle się zastanawialiśmy - może limity pozwolą na zaproszenie chociaż 75 gości? Samo to mocno by nas poratowało. Ciągle śledziliśmy wiadomości i przyrost zachorowań. Nikt z naszych bliskich nie chorował, tylko jedna kuzynka trafiła na kwarantannę. Miałam coraz większą nadzieję, że jednak wszyscy bliscy zobaczą mnie w białej sukni z welonem, a Marcin przysięgnie mi przed ołtarzem, że nie opuści mnie aż do śmierci.

Biała suknia od kwietnia czeka w szafie i zaczynam wątpić, że kiedykolwiek ją założę

Wszystko legło w gruzach, kiedy okazało się że dzienna liczba zachorowań dochodzi do 8-10 tysięcy na dobę. Rząd wprowadził zakaz organizacji imprez w czerwonych strefach, a nasz powiat od tygodni miał bardzo wysoki przyrost chorych. Znowu odwołujemy wszystko w ostatniej chwili. Kolejnych zaliczek nikt nam nie zwróci.

Biała suknia od kwietnia czeka w szafie i zaczynam wątpić, że jeszcze kiedykolwiek ją założę. Marcin nalega, żebyśmy wzięli cichy ślub i zrezygnowali z całej otoczki. Mówi, że wesele równie dobrze możemy zrobić za rok czy 2 lata, gdy epidemia minie. Ja nie jestem przekonana. Od zawsze marzyłam o hucznym przyjęciu. Kłócimy się coraz bardziej. Chciałabym wyznaczyć nową datę ślubu, ale na kiedy? Czy jakikolwiek termin daje gwarancję, ze po raz trzeci nie będzie trzeba wszystkiego odwoływać? A może ciąży nad nami klątwa i w ogóle nie jesteśmy sobie pisani?!

Zobacz więcej prawdziwych historii:
Mój mąż tak zabalował na pępkowym, że zapomniał odebrać mnie ze szpitala
Ukochany nie powiedział mi, że w wieku 19 lat został ojcem
Adopcja to była zdecydowanie najlepsza decyzja w naszym życiu
Mąż nie zajmuje się córką, więc chcę go zostawić
Mój mąż był cudowny, ale przebierał się w kobiece ciuszki