Second hand 2.0, czyli drugi obieg z nowym PR-em

Jeszcze kilka lat temu zakupom w lumpeksie często przyklejano łatkę wyboru dyktowanego oszczędzaniem pieniędzy. Dziś ta narracja nie ma już zastosowania. Albo inaczej: nawet jeśli tak jest, to co w tym złego? Kupowanie z drugiej ręki nie musi wynikać ani z tego, że nie stać nas na nowe ubrania, ani z potrzeby manifestowania swoich poglądów. Coraz częściej chodzi o coś znacznie prostszego: badania pokazują, że po prostu nie czujemy potrzeby wydawania pieniędzy na rzeczy, które zwyczajnie nie są ich warte. 

WIDEO

player placeholder

W dobie fast fashion kolekcje w sieciówkach zmieniają się w zawrotnym tempie, a rynek zalewają tony ubrań z plastiku. Coraz trudniej znaleźć rzeczy, które dobrze wyglądają nie tylko na wieszaku, ale też po kilku miesiącach noszenia. Do tego dochodzi kwestia trendów. Jeśli marki uznają, że kolory tej jesieni to masełkowy żółty, błękit, brąz i wzór w kropki, to ciężko będzie nam kupić coś w innym odcieniu. Drugi obieg daje możliwość wyjścia poza ten schemat i znalezienia czegoś, co po jednym sezonie nie zostanie przemianowane na piżamę. 

I nie chodzi tu już wyłącznie o znalezienie tej vintage'owej marynarki YSL za kilkanaście złotych. Na stronach internetowych i w apkach mamy jakościowe ubrania polskich marek, limitowane torebki Diora lub dodatki do domu. Dobry skład i porządne wykonanie, sprawiają, że takie evergreeny mogą bez problemu służyć kolejnym pokoleniom, pozostając w lepszej kondycji niż niejedna rzecz z sieciówki. 

Zobacz także:
second  hand
Adobe Stock

Gdzie dziś szukamy perełek

Dawniej jedyną opcją były wycieczki za miasto, trzymanie swoich „źródeł” w tajemnicy i regularne przekopywanie wieszaków w poszukiwaniu znalezisk. Takie wypady nadal mogą mieć swój klimat, ale dziś równie dobrze możemy zrobić to samo, bez ruszania się z kanapy. Drugi obieg przeniósł się do sieci, a wraz z nim pojawiło się tyle różnych modeli kupowania i sprzedawania, że każdy może znaleźć ten, który skradnie jego modowe serce.

Nie ma co ukrywać, że największym graczem online pozostaje oczywiście Vinted. To już nie tylko internetowy odpowiednik lokalnego second handu, ale ogromny marketplace łączący całą Europę. Dzięki temu znalezienie płaszcza Burberry czy sukienki, której nie ma już w sprzedaży jest znacznie łatwiejsze. Wpisujemy markę, ustawiamy filtry i zaczynamy polowanie.
Ubrania, buty czy dodatki znajdziemy również na OLX czy Allegro Lokalnie. To jednak platformy bardziej „uniwersalne”, więc złapiemy tam również perełki do domu czy na działkę. Tutaj cały na biało wchodzi też program second-hand IKEA, oferujący używane produkty w dobrym stanie. 

Nowością natomiast jest Sellpy, wyróżniające się przede wszystkim modelem sprzedaży. Platforma przejmuje dużą część najbardziej czasochłonnej pracy – od selekcji i fotografowania rzeczy, przez ich opis i wystawienie, aż po obsługę sprzedaży i wysyłkę. To przeciwieństwo Vinted, gdzie sami jesteśmy fotografem, sprzedawcą, asystentem klienta i pakowaczem w jednym.

Drugi obieg coraz mocniej przenika też do klasycznego e-commerce. Dobrym przykładem jest Zalando z kategorią pre-owned. Używana rzecz nie funkcjonuje tu jako tańszy zamiennik, tylko jako kolejna opcja podczas zakupów. 

Osobną kategorię tworzą platformy specjalizujące się w modzie premium. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych jest Vestiaire Collective, gdzie znajdziemy używane rzeczy największych domów mody. W tym segmencie drugi obieg ma szczególnie dużo sensu, bo pozwala znaleźć modele z poprzednich kolekcji albo po prostu takie, których pierwotna cena była dla nas zbyt wysoka. Wyzwaniem tutaj jest autentyczność, dlatego warto sprawdzić, czy sklep prowadzi weryfikację i wystawia certyfikaty. 

Cyfrowa rewolucja nie zamknęła tradycyjnych second handów. Nadal jest ich mnóstwo i wciąż można w nich trafić na rzeczy za ułamek pierwotnej ceny. Obok nich coraz mocniej rozwijają się eleganckie vintage shopy, które z dawnym wyobrażeniem sklepu z używaną odzieżą nie mają za wiele wspólnego. Zamiast setek przypadkowych rzeczy dostajemy uporządkowany asortyment. Ceny są trochę wyższe niż w klasycznym lumpeksie, jednak tutaj ktoś wcześniej wykonał za nas selekcję, a często także odnowił wystawione rzeczy. Wiele takich miejsc prowadzi równolegle sklepy stacjonarne, profile na Instagramie i sprzedaż online.

Społeczności vintage powstają także na grupach social mediowych, gdzie zakupów można dokonywać też przez marketplace. Musimy jednak pamiętać, że przy transakcji zawieranej bez pośrednika mamy nieco mniejszy poziom ochrony. Szczególnie przy większych kwotach dobrze jest sprawdzić profil sprzedającego, jego historię i opinie innych użytkowników. 

second  hand
Adobe Stock

Zarabiaj na swojej szafie

Kupowanie to tylko jedna strona medalu - druga to możliwość odzyskania części pieniędzy z rzeczy, których już nie nosimy. Zanim jednak wrzucimy pół szafy na Vinted, dajmy sobie chwilę na odpowiednie przygotowanie się. Nawet najpiękniejsza sukienka nie zachęci do zakupu, jeśli na zdjęciu będzie pognieciona, w tle zaprezentujemy zabałaganione mieszkanie czy na wpół zjedzony obiad. Ubrania warto wyprać, wyprasować, usunąć zmechacenia i dopiero wtedy zrobić zdjęcia – najlepiej w naturalnym świetle. Powinny pokazywać rzecz z każdej strony, detale, metkę, fakturę materiału, a przy droższych produktach również elementy pozwalające ocenić ich autentyczność.

Coraz więcej aplikacji daje możliwość „poprawienia” zdjęcia za pomocą AI, a nawet wygenerowania ubrania na modelce. Przy sprzedaży z drugiej ręki niekoniecznie jest to dobry pomysł. Zdjęcie co prawda będzie wyglądać efektowniej, ale jednocześnie przestanie wiernie przedstawiać to co sprzedajemy. Rozczarowanie po otwarciu paczki to prosta droga do nieporozumień i zwrotów więc autentyczność zdjęcia będzie zdecydowanie więcej warta niż perfekcyjny obrazek.

Drugim wyzwaniem jest wycena. Do własnych rzeczy trudno nam podchodzić zupełnie obiektywnie. Pamiętamy, że za jeansy zapłaciliśmy 300 zł, sukienkę kupiliśmy na ważną okazję, a płaszcz kosztował pół wypłaty. Wartość sentymentalna ma jednak znaczenie wyłącznie dla nas, a ubrania, z nielicznymi wyjątkami, z biegiem czasu nie zyskują na wartości.

Nie oznacza to, że wszystko trzeba sprzedawać za grosze. Są marki i konkretne modele, na które popyt pozostaje wysoki np. nieśmiertelne Levisy 501. Przy większości ubrań trzeba jednak uwzględnić realia rynku. Jeśli jeansy kosztowały 300 zł, wystawienie ich za 290 zł nie będzie szczególnie kuszącą ofertą, zwłaszcza w czasach outletów, kodów rabatowych i porównywarek cen. Warto więc sprawdzić, za ile wystawiane są podobne modele.

Sprzedawanie swoich rzeczy to także trening cierpliwości. Kilkaset złotych za używaną rzecz to decyzja, nad którą wiele osób będzie chciało się zastanowić. W internecie nie ma przymierzalni, dlatego im wyższa cena, tym więcej informacji powinniśmy dostarczyć potencjalnemu kupującemu. Tu pomocny jest dobry opis, który oszczędza obu stronom problemów. Dokładne wymiary powiedzą znacznie więcej niż „M” lub (o zgrozo!) „M, ale moim zdaniem bardziej S”, nie zapominamy o materiale i składzie. A jeżeli rzecz ma jakieś niedoskonałości najbezpieczniej będzie zaznaczyć je zarówno w opisie, jak i pokazać na zdjęciu. 

second  hand
Adobe Stock

Jak wydłużyć życie ubrań

Dobrze zadbane ubrania, nawet intensywnie użytkowane, mogą służyć przez długie lata. Dzięki temu łatwiej też znajdą kolejnego właściciela, gdy już zdecydujemy się z nimi rozstać. Co ważne nie wymaga to rewolucji i wielkiego wysiłku. Wystarczy kilka niewielkich zmian. 


Naprawiamy zamiast wyrzucać - teoretycznie oczywiste, w praktyce jednak często wrzucamy taką rzecz na dno szafy licząc, że może samo się naprawi albo po prostu mamy nadzieję, że nikt nie zauważy odpadającego guzika czy lekko zepsutego zamka. Tymczasem wystarczy chwila z igłą i nitką lub jedna wizyta u osiedlowej krawcowej, by dana rzecz dobrze się prezentowała przez kolejne sezony. Nie czekajmy także aż małe uszkodzenie przerodzi się w większy problem, bo wtedy naprawa może być trudniejsza i bardziej kosztowna. To szczególnie ważne w przypadku droższych ubrań albo vintage, których zamiennika nie znajdziemy tak łatwo. Naprawione ubranie ma również większą szansę znaleźć kolejnego właściciela. 

Koniec z praniem „na oko” - metki przy ubraniach nie pojawiają się bez powodu. Zanim wrzucimy je do pralki, sprawdźmy sposób pielęgnacji, który dostajemy od producenta na tacy. Wyższa temperatura nie zawsze oznacza lepsze pranie, a wirowanie może przyspieszać zużywanie się tkanin. Podobnie istotny jest sposób suszenia – nie każda rzecz dobrze znosi suszarkę bębnową, z kolei promienie UV mogą niszczyć kolor. Niektóre ubrania lepiej jest powiesić na wieszaku, by się nie odkształciły i zachowały swój fason. Warto się też zastanowić, czy po jednym założeniu dana rzecz naprawdę wymaga prania, czy wystarczy ją odświeżyć parownicą. 

Nie odkładajmy plam na później – kawa, jagodzianka czy oliwa potrafią dostarczyć dużo przyjemności. Zdarza się, że wylądują na białej sukience lub nowych spodniach, a to może okazać się dla nich zgubne – szczególnie jeżeli pozwolimy plamie zadomowić się na dobre. Im szybciej zareagujemy, tym większą mamy szansę na uratowanie sytuacji. W niektórych przypadkach możemy próbować domowych sposobów. Sól czy soda mogą pomóc w walce, jednak nie zawsze dają nam gwarancję sukcesu. W naprawdę trudnych sytuacjach najlepszym rozwiązaniem może okazać się profesjonalne czyszczenie. 

Ogranicz ślady codzienności – ciągły stres, pot czy dym papierosowy mogą zostawić po sobie odbarwienia i zapachy, których pozbycie wymaga często więcej niż jednego prania. W niwelowaniu zapachu ciała pomogą dobre dezodoranty. Żeby uniknąć żółtych i białych plam na ubraniach wybieraj produkty bez soli glinu (aluminium). Warto szukać też oznaczeń „invisible” czy „black & white”. W przypadku papierosów, najlepiej je rzucić. Tym nieumiejącym zrezygnować z nikotyny, niektórzy zalecają zamianę dymka na coś „bez dymka”. Takie iqosy nie tworzą dymu i nie śmierdzą. Przed ważną prezentacją nie zakładajmy też syntetycznych materiałów, które dużo szybciej przyjmują zapach potu, przy okazji nie będziemy się zastanawiać czy cała sala konferencyjna czuje nasze zdenerwowanie. Najtrudniej pozbyć się ulubionych aromatów z kuchni, jeżeli jednak przygotujemy sobie pudełko z lunchem dzień wcześniej, w domowych ubraniach, nasz biurowy outfit nie będzie narażony na plamę z curry, a koleżanki na open space nie zorientują się jak bardzo kochamy czosnek.  

Zadbaj o sposób przechowywania – ubrania mogą się zużywać również wtedy, gdy ich nie nosimy. Gdy są zbyt ciasno upchnięte w szafie, będą się zniekształcać i utrudniać cyrkulację powietrza, powodując charakterystyczny zapach. Najlepiej trzymać w niej złożone, ciężkie swetry i bluzy, które wisząc mogą się rozciągnąć. Lżejsze sukienki, marynarki i koszule bezpieczniej zostawić na wieszaku, który podtrzyma ich fason. Trzymanie rzeczy w wilgotnych miejscach, takich jak garaż czy piwnica może się skończyć pleśnią i uszkodzeniem materiału. Jeżeli jednak brakuje nam miejsca i część rzeczy musimy wynieść, przydadzą się specjalne pokrowce lub pojemniki, które pomogą uchronić zawartość przed stęchlizną.

Kupowanie i sprzedawanie ubrań z drugiej ręki wymaga trochę więcej uwagi niż zwykłe zakupy, ale właśnie w tym tkwi jego urok. Możemy trafić na świetną rzecz, która dostała drugą szansę, a jednocześnie sami dać kolejne życie ubraniom, których już nie nosimy. A jeżeli odpowiednio o nie zadbamy, będą się pięknie prezentować przez kolejne, długie lata.