POLECAMY

Lukla – najbardziej niebezpieczne lotnisko na świecie

Niezmiennie lotnisko w Lukli w Nepalu uważane jest za jedno z najbardziej niebezpiecznych na świecie. Położenie na dużej wysokości, góry, skoki wiatru, turbulencje, krótki pas startowy i nagłe zmiany pogody sprawiają, że panują tutaj ekstremalne warunki. Przeczytaj, aby dowiedzieć się więcej o tym miejscu, zwłaszcz jeśli wybierasz się w Himalaje.
/ 7 miesięcy temu
Lukla – najbardziej niebezpieczne lotnisko na świecie fot. Adobe Stock

Lukla to niewielka osada, która znajduje się w odległości 135–140 km od Katmandu, stolicy Nepalu. Chociaż Lukla oznacza miejsce z wieloma kozami i owcami, obecnie niewiele jest ich w okolicy. W sezonie więcej tutaj turystów i jaków.

Ta górska wioska leży w sercu Himalajów na wysokości 2860 m n.p.m. Jest miejscem, z którego większość turystów i himalaistów zaczyna trekking w rejonie Mount Everestu. Panuje przekonanie, że jeśli uda się bezpiecznie wylądować na tamtejszym lotnisku, to zdobycie Czomolungmy, najwyższej góry świata, która ma 8848 m n.p.m., pozostaje formalnością. W sezonie zarówno lotnisko w Lukli, jak i sama miejscowość przeżywają prawdziwe oblężenie.

Rosyjska ruletka

Do ostatniej chwili nie ma pewności, czy uda się wystartować z Katmandu do Lukli. Wszystko bowiem zależy od pogody, a ta jest zmienna. Tłum gromadzi się już przed 6.00, kiedy lotnisko jest jeszcze zamknięte. Loty odbywają się zwykle do 11.00, bo wtedy panują najlepsze warunki. Samoloty są niewielkie. Zabierają na pokład jedynie 18 pasażerów. Stewardessa ubrana w nepalski tradycyjny strój rozdaje watę do uszu i cukierki. Kokpit pilotów jest otwarty, można więc cały czas obserwować pracę pilotów. Huk silników dudni w uszach. Samolot leci nisko. To tylko cztery i pół kilometra nad ziemią. Przez małe okienka widać ośnieżone Himalaje. W dole mozaika tarasowych pól ryżowych i wstęgi rzek. Na wzgórzach małe domki, kompletnie odizolowane od świata. Te fantastyczne widoki nie są jednak w stanie zagłuszyć strachu, który pojawia się co jakiś czas – czy uda się bezpiecznie wylądować?

40 minut lotu. 40 minut fascynujących widkoków. 40 minut strachu. Większość pasażerów wypiera myśl, że to może być ostatni lot w życiu.

Górskie lotnisko w Lukli

Sir Edmund Hillary, legenda himalaizmu, który wspólnie z Szerpą Tenzingiem zdobył Mount Everest, początkowo planował zbudować lotnisko na płaskim kawałku ziemi, ale miejscowi rolnicy nie chcieli sprzedać mu swoich uprawnych pól. Niezrażony tym, kupił strome zbocze i zwerbował dziesiątki Szerpów, aby wyciąć zarośla nożami, a następnie depcząc wyrównać ziemię. Budowa lotniska w Lukli, które otworzono w 1964 r., trwała zaledwie miesiąc. Intencją Hillarego nie było zwiększenie dostępności regionu Everestu dla turystów i wspinaczy, ale bezpośrednia pomoc dla lokalnej ludności i umożliwienie transportu towarów, które ułatwiają im życie, w tym możliwość korzystania z opieki medycznej i edukacji.

Znaczące zmiany na lotnisku zaszły na przełomie lat 2000/2001, kiedy nastąpiła rozbudowa pasa, który od tej pory pozwala na bezpieczne lądowanie nieco większych samolotów, zabierających na pokład zazwyczaj kilkunastu pasażerów.

Pas startowy zaczyna się litą skałą, a kończy 600-metrową przepaścią

Lotnisko im. Tenzinga-Hillarego (nazwane tak w 2008 r. na część pierwszych zdobywców Everestu)  obsługujące dziennie przeciętnie 500 pasażerów, ma tylko jeden krótki pas startowy o długości 460 m i szerokości 20 m. Znajduje się pod górkę (nachylenie wynosi 12 stopni), tak by maszyna miała szanse wyhamować. Nie da się tu kołować ani zawrócić. Lądujące maszyny muszą trafić w niewielki pas i zatrzymać się przed kończącą go skalną ścianą i skręcić. Zwykle pilot robi to naprawdę blisko, niemal dotykając nosem samolotu skalnej ściany. Podczas lądowania ma się uczucie nieuchronnego zderzenia ze skałą.

Każdy startujący i lądujący samolot przyciąga uwagę turystów i miejscowych, którzy stoją i z napięciem obserwują lotnisko. Uda się, czy się nie uda? Udało się! 

Na lotnisku często suszy się pranie, a czasami przechodzą tędy zwierzaki i tubylcy, którzy skaracają sobie dojście do miasta. O nadlatującym samolocie ostrzega ich wycie syreny.

Góry, wiatr i chmury

Problemy z ruchem lotniczym w rejonie Lukli spowodowane są także klimatem. Na wysokości niemal 3000 m n.p.m. szaleją porywiste wiatry, a gęsta powłoka chmur utrudnia sprawne lądowanie, dlatego też loty odbywają się zwykle w godzinach porannych. Na lotnisku w Lukli nie ma żadnych pomocy nawigacyjnych , a pogoda jest nieprzewidywalna. Specjalnie wyszkoleni piloci muszą wykorzystywać swoją wiedzę na temat terenu i umiejętności lotu wzrokowego. Nawet przy dobrej pogodzie mogą tutaj lądować wyłącznie helikoptery i małe samoloty, które zabierają na pokład jedynie 18 pasażerów.

Niestety, nie zawsze panują tu na tyle stabilne warunki atmosferyczne, aby lotnisko mogło normalnie funkcjonować. Tak było w 2011 r., kiedy pogoda załamała się na cały tydzień. Z powodu zalegającej mgły w Lukli utknęło wówczas ok. 2,5 tys. turystów.

Gdy nie latają samoloty, zostaje jeszcze jedna szansa, śmigłowce. Te mogą latać w dużo gorszej pogodzie, ale taki lot sporo kosztuje. Ceny zaczynają się od kilkuset dolarów od osoby.

Ci, którzy nie mają nerwów do lądowania na tym niebezpiecznym lotnisku, mogą wybrać inną opcję, a mianowicie 11 godzin autobusem z Katmandu do miasta Jiri, a potem 5-dniowy trekking do Lukli.  Szykuje się również inna możliwość - w sierpniu 2014 r. rząd nepalski ogłosił plany otwarcia pierwszej drogi asfaltowej z Katmandu do Lukli.

Nie ma drugiej szansy

Samolot albo ląduje, albo uderza w ścianę, albo spada z klifu. Wypadki zdarzają się, ale rzadko. Ostatni poważny wypadek miał miejsce w 2008 r., kiedy załoga lotnicza źle oceniła pogodę i lądowanie. W wyniku katastrofy zginęli wszyscy na pokładzie, z wyjątkiem kapitana. Również w maju 2017 r. doszło do wypadku. Samolot lądował w gęstej mgle i uderzył w drzewa tuż przed krawędzią płyty lotniska. Zginęli dwaj piloci, trzcia osoba, która była na pokładzie, przeżyła.

Tutaj przeczytasz więcej o ciekawych miejscach.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)