Rozmowa matki z córką o seksie – jak ją przeprowadzić?

Przeczytaj rozmowę matki z dorosłą już córką. Jak nie przegapić właściwego momentu na rozmowę z córką o seksie? Dlaczego matce tak trudno jest rozmawiać z córką na temat seksu i antykoncepcji?
/ 26.11.2014 09:47

rozmowa z córką o seksie

Fot. Fotolia

Matka:  Trudno mi się jednak tak do końca wyluzować, kiedy sobie myślę, co zrobiłam, a właściwie czego nie zrobiłam, w kwestii twojego wychowania seksualnego. Sukces to nie był.

Córka:  No tak, u nas w domu było tak sobie z tą edukacją, dość marnie, powiem szczerze. Pamiętam, że bardzo się starałaś. Mówiłaś, że seks to jest takie uczucie, jakby się pływało, że nie da się tego wytłumaczyć, że to wspaniałe, jak się kogoś kocha. Początek bardzo poetycki, piękny, podobał mi się. Jednak zabrakło dalszej części, trochę konkretów, mamo.

Matka:  Byłaś wtedy taka mała…

Córka:  No i dorastałam, aż tu któregoś dnia zobaczyłam obrazki z pozycjami w gazecie. To było dla mnie spore zaskoczenie. Ja tu myślę o pływaniu, a na obrazku szalone wygibasy!

Matka:  No wiesz, starałam się zacząć rozmowę na ten temat parę razy, ale jakoś mi nie szło. Chyba dałam plamę, co tu kryć. Łatwiej mi było przyjąć, że to cię jeszcze nie interesuje.

Córka:  Aha, nie interesuje… Pamiętam też, że kiedy miałam chyba z siedemnaście lat, dałaś mi, nie wątpię, że w dobrej wierze, jakiś podręcznik typu wychowanie seksualne dla ośmiolatków, bo akurat wpadł ci w ręce.

Matka:  Nieprawda, specjalnie kupiłam i był dla dorastającej młodzieży, nie dla ośmiolatków…

Córka:  Hmm, rozumiem… Tak więc informacji szukałam na własną rękę. 

Matka:  To świetnie, że znalazłaś. Szkoda, że wychowanie seksualne tak u nas kuleje w szkołach, tylko matka ma uświadamiać… No dobra, głupio gadam. To mi kompletnie nie wyszło. Przegapiłam właściwy czas na taką rozmowę. Jakoś… trudno mi było. Na szczęście pewnie ci pomogły przyjaciółki.

Zobacz także: Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie i antykoncepcji?

Córka:  Też. Tylko zastanawiałam się, co cię blokowało, bo przecież przez dwa lata prowadziłaś na ten temat cykliczne Nocne rozmowy w Radiu Tok FM z panem Bugalskim.

Matka:  To prawda. Dariusz Bugalski, uroczy erudyta, człowiek renesansu, tak potrafi rozmawiać, że człowiek nagle uświadamia sobie ze zdumieniem, że wie więcej, niż myślał, że wie. To było dla mnie szalenie rozwijające doświadczenie. Szkoda, że nie słuchałaś…

Córka:  Koledzy z liceum mi mówili, że dowiedzieli się z tych audycji masy pożytecznych rzeczy, o których w domu nikt z nimi nie rozmawiał. Dlaczego ze mną tak nie gadałaś?

Matka:  Na antenie łatwiej. Z własnym dzieckiem coś mnie hamowało. Do dziś nie wiem, co. Profesor Kazimierz Imieliński powiedział ostatnio w wywiadzie dla „Polityki”, że trudno mu to przyznać, ale wychował się w kulturze chorej pod względem podejścia do spraw seksu. I to go przygnębia, że tak piękną sferę życia, szczęściodajną, jak się wyraził, potrafimy zmienić w grzeszną, brudną, zniekształcić i zagmatwać.

Córka:  Coś w tym jest.

Matka:  Imieliński już w latach sześćdziesiątych XX wieku prowadził badania na temat masturbacji. Prawie wszyscy chłopcy stwierdzili, że stale to robią, połowa dziewcząt też. Jednocześnie wszyscy zgodnie uważali, że to chorobliwe i nienormalne, że im mózg wyschnie i podobne brednie. Dziś seks oddemonizowano, choć dla wielu ludzi nadal nie kojarzy się z radością i spełnieniem.

Córka:  Teraz raczej trend jest w drugą stronę – w pismach, gazetach: „ach, och, musisz mieć pięćset orgazmów naraz”. Myślę, że jest potrzebna taka edukacja, jaką na przykład widziałam w programie TV z Wielkiej Brytanii. Kobieta jeździ po różnych szkołach i naprawdę rozmawia z młodzieżą. Nastolatki obu płci, dotąd czerpiące informacje głównie z Internetu, były zaskoczone wieloma sprawami. Wszyscy dopytywali się o szczegóły, wreszcie mieli z kim o tym porozmawiać, rozwiać wątpliwości, również dotyczące dbania o zdrowie.

Matka:  Wiedzą, co to seks, ale nie erotyka.

Córka:  Też. Prowadząca pokazywała im zdjęcia, tłumaczyła budowę ciała, udziela informacji, co jest prawdziwe, a co w telewizji przekłamane i podkoloryzowane. Bardzo się to dzieciakom podobało. Wcześniej filmiki z netu to była dla nich baza, mocno przekłamana.

Zobacz także: Pierwsza wizyta u ginekologa

Matka:  Może część naszej młodzieży obejrzy taki program, przydałby im się na pewno.

Córka:  Jeśli chodzi o polską rzeczywistość, czytałam wypowiedź Ewy Woydyłło w popularnym miesięczniku. Według niej, podejście do erotyki zmienia się bardzo powoli i nie należy dać się zwieść wszędobylskiej nagości, pozornej seksualnej otwartości.

Matka:  Ja też tak sądzę.

Córka:  Przełamuje się tabu, ale mentalność zostaje ta sama – zawstydzona. Moim zdaniem, to ciekawe podejście.

Matka:  Chodzi jej pewnie o to, że ludzie próbują nowych rzeczy, bo chcą być na czasie, nowocześni, a niekoniecznie dlatego że czegoś pragną.

Córka:  Tak. À propos, utkwiła mi w pamięci wypowiedź striptizerki, która opowiadała się za nieskrępowanym seksem. Doradzała, żeby, gdy w związku i w sypialni pojawi się nuda, zaprosić do łóżka oprócz swojego mężczyzny inną babkę – będzie pikantnie i w ogóle fantastycznie. Powiedziała też – i teraz uważaj – że te wszystkie matki Polki by tak nigdy nie zrobiły, bo są strasznie zacofane. I to, moim zdaniem, obrazuje dobrze to, o czym rozmawiamy. No bo co to znaczy? Jedna osoba ma ochotę spróbować coś pikantnego, a inna nie. Ktoś ma czas eksperymentów, ktoś inny – związek z boskim mężczyzną i nie życzy sobie nieproszonych gości. Jej wypowiedź wyglądała na szopkę: jestem strasznie wyzwolona, jestem równiachą, w każdym razie ja to tak odebrałam. Mam wrażenie, że przemiany w mentalności Polaków zaczynają się właśnie od takich pozornych, nieco teatralnych zmian, popadania w skrajności, przynajmniej w mediach. W życiu oczywiście jest cała gama fajnych zachowań i powoli odchodzi się od podziału: cnotka albo ladacznica. Chociaż właściwie nie wiem, czy się odchodzi…

Matka:  A w mediach od komercyjnego, plastikowego seksu, traktowanego wyłącznie konsumpcyjnie – nazwijmy rzeczy po imieniu. I że w Polsce albo Lepper rechoczący na antenie, bo właśnie odkrywa, że prostytutki nie można zgwałcić, albo goła pani przy aucie w reklamie (bez sensu kompletnie) czy seks wyłącznie jako prokreacja lub święte oburzenie na samo to „grzeszne” słowo.

Córka:  Swoją drogą kiedy moja koleżanka powiedziała kiedyś na lekcji w podstawówce słowo „seks”, to nauczycielka wysłała ją do dyrektora i postraszyła, że może zostać wyrzucona ze szkoły! To dopiero edukacja.

Matka:  Pamiętam tę panią, rzeczywiście szkoda gadać. Mnie się marzy, żeby o seksie, i nie mam na myśli tylko kontaktu genitalnego, potrafiono rozmawiać szczerze, ale subtelnie. I żeby ludzie nauczyli się, jak w związkach raczej prosić, niż żądać, pomagać sobie wzajemnie w osiągnięciu spełnienia, a nie tylko mieć pretensje, gdy coś nie wychodzi tak, jak chcemy. I żeby pójście na małżeńską terapię do seksuologa nie było czymś wstydliwym, unikanym. Ile związków dałoby się uratować!

Zobacz także: Mam okres! Cała prawda o pierwszej miesiączce

Córka:  Teraz wydano w Polsce Wielką księgę cipek i Wielką księgę siusiaków, które wprowadzają młodzież w świat seksualności w mądry i zabawny sposób, choć dorośli też mogą się z nich dowiedzieć czegoś nowego. Te książki wywołały sporo zamieszania, doczekały się wersji ocenzurowanych. Przyznaję, że kiedy zobaczyłam w księgarni te tytuły, to sama byłam trochę, no… zaskoczona, i właśnie o to autorom chodziło – żeby zacząć z większą swobodą używać słów dotyczących intymności, żeby nie kojarzyły się wyłącznie z przekleństwami. Generalnie pomysł dobry – oswajać dzieci ze sferą seksualności, oczywiście subtelnie.

Matka:  Bo też każdy granice prywatności ma gdzie indziej i żeby ich nie naruszyć, a jednak przekazać pewne informacje, również dotyczące zdrowia, bezpieczeństwa. To delikatna sprawa.

Córka:  Tak. A tak bardziej dla dorosłych: oglądałam w necie cykl krótkich filmów dotyczących Kamasutry, hiszpańska produkcja, bardzo fajnie prowadzona. Z jednej strony były to propozycje różnych pozycji dla kochanków, a z drugiej – informacje, ciekawostki, ćwiczenia na budowanie bliskości i więzi, przedstawiane jako integralna część erotyki. Nakręcone to było z klimatem, zmysłowo, ale i rzeczowo. Bez wulgarności czy infantylizmu, i o to chodzi.

Matka:  Czyli można! Myślę, że u nas w Polsce, na razie, seks to zbyt często albo grzech, albo obowiązek, język medyczny lub prostacki. I romanse do czytania – infantylizujące miłosne związki, pokazujące nierealne postaci, jakby to wszystko było nie do osiągnięcia, więc iluzja ma zastąpić niespełnione potrzeby.

Córka:  Choć są tłumaczone też fajne książki i o intymności, i o fizjologii. I niektóre romanse są ciekawe, z postaciami z krwi i kości – czytałam jakieś autorstwa Jayne Ann Krentz. Gdzieś tam na świecie powstają też powoli pisma erotyczne dla pań, choć coś czuję, że w Polsce raczej jeszcze na to poczekamy.

Matka:  Oglądałam takie już w latach sześćdziesiątych; na granicy celnik mi zabrał…

Córka:  A to drań. Nie próbowałaś odzyskać?

Matka:  Próbowałam. Bez odzewu.

Córka:  No ładnie. Aha, no i poza tym wszystkim zdarzają się okresy w życiu, że seksu nie ma, a o tym się nie mówi, bo to nie jest nośny temat. W Stanach, pewnie dla przeciwwagi traktowania seksualności nadmiernie konsumpcyjnie, istnieją grupy dziewic i prawiczków. To pewnie sposób odreagowania, bo w USA, jeśli dziewczyna ma 15 lat i jest dziewicą, podobno jest postrzegana przez rówieśników jako dziwna. Więc przyznać się do nieuprawiania seksu to odwaga, część ludzi nigdy by się na to nie zdobyła. Ze wstydu, bo jest moda na nieskrępowany hedonizm. Mnie to irytuje.

Matka:  A ja kocham Leśmiana, który podniósł miłość fizyczną do rangi sztuki:

Gdy domdlewasz na łożu, całowana przeze mnie,

Chce cię posiąść na zawsze, lecz daremnie, daremnie!

Już ty właśnie – nie moja, już nie widzisz mnie wcale.

Oczy mgłą ci zachodzą, ślepną w szczęściu i szale!1

1B. Leśmian, Gdy domdlewasz na łożu

Fragment pochodzi z książkiOdsłony, czyli rozmowy z córką” autorstwa H. Hamer, M. Hamer (Impuls 2011). Publikacja za zgodą wydawcy.

Zobacz także: Jak rozmawiać z nastolatkiem o seksie?