dyskryminowane dziecko fot. Fotolia

Dyskryminacja dzieci – dlaczego nikt nie reaguje

Bo ma inny kolor skóry, bo nie ma markowych ubrań, bo jest zbyt nieśmiałe – dlaczego pozwalamy na dyskryminację dzieci w szkołach?
Katarzyna Krajewska / 30.11.2016 08:31
dyskryminowane dziecko fot. Fotolia

Projekt Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej „Dyskryminacja w szkole – obecność nieusprawiedliwiona” z 2015 roku pokazuje, że uczniowie bardzo często stosują dyskryminację werbalną, fizyczną, psychiczną, seksualną i cyberprzemoc. Atakowane przez swoich kolegów są najczęściej dzieci i młodzież o innym kolorze skóry, innym wyznaniu, urodzone poza naszym krajem, niepełnosprawne, biedne, o wyglądzie i zachowaniu innym niż powszechnie przyjęty i o innej orientacji seksualnej.

Sprawdź, jak uchronić dziecko przed agresją w szkole!

Nauczyciele nie umieją reagować na dyskryminację

Nauczyciele reagują na dyskryminację w szkole różnie. Najczęściej rozmawiają z uczniem, który przezywa lub bije kolegów. Niestety jest to typowa „pogadanka”, prawienie morałów, które nie mają nic wspólnego z prawdziwym dialogiem. Najgorsze jest jednak to, że pedagog nie rozmawia z poszkodowanym. Jeśli już reaguje, to zwraca się wyłącznie do sprawcy, a tak nie powinno być. Ważna jest rozmowa zarówno z jedną jak i drugą stroną. Drugim sposobem reagowania na przemoc w szkole jest brak reakcji. Nauczyciele udają, że nic nie widzą i nie słyszą. 

Moja córka Ania (uczennica podstawówki) jest bardzo cicha i nieśmiała. Zawsze, gdy była wzywana do czytania na głos, niektóre dzieci z klasy śmiały się z niej głośno, przezywały ją, obrażały. Nauczycielka nawet nie udawała, że tego nie słyszy. Śmiała się razem z tymi dzieciakami. To nie do pomyślenia, żeby dorosła kobieta, która wybrała zawód nauczyciela tak się zachowywała. Co się dzieje z tymi ludźmi? Ania wracała do domu zapłakana. Nie chciała wracać do szkoły. Spotkałam się z tą nauczycielką dwa razy, ale miałam wrażenie, że ta kobieta mnie lekceważy. Byłam z tym później u dyrektora, który obiecywał, że porozmawia z panią, ale mijały kolejne tygodnie i nic się nie zmieniało. Nikt nawet nie może sobie wyobrazić, co czułam jako matka. Serce mi pękało, gdy widziałam jaka Ania przychodzi do mnie roztrzęsiona i nie rozumie, dlaczego się z niej śmieją, zwłaszcza pani. I nie umiałam jej wytłumaczyć, dlaczego ta dorosła kobieta, która ma być dla ucznia oparciem, stanęła przeciwko niej. Nie jestem nadopiekuńczą mamą. Nie chodzę do szkoły z byle kłótni dziecka z koleżanką, ale ta sytuacja mną wstrząsnęła. Musiałam córkę przenieść do innej szkoły, a i bez psychologa się nie obyło. Do dziś nie mogę uwierzyć w to, co się stało – opowiada pani Ewa T. z Lublina.


Fot. Fotolia

Dyskryminacja zakończona samobójstwem

Podobnych przypadków i tych z jeszcze gorszym zakończeniem mamy mnóstwo. Przykładem jest historia 14-letniego Dominika Szymańskiego, który popełnił samobójstwo, bo był dyskryminowany. Wrażliwego nastolatka rówieśnicy nazywali „pedziem”, bo nosił rurki i dbał o fryzurę bardziej niż przeciętny chłopak w jego wieku. Nie wytrzymał i powiesił się. Z pewnością nie chcemy więcej takich historii, a jednak sami je prowokujemy.

Dyskryminacja a kolor skóry

W jednym z przedszkoli w Chrzanowie był ostatnio dyskryminowany 5-letni chłopiec – Mulat. Panie przedszkolanki uważały, że ma wszy. Jego mama zabrała go więc do pielęgniarki, żeby to sprawdzić i wróciła do przedszkola z zaświadczeniem, że chłopiec nie ma na głowie pasożytów. Ta sytuacja powtarzała się wielokrotnie. Zdarzyło się również, że pani powiedziała, iż trzeba dziecku obciąć „kłaki”. Dyrekcja przedszkola złożyła też zawiadomienie do Ośrodka Pomocy Społecznej. Pracownica MOPS-u poleciła mamie chłopca, żeby wykąpała dziecko, bo ma niedomyte łokcie. Nie wzięła jednak pod uwagę tego, że ciemniejsze łokcie to normalne u Mulatów. Najbardziej przeżył to wszystko kilkulatek. Codziennie słyszał od innych dzieci, że jest brudasem. W końcu na słowo „przedszkole” wpadał w histerię, a w nocy zaczął się moczyć. Matka nie chciała dalej narażać syna na nieprzyjemności i wypisała go z placówki.

Nauczyciele często dyskryminują uczniów

Na początku 2016 roku było głośno o pani dyrektor szkoły w okolicach Chełmna, która poniżała uczniów słownie. Do jednego z nich powiedziała, że skoro mieszka w piwnicy, to znaczy, że nie ma warunków do nauki, a przez roznoszenie ulotek nawet nie ma na nią czasu. Innemu powiedziała, że ma burdel w zeszycie i głowie, więc w burdelu też skończy.

To nie jest normalne, żeby w XXI wieku miały miejsce takie sytuacje. Tym bardziej, że dotyczy to najmłodszych. Taka trauma zostaje przecież do końca życia, dlatego pedagodzy powinni reagować już na pierwsze sygnały dyskryminacji i to odpowiednio reagować. Nie mówiąc już o tym, że sami nie powinni uczestniczyć w dyskryminowaniu uczniów. Rodzice również nie powinni być bierni. Bez rozmowy z dziećmi niczego ich nie nauczymy. Szkoła nie zrobi wszystkiego za nas. Uświadamiajmy naszym maluchom, że nie wolno gorzej traktować nikogo – ani słabszych, ani biedniejszych ani tych o innym kolorze skóry albo o odmiennych od naszych upodobaniach. Tylko w taki sposób możemy powstrzymać falę nienawiści.

Dowiedz się, jak skłonić dziecko do zwierzeń!