„Ukochany myślał, że będę mu prać, sprzątać i gotować, a ja nie potrafię. U rodziców zawsze robiła to za mnie gosposia”
„Z miłości przeprowadziłam się do kawalerki, która była mniejsza niż moja dotychczasowa garderoba. Uważałam to za wielkie poświęcenie, ale Filip ciągle miał jakieś wymagania. Chciał nawet, żebym poszła do pracy. A przecież tata zawsze mówił, że to partner ma zarabiać”.

Mieszkałam w pięknym, wielkim domu ze służbą, uczyłam się w najlepszych szkołach. Gdy potrzebowałam pieniędzy, ojciec wyciągał portfel i dawał mi tyle, ile chciałam. Nie widziałam w tym niczego dziwnego. Wszystkie dzieciaki z kręgu znajomych rodziców żyły w ten sposób. Oczywiście wiedziałam, że obok istnieje inny, mniej kolorowy świat, ale w ogóle o nim nie myślałam. Byłam przekonana, że nigdy do niego nie trafię. Przecież tata zawsze powtarzał, że jestem jego księżniczką. I że spełni każde moje życzenie.
Po maturze poszłam na studia
Wybrałam historię sztuki. Tata uznał, że muszę się dalej uczyć. Nie dlatego, by zdobyć kiedyś lepszą pracę, ale by błyszczeć wiedzą w towarzystwie i nie przynosić wstydu swojemu przyszłemu mężowi. Żaden szanowany i ustosunkowany facet nie weźmie sobie za żony słodkiej idiotki. Trochę interesowałam się malarstwem, więc pomyślałam, że to kierunek dla mnie. Pomyliłam się. Wykłady były nudne, a materiału do opanowania całe mnóstwo. Ledwie zaliczałam kolejne egzaminy. Zamiast ślęczeć nad książkami, wolałam bawić się w najlepsze. Oczywiście w najdroższych klubach.
Bywało, że wracałam do domu o piątej nad ranem. Na szczęście ojciec nie miał nic przeciwko temu. Spędzałam czas z ludźmi z kręgu naszych znajomych, więc wszystko było w porządku. Filip był barmanem w klubie, do którego najbardziej lubiłam przychodzić. Nie ukrywam, szybko wpadł w oko. Nieziemsko przystojny, wesoły, wygadany. Chciałam poznać go bliżej, ale nie zwracał na mnie uwagi. Owszem, gdy podchodziłam coś zamówić, był miły, szarmancki, ale to wszystko. Wkurzało mnie to, ale też intrygowało.
Zapragnęłam go zdobyć
Zamiast więc spędzać czas ze znajomymi, godzinami przesiadywałam przy barze. Prowokowałam do rozmowy, uśmiechałam się, rzucałam zachęcające spojrzenia. W końcu zadziałało. Któregoś wieczoru zapytał, czy pójdę z nim do kina. Zgodziłam się natychmiast.
– Mogę wiedzieć, dlaczego tak długo zwlekałeś z zaproszeniem? – zapytałam.
– Szczerze? Bo myślałem, że jesteś tylko pustą panienką z bogatego domu, którą nie warto zawracać sobie głowy – odparł.
– Ale zmieniłeś zdanie? – patrzyłam mu w oczy.
– Jeszcze nie. Ale postanowiłem dać ci szansę – mrugnął do mnie z szelmowskim uśmiechem.
Zaczęliśmy się spotykać. Im lepiej poznawałam Filipa, tym byłam w nim coraz bardziej zakochana. A i on odwzajemniał moje uczucie. Coraz częściej myśleliśmy o tym, by zamieszkać razem. Postanowiłam więc przedstawić go rodzicom. Myślałam, że będą zachwyceni moim ukochanym, a tata obieca, że nam pomoże. Tymczasem oni zachowali się okropnie. Mama przez cały czas patrzyła na Filipa z niechęcią, a ojciec bezczelnie wziął go na spytki. Gdy usłyszał, że jest tylko barmanem i mieszka w kawalerce, w blokowisku, potwornie się skrzywił.
Rodzice byli niezadowoleni
– Wybacz, chłopcze, ale nie jesteś odpowiednią partią dla mojej córki –wypalił bez ogródek.
– Bo jestem biedny? – zapytał Filip.
– Dokładnie tak. Znam takich jak ty. Myślicie tylko, żeby upolować dziewczynę z potężnym posagiem… Ale nie ze mną te numery…
– Nie zależy mi na pańskich pieniądzach – przerwał mu Filip – Kocham Patrycję i chcę, żeby ze mną zamieszkała.
– Gdzie, w tej klitce mniejszej od jej garderoby? Nie sądzę, żeby miała na to ochotę – zarechotał.
– A właśnie że mam! – wtrąciłam się.
– Możesz iść do siebie? – ojciec spojrzał na mnie groźnie.
– Nie! Zaraz pakuję swoje rzeczy i przeprowadzam się do Filipa. Czy ci się to podoba, czy nie – aż się trzęsłam ze złości.
– Doprawdy? A z czego będziesz żyć, córeczko? Bo jeśli stąd się wyprowadzisz, nie dostaniesz ode mnie ani grosza! – ojciec poczerwieniał na twarzy.
Bez łaski, jakoś sobie poradzimy – ucięłam stanowczym tonem.
– W takim razie droga wolna – wycedził i ostentacyjnie wyszedł z jadalni.
– To jak, jedziesz ze mną czy zostajesz? – spytał Filip.
– Oczywiście, że jadę. Tylko daj mi chwilę, spakuję trochę rzeczy – odparłam i poszłam do swojego pokoju.
Mama poszła za mną, usiadła na łóżku i zaczęła błagać, żebym została, że ojciec chce tylko mojego dobra, i takie tam. Ale ja byłam nieugięta. Byłam wściekła, że tak paskudnie potraktował mojego ukochanego. I postawił mi ultimatum. W tamtej chwili nienawidziłam go z całego serca.
Pierwsze dni z Filipem były cudowne. Cieszyłam się, że jesteśmy razem. Ale potem dopadła mnie szara rzeczywistość. Choć bardzo się starałam, nie potrafiłam odnaleźć się w nowej sytuacji. Mój ukochany spodziewał się, że zajmę się domem, będę prasować mu koszule, gotować obiady, a ja nie miałam pojęcia, jak się do tego zabrać. Nawet głupiej kawy nie umiałam dobrze zaparzyć, bo w domu robiła to za mnie pomoc domowa.
Najbardziej bolał mnie brak pieniędzy
Ojciec dotrzymał słowa i wyczyścił konto do zera. O Boże, jaka ja byłam nieszczęśliwa. Kiedyś mogłam sobie kupić wszystko, czego zapragnęłam. Nowe ciuchy? Proszę bardzo. Firmowa torebka? Jak najbardziej. Wypad do dobrej restauracji? Czemu nie. A teraz… Filip wyliczał każdy grosz. Non stop słyszałam, że na nic nas nie stać, że musimy oszczędzać. I że najlepiej by było, żebym poszła do pracy. Jakiej pracy? Przecież nic nie umiałam!
A tata mówił, że od zarabiania pieniędzy jest partner. Gdy mu o tym powiedziałam, wpadł w złość. Krzyczał, że potrzebuje normalnej dziewczyny, a nie bogaczki której się w głowie przewraca. Zrobiło mi się wtedy bardzo przykro. Aby choć trochę podreperować swój budżet, dzwoniłam do mamy i prosiłam o pomoc. Dawała mi w tajemnicy kilka stówek, a przy okazji przekonywała, bym wróciła do domu. Odmawiałam, ale coraz mniej stanowczo. Ciągle kochałam Filipa, lecz równocześnie tęskniłam za swoim dawnym, beztroskim życiem.
Poddałam się po pół roku. Wróciłam któregoś dnia z uczelni, rozejrzałam się po obskurnej kawalerce i poczułam, że nie chcę tu spędzić ani dnia dłużej. Powiedziałam o tym Filipowi. Nawet nie drgnęła mu powieka. Stwierdził, że się tego spodziewał, bo rozpuszczone panienki z bogatych domów nie nadają się do normalnego życia. Gdy to usłyszałam, wpadłam w złość.
– Jak możesz tak do mnie mówić! Przecież przez ciebie pokłóciłam się z ojcem! – krzyknęłam.
– Ale zaraz się z nim pogodzisz… I znowu będziesz miała wszystko. Drogie ciuchy i pełny portfel. Na pewno bardzo się cieszysz…
– A pewnie, że tak. Mam dość tej biedy, liczenia każdego grosza. Kocham cię, ale nie dam rady tak dłużej żyć. Samą miłością się nie najem.
– W takim razie pakuj się i wracaj do swojego pałacu – burknął.
– Ale to niczego między nami nie zmieni? Nadal będziemy się spotykać? Przynajmniej od czasu do czasu?
– Żartujesz? Nie zamierzam być twoją zabawką. Ty idź w swoją stronę, ja pójdę w swoją. Tak będzie najlepiej – warknął i wsadził nos w komputer, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że uważa rozmowę za zakończoną.
Wyszłam, bo co miałam zrobić?
Wiedziałam, że czekają mnie trudne chwile, ze będę tęsknić za Filipem, ale nie zamierzałam dłużej żyć jak nędzarka. To było ponad moje siły. Ojciec przyjął mnie serdecznie. O dziwo, nie robił mi żadnych wymówek. Powiedział tylko, że cieszy się, że zmądrzałam. Na przywitanie wręczył mi nową złotą kartę kredytową. Natychmiast pojechałam na zakupy. Gdy buszowałam między półkami zapełnionymi drogimi towarami, poczułam się o niebo lepiej. Prawie zapomniałam o przykrym rozstaniu z ukochanym. Pomyślałam nawet, że ojciec jednak miał rację. Filip nie był mężczyzną dla mnie. Zasługiwałam na faceta, który zapewni mi dostanie i wygodne życie. Nawet powiedziałam o tym tacie. Bardzo się ucieszył. Stwierdził z uśmiechem, że ma już dla mnie odpowiedniego kandydata i że wkrótce go poznam.
Myślałam, że żartuje, więc puściłam te słowa mimo uszu. Okazało się jednak, że mówił poważnie. Adama poznałam tydzień po powrocie do domu. Ojciec go do nas zaprosił. Był synem bardzo bogatego przedsiębiorcy z branży budowlanej. Miał dobrze po trzydziestce i delikatnie mówiąc, nie wyglądał najlepiej. Gdy na niego patrzyłam, robiło mi się niedobrze. Tymczasem on był mną zachwycony. Pod koniec wizyty zaprosił mnie na randkę. Chciałam odmówić, ale tata był szybszy. Odpowiedział za mnie, że chętnie się z nim gdzieś wybiorę. Potwierdziłam, bo nie chciałam wprawiać ojca w zakłopotanie. Gdy jednak Adam wyszedł, natychmiast na niego napadłam.
Byłam zła na takie swatanie
– Co ty najlepszego wyrabiasz? Dopiero skończyłam z jednym facetem, a ty pakujesz mnie w łapy drugiego! – wrzasnęłam.
– Nawet mi nie przypominaj o tym gołodupcu! Omal nie zmarnował ci życia. I nie porównuj go do Adama. To stateczny, świetnie ustawiony mężczyzna. Ojciec już przepisał na niego całą firmę. To znakomity kandydat na męża. Niejedna dziewczyna chętnie znalazłaby się na twoim miejscu. Ciesz się, że wybrał właśnie ciebie.
– Zwariowałeś? Przecież on wygląda jak potwór. I jest dla mnie za stary. Filip przynajmniej… – protestowałam, ale ojciec mi przerwał.
– Chcesz wrócić do obskurnej kawalerki i klepać biedę?
– Nieeee… no skąd!
– W takim razie bądź miła na spotkaniu z Adamem – uciął.
Nie próbowałam z nim dłużej dyskutować. Czułam, że to nie ma sensu. Nie powiem, Adam bardzo się starał, żeby zdobyć moje względy. Kupował mi bajecznie drogie prezenty, zabierał w egzotyczne podróże. Chciałam lecieć na Dominikanę? Już tam byliśmy. Zamarzyła mi się Kuba? Już rezerwował bilety na samolot. Robił wszystko, o co go poprosiłam. Powoli zaczęłam się więc do niego przekonywać. Z czasem nawet go polubiłam. Zwłaszcza że trochę się odchudził. Już nie patrzyłam na niego z obrzydzeniem. Pomyślałam nawet, że mógłby być moim mężem.
Nie kochałam go, ale uznałam, że to żadna przeszkoda. Raz przecież byłam już zakochana. I jak to się skończyło? Kompletną klapą. Kiedy więc rok później poprosił mnie o rękę, powiedziałam tak. Ojciec był zachwycony.
– Jak połączmy nasze firmy, to żadna konkurencja nas nie ruszy – zatarł ręce.
– To dlatego mi go przedstawiłeś? Bo to dobre dla interesów? – jęknęłam.
– No nie… Myślałem tylko o twoim szczęściu. Ale jak można przy okazji upiec drugą pieczeń na jednym ogniu, to dlaczego nie skorzystać – zmieszał się.
Trzy miesiące później zostałam żoną Adama.
Patrycja, 26 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają one rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na urlopie w Portugalii planowałam ślub z narzeczonym. 1 przypadkowe spotkanie sprawiło, że rzuciłam pierścionkiem”
- „Zachowanie mojej siostry spędzało mi sen z powiek. Kto by pomyślał, że wystarczyło zrobić 1 rzecz, by straciła rezon”
- „Wakacje w Andaluzji z siostrą miały ukoić żałobę po stracie ojca. A ona z uśmiechem na ustach wyznała prawdę o spadku”

