Kobieta z protezą ręki fot. Adobe Stock

„W wypadku straciłam rękę, ale ze wstydu ukrywałam protezę przez znajomymi. Prawdę wygadał im mój lekarz”

Nie liczyłam na to, że połączy nas coś więcej niż relacja lekarz – pacjentka. A jednak!
/ 23.02.2021 06:58
Kobieta z protezą ręki fot. Adobe Stock

Proszę tę zdrową część skóry smarować maścią dwa razy dziennie – powiedział lekarz. Skinęłam posłusznie głową.
– Widzimy się za rok. Liczę, że zobaczę u pani taki sam uśmiech, jak teraz – wyciągnął rękę na pożegnanie.
– Dziękuję za wszystko – powtórzyłam kolejny już raz.
– To moja praca… No i pani Haniu, wszystkiego najlepszego z okazji 30. urodzin – usłyszałam. Popatrzyłam na niego lekko zdziwiona. „Skąd on wie, że mam dziś urodziny?” Ale szybko zreflektowałam się, że przecież moje dane są w karcie pacjenta.
– Dziękuję – bąknęłam speszona.

Ta relacja bardzo mi odpowiadała

Zamknęłam za sobą drzwi i przez chwilę miałam jeszcze przyklejony uśmiech. „To było miłe” – myślałam. „Przecież nie musiał tego robić”. Niby drobnostka, a jakoś nastroiła mnie pozytywnie na dalszą część dnia. I chociaż powód, dla którego znalazłam się w tej klinice, nie był dla mnie przyjemnym wspomnieniem, to wsparcie i opieka lekarza, który się mną zajmował, pozytywnie mnie nastrajały. Lubiłam spotkania z nim, chociaż nigdy nie przekraczaliśmy oficjalnej granicy pacjent-lekarz. No i teraz pamiętał o moich trzydziestych urodzinach. To prawda, być może po prostu patrząc w kartę, skojarzył dzisiejszą datę z datą moich urodzin. Może był to zwykły zbieg okoliczności. Ale jakże miły...

No właśnie, urodziny… Nie planowałam żadnego przyjęcia ani spotkania czy imprezy. Do czasu, gdy w mojej torebce zadzwonił telefon.
– Hanka! – usłyszałam w słuchawce piskliwy głos przyjaciółki ze studiów. – Dobrze, że odebrałaś! Nareszcie! Nie było żadnego kontaktu z tobą!
Próbowałam przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz Marianna do mnie dzwoniła. Powinnam jednak ją rozgrzeszyć, ja też przecież nie szukałam po wypadku kontaktu ze starą ekipą ze studiów.
– Mamy plan, aby dziś się spotkać! – ciągnęła dalej.
– Dziś? Tak po prostu? – zdziwiłam się.
– Stefan wrócił właśnie z Meksyku. Ma fajne zdjęcia i chce je pokazać. Koniecznie musisz wpaść, tak dawno już się nie widzieliśmy… – zakończyła.

Marianna. Przyjaciółka ze studiów. Z nią i jeszcze z kilkoma innymi osobami tworzyliśmy zgraną paczkę. Na tyle zgraną, że teraz podejrzewałam podstęp. Jako pierwsza z nich kończę 30 lat. Nie sądziłam, że będą pamiętać o tej dacie. Wszystko jednak wskazywało na to, że chcą mi zrobić niespodziankę.
– No więc impreza, tak? – powtórzyłam, upewniając się.
– Będzie więcej ludzi, niż się spodziewasz, bo wiesz, każdy ma kogoś, z kim chce przyjść. Ale Stefan ma duży dom, pomieścimy się – tłumaczyła chaotycznie. – Wiesz, Stefan ma fajnego współlokatora… Dwoję się i troję, by go uwieść, ale jest dość oporny. Ale znasz mnie. Złamię go. Może właśnie dziś! To co, będziesz?
Roześmiałam się w odpowiedzi. Pamiętałam, że Marianna miała swoje, zwykle niezawodne, sposoby uwodzenia facetów.
– Wpadnę – obiecałam.

Chciałam się im zwierzyć, ale się bałam

Pomyślałam, że może to jest dobry moment, aby moim starym znajomym powiedzieć, co się ze mną działo przez ostatni rok. „Stefan, Kasia, Witek, Szymon, Marcin, Aga...” – wymieniłam sobie w myślach starą paczkę. „W sumie to ja powinnam być gospodarzem tej imprezy” – pomyślałam, wchodząc do rozświetlonego domu, z którego słychać było muzykę, śmiech i głośne rozmowy. Od razu wszyscy rzucili się, by mnie wyściskać. Tyle że życzeń nikt mi nie złożył. Co oznaczało, że jednak niespodzianki nie będzie... Potem towarzystwo w podgrupach wymieniało się opowieściami.
– Mieszkasz tu sam? – zaczepiłam w kuchni Stefana pakującego talerze do zmywarki.
– Z kumplem. Pewnie zaraz wróci. Długo pracuje. Powiem ci w sekrecie, że Marianna na niego ostrzy pazurki...
– Słyszałam – zaśmiałam się. – Czy ta cała impreza, to nie jest przypadkiem po to, aby Marianna miała okazję spotkać się z twoim kumplem? – roześmiałam się.
– Nieee, no skąd! – mrugnął do mnie znacząco. – A co u ciebie?
– Ja też długo pracuję, poza tym pracuję i jeszcze pracuję – westchnęłam.
– Nie brzmi to dobrze – popatrzył na mnie z troską.
– Jakoś daję radę.
– Stefan, pokaż nam w końcu te zdjęcia – ktoś wrzasnął z salonu.
– Idę! – odkrzyknął Stefan i... wziął mnie za rękę.
– Zaraz przyjdę – rzuciłam, zabierając szybko dłoń.

Stefan popatrzył na mnie zdezorientowany. Wiedziałam, że nie chodzi mu o to, że się wyrwałam z jego ucisku, ale o to, co poczuł, gdy złapał mnie za rękę...
– Muszę do toalety – rzuciłam szybko. Wiedziałam, że muszę im powiedzieć, ale jednocześnie naszła mnie smutna refleksja, że to już nie ta sama ekipa. Niby ci sami ludzie, a jednak inni, jacyś dalecy… Gdybym wyszła, chyba nawet by nie zauważyli. „To byłoby nieładnie z mojej strony, gdybym nie obejrzała ani jednego zdjęcia Stefka” – pomyślałam jednak. Weszłam do zaciemnionego pokoju. Usiadłam na podłodze, wpatrując się w kolorowe obrazy wyświetlane na ścianie. Po chwili dało się słyszeć odgłos przekręcanego klucza w drzwiach wejściowych.
– Andrzej, nareszcie! – Stefan machnął ręką. – Bierz coś z lodówki i chodź do nas. Aha, jak ktoś jeszcze nie poznał mojego współlokatora, to właśnie on!

To było przeznaczenie!

Odwróciłam głowę i znieruchomiałam. Miałam przed sobą nie kogo innego, jak swojego lekarza!
– Ach, to tak świętujesz trzydziestkę – roześmiał się, podając mi rękę. Wszyscy patrzyli na nas zdziwieni, a na ich twarzach malowało się pytanie: skąd mogę znać chirurga plastycznego?
– Hania jest moją pacjentką – wyjaśnił niemalże z dumą Andrzej. – To ja robiłem jej protezę ręki.
Towarzystwo jeszcze szerzej otworzyło oczy ze zdumienia. Wszyscy skierowali wzrok na moją sztywną, plastikową dłoń.
– Haniu, co się stało? – wyrwało się jednocześnie kilku osobom. Spojrzałam na Andrzeja. Był blady jak ściana. Uświadomił sobie właśnie, że powiedział za dużo.
– Miałam wypadek, ale wszystko dobrze się skończyło – bąknęłam.
– Wypadek, jaki wypadek?

Zaraz przy mnie znalazła się Marianna.
– Straciłaś rękę? Pokaż!
Bezceremonialnie złapała mnie za protezę. Nie mogła ukryć obrzydzenia.
– Haniu, nie wiedziałam… Jeju, przez co ty musiałaś przejść! – szeptała ze współczuciem. – Dlaczego nic nie powiedziałaś? Wiesz, moja mama w tamtym roku…
– Mańka – Stefan skutecznie przerwał jej paplaninę. – Lepiej wypijmy za zdrowie Hanki, w końcu to jej urodziny!

Marianna spłoszona usiadła obok Andrzeja. Czułam, że kontynuuje zaczęty temat. Andrzej tylko przecząco kiwał głową. Impreza toczyła się dalej. Wszyscy udawali, że jest okej. Nikt o nic nie pytał, chociaż pewnie każdy chciał.
– Nie wiem, co mam powiedzieć – Andrzej przysiadł się do mnie. – Myślałem, że się dobrze znacie, że wiedzieli… Głupio mi. Zachowałem się nieprofesjonalnie.
Widziałam kątem oka, jak przygląda nam się Marianna.
– Nie martw się… Dobrze, że nie jesteś ginekologiem – szturchnęłam go łokciem, udając rozbawienie. – Bo nie wiadomo, co byś wtedy powiedział.
Nie rozbawił go jednak ten żart.

Wciąż czując na sobie ciężki wzrok Marianny, zbyłam Andrzeja delikatnie. A po chwili, wykorzystując chwilę nieuwagi gospodarzy i gości, dyskretnie wymknęłam się z imprezy.
– Hanka! – ktoś zawołał za mną. To był on. Andrzej. Zatrzymałam się.
– Haniu, przepraszam… – zaczął.
– Słuchaj – przerwałam mu – to naprawdę nie miało dla mnie znaczenia. Myślisz, że ktoś jeszcze o tym pamięta? Ty też się nie przejmuj.
– Dziś są twoje urodziny, a ja nie dałem ci żadnego prezentu… Co powiesz na bezpłatne badanie kontrolne? – zapytał.
– Co?! – roześmiałam się.
– U mojego najlepszego kumpla i najlepszego chirurga, jakiego znam – dodał.
– Dzięki. Przypomnę ci. Za rok!
– Próbuję ci powiedzieć, że wolałbym spotykać się z tobą już nie jako lekarz…
– A Marianna? – szepnęłam.
– To nie na nią czekałem z biciem serca w swoim gabinecie, tylko na ciebie... 
Spojrzałam mu w oczy, a on wyczytał z nich wszystko i... pocałował mnie. Najpierw delikatnie, a potem... Ech!

Czytaj więcej prawdziwych historii:
Nie byłam zazdrosna o Agnieszkę. Była brzydsza ode mnie...
Jestem samotnym ojcem. Związałem się z byłą uczennicą, a ona potem zostawiła mnie i córkę
Nie mogłam się pozbierać po rozwodzie. Chciałam poznać fajnego faceta, a zyskałam... adoratorkę