Mąż zdradazjący żonę fot. Adobe Stock

„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyję”

Prawie udało mi się spaprać sobie i bliskim życie. Na szczęście los w porę puknął mnie w głowę!
/ 18.08.2020 17:09
Mąż zdradazjący żonę fot. Adobe Stock

Teneryfa na wyspach kanaryjskich – taki był kierunek mojego wielkanocnego wyjazdu w ubiegłym roku. Dodam, że wcale nie wybierałem się tam z żoną i dziećmi. Sam też nie. Święta planowałem przeleżeć nad basenem lub na czarnej, wulkanicznej plaży u boku kochanki.

Moje małżeństwo z Elą dogorywało. Dzieci: 20-letni Patryk, student ekonomii, oraz 16-letnia Majka, wzorowa uczennica, były właściwie już odchowane. A ja czułem, że muszę w swoim życiu coś zmienić. Stuknęło mi 45 lat, dochrapałem się kierowniczego stanowiska w międzynarodowej korporacji, miałem pieniądze, ustosunkowanych znajomych i zawodowy prestiż. A Ela? Moja poznana jeszcze na studiach żona, cicha domatorka, dla której priorytetem było wychowywanie dzieci i przygotowywanie niedzielnych obiadów, jakoś do tego wszystkiego nie pasowała. Powiedziałem jej więc coś w rodzaju: „Sorry skarbie, ale nasz czas minął” i zaproponowałem godziwe alimenty oraz klucze do naszego mieszkania. A potem wystąpiłem o rozwód.

Ela się oczywiście popłakała. A ja, no cóż, też poczułem ukłucie żalu. Do licha, w końcu przeżyliśmy wspólnie wiele pięknych chwil. Serce jednak nie sługa. A poza tym nie można być wyłącznie z drugą osobą z nostalgii za minionymi czasami. Odszedłem.

Dwa dni przed wylotem na Teneryfę, musiałem wyjechać służbowo do Gdańska. Chciałem pojechać pociągiem lub lecieć samolotem, ostatecznie postanowiłem jednak sprawdzić w trasie moje nowe, służbowe bmw. Rankiem wsiadłem za kółko i wdepnąłem gaz.

Nie pamiętam, jak doszło do wypadku. Podobno jechałem za szybko i wyleciałem z trasy, kiedy zbyt gwałtownie zahamowałem przed rondem w Glinojecku. Skasowałem auto, doznałem rozległych obrażeń głowy, dwa tygodnie leżałem w szpitalu pogrążony w śpiączce.

A kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem przy łóżku... Elę. Lekarze i pielęgniarki traktowali ją jak dobrą znajomą, bo przesiadywała ze mną od rana do wieczora. Opiekowała się mną codziennie. Karmiła, myła, pomagała stawiać pierwsze kroki.  Nieco później załatwiła mi porządną rehabilitację. W dużej mierze to dzięki niej stanąłem na nogi.
– Dlaczego to robisz? – zapytałem kiedyś. – Przecież cię zawiodłem. Zachowałem się jak świnia.
– Jesteś mężczyzną, z którym łączy mnie wiele wspaniałych przeżyć – powiedziała po prostu. – Nie można tego ot tak przekreślić.

Nic jej wtedy nie odpowiedziałem. Zwyczajnie zrobiło mi się strasznie wstyd. I zrozumiałem, że mam wspaniałą żonę, której nie dorastam nawet do pięt

Tegoroczne święta spędzimy razem. Jak zwykle usiądziemy do stołu całą rodziną, podzielimy się jajkiem. A ja im podziękuję, że dali mi drugą szansę. Ich miłość i wyrozumiałość sprawiły, że odrodziło się nie tylko moje ciało, ale i serce.

Więcej listów do redakcji: „Nie kocham męża. Tęsknię za mężczyzną, z którym miałam romans przed ślubem. On jest ojcem mojego syna”„Wyparłem się córki, ale zrozumiałem swój błąd. Po 15 latach chcę odzyskać z nią kontakt, ale jej matka to utrudnia”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa”