„To ja jej dałam dach nad głową, a ona romansuje z moim mężem. Przyjaciółka...”

„Nie pozwoliłam się przeprosić, nie chciałam słuchać wyjaśnień. Mateusz był butny, ale Anka płakała. Żałowała, że wszystko się wydało i straciła mieszkanie, czy naprawdę rozumiała, co mi zrobiła? Stawiałam na to pierwsze, dlatego wyrzuciłam ją tak, jak stała”.
/ 3 miesiące temu
„To ja jej dałam dach nad głową, a ona romansuje z moim mężem. Przyjaciółka...” fot. Adobe Stock

„Reatywowałam przyjaźń sprzed lat, mimo że Anka przespała się z moim mężem”. Historia z życia wzięta nadesłana przez Justynę.

Telefon wibrował i piszczał jak wściekły, o mało mnie nie ugryzł, kiedy wreszcie udało mi się go znaleźć na dnie torby. Żeby mnie ukarać za zwłokę, wyświetlił nieznany numer. Zwykle nie odbieram takich połączeń, ale teraz coś mnie podkusiło.
– Halo? – spytałam ostrożnie.
– Justyna? No nareszcie, ile można czekać. Dobijam się do ciebie co najmniej od kwadransa!
– Ala? Skąd się wzięłaś w moim telefonie? – spytałam rozbawiona.

Najpierw ich zeswatały, a potem się o nich pokłóciły. I o mało nie zniszczyły swojej przyjaźni

Od kwadransa, doprawdy! Ja nie widziałam jej ponad dziesięć lat. Straciłyśmy się z oczu zaraz po studiach, słyszałam, że wyjechała do Szwajcarii i bryluje w tamtejszych laboratoriach. Zawsze lubiła dłubać przy preparatach mikroskopowych.
– Przyjechałam na wiosenny urlop – powiedziała niecierpliwie. – Mam zamiar się z wami spotkać, to jest ostateczna decyzja, od której nie ma odwołania. Jutro wieczorem u mnie, adres ten sam, co kiedyś. Nie pytam, czy będziesz, bo będziesz. Jasne?
Jejku, jak ja się za nią stęskniłam, za jej komenderowaniem i poczuciem humoru. I za bałaganiarstwem. Zaraz powie, że bateria w komórce się kończy, a ona nie wie, gdzie jest ładowarka.
Może w Szwajcarii?
– To do jutra. Nie mogę dłużej rozmawiać, bo mam rozładowany telefon i…
Aż mnie zgięło w pół, o mało się nie udusiłam ze śmiechu. Cała Ala!
– Wariatka – powiedziała z czułością i rozłączyła się.
Zaraz, co ona powiedziała? Że chce się z nami spotkać? Chyba nie myślała o dawnej ekipie? Na studiach byliśmy nierozłączni, ale potem wszystko się posypało, jakby moje rozstanie z Mateuszem rzuciło na nas cień.

Mąż i przyjaciółka w łóżku

Rozstanie? Ładnie powiedziane, rozwiedliśmy się z hukiem po zaledwie roku małżeństwa, Mateusz zdradził mnie z dziewczyną, którą uważałam za swoją przyjaciółkę. Wyświechtany banał, ale zapewniam, że za każdym razem boli jak całkiem świeży, tym bardziej że odegrałam w nim rolę stuprocentowej naiwniaczki.
Zaprosiłam Ankę do naszego życia, a dokładniej do mieszkania, które wynajmowaliśmy wspólnie z Madoksem i Kefirem, dwoma uroczymi wariatami, w wolnych chwilach studiującymi informatykę. Ala często do nas wpadała i zostawała na dłużej, więc okresowo mieszkaliśmy na kupie w piątkę. Było bardzo wesoło. Wiedziałam że chłopaki nie wyrzucą na bruk dziewczyny, która nie ma gdzie i za co mieszkać.
Piękne to były czasy, wspominałabym je z rozrzewnieniem, gdyby nie nagłe zakończenie przyjacielskiej sielanki. Wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Drzwi otworzyłam kluczem, o tej porze nikogo nie było. Madox z Kefirem zaszczycali swymi osobami uczelnię, Mateusz pracował, a Anka pojechała do domu.

Czułam się jak po nokaucie, najwięcej energii wkładałam w oddychanie, a świat i tak umykał mi spod nóg. Oparłam się ciężko o futrynę, ruch zaalarmował Mateusza.

Zrzuciłam w przedpokoju buty i poszłam do kuchni włączyć czajnik. Musiałam poruszać się bezszelestnie w skarpetkach, bo zajęci sobą, nie usłyszeli mnie. Za to ja ich jak najbardziej. Zdumiona dziwnymi odgłosami weszłam do pokoju, pewna, że kolesie informatycy jednak kiszą się w domu i oglądają film dla dorosłych. Nic lepszego nie przyszło mi do głowy, bo skąd mogłam wiedzieć, że źródłem dźwięków są mój świeżo poślubiony mąż oraz przyjaciółka, która zawdzięczała mi dach nad głową?
Nie od razu mnie zauważyli, zdążyłam im się dobrze przyjrzeć. Nic nie zostało mi oszczędzone. Czy coś myślałam? Nie pamiętam. Czułam się jak po nokaucie, najwięcej energii wkładałam w oddychanie, a świat i tak umykał mi spod nóg. Oparłam się ciężko o futrynę, ruch zaalarmował Mateusza.
– Justyna! – w jego głosie nie było śladu poczucia winy, tylko bezbrzeżne zdumienie i jakby pretensja, w końcu zrobiłam mu świństwo przerywając miłe chwile, miało mnie nie być!

To ja jej dałam dach nad głową, a ona… Suka!

Przyłapałam ich, jak to się mówi, na gorącym uczynku. Anka umknęła do łazienki, okrywając się złapaną w locie bluzką, Mateusz sięgnął po koc, ale po chwili wahania zrezygnował z zasłaniania się. Przecież byłam jego żoną.
Bardzo się sobie dziwię, że go wtedy nie zabiłam. Zabrakło mi refleksu, bo jak Mateusz zobaczył, co się święci, zwiał do pokoju Madoksa i Kefira. W drzwiach był zamek, więc nie miałam szans, ale próbowałam, słowo daję. Szarpałam drzwi, aż wrócili chłopcy. Wtedy, płacząc, opowiedziałam im, jak zostałam skrzywdzona, usiedliśmy na podłodze, bo od wartowania po drzwiami bolały mnie nogi, Kefir zalał wrzątkiem kilka torebek herbaty. Sytuacja była idiotyczna. W łazience ukrywała się przede mną Anka, a w pokoju informatyków niewierny Mateusz.
– Na twoim miejscu nie żądałbym gwarancji bezpieczeństwa – Madox brutalnie uświadomił Mateuszowi, na czym stoi. – Wyłaź, ciulu, mamy do pogadania. Poza tym to nasz pokój, przebrałbym się w coś domowego.
– A ja robotę mam. Muszę odpalić kompa, program się sam nie napisze – dołożył swoje Kefir.
Informatycy przebierali nogami, żeby dostać się do pokoju, Mateusz nie mógł się w nim wiecznie ukrywać.

Rozwiedliśmy się z Mateuszem i więcej żadnego z nich nie widziałam na oczy. A teraz Ala wpadła na pomysł spotkania po latach, miałam nadzieję że nie zaprosiła wszystkich z naszej paczki…

Ostatecznie wyszedł, ale nie policzyłam się z nim tak, jak chciałam. Kiedy w końcu otworzył drzwi, mój bojowy zapał znacznie osłabł – nie rozbiłam mu na łbie wazonu, jak planowałam.
Nie pozwoliłam się przeprosić, nie chciałam słuchać wyjaśnień. Mateusz był butny, ale Anka płakała. Żałowała, że wszystko się wydało i straciła mieszkanie, czy naprawdę rozumiała, co mi zrobiła? Stawiałam na to pierwsze, dlatego wyrzuciłam ją tak, jak stała.
Rozwiedliśmy się z Mateuszem i więcej żadnego z nich nie widziałam na oczy. A teraz Ala wpadła na pomysł spotkania po latach, miałam nadzieję że nie zaprosiła wszystkich z naszej paczki… Chociaż, czy ja wiem? Chętnie zobaczyłabym, co u nich.
Rozstanie z pierwszym mężem przebolałam, dość szybko trafiłam na właściwego człowieka, z którym szczęśliwie żyję, więc dlaczego nie? Wszystko dobrze się skończyło.

Mateusz był idiotą i został idiotą. Wcale mi go nie żal

Pierwszą osobą, którą zobaczyłam po przekroczeniu progu mieszkania Ali, była niewierna przyjaciółka, Anka. Zaskoczona, zastygła na mój widok z kieliszkiem wina w ręce.
– Justyna.
– Anka.
Nie powiedziałyśmy nic więcej, ale nie było między nami wrogości. Wyparowała przez lata, pozostawiając lekki osad na dobrych wspomnieniach. Przypomniałam sobie, jak dobrze nam się z Anką gadało, jak rozumiałyśmy się bez słów, miałyśmy podobne poczucie humoru. Nikt nie zastąpi przyjaciół z dzieciństwa i młodości, przy nich nie musimy udawać, że jesteśmy lepsi niż naprawdę. I tak ich nie nabierzemy, zbyt dobrze nas znają.
– Ułożyło ci się? – spytała cicho Anka, gotowa znów kajać się i przepraszać.
– Lepiej, niż myślałam. Mam cudownego męża i chyba zawdzięczam go tobie – zaśmiałam się niefrasobliwie.
– Gdybyś wtedy z Mateuszem nie…
– Błagam! – jęknęła Anka.
– Uwolniłaś mnie od tego palanta – dodałam, pociągając łyk wina.
– Wiesz, co u niego słychać? – Anka przymrużyła jedno oko.
– Dawaj! – zapaliłam się do tematu.
– Poczekaj, aż sama zobaczysz – ucieszyła się Anka.

„Nie planowałam i nie chciałam dziecka. Ale gdy je straciłam, rozpaczam po nim”.

No i zobaczyłam. Mój były mąż wparował na spotkanie dawnych przyjaciół, holując za sobą dziewczynę cud urody, tyle że dużo młodszą. A właściwie tak młodą, że zastanowiłam się, czy nie powiadomić organów ścigania. Oprowadzał ją dumnie, przedstawiając komu popadnie i tokując jak głuszec. Kurczę, a kiedyś był z niego taki fajny chłopak!
– Myślisz, że darowałby sobie romanse z dziewczątkami, gdybyśmy zostali razem? – szepnęłam do Anki. – Najwyraźniej uratowałaś mnie przed losem ośmieszanej żony, może powinnam ci podziękować?
Anka kiwnęła z rozmachem głową, ale zaraz spojrzała na mnie niepewnie.
– Nie żartuję – zapewniłam ją. – Mateusz okazał się cienkim palantem, dobrze, że nie straciłam przy nim połowy życia, zanim wyszło to na jaw.
Anka odetchnęła z wyraźną ulgą.
– Strasznie żałowałam tego, co ci zrobiłam. Gdybym mogła cofnąć czas… Zależało mi na twojej przyjaźni.
– Więc spróbujmy ją reaktywować – zaproponowałam od serca.

Więcej prawdziwych historii w rubryce „Z życia wzięte” na Polki.pl

Naprawdę miałam ochotę znów móc zaliczać Ankę w poczet dobrych koleżanek. Brakowało mi jej. Niewielu starych kumpli zostało w kraju, rozbiegliśmy się po świecie w poszukiwaniu lepszej i ciekawszej pracy. Ala mieszka w Szwajcarii, Madox w USA, zostaliśmy tylko we troje: Kefir, Anka i ja. No i Mateusz, ale jemu jakoś nie potrafiłam wybaczyć. Żeby chociaż nie afiszował się z tą pannicą, bo wyglądał przy niej jak głupek…
– To co? Przyjaźń? – wyciągnęłam do Anki rękę.
– Przyjaźń! – uścisnęła ją.
Od tamtej pory często się spotykamy. Dobrze się rozumiemy i świetnie bawimy. Puściłam w niepamięć dawne winy Anki, ale mądrzejsza o doświadczenie, jednego nie zrobię na pewno. Nigdy nie przedstawię jej mężowi.

Przeczytaj też:„Życie na pokaz. Co będzie na ślubie?” - burza pod zdjęciem limuzyny, która przywiozła chłopca na komunię„Związałam się z oszustem matrymonialnym zakochanym w swojej pierwszej żonie”

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)