koledzy mojego faceta śmieją się że jestem gruba fot. Adobe Stock

„Koledzy mojego faceta śmieją się, że jestem gruba i brzydka” - list do redakcji

„Mam 19 lat i zawsze byłam pewna siebie, pomimo nadprogramowych kilogramów. Wojtek twierdzi, że kocha mnie taką jaka jestem, ale mam wrażenie że nas związek zaraz się rozpadnie. Wszystko przez jego znajomych”.
/ 07.06.2020 15:51
koledzy mojego faceta śmieją się że jestem gruba fot. Adobe Stock

Moje koleżanki umawiały się na randki, a ja zawsze byłam zadeklarowaną singielką. Nie przejmowałam się, że nie mam z kim obejrzeć serialu w sobotę wieczorem czy iść na pizzę. Od dziecka miałam mnóstwo znajomych, z którymi mogłam spędzać czas, a co do faceta... Zawsze wychodziłam z założenia, że jakiś prędzej czy później się znajdzie, a prawdziwa miłość na pewno gdzieś na mnie czeka.

No i przyszła. Może właśnie dlatego, że jej na siłę nie szukałam. A przynajmniej tak mi się wydawało.

Cóż, nie jesteśmy parą jak z okładki. On może tak, ale ja...

Wojtka poznałam pół roku temu na imprezie u koleżanki. Nie sądziłam, że zwróci na mnie uwagę, dlatego zupełnie go olewałam - kręciły się koło niego różne dziewczyny, o których figurze mogłam tylko pomarzyć. Zdecydowanie nigdy nie należałam do najszczuplejszych, 80 kg przy 160 cm wzrostu raczej nie jest wymarzoną wagą

Czy mi się podobał? No jasne. Raczej żadna kobieta nie przeszłaby obok niego obojętnie. A tymczasem okazało się, że wpadłam mu w oko właśnie ja - całkiem przeciętna grubaska.

Z początku myślałam, że to jakiś żart. Nie wierzyłam, że chce mój numer telefonu. Gdy na drugi dzień zaproponował spotkanie, nadal byłam niepewna. Tak naprawdę uwierzyłam w jego szczere intencje dopiero po kilku spotkaniach. I straciłam dla niego głowę.

- Za kilka miesięcy oboje planujemy przeprowadzkę do Warszawy, Wojtek nawet wspomina coś na temat tego, byśmy razem zamieszkali. Może jestem naiwna, ale naprawdę wierzę w to, że mnie kocha, chociaż jakiś czas temu koleżanki sugerowały mi, że to może być tylko zwykły zakład i gra pozorów.

Cóż, nie jesteśmy parą jak z okładki. On może tak, ale ja...

Prawie nigdy się nie kłócimy. A gdy już do tego dochodzi, zawsze powód jest jeden - znajomi Wojtka.

Pierwsza kłótnia nastąpiła na imprezie, na którą Wojtek zabrał mnie, żeby przedstawić swoim kolegom. Niby było miło, ale czułam z ich strony taką cichą pogardę. W pewnym momencie nawet doszedł do mnie za głośny szept chłopaków: „Przecież ona jest od niego 5 razy większa! Myślicie, że go nie zgniecie w łóżku?”.

Olałam to, ale gdy podczas całej imprezy usłyszałam jeszcze parę komentarzy w stylu „niezły wieloryb”, popłakałam się w łazience i chciałam iść do domu. Wojtek nie. Uważał, że wyolbrzymiam.

Kolejna kłótnia była z tego samego powodu. Wojtek przy mnie napisał na Messengerze do chłopaków, proponując wspólne wyjście na piwo. Kątem oka zobaczyłam, że jeden odpisał:  „A wieloryb pójdzie z nami?”. Odpowiedź Wojtka była jeszcze gorsza, bo tylko potwierdził, nawet nie wziął mnie w obronę. Gdy miałam do niego pretensje, stwierdził że nie powinnam podglądać jego wiadomości i lepiej, żebym nauczyła się szanować jego prywatność.

- Następna kłótnia - z powodu Kuby. Kiedy byliśmy paczką znajomych na pizzy, zasugerował żartem, że ja może powinnam zamówić sałatkę. Wojtek tego nie skomentował, widziałam że też ma ochotę śmiać się ze wszystkimi. Potem znowu się kłóciliśmy.

Przykładów znalazłoby się jeszcze kilka. Oprócz problemów z kolegami Wojtka, naprawdę świetnie nam się układa. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa, zastanawiam się jednak, czy jego znajomi w końcu nie namówią go do zerwania...?

Czytaj więcej listów od naszych czytelniczek:
„Straciłam pracę przez epidemię, a wy płaczecie, bo nie możecie iść na kawę. Wstyd mi za was”
„Nigdy nie oszczędzałam tyle co teraz, nawet nie wiem na co mam wydawać pieniądze”
„500+ powinno zostać podniesione. Rząd myśli, że 500 złotych wystarczy na utrzymanie dziecka?”

Przez zdalną edukację muszę wstawać o 4. A mam 2 dzieci i to dopiero w podstawówce”

Tagi: hejt
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (8)
/18.07.2020 22:14
Moim zdaniem Autorka posta powinna zerwać ze swoim chłopakiem,ponieważ on Jej nie szanuje.Nie powinna czekać, czy znajomi namówią Jej chłopaka do zerwania,powinna to zrobić sama,powinna znać swoją wartość (a nie świadczy o niej grubość talii i rozmiar stanika),nie pozwolić nikomu, w tym także swojemu chłopakowi się z siebie śmiać.I powiedzieć mu to prosto w nos, ze na nią nie zasługuje,bo skoro niby Ją kocha to nie powinien dopuścić do sytuacji ze jego koledzy się z Niej śmieją.To ma być kochający chłopak?to ma być miłość?kopnij go dziewczyno w tyłek i znajdz kogoś,kto bedzie Ciebie wart,kto będzie Cię naprawdę kochał i szanował.Zasługujesz na to.Bo jesteś pełnowartościową osobą.
/13.06.2020 17:18
Nie wierzę w miłość normalnego faceta do tłuściocha! Moja bardzo grubą kolezanka też wyszła za fajnego szczupłego faceta. Co z tego, jak on ja chciał dla kasy i żeby się ustawić, a kochanki zawsze na boku. Grube kobiety powinny się odchudzić, albo mieć otyłego faceta! Ja również ćwiczę i jestem na diecie, żeby być szczupłym! Grubasy są obrzydliwe!
/12.06.2020 17:40
Nie jestem ideałem, ważę 103 kg przy 160 cm. (dla tych od zdrowia dodam, że mam 40 lat, jestem aktywna, a moje wyniki badań są lepsze niż młodszych i szczuplejszych koleżanek, które wiecznie na coś chorują) i myślałam podobnie do pani z artykułu, że nikt się mną nie zainteresuje. Również poznałam przystojniaka, w dodatku młodszego ode mnie, który pokochał mnie całym sercem. Jesteśmy małżeństwem od kilku lat, nie kłócimy się, a jego koledzy.... często mówią, że mu zazdroszczą, bo ma świetną żonę. Nie zwracają uwagi na mój wygląd, bo można ze mną pogadać na miliony tematów, bo mam poczucie humoru, bo nie czuję się nimi skrępowana (nie myślę ciągle "o rany, co oni pomyślą o moim wyglądzie"), bo nie patrzę na nich z pozycji ofiary, potrafię szybko ripostować, ale też ugryźć się w język. Wyglądu nie zmienię, opinie lekarzy na zawsze przekreśliły moje marzenia nie tylko o idealnej, ale także o normalnej sylwetce, dlatego nie miałam wyjścia, musiałam pokochać się taką, jaka jestem. I kiedy to zrobiłam, wszystko się zmieniło. Jestem pewna siebie, zaczęłam ubierać się bardziej kobieco, a nie tylko t-shirty i inne workowate ciuchy. Zadbałam o siebie tak, jak tylko się dało (może nie mam idealnej figury, ale mam obłędne, długie zdrowe włosy, piękne oczy, a moja skóra wygląda na 10 lat mniej, niż ma w rzeczywistości). Nie udaję kogoś, kim nie jestem. Wiem doskonale, że jestem gruba, ale ani tego nie ukrywam, ani nie eksponuję. Taka po prostu jestem. I mam wrażenie, że odkąd ja przestałam postrzegać siebie przez ten pryzmat, zrobili to też inni. Przecież mam o wiele więcej do zaoferowania.
POKAŻ KOMENTARZE (5)