Romans z nauczycielką fot. Adobe Stock

„Marzena była nauczycielką, a ja jej uczniem. Nasz romans wywołał skandal, ale byliśmy szaleńczo zakochani”

Myślałem, że nie mam u niej szans - gdy zostawił ją facet, to był ten moment. Marzyłem o niej od pierwszej chwili, gdy ją ujrzałem i planujemy wspólną przyszłość na zgliszczach utraconej pracy i szans na studia...
/ 08.09.2020 06:28
Romans z nauczycielką fot. Adobe Stock

Od samego początku wiedziałem, że Marzena jest tą jedyną. Musiałem ją tyko przekonać do siebie... Kiedy pierwszy raz weszła do naszej klasy, pomyślałem, że teraz na pewno polegnę na maturze z angielskiego.

– Ona jest przecież niewiele starsza od nas, myślisz, że może nas czegoś nauczyć? – zapytałem Glona, kumpla z ławki, nazywanego tak z racji zamiłowania do biologii.
– Chętnie pouczyłbym się z nią anatomii człowieka i wiedzy o rozmnażaniu – zarechotał. – Niezła laska, jest na czym oko zawiesić – dodał, wodząc cielęcym spojrzeniem za nową nauczycielką.

Już na pierwszej lekcji przekonaliśmy się, że pani Marzena nie będzie nam pobłażać.
– Macie ogromne zaległości, ale zadbam, żebyście je szybko nadrobili. Czeka was dużo pracy – powiedziała.
Taka ładna, a taka jędza – Glon westchnął z żalem.

Następnego ranka zobaczyłem ją, jak uprawiała jogging w moim parku. Akurat wyprowadzałem psa na spacer.

– Mieszka pani niedaleko? Nigdy wcześniej tu pani nie widziałem – zagadnąłem.
– Dopiero od tygodnia wynajmuję mieszkanie na Kwiatowej – wyjaśniła.
– Fajnie, może pobiegamy kiedyś razem? – zaproponowałem.
– Nie dotrzymasz mi tempa, nie masz szans – roześmiała się i pobiegła dalej.

Podziwiałem jej unoszone przez wiatr kasztanowe włosy i ładnie wyrzeźbioną pupę w obcisłych spodenkach.
– Śliczna i sympatyczna dziewczyna. Gdyby nie była moją nauczycielką, od razu bym się z nią umówił i wcale by mi nie przeszkadzało, że jest ode mnie kilka lat starsza – powiedziałem do Glona.
– I dostałbyś kosza – roześmiał się. – Ej, chłopaki, Łukasz zabujał się w tej nowej od angola – krzyknął na cały głos.
– Wysoko mierzysz, stary – śmiali się ze mnie.

Za nic miałem ich drwiny. Najważniejsza była dla mnie Marzena. Byłem w niej tak zakochany, że już zacząłem snuć plany na temat naszej wspólnej przyszłości. Każdego ranka, ku zdumieniu moich rodziców, wyprowadzałem psa w nadziei, że ją zobaczę. Patrzyłem, jak biegnie zarumieniona parkową alejką, jak kołyszą się pod koszulką jej dojrzałe piersi. Angielskiego uczyłem się jak opętany, bo tylko tym mogłem jej zaimponować. Zapisałem się nawet na dodatkowe zajęcia, żeby częściej ją widzieć.
Szukałem okazji, aby pobyć z nią sam na sam i porozmawiać. Wkrótce moje marzenia się spełniły. Marzena miała dyżur podczas szkolnej dyskoteki.

– Odprowadzę panią do domu, jest późno – zaproponowałem. Zgodziła się. Szliśmy powoli, rozmawiając o błahostkach. Nie należałem do nieśmiałych, na dyskotekach wyrywałem najlepsze laski, ale przy niej miałem problem ze skleceniem sensownego zdania. Serce waliło mi jak oszalałe, aż bałem się, że ona to słyszy. Podczas spaceru okazało się, że oboje lubimy jazz i wędrówki po górach. Po raz pierwszy w życiu chciałem być starszy o kilka lat. Zabrałabym ją wtedy na wycieczkę, pokazał moje ulubione miejsca, zaimponował wiedzą na temat gór. Zaopiekowałbym się nią.

Po tamtym wieczorze zrozumiałem, że naprawdę jestem w niej zakochany. Przestałem się umawiać z moim rówieśniczkami; nudziły mnie ich rozmowy o dietach i modzie. Myślałem tylko o Marzenie. Pragnąłem, żeby spojrzała na mnie jak na mężczyznę, a nie na ucznia. Łudziłem się, że może na studniówce uda mi się z nią zatańczyć. Rozczarowałem się. Przyszła z jakimś postawnym blondynem, który nie odstępował jej na krok. Wyglądało na to, że są w sobie zakochani.

– Stary, nie dziw się, taka kobieta nie może być sama – tłumaczył mi Glon.
Załamałem się. Rozgoryczony wróciłem do domu grubo przed północą. Nie miałem ochoty na dalszą zabawę, bo ranił mnie widok tych dwojga.

Zostawił ją jak ostatni drań, w najgorszym momencie

Zbliżały się Walentynki. Wszyscy dookoła byli tacy szczęśliwi. Kumple zastanawiali się, dokąd zabiorą swoje dziewczyny. Uliczni sprzedawcy wciskali przechodniom baloniki, serduszka i maskotki, a ja cierpiałem z powodu nieszczęśliwej miłości. Wreszcie odważyłem się napisać do Marzeny kartkę z wyznaniem. Ba! Odważyłem się nawet podpisać.

Jednak na lekcji nie potrafiłem spojrzeć jej w oczy. Przez cały czas siedziałem skulony w ostatniej ławce i zastanawiałem się, jak bardzo się zbłaźniłem. Kiedy wreszcie odważyłem się na nią spojrzeć, zauważyłem, że ona też szuka mojego wzroku.

Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Wyglądała na zażenowaną. Wtedy pomyślałem, że być może nie jestem jej obojętny. Kilka tygodni później wszystko się odmieniło. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że Marzena miała wypadek: szła chodnikiem, gdy wjechał na nią rozpędzony na deskorolce chłopak. Przewróciła się, potłukła i złamała nogę. Dowiedziałem się o tym, gdy wyjeżdżałem z klasą na rajd rowerowy. Od razu pobiegłem do jej mieszkania.

– Przecież miałeś być na rajdzie? – spytała zaskoczona, widząc mój kolarski strój. Nie jedziesz?
– Dowiedziałem się, co ci się... to znaczy, co się pani przytrafiło, i odechciało mi się rowerów – przyznałem.

Marzena miała posiniaczoną twarz, szwy na czole i prawą nogę w gipsie.
– Bardzo boli? – zapytałem.
– Da się wytrzymać – westchnęła smutno. – Tylko że mój narzeczony wyjechał na weekend w góry, bo nie chciał już odwoływać rezerwacji. A mnie skończyły się tabletki przeciwbólowe i pieczywo.
– Zrobię ci zakupy! O nic się nie martw – powiedziałem i już mnie nie było.
Przez kilka dni, dopóki nie wrócił Artur, czyli jej narzeczony, opiekowałem się Marzeną najlepiej, jak umiałem.

– Zostaw go, będziemy razem szczęśliwi, jestem pełnoletni, niedługo skończę szkołę, nikt nam nie zabroni być razem – prosiłem ją, ale nic nie odpowiedziała.
Po kilku dniach otrzymałem SMS-a: „Artur się wyprowadził, przyjdziesz?”.

Od tamtej pory spotykaliśmy się regularnie. Oficjalnie pomagałem Marzenie wrócić do zdrowia.
– Musimy na razie być ostrożni, ciągle jestem twoją nauczycielką, nie chcę mieć problemów w pracy – mówiła.

Niestety, nie zdołaliśmy ukryć naszego uczucia. Ktoś nas widział przytulonych na spacerze, ktoś inny zobaczył nas w kinie. Zaczęły się plotki. Marzenę zwolniono dyscyplinarnie z pracy, ja miałem kłopoty ze zdaniem matury. Nawet rodzice się ode mnie odwrócili. – Musimy się za ciebie wstydzić! Kto to słyszał, żeby nauczycielka romansowała z licealistą. Czy ty, chłopcze, oczu nie masz?

Niech ludzie gadają!

Z powodu słabych wyników na maturze straciłem szansę, żeby dostać się na studia dzienne. Musiałem poprzestać na zaocznych. Po skandalu, jaki wywołaliśmy naszą miłością, wyjechaliśmy do Krakowa. Marzena znalazła pracę w prywatnym liceum, a ja w fabryce mebli.

Nie zawsze jest nam łatwo, to prawda, ale jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Te wszystkie trudności, jakie razem pokonujemy, jeszcze bardziej utwierdzają nas w przekonaniu, że nasze uczucie jest wyjątkowe. Niedawno oświadczyłem się Marzenie i we wrześniu chcemy wziąć ślub. Nasi rodzice obiecali, że zorganizują nam przyjęcie. Chyba wreszcie zrozumieli, że tak nam było pisane.

Czytaj więcej prawdziwych historii:
Mój mąż jest nadopiekuńczy. Brakuje jeszcze, żeby przeżuwał za mnie jedzenie...
Mąż bił mnie i zmuszał do seksu. Na wewnętrznej stronie dłoni mam blizny - ślady po petach
Miałam ją za przyjaciółkę, a ona odbiła mi męża i wygoniła mnie z własnego domu
Chciała ponownie zastawić sidła na mojego męża, ale pokazałam jej, gdzie jest jej miejsce
Kłamię, że jestem bogata, ale rodzice żałują mi 15 zł na bluzkę. Mam znaleźć sponsora?!