chorobliwie zazdrosna kobieta fot. Adobe Stock

„Potencjalnej kochanki dopatrywałam się w każdej kobiecie. Przez swoją chorą zazdrość… sama zdradziłam męża”

W głębi duszy chyba wcale nie wierzyłam w jego miłość... Byłam zazdrosna, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że to może stać się moją klęską.
/ 05.02.2021 12:50
chorobliwie zazdrosna kobieta fot. Adobe Stock

Jak bardzo Filip musiał mnie kochać, skoro nie tylko wytrzymywał ataki mojej zazdrości, ale także wybaczył mi to, co zrobiłam? Czy kiedykolwiek mu to wynagrodzę?
Gdyby mój Filip nie był tak przystojnym mężczyzną, może nie byłabym tak mocno o niego zazdrosna od momentu, gdy się poznaliśmy. Wysoki brunet z piwnymi oczami, z ogromnym urokiem osobistym i charyzmą, przyciągał kobiety jak magnes. Gdy szliśmy ulicą widziałam, jak patrzyły na mojego męża. Kobieta nie była dla mnie człowiekiem, z którym można zawrzeć bliższą znajomość, zaufać mu. Zawsze stawała się dla mnie wrogiem, potencjalnym zagrożeniem, co przekreślało szansę na jakąkolwiek przyjaźń.

Moje ataki zazdrości trwały od początku naszej znajomości i zazwyczaj kończyły się karczemnymi awanturami. Nie mogłam się pogodzić z myślą, że mój mąż miał jakieś kobiety przede mną, ani tym bardziej, że może myśleć o innych, kiedy jest ze mną. Chociaż byliśmy już ze sobą dobrych kilka lat, zazdrość nadal była moją obsesją i przekleństwem naszej miłości. Przyjaciele często naigrawali się ze mnie, szeptali po kątach ale Filip zawsze mnie bronił i mówił wszystkim, jak bardzo mnie kocha.
Na ostatnich urodzinach mojej dobrej koleżanki Agnieszki znowu dałam się ponieść mojej obsesji.
O czym on tak długo z nią dyskutuje? – rzuciłam w stronę przyjaciółek, które również obserwowały bacznie jak mój mąż rozmawiał z niespełna dwudziestoletnią panną.
A one tylko się roześmiały.
– Przestań! Jeszcze tak bardzo zakochanego w swojej żoneczce męża, to ja w życiu nie widziałam! – uśmiechnęła się złośliwie Agnieszka i podeszła bliżej mnie. – Zwłaszcza, jeśli jego ukochana jest taką jędzą, jak ty. Wierz mi, trudno o lepszego mężczyznę.
Rzeczywiście, często w naszym związku to ja byłam niesprawiedliwa, krytyczna, złośliwa, ale przede wszystkim straszliwie zaborcza.
Filip, gdy zobaczył moje tępe spojrzenie natychmiast do mnie przyszedł.
– O wilku mowa – powiedziała Aga.
– Kochanie poszedłem tylko po coś do picia – uśmiechnął się i podał mi lampkę wina.
Kochany Filip. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała o tę dziewczynę. Uśmiechnął się, a jego oczy nabrały dziwnego blasku.
– Podeszła do mnie i zagadała. Co miałem zrobić? – zapytał. – Powiedziałem jej, że moja żona czeka i poczuła się niezręcznie. Dlatego tylko chwilę z nią porozmawiałem.
– Ach tak – odparłam. Ale to wszystko bardzo mi się nie podobało.

Wróciliśmy do domu około pierwszej w nocy. Przyjęcie udało się wyśmienicie. Wszyscy doskonale się bawili i naprawdę ciężko było się rozstać. Jednak praca, obowiązki nie pozwoliły bawić się do białego rana. W zasadzie moje obecne życie toczyło się dosyć powoli. Wcześniej pracowałam jako sekretarka w agencji nieruchomości, lubiłam swoją pracę i to, że nie jestem kurą domową. Filip jednak wolał, żebym zajęła się domem, ogrodem. "Najszczęśliwsi na świecie ludzie, to ogrodnicy" – mawiał. W końcu, po paru latach pracy zostawiłam swoją ciepłą posadkę i wybrałam dom. Poza tym myśleliśmy o dziecku, przecież nie miałam już dwudziestu lat, tylko dobiegałam trzydziestki. Żyliśmy z pensji Filipa, która starczała nie tylko na utrzymanie naszego domku z ogródkiem, ale stać nas również było na różne małe przyjemności. Dlatego uznałam, że dokonałam właściwego wyboru.

Po powrocie z przyjęcia wciąż miałam kwaśną minę i Filip, który zna mnie doskonale od razu zgadł o co chodzi.
– Kwiatuszku – powiedział, biorąc moją dłoń w obie ręce – jesteśmy ze sobą już pięć lat, tyle razem przeżyliśmy, a ty zadręczasz się zwykłą wymianą zdań z jakąś panienką. Na dodatek brzydką – roześmiał się – wiesz, że tylko ciebie kocham i zrobiłbym dla ciebie wszystko.
– Wiem – szepnęłam ze wstydem. – To bez sensu, ta cała moja zazdrość, ale nie umiem tego opanować, to jest silniejsze ode mnie – dodałam, przytulając się do męża. Zasnęliśmy objęci.
Następnego dnia, jak zwykle wstałam wcześniej od Filipa, żeby przygotować mu śniadanie do pracy. Liczyłam, że docenia to, że trochę się dla niego poświęcam. Zresztą, lubiłam gotować dla swojego męża, poza tym, czego się nie robi dla ukochanego mężczyzny. On dbał o to, aby żyło się nam dostatnio, a ja starałam się troszczyć się o dom i o niego najlepiej jak umiałam. Filip uważał, że jestem tak delikatną i wrażliwą istotą, że nie powinnam pracować, tylko robić to, na co mam ochotę. Oprócz realizowania mojej pasji, jaką było gotowanie, zajmowałam się ogrodem i... sobą. Sądziłam, że zostanę domową boginią. Nudziłam się, ale nie chciałam pracować, bo miałam praktycznie wszystko. Nigdy w zasadzie nie zastanawiałam się, jak mój mąż zarabia tyle pieniędzy.

Żyłam jak księżniczka, cholernie kapryśna księżniczka prawdę powiedziawszy...
– Madziu, niepotrzebnie to wszystko przygotowałaś – oznajmił Filip, wbiegając do kuchni. – I tak nie zdążę tego zjeść, bardzo się śpieszę, w zasadzie to jestem już spóźniony...
– Może zapakuję ci na później – powiedziałam, ukrywając rozczarowanie.
– Nie trzeba, zjem coś w pracy, w ogóle nie powinnaś tak wcześnie wstawać, idź jeszcze pośpij. Jak przyjdę to pójdziemy na spacer albo może do twojej ulubionej knajpki. Co ty na to?
– Cudownie – rzuciłam się mu na szyję – jesteś kochany! Kocham cię!
– Kocham cię – pocałował mnie w czoło. – No to już zmykam – wziął ze stołu rogalika i wybiegł z domu.
W tym momencie zadzwonił telefon. Telefon komórkowy Filipa, którego ten zapomniał ze sobą zabrać. Dzwonił kolega z firmy. Odebrałam.
– Filip zapomniał komórki, ale już do was jedzie – powiedziałam.
– Aha. Dziękuje Magdo – rozłączył się.
Uśmiechnęłam się. "Dobrze, że wszyscy w firmie wiedzą, że ma żonę Magdę" – pomyślałam. Odłożyłam telefon na miejsce i chciałam zaparzyć sobie kawę, jednak nie mogłam oderwać wzroku i myśli od komórki Filipa. "Ile tajemnic może kryć to małe cudeńko" – rozmyślałam, nieświadomie budząc swojego demona. W końcu nie wytrzymałam – zaczęłam czytać SMS-y i to był chyba największy błąd w moim życiu.

"Jeśli będziesz dziś w pracy, to czekam. Dominika". – przeczytałam i nogi się pode mną ugięły.

Postanowiłam jak najszybciej dowiedzieć się, o co tutaj chodzi. Byłam w amoku. Szybko się ubrałam i popędziłam na przystanek autobusu, który jechał w stronę firmy, gdzie pracował mój mąż.
Zdyszana weszłam do budynku.
– Ja do Filipa Młynarskiego – powiedziałam pyzatej recepcjonistce. – Jestem jego żoną.
– Niestety, ale pani męża nie ma – odpowiedziała.
– Jak to nie ma? Przecież śpieszył się, zapomniał telefonu, ja specjalnie przyjechałam, żeby mu go oddać – mamrotałam drżąc na całym ciele.
– Proszę się uspokoić, pan Filip był, ale dosłownie przed chwilą wyszedł.
– Nie. To niemożliwe – wyjąkałam. – A czy... Czy jest pani Dominika?
– Tak się składa, że pani Dominika również opuściła biuro. Wyszła z pani mężem. Wyglądało na to, że gdzieś bardzo się śpieszyli – dodała.
Zadzwonił telefon na jej biurku.
– Przepraszam, muszę odebrać – podniosła słuchawkę. – Słucham?
Stałam przed recepcją jak wryta. Filip miał romans. Byłam tego pewna. Całe życie go podejrzewałam o niewierność, o to, że mnie nie kocha. Że nie jestem dla niego wystarczająco dobra. Zastanawiałam się, czemu w ogóle jest ze mną

A teraz... Teraz całe życie stanęło mi przed oczyma. Jego ramiona, jego słowa, pocałunki, którymi dzielił się z inną kobietą. "Jak to możliwe? Jak mógł mnie zdradzać?" – chodziło mi po głowie.
– Pani Magdo, czy wszystko w porządku? – zapytała mnie recepcjonistka. – Czy coś się stało? Czy miała pani do przekazania mężowi jakąś ważną informację? Jeśli tak, to ja...
– Nie... nie... – wykrztusiłam ostatkiem sił. – nie... ja... ja już pójdę. – powiedziałam i wyszłam z biura.
Stałam na chodniku i patrzyłam na ludzi przechodzących przez ulicę. Byłam zszokowana, nie wiedziałam, co mam zrobić. Zaczęłam biec przed siebie. Przed oczami migały mi tylko zdziwione spojrzenia osób, które mijałam.
Podeszłam na jakiś przystanek i wsiadłam w pierwszy autobus, jaki przyjechał. Usiadłam na samym końcu i poczułam, że byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie, gdyby już nigdy się nie zatrzymał. Żebym nie musiała z niego wysiadać i stawiać czoła rzeczywistości.
"Jak on mógł to zrobić? Jak mógł mnie tak bezczelnie okłamywać? Ile czasu to już wszystko trwa?" – takie pytania błąkały się po mojej głowie, pozostając bez odpowiedzi. Powoli zaczęłam myśleć o tym, żeby wrócić do domu i położyć się do łóżka.

I nagle zobaczyłam ich przez brudną szybę autobusu. Mojego męża i tę lafiryndę, siedzących razem w ogródku jakiejś przytulnej kafejki. Wyglądali na bardzo przejętych rozmową.
Jak oparzona wybiegłam z autobusu. Znowu nie wiedziałam, co robić. Bezmyślnie zatrzymałam się przy kiosku i kupiłam papierosy. Rzuciłam palenie ponad dwa lata temu, ale jakbym o tym zapomniała. Drżącymi rękami rozerwałam paczkę i zapaliłam. Poczułam, że od tej pory już nic nie będzie takie samo, jak przedtem. Obserwowałam ich, stojąc w bezpiecznej odległości. Dominika wyglądała na zadbaną kobietę, była ładna, opalona. Liczyła sobie może kilka lat więcej ode mnie, ale co z tego, kiedy promieniowała pewnością siebie. Wyglądała na kobietę pewną swojej klasy i urody.
I uwodziła mojego męża. "Niech nie liczy na okoliczności łagodzące" – mówiłam do siebie w myślach.

Stałam tam i rozmyślałam, gdy nagle podszedł do mnie zupełnie obcy facet i zapytał, czy mogłabym go poczęstować papierosem. Podsunęłam mu paczkę.
– Czeka pani na kogoś? – zapytał.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Chyba zapomniałam, że stoję na ulicy jak gdyby nigdy nic i bezczelnie gapię się na jakąś knajpę. Straciłam zupełnie rachubę czasu.
– Nie... – odpowiedziałam.
– No, więc co pani tak stoi, patrzy się w dal... może mógłbym pani jakoś pomóc? – uśmiechnął się.
– Tak, proszę mnie zabrać na bal – odparłam z przekąsem.
– Słucham?
Spojrzałam na niego. Miał jasne oczy, prześwietlające ludzką duszę i niezwykle przyjazną twarz. Wydał mi się bardzo sympatyczny i życzliwy. Całe życie byłam bardzo ostrożna w zawieraniu nowych znajomości. Gdy szłam sama ulicą zawsze bacznie obserwowałam, co się wokół mnie dzieje, rzadko poddawałam się spontaniczności. Przeszło mi przez myśl, że może... Może właśnie dlatego zmarnowałam sobie życie. Jeszcze raz spojrzałam na stolik, przy którym siedział mój mąż z Dominiką.
– Zmarnowałam sobie życie – powiedziałam, podpalając kolejnego papierosa. – Ale to długa historia...
– Ja mam czas, a pani?
– Ja? – zawahałam się.
– O przepraszam, nie przedstawiłem się. Mam na imię Jacek.
– Magda – podałam mu dłoń na powitanie, a on ją delikatnie pocałował.

Usiedliśmy razem w restauracji, która znajdowała się dosłownie dwie uliczki od miejsca, w którym nakryłam mojego męża. Zbliżała się pora obiadowa, ale ja wcale nie byłam głodna.
– Zamówić ci coś? – zapytał Jacek.
– Wino poproszę.
Czekaliśmy na wino paląc papierosy i rozmawiając. Nigdy nie byłam tak swobodna w towarzystwie praktycznie obcej mi osoby. Może tego dnia nie byłam sobą? W każdym razie poczułam się tak, jakbym nie miała już męża. Zdradził mnie, więc nie zasługiwał na to, aby dalej odgrywać główną rolę w moim życiu. Co więcej, nie zasługiwał na to, by odgrywać w nim jakąkolwiek rolę. Zdjęłam obrączkę i wrzuciłam ją do popielniczki.
– Aż tak źle? – zapytał Jacek.
– Niestety. Filip, mój mąż... on... mnie... zdradził... Dzisiaj ich widziałam w kawiarni. Wyglądali na szczęśliwych – powiedziałam spokojnie. – Całe życie byłam śmiertelnie o niego zazdrosna, od samego początku. Co najgorsze, mam żal do siebie, że nigdy nie posłuchałam swojej intuicji. Wiesz, on nawet na naszych pierwszych spotkaniach opowiadał mi o innych kobietach.
– Co za taktowny facet! – roześmiał się mój nowy znajomy.
– Mówił o swojej byłej dziewczynie, o jej pracy, o ich związku, o tym jak ją kochał, że była miłością jego życia... Mówił nawet o jej "ślicznych dołeczkach", które się pojawiały jak się uśmiechała – nie wytrzymałam, rozpłakałam się jak dziecko.
– Proszę, nie płacz – Jacek pogładził mnie po włosach. – Nie wiem, czy ci to jakoś pomoże, ale ja też zawsze trafiałem na tego typu historie. Kiedyś jednej z dziewczyn, z którą byłem na randce wypadło z torebki zdjęcie jej byłego faceta. Skromnie dodała, że w rzeczywistości jest przystojniejszy – roześmiał się. – Jeszcze inna na pierwszym naszym spotkaniu opowiadała mi, jaki to wspaniały był jej były i co sprawiało mu największą przyjemność. Z pikantnymi szczegółami. Pomyśl, jak ja musiałem się czuć. Na szczęście zupełnie mi na nich nie zależało.
– Czego ja oczekiwałam!? Że mnie pokocha!? Powinnam już wtedy zakończyć te znajomość! Jak mogłam być taka naiwna!? No jak!? – ciągnęłam w rozgoryczeniu swoją opowieść.
– Byłaś po prostu naprawdę bardzo zakochana. To, niestety, się zdarza. On cię skrzywdził. Zasługujesz na kogoś lepszego. Wierz mi – powiedział, patrząc mi prosto w oczy, aż przeszedł mnie dreszcz. – Jesteś wspaniałą, piękną kobietą. Chyba wiesz, że jesteś wyjątkowa. Jeszcze wszystko przed tobą. – wziął mnie za rękę. – Masz takie delikatne dłonie...

Nie wiem jak to się stało, ale pocałowaliśmy się. Zakręciło mi się w głowie, zupełnie jakby to był mój pierwszy pocałunek w życiu.
– No i jak? – nieśmiało zaczął Jacek – mam nadzieję, że cię nie wystraszyłem.
Uśmiechnęłam się. Czułam, że mu się podobam. Podświadomie cieszyłam się, że nadal mogę być atrakcyjna dla innych mężczyzn. "Filip pożałuje, że stracił taki skarb" – myślałam.
– To jak? Zatańczymy? – zapytałam z szelmowskim uśmiechem.
– Tutaj? Przecież to tylko restauracja, nie ma orkiestry, parkietu... – Jacek uniósł brwi ze zdziwienia.
Miałam na myśli inne miejsce. Pojedziemy do mnie?
Było już około czwartej, gdy przekroczyliśmy próg domu.
– Masz bardzo ładne mieszkanie. – powiedział Jacek. – I doskonały gust.
Rzuciłam okiem na salon. Stało tam pełno zdjęć moich i Filipa, zrobionych jeszcze w czasach, gdy razem studiowaliśmy. Cały czas myślałam, o tym, jak bardzo Filip będzie żałował tego, co zrobił. A sama zaczynałam wierzyć, że nasz koniec niekoniecznie musi oznaczać koniec mnie samej. Już w kuchni zaczęliśmy się z Jackiem szaleńczo całować. Zupełnie dałam się ponieść tłumionej namiętności. Dawno nie czułam się tak wyzwolona. Po serii długich pocałunków przenieśliśmy się do sypialni

Seks z Jackiem traktowałam jako zemstę. Pomimo, że uważałam Jacka za fajnego faceta, wiedziałam, że nic nas tak naprawdę nie łączy. I połączyć nie może. Ale skoro to ja całe życie miałam nosić piętno zdradzonej kobiety, chciałam, choć raz pokazać, że ja też potrafię.
Po wszystkim Jacek poszedł wziąć prysznic, a ja leżałam na łóżku. Strasznie chciało mi się pić. Czułam, że paruje ze mnie wypity alkohol.
– Kochanie! Wróciłem! – usłyszałam wołanie od drzwi.
O Boże! Filip był tutaj. Nawet nie zorientowałam się, kiedy wszedł do domu. Zerwałam się, jak opętana. Kolejny raz nie wiedziałam, co mam zrobić. Uciekać? Zejść na dół i powiedzieć, że o wszystkim wiem? Czułam się taka bezsilna.
Po chwili mój problem sam się rozwiązał, Filip wszedł do naszej sypialni.
– Co ty tutaj robisz Myszeczko? – zapytał – odsypiasz imprezę? Bidulko moja... Chodź się przytul...
– Jak śmiesz do mnie tak mówić!? Ty... ty... hipokryto!!! – wrzeszczałam. – Wiem o twoim romansie z Dominiką!!! Nakryłam was dzisiaj w kawiarni! Jak mogłeś mnie oszukiwać!? No jak!? Mieliśmy sobie wszystko mówić! Przysięgałeś, że mnie nie zdradzisz!
– Ale... kochanie, o co ci chodzi? – mój mąż patrzył na mnie przerażonym wzrokiem. – Fakt, byłem z Dominiką na lunchu, ale to tylko, dlatego, że mam pewne problemy finansowe. Długi do spłacenia, o których nie chciałem ci mówić, żeby cię nie martwić. Chciałem, żebyś mogła sobie spokojnie żyć i nie troszczyć się o sprawy, o które przecież ja miałem teraz dbać. Może nie powinienem tego ukrywać, ale nie chciałem, żeby wyszło, że jestem jakimś nieudacznikiem, że nie umiem nas utrzymać. A Dominika to główna księgowa w naszej firmie. Chciałem, żeby mi wcześniej zapłaciła pensję za ten miesiąc. To wszystko.
– Nie wierzę ci! Jak możesz mnie jeszcze teraz okłamywać!? – krzyknęłam, ale w głębi duszy coś mnie tknęło. "Boże a jeśli to prawda? Co ja zrobiłam? Co ja najlepszego zrobiłam?" – pomyślałam, czując, jak zalewa mnie fala rozpaczy.
Filip przysunął się bliżej mnie i uśmiechnął się ciepło.
– Madziu, nie okłamuję cię. Jesteś miłością mojego życia. Jedyną prawdziwą miłością. Jak mógłbym cię zdradzić? Przypomnij sobie, ile śmiesznych sytuacji związanych z twoją zazdrością już przerobiliśmy. Pamiętasz, jak na początku naszej znajomości śledziłaś pewną tajemniczą parę, myśląc, że to ja z jakąś kochanką? Weszłaś za nimi nawet do restauracji, aż twoje omamy zniknęły i zobaczyłaś obcego faceta. Wtedy jeszcze miałaś prawo mi nie ufać, ale po tylu latach... Madziu... Albo przypomnij sobie, jak nakrzyczałaś na moją kuzynkę, myśląc, że to moja była dziewczyna – położył rękę na moim ramieniu – kochanie, przestań... Nie wygaduj głupot...

Stałam, jak skamieniała. Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, ani jednego dźwięku. Pragnęłam przytulić się do Filipa, poczuć jego bliskość. Jednak w tym momencie z łazienki wyszedł Jacek ubrany tylko w ręcznik. Filip odwrócił się w jego stronę.
Magda... Kto to jest? – zapytał głosem tak pustym i bezbarwnym, jakiego jeszcze nie słyszałam. – Czy wy...?
– Przebacz mi, bo ja cię kocham. Naprawdę – powiedziałam.
Od tamtego zdarzenia minęły dwa lata, a w moim życiu nastąpiła całkowita zmiana. Dorosłam. Zrozumiałam, że Filip jest kimś wyjątkowym, że tak naprawdę to tylko ja mam ze sobą problem. I to bardzo poważny problem. Zaczęłam pracować nad sobą. Ale nie zdziałałabym zupełnie nic, gdyby nie Filip. Dopiero po kilku miesiącach się do mnie odezwał. Wybaczył mi. Zrozumiałam, jak straszną rzeczą może być zazdrość i brak zaufania. Do tej pory jest mi wstyd, za to, co zrobiłam, jednak miłość Filipa daje mi nadzieję, pozwala wierzyć, że kiedyś osiągnę równowagę i spokój.

Więcej prawdziwych historii:
„Była żona mojego męża nie żyje od kilku lat, ale i tak na każdym kroku z nią przegrywam. Mam już dość…”
„Myślałem, że spotkałem tę jedyną. Okazało się, że to córka mojego ojca, który zostawił nas lata temu…”
„Była mojego ukochanego zawsze źle go traktowała. Mimo to, gdy wróciła, on przyjął ją do siebie z otwartymi ramionami”