Rozczarowana kobieta fot. Adobe Stock, SHOTPRIME STUDIO

„Córka rzuciła studia i pojechała pracować na zmywaku. Wróciła z Hubercikiem”

Takie nic! Ani ładny, ani na mądrego nie wygląda. Zwykły chłopak, jak miliony. Wręczył mi jakiś wiecheć, nawet nie pamiętam z czego, bo skupiłam się na tym, że nazwał mnie swoją przyszłą teściową. Niedoczekanie twoje, kreaturo!
/ 09.06.2021 11:16
Rozczarowana kobieta fot. Adobe Stock, SHOTPRIME STUDIO

Przysłała mi zdjęcie, na którym, uśmiechnięta od ucha do ucha, sprząta czyjś dom. Jakby było się czym chwalić… Aż mnie krew zalała!

Wygląda na to, że moje życie to porażka, od początku do końca, słowo daję! Nigdy dotąd nie wydawało mi się to tak oczywiste, jak teraz, gdy Jola wróciła ze Szkocji, przywożąc stamtąd swojego narzeczonego… Kiedy po maturze oznajmiła, że zamierza wyjechać z koleżanką na Wyspy, byłam bardzo rozczarowana.

– A studia? – zapytałam. – To po to płaciłam grubą kasę za liceum w Szczecinie i dojazdy, żebyś skończyła na zmywaku?

– Ty się uparłaś na tę szkołę, mamo – przypomniała mi. – Ja wolałabym chodzić z dziewczynami do Broniewskiego.

– Chciałam, żebyś miała lepszy start!

Wzruszyła tylko ramionami, a potem stwierdziła, że studia w tych czasach to bzdura, pośredniaki pękają w szwach od absolwentów uczelni. A w ogóle dość siedzenia w ławce, jest dorosła i chce żyć! Już od jakiegoś czasu ma wrażenie, że wszystko, co jest ważne, dzieje się wszędzie, tylko nie tam, gdzie ona akurat jest.

– Czas to zmienić, mamo. Wyjeżdżam – zakończyła wszelką dyskusję. Okazało się, że zdołała odłożyć pieniądze na wyjazd, opiekując się dziećmi sąsiadów. To dlatego ostatnimi czasy nie wychodziła nigdzie z koleżankami… A ja myślałam, że się uczy, żeby mieć jak najlepsze wyniki na egzaminach! Tak oto moja córka nagle zrobiła się zupełnie dorosła i doskonale wiedziała, czego chce.

Mogłam z równym powodzeniem gadać do ściany, więc w którymś momencie uznałam, że nie warto: popracuje sobie panienka fizycznie, pot jej się po plecach poleje, to pójdzie po rozum do głowy. Ale miałam żal i po raz kolejny poczułam, że może lepiej byłoby, gdyby mąż jednak nie wypisał się z naszego małżeństwa. Może trzeba było się zgodzić na jego romanse na boku i mieć przynajmniej wsparcie przy wychowaniu córki?

Wysokie alimenty to za mało, żeby sobie poradzić…

Nawet próbowałam się z nim skontaktować, ale powiedziano mi, że wyjechał do Rosji w sprawach handlowych. Odpuściłam, bo co było robić? Jola pracowała w Szkocji ponad dwa lata, nie raczyła zajrzeć do domu nawet na święta, twierdząc, że ma tak ustawiony grafik, iż straciłaby najlepszych klientów. Myślałby kto, że sprzątanie wymaga takiej dyspozycyjności!

Ale chyba jej się to podobało, bo na zdjęciach nawet z odkurzaczem w rękach śmiała się jak głupi do sera! A potem, w naszych rozmowach telefonicznych pojawił się Hubert, najpierw gdzieś z boku, w tle, a później już jako „narzeczony”.

– Masz zamiar wyjść za mąż?! – zapytałam wreszcie, ryzykując, że rzuci słuchawką, uznając, że zanadto się wtrącam.

– Może… – odpowiedziała rozmarzonym tonem. – Choć to nie bardzo się teraz opłaca. Zobaczymy.

Trzymała mnie na dystans, a ja się martwiłam: że zaprzepaści życiową szansę na to, by być kimś, zwiąże się z byle kim, zajdzie w ciążę i wyląduje z ręką w nocniku. Nie mam pojęcia dlaczego, ale byłam pewna, że zdołam ją przekonać, jeśli tylko pojawi się w domu. Usiądziemy w kuchni przy herbacie, pogadamy jak dwie dorosłe osoby, przedstawię jej swoje racje rzeczowo i konkretnie, i po prostu będzie musiała się z nimi zgodzić.

Już posmakowała, czym jest fizyczna praca, więc chyba minął jej entuzjazm do tego miodu! A ten cały narzeczony, skoro faktycznie ją kocha, powinien zrozumieć i mnie wesprzeć. Tylko że moja córka wcale nie wróciła do rodzinnego domu, lecz zamieszkała w Szczecinie razem ze swoim absztyfikantem. Wynajęli mieszkanie, zamierzali założyć firmę. O tym wszystkim dowiedziałam się dopiero tydzień po fakcie, gdy Jola przyjechała do domu po swoje rzeczy.

– Niespodzianka! – krzyknęła, gdy otworzyłam drzwi. – Córa marnotrawna! I rzuciła mi się w ramiona. Tak się ucieszyłam, że dopiero po chwili zauważyłam faceta, który stał za nią. Hubercik! Takie nic! Ani ładny, ani na mądrego nie wygląda. Zwykły chłopak, jak miliony. Wręczył mi jakiś wiecheć, nawet nie pamiętam z czego, bo skupiłam się na tym, że nazwał mnie swoją przyszłą teściową. Niedoczekanie twoje, kreaturo!

Na wszelki wypadek kazałam sobie mówić po imieniu, bo skoro taki prędki, gotów nazwać mnie „mamą”, a tego bym już nie zdzierżyła. Mam tylko jedno dziecko, może i późne, może nawet, jak czas pokazuje, niezbyt udane, ale jedno. Żadnych niewydarzonych młodziaków nie zamierzam adoptować. Prawdę mówiąc, nie chciałam go nawet oglądać, szczególnie jeśli zamierzał namawiać moje jedyne dziecko, aby poświęciło życie na szorowanie cudzych ubikacji.

Tymczasem zauważyłam, że Jola zrobiła się bardzo… światowa. Rozgadana, ruchliwa, pełna planów na przyszłość.

– A co ze studiami, córuś? – zapytałam wreszcie, korzystając z tego, że jej luby na chwilę nas opuścił.

– Oj, mamuś, nie zaczynaj znowu – jęknęła. – Jeszcze ci nie wywietrzało? Obiecuję, że jak mi się kiedyś zachce uczyć, ty pierwsza się o tym dowiesz.

Hubert wrócił i było po dyskusji. Czy odtąd już zawsze będzie się pętał przy nas jak szpieg?! Wszystko na to wskazywało, bo potem córka odwiedziła mnie również w jego towarzystwie, a przed tygodniem przywlokła go na moje imieniny, choć, Bóg mi świadkiem, wcale nie był zaproszony. Co za natręt!

Do tego to trzymanie się za rączki, czułe spojrzenia, nieodstępowanie na krok… Już ja wiem, czym to się skończy, wystarczy spojrzeć do lustra!

Dziś wieczorem Jola zadzwoniła

Zaprosiła mnie do nich na niedzielę. Będzie taka mała uroczystość, stwierdziła, później mnie odwiozą samochodem.

– Mamo – dodała na końcu. – Mam prośbę do ciebie… Czy mogłabyś być trochę milsza dla Huberta? Zatkało mnie.

– A czy jestem niemiła? – zapytałam. – Traktujesz go, jakby był niewidzialny – odpowiedziała Jola z wyraźnym wyrzutem w głosie. – Jest mi przykro, gdy tak się zachowujesz. Ja go kocham.

– A dajże ty mi spokój, dziewczyno! – prychnęłam wkurzona, bo co za dużo, to niezdrowo. – Przecież ja go w ogóle nie znam! A co do niedzieli, to zobaczę, bo umówiłam się z Majewskimi. I rozłączyłam się. „Milsza”! Co jeszcze, może mam temu Hubercikowi dziękować, że dzięki niemu moja córka będzie nikim!? 

Czytaj także:
„Nie umiem zaakceptować swojego zięcia. Według mnie nie nadaje się ani na męża, ani tym bardziej na ojca”
„8 lat znosiłam przemoc ze strony męża. Odeszłam dopiero, gdy rzucił naszą kilkuletnią córką o ścianę”
„Nikt nie rozumiał tego, że wiążę się z wdowcem z dzieckiem. Wszyscy myślą, że pakuję się w straszne bagno”