kobieta która była ofiarą przemocy domowej fot. Adobe Stock, Dragana Gordic

„8 lat znosiłam przemoc ze strony męża. Odeszłam dopiero, gdy rzucił naszą kilkuletnią córką o ścianę”

Po tylu latach nauczyłam się rozpoznawać pierwsze symptomy nadciągającego szału. Przeklinał, biegał, usiłował nas uderzyć. Wszystko mu przeszkadzało. Zosia źle się uczy, brzydko pisze, Sebastian krzywo siedzi… A najgorsza oczywiście byłam ja, ta zła matka, która niczego nie potrafi dopilnować!
/ 02.06.2021 12:44
kobieta która była ofiarą przemocy domowej fot. Adobe Stock, Dragana Gordic

Nie zapłaciła pani za przedszkole za zeszły miesiąc – intendentka przyglądała mi się uważnie. Jakby mnie o coś oskarżała! A przecież to nie moja wina. W sytuacji, w jakiej się znalazłam, nie ma ani cienia mojej winy!

Mijały dwa miesiące odkąd uciekłam od męża tyrana. Zostawiłam za sobą wszystko, co w moim życiu było złe, wszystko, o czym teraz nie chciałam pamiętać. Zostawiłam mu nawet mieszkanie, bo nie miałam siły szarpać się o każdy mebel. Zresztą, to na niego był kredyt, na niego przychodziły wszystkie rachunki… w razie potrzeby nie trzeba było dużo, żeby zaświadczyć, że to on utrzymywał dom.

Ja i dzieci tylko tam mieszkaliśmy… Dlatego tyle lat czekałam, zanim w końcu zdecydowałam się od niego uciec. No i jeszcze dlatego, że Michał miał takie napady czułości. Kupował wtedy kwiaty, mówił mi miłe słowa, przysięgał, że się zmieni, chodził z dziećmi na spacery. Uwielbiały go wtedy. Niestety, gdy miał inny napad, napad zwykłego u siebie szału, nic się nie liczyło. Dzieci uciekały ze strachu pod stół albo do sąsiadów.

Najgorsze jest to, że Michał nie jest alkoholikiem. Nie jest od niczego uzależniony, nie jest hazardzistą, nikim, kogo łatwo byłoby potępić. Prawdę mówiąc, w naszej miejscowości jest bardzo szanowanym człowiekiem. Tylko ja i dzieci wiemy, co działo się, gdy wracał z pracy w tym swoim humorze. Po tylu latach nauczyłam się rozpoznawać pierwsze symptomy nadciągającego szału. Znowu pominięto go przy awansie albo kierownik mu ubliżył przy innych. A on nie mógł się odszczeknąć, bo za dużo zarabiał, żeby się tak po prostu zwolnić. Przeklinał, biegał, usiłował nas uderzyć. Wszystko mu przeszkadzało. Zosia źle się uczy, brzydko pisze, Sebastian krzywo siedzi… A najgorsza oczywiście jestem ja, ta zła matka, która niczego nie potrafi dopilnować!

Znosiłam to osiem długich lat. Osiem lat cierpienia w milczeniu, ukrywania nielicznych, co prawda, ale jednak, śladów po przemocy fizycznej, i bardzo licznych śladów po przemocy psychicznej. Ale teraz Michał przekroczył granicę. Chwycił Zosię za włosy i uderzył nią w ścianę! A ona aż zaniosła się płaczem do bezdechu z przerażenia i pewnie bólu. Dotarło do mnie w tej jednej sekundzie, gdy dmuchałam jej w twarz przerażona, by w ogóle odzyskała przytomność, że moim obowiązkiem jest wyrwać ją z tego piekła! I tak jak stałam, w nocy, zabrałam mały plecaczek rzeczy dla Sebastianka i dla Zosi… Dla siebie nie wzięłam nic. W głowie kołatała mi się tylko jedna myśl: uciec jak najdalej. Wiedziałam, że jeśli Michał zobaczy, co planuję, będzie chciał użyć wszelkich sposobów, byle mnie tylko zatrzymać.

Nie mogłam na to pozwolić!

Przez pierwsze dni mieszkałam u koleżanek, potem u swojej mamy, a dzieci posłałam do przedszkola obok jej domu. Czułam się o tyle bezpiecznie, że zaraz obok mieszka mój brat, przed którym mój mąż zawsze czuł respekt.
Jednak rzeczywistość zaczęła dopadać mnie z coraz większą siłą. Moja mama utrzymuje się z renty, w żaden sposób nie może mi pomóc. Ja skończyłam co prawda farmację… ale to było tyle lat temu! I właśnie gdy dopadały mnie już czarne myśli, zobaczyłam to ogłoszenie:
– Kelnerki do pizzerii – przeczytałam.

Pewnie szukają młodych dziewczyn, pomyślałam, ale coś w środku powiedziało mi: Co ci szkodzi, spróbuj. A praca w pizzerii może być całkiem przyjemna. Zadzwoniłam tam jeszcze tego samego wieczora. Nie ukrywam, zestresowana.
A pani jest dyspozycyjna? – dociekała kobieta po drugiej stronie słuchawki.
– Mam dwoje dzieci – przyznałam zgodnie z prawdą. – Ale mieszkam z mamą, w razie czego mogłaby…
– Dogadamy się jakoś – miałam dziwne poczucie, jakby naprawdę zależało jej na tym, aby mnie zatrudnić! – Proszę przyjść do pizzerii o … siedemnasta będzie okey?
Jeszcze nie miałam odwagi w pełni cieszyć się: a jeśli ona zobaczy, ile mam lat, jeśli jednak mnie odeśle?

Pizzeria okazała się niewielkim lokalikiem położonym z dala od głównych szlaków. Kobieta, z którą rozmawiałam (mów mi Helena, powiedziała od razu na wstępie), okazała się miła i życiowa:
– Kokosów ci tu nie zapewnię – zastrzegła. – Pensja stała, umowa o pracę, pewna, godziny określone. Mam też swoje wymagania: kultura osobista, nie tylko jak klient patrzy, ale i na zapleczu, zero jakichś kombinacji, po prostu – gramy w otwarte karty. To co, wchodzisz w to?

Czy wchodzę? Miałam ochotę całować Helenę po rękach!

Praca okazała się lżejsza, niż się spodziewałam. Oprócz mnie w pizzerii był jeszcze tylko jeden człowiek, Patryk. Ale nie interesowałam się nim specjalnie. Ledwie co wyszłam z bardzo trudnego związku! Patryk jednak był typem mężczyzny, jak go na początku zaklasyfikowałam, który żadnej kobiecie nie przepuści. A to zaproponował podwiezienie do domu, a to wspólną pizzę… Nie ukrywałam przed nim, że mam dwoje dzieci, jemu to jednak zupełnie nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało mu też to, że jego „zaczepki” traktowałam zupełnie żartobliwie. Nie obrażał się o to, wydawał się nawet lubić to wspólne przekomarzanie. Ale naszą relację zmienił pewien dzień, w którym mój współpracownik nie przyszedł do pracy.

Początkowo nie byłam tym zaniepokojona. Pewnie zostawił Helenie zwolnienie i tyle, pomyślałam, nieco tylko zła, że będę musiała pracować tego dnia za dwoje. Kiedy jednak Helena przyszła koło południa do lokalu i zdziwiła się, że Patryka nie ma, ogarnęły mnie złe przeczucia.
Może Patryk wyglądał na trzpiota, ale raczej nie na takiego, który zostawia pracę bez uprzedzenia i po prostu znika!
Nie mogłam skupić się na niczym. Po południu powiedziałam do szefowej:
– Nie daje mi spokoju ta sprawa z Patrykiem. On nie wygląda na takiego, co po prostu nie przychodzi do pracy… Coś się musiało stać. Daj mi jego adres, podjadę i zobaczę, czy wszystko w porządku.

Stanęłam przed drzwiami mieszkania w bloku, w którym mieszkał Patryk. Zadzwoniłam raz, drugi… cisza.
– Może wyjechał – pomyślałam nawet. I w tym momencie ktoś delikatnie odsunął zasuwę. Przede mną stał Patryk. Ale… miał śliwę pod okiem, a resztę twarzy zabandażowaną…
– Co się stało?! – krzyknęłam.
– Przepraszam, że was nie zawiadomiłem – Patryk syknął, widać było, że rany bardzo go bolą. – Kilka godzin temu wróciłem ze szpitala. Długo mnie szyli…
Z trudem wyciągnęłam z Patryka, co się stało. Wdał się w bójkę na przystanku. Jakiś facet ubliżał kobiecie. Tylko, że tamten miał nóż, o czym Patryk nie wiedział. To cud, że tylko tak się skończyło.
– Wiesz, jestem wyczulony na te sprawy. U mnie w domu była przemoc. Obiecałem sobie, że nigdy na to nie pozwolę.

Zaimponował mi. Niewielu mężczyzn miałoby taką odwagę. Zwrócić uwagę damskiemu bokserowi i… przyznać się, że pochodzi się z domu, gdzie pijany ojciec bił jego, matkę i jego braci. Może dlatego zaczęłam mu opowiadać o Michale. O tym, jak go poznałam. Jak się zakochałam. Jak zaczął się nade mną znęcać. Musiałam to z siebie wyrzucić. Musiałam w końcu komuś o tym powiedzieć. Boże, ile ja czasu byłam dzielna! I Patryk, jakby usłyszał moje myśli, szepnął wtedy:
– Już dobrze, nie musisz być dzielna.

Tego dnia odwiózł mnie do domu. Tramwajem. I… został na dobre

To trwa już trzy lata. Oboje dalej pracujemy w pizzerii, mieszkamy kątem w wynajmowanym, ciaśniutkim mieszkanku. Słyszałam na sprawie rozwodowej, jak Michał głośno śmiał się, że „zamieniłam go na pizzamana”. Może i tak. Ale wiecie co? Nigdy nie byłam tak szczęśliwa! Nie zamieniłabym się z nikim! Moje życie, które miało być tylko na chwilę, okazało się tym właściwym. Wystarczyło, że dałam sobie szansę na szczęście, zatrudniając się w tej pizzerii!

Czytaj także:
„Rodzina nie akceptowała jednego z moich synów. Dziadkowie się do niego nie przyznawali, a mój mąż nas zostawił”
„Moi teściowie uparli się, że zorganizują nam wesele. Nie chcą na nim mojej rodziny i znajomych…”
„Po śmierci mamy dowiedziałam się, że mam siostrę. Zostawiła ją w szpitalu tuż po urodzeniu”