„Mąż wyśmiewał naszego syna i nazywał go pedziem”. Jak NIE należy wychowywać dzieci - z życia wzięte

Kiedy rozwodziłam się z Ryśkiem, myślałam, że to kres moich problemów. Niestety, co jakiś czas muszę użerać się z tym niedojrzałym idiotą. Ostatnio zgnębił naszego syna i musiałam interweniować...
/ 04.07.2018 13:56
Kłótnia rodzinna fot. Adobe Stock

Zrozumiałam, że przyczyna zachowania syna leży w stosunkach w rodzinie, zwłaszcza że Bartek był najbardziej ponury, kiedy wracał od ojca. Historia z życia wzięta nadesłana przez Beatę.

Z pewnym niedowierzaniem obserwowałam syna. Bartek z chłopca stawał się mężczyzną, a ja mogłam się cieszyć, że ten ważny etap w jego życiu nie przysparzał mi większych trosk. Matki jego kolegów z klasy opowiadały, że kilka razy wyczuły od swoich synów alkohol, znalazły w plecakach papierosy, a wychowawczyni skarżyła się na powtarzające się wagary. Mogłam odetchnąć z ulgą, bo wszystko wskazywało na to, że tego typu problemy nas ominą. Bartka nie interesowały imprezy, popijanie piwa czy podpalanie papierosów. Od najmłodszych lat wykazywał się ponadprzeciętną wrażliwością i inteligencją. Trochę bałam się, jak taki delikatny dzieciak przeżyje rozwód rodziców, na szczęście jakoś udało nam się z byłym mężem dogadać i rozstać w taki sposób, aby Bartek jak najmniej ucierpiał na tej rewolucji życiowej.

„Mąż odszedł, a ja opiekuję się dziećmi jego kobiety”. Rodzina patchworkowa to dziś norma?

Podobało mi się w moim synu to, że ma swoje zdanie i styl. I chociaż sama wybrałabym dla niego inne ubrania czy fryzurę, nie ingerowałam, szanując sposób, w jaki wyrażał siebie. Oczywiście wszystko w granicach przyzwoitości, nie wyraziłabym zgody na tatuaż czy przekłucie języka, ale kiedy dwa lata temu Bartek oznajmił, że chciałby zapuścić włosy, zgodziłam się.
– W porządku – uśmiechnęłam się. – Jeśli chcesz nosić dłuższe włosy, nie ma problemu. Nawet mogę cię umówić do mojej fryzjerki na podcięcie końcówek, żeby włosy wyglądały na zdrowe.
Kwestię ubioru również pozostawiałam do decyzji Bartka. Skoro podobały mu się spodnie typu rurki, dlaczego miałabym mu zabronić ich noszenia? Taka teraz panowała moda wśród młodych. Wprawdzie za moich czasów chłopcy ubierali się inaczej, ale przecież to nie powód, aby narzucać dziecku swoje zdanie.

Chłopak ma prawo ubierać się tak, jak chce!

Jedynie mój były mąż raz czy dwa rzucił jakąś uwagę na temat nowego stylu naszego syna.
– Dlaczego ty go wypuszczasz z domu w takim stroju? Przecież on nie wygląda jak mężczyzna!
– Tak teraz chłopcy chodzą, daj spokój! Nie masz ważniejszych spraw na głowie? – zirytowałam się.
– Mogłabyś bardziej się przykładać do wychowania chłopaka. Jak widać, zabrakło w tym domu męskiej ręki! – żachnął się i… tyle go widziałam.

Rysiek wciąż nie mógł zaakceptować faktu, że to ja wystawiłam jego walizki za próg i złożyłam pozew o rozwód. Wydawało mu się, że przez całe życie będę znosić jego wyskoki i niedojrzałość. A ja nie zamierzałam marnować więcej czasu na tego wiecznego Piotrusia Pana, który nigdy nie dorósł, mimo że miał ponad trzydzieści lat, żonę i dziecko. Imprezy, koledzy i koleżanki – to była codzienność mojego męża. Nie zamierzałam dłużej żyć z takim człowiekiem. I on śmiał mówić o braku męskiej ręki w domu…
Przecież nawet kiedy z nami mieszkał, nie interesował się Bartkiem, a jego jedynym sposobem komunikacji ze mną były głupie żarty i docinki.
Zmianę w zachowaniu Bartka wyczułam niemal natychmiast. Szybko zorientowałam się, że syn jest jakiś wycofany i smutny. Kiedy jednak próbowałam wypytać go o tę nagłą zmianę nastroju, zbywał mnie, tłumacząc, że nic się nie stało.
– Synku, widzę, że coś się dzieje…
– Nie mów do mnie, jakbym nadal miał pięć lat! Za trzy lata będę dorosły!
Czyżby jednak rozwód odbił na nim większe piętno, niż mi się wydawało? Ale przecież od tego czasu minęły trzy lata… Czy to możliwe, że dopiero teraz przeżywał rozstanie rodziców?

Zwykłe zauroczenie wykładowcą ze studiów zamieniło się w niebezpieczną grę

Rzecz jasna, nie wzięłam poważnie jego mętnych tłumaczeń, że wszystko jest w porządku. Postanowiłam przyjrzeć się bliżej zachowaniu Bartka. Wybrałam się nawet do szkoły na rozmowę z wychowawczynią syna, ale ta twierdziła, że nie zauważyła niczego niepokojącego.
– W szkole nic złego się nie dzieje. Bartek od zawsze trzyma się nieco z boku, ma dwóch czy trzech kolegów, z którymi najchętniej spędza czas, ale z resztą klasy też ma dobre stosunki.
Zrozumiałam, że przyczyna zachowania syna leży w stosunkach w rodzinie, zwłaszcza że Bartek był najbardziej ponury, kiedy wracał od ojca.

Kiedy oznajmił mi, że zamierza obciąć włosy i schował swoje ukochane rurki głęboko do szafy, uznałam, że chyba jednak się pomyliłam, a przyczyny takiego stanu rzeczy należy wypatrywać jednak w szkole.

Moje myśli krążyły wokół mojego byłego męża. Czyżby znowu wywinął jakiś numer? A może poznał kogoś, o czym Bartek się dowiedział i dziwnie czuł się w nowej sytuacji? A może… Nie, Rysiek był, jaki był, ale nie zrobiłby dziecku krzywdy!
Nie podobało mi się to, jak syn mnie zbywa, i że nie chce rozmawiać ze mną o swoich problemach. Kiedy oznajmił mi, że zamierza obciąć włosy i schował swoje ukochane rurki głęboko do szafy, uznałam, że chyba jednak się pomyliłam, a przyczyny takiego stanu rzeczy należy wypatrywać jednak w szkole. Myślałam, że rówieśnicy mu dokuczają. Postanowiłam przeprowadzić z synem poważną rozmowę. Przycisnęłam go do muru i w końcu powiedział, w czym rzecz. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom!
– Tata się ze mnie naśmiewa i mówi, że wyglądam jak pedzio. Podobno normalni faceci tak się nie ubierają… Już kilka razy dogryzał mi i dopytywał, czy na pewno nie podobają mi się chłopcy – wyznał ze łzami w oczach.
Aż się we mnie zagotowało! Wiedziałam, że mój były mąż miał idiotyczne pomysły, ale żeby nagadać takich głupot dorastającemu chłopcu? Nastolatkowie przeżywają takie słowa o wiele bardziej niż dorośli, a Bartek bardzo kocha ojca i łaknie jego akceptacji… Musiałam się uspokoić.
Najchętniej wygarnęłabym porządnie byłemu mężowi, ale nie chciałam tego robić w obecności Bartka.

Uważaj, bo będę musiała pokazać pazury!

– Wiesz, że tata lubi głupio żartować – zaczęłam ostrożnie. – Prawdę mówiąc, nie słyszałam w życiu większej głupoty. Nie ubiór czy fryzura człowieka świadczą o jego orientacji!
– Tata twierdzi, że tak wyglądają tylko geje – zasmucił się Bartek. – Dlatego uznałem, że obetnę włosy…
– Nie obetniesz włosów! – stwierdziłam. – To twoja sprawa, jak się ubierasz i jak wyglądasz, a tata musi to zaakceptować. Porozmawiam z nim.
– Nie, proszę! Nie chcę, żeby pomyślał, że się poskarżyłem…
Przytuliłam syna mocno. Pogłaskałam go po głowie i powiedziałam:
– Nie denerwuj się. To są sprawy, które dorośli muszą załatwić między sobą. Jeśli ktoś tu ma problem, to tylko twój tata, a jest nim brak tolerancji.

Najchętniej poszłabym do Ryśka jeszcze tego samego dnia i udusiła go gołymi rękami, ale uznałam, że najlepiej będzie, jeśli się uspokoję i umówię z nim na następny dzień. W nocy nie mogłam spać, tak bardzo byłam zdenerwowana. Jak mógł nagadać takich rzeczy własnemu dziecku!
Kiedy się spotkaliśmy, od razu przeszłam do rzeczy.
– Co ty naopowiadałeś Bartkowi? Dlaczego powiedziałeś mu, że wygląda jak pedzio? Czy wiesz, jakie to dla niego musiało być straszne? Usłyszeć takie słowa od własnego ojca?
– Beata, wyluzuj – uśmiechnął się.
Ależ on mnie irytował! Jak mogłam wytrzymać z nim dwanaście lat?
– To tylko takie żarty. Bartek to wie…
– Nie, to nie są tylko żarty – weszłam mu w słowo. – Nie wiem, jak to zrobisz, ale masz to odkręcić! On myśli, że jego własny ojciec go nie akceptuje i się go wstydzi!
– To nie tak. No ale przyznaj sama, te rurki, długie włosy…
– Nic ci do tego! Bartek ma prawo sam decydować, jak się ubiera! Jeśli go nie zaakceptujesz takiego, jaki jest, możesz go stracić.
– Grozisz mi?
Posłałam mu mordercze spojrzenie.
– Nie muszę. Przemyśl sobie naszą rozmowę. Wiesz, że jestem miła, ale tylko do czasu. Jak ktoś skrzywdzi moje dziecko, pokazuję pazury. Nie chcę utrudniać ci kontaktów z synem, ale jeśli nadal będziesz go ranił, nie cofnę się przed niczym. Do widzenia – rzuciłam na jednym wydechu i pożegnałam się z osłupiałym Ryśkiem.

W domu odbyłam z Bartkiem długą rozmowę na temat tolerancji. Wyjaśniłam, że jego tata nie miał racji. Pokazałam mu zdjęcia słynnych mężczyzn z długimi włosami.
– Do nich wzdychają kobiety na całym świecie! – uświadomiłam syna.
Wkrótce problem odszedł w niepamięć, bo Bartek zainteresował się koleżanką z równoległej klasy, a i on nie jest jej obojętny. To dodało synowi pewności siebie. Ostatnio zdobył się na odwagę i zaprosił Maję do kina.
Dziwnie mi ze świadomością, że mój syn zaczął umawiać się na randki. Mam wrażenie, że zaledwie wczoraj był małym chłopczykiem, a tymczasem to już młody mężczyzna…
A Rysiek? Nasza rozmowa chyba dała mu do myślenia, bo przestał dogadywać Bartkowi. Nie porusza już tematu wyglądu syna. I całe szczęście, bo ja wcale nie żartowałam.

Polecamy też:Przeklęta suknia ślubna. Ta historia mrozi krew w żyłach!„Związałam się z oszustem matrymonialnym zakochanym w swojej pierwszej żonie”„Zakochałam się w mężczyźnie, który mnie zwodził pół roku”. Randki w internecie to strata czasu?


 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/19.07.2018 22:33
to przykre jak niektorzyrodzice traktuja swoje dzieci....