Pomaga i wspiera, a po latach może być prezentem dla dziecka. Dwie Polki stworzyły kreatywny notatnik dla ciężarnych

„W ciąży warto nauczyć się wsłuchiwać w siebie, w to, co mówi nam nasze ciało, głowa, nasza intuicja... Tylko to wymaga uwagi, skupienia. Nasz pamiętnik trochę temu służy” – mówią autorki.
Marta Słupska / 10 miesięcy temu
Pomaga i wspiera, a po latach może być prezentem dla dziecka. Dwie Polki stworzyły kreatywny notatnik dla ciężarnych fot. Adobe Stock

To, co przeżywamy w ciąży, szybko odchodzi w niepamięć – narodziny dziecka zmieniają życie i sprawiają, że małe radości i zmartwienia z minionych dziewięciu miesięcy zastępowane są innymi, nowymi. A może warto pamiętać, co w tym czasie budziło nasze emocje? Jakie miałyśmy zachcianki, o czym śniłyśmy i co nas martwiło? Jak wyobrażałyśmy sobie wygląd naszego dziecka? Kto i co w tym czasie nam radził?

Dziennikarki Izabela Lenkiewicz i Marta Drelich – prywatnie mamy i przyjaciółki – na podstawie własnych doświadczeń zebrały tematy absorbujące kobiety w ciąży i wybrały momenty, które warto uwiecznić. W ten sposób przygotowały niezwykłą książkę, będącą kreatywnym notatnikiem dla przyszłych mam. Można dzięki niej śledzić, jak zmienia się nasze ciało w ciąży, jak rośnie i rozwija się dziecko. Można także zapisywać swoje myśli na określone tematy, spostrzeżenia, obawy i oczekiwania. A za kilka lat na nowo przywołać wspomnienia z tego magicznego czasu, a może nawet przekazać notatnik wyczekiwanemu dziecku w prezencie.

Zapytałyśmy autorki, skąd wziął się pomysł na tak niecodzienną książkę i dlaczego warto w ciąży prowadzić dziennik wspomnień.

„Kiedy pierwszy raz dowiadujesz się, że masz raka, łatwiej ci uwierzyć, że z nim wygrasz, niż kiedy pojawia się za drugim razem”

Drogie Panie, skąd wziął się pomysł na książkę? Nie jest to typowa publikacja dla ciężarnych.

Marta: Z ciągłego niedoboru czasu. Jak kobieta ma dwoje dzieci, pracę, dom do ogarnięcia, to zawsze sobie jeszcze jakieś dodatkowe zajęcie znajdzie, żeby się przypadkiem nie nudzić (śmiech).

Iza: A tak na serio… z doświadczenia. Kiedy byłyśmy w ciąży – zwłaszcza w pierwszej – zarówno Marta, jak ja, miałyśmy kompulsywną wręcz potrzebę upamiętniania tego stanu. Każda robiła to na swój sposób. Marta na przykład fotografowała swój rosnący brzuch tydzień po tygodniu. Ja natomiast zbierałam przeróżne rzeczy – dla niektórych pewnie śmieci, a dla mnie coś, co do dziś działa na mój mózg, jak katalizator wspomnień, jak... zapach pomarańczy w grudniu, który z prędkością światła przenosi mnie w Boże Narodzenie z dzieciństwa. Nie znam matki, która oczekując dziecka – niezależnie od tego, jak jej to oczekiwanie przebiega – podchodziłby do tych dziewięciu miesięcy obojętnie. Raczej każda ciężarna kobieta odruchowo uruchamia ciążowy dysk pamięci. Postanowiłyśmy przyszłej mamie ten proces ułatwić, oddając w jej ręce narzędzie w postaci naszej książki. 

fot. archiwum prywatne autorek

Dlaczego zdecydowały się Panie na wydanie jej w duecie?

Marta: Iza to moja zawodowa druga połówka jabłka. Uzupełniamy się chyba idealnie. Trochę jak ying i yang (śmiech). Ja jestem stonowana, uporządkowana, do pracy podchodzę analitycznie. Iza to wolny duch, który do projektów wnosi odrobinę szaleństwa i mnóstwo finezji, także w warstwie słownej. Zrealizowałyśmy razem zawodowo mnóstwo fantastycznych rzeczy. A tak się też złożyło, że niemal w tym samym czasie zaszłyśmy w swoje pierwsze ciąże, a cztery lata później – w drugie. To po prostu było oczywiste, że tę książkę musimy zrobić razem. Poza tym w duecie drzemie siła. I jakoś raźniej jest.

Iza: Marta idealnie to ujęła. To prawda: jesteśmy jak pieprz i wanilia, jak ogień i woda, jak blondynka i brunetka (śmiech). Iskrą był pomysł Marty. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie i w gadce-szmatce na temat – pardon – kupek i zupek i rzuciła spontanicznie: „Izka, a może zrobimy taką książkę-pamiętnik dla ciężarówek?”. I to była sekunda. Z miejsca zajarałam się, jak stara stodoła (śmiech). Po chwili miałyśmy omówioną już całą koncepcję. A po mniej więcej półtora roku nasze pierwsze wspólne dziecko było już na świecie. Pomału planujemy drugie, a może nawet trzecie...

„Ja, ciąża i cała reszta" to w zasadzie bardziej kreatywny notatnik niż książka. Dlaczego warto w ciąży poświęcić czas na zapisywanie swoich myśli? Co na tym zyskujemy?

Marta: Ciąża jest jak wyprawa w kosmos. To najbardziej wyjątkowe doświadczenie w życiu kobiety. Proszę sobie tylko wyobrazić: z dwóch mikroskopijnych komórek w naszych ciałach tworzymy zupełnie nową istotę, a czasem i dwie lub więcej równocześnie. Przeżycia z tym związane są niezwykle intensywne i ważne. Ale pamięć jest ulotna…

Iza: Dokładnie. I choć przyszłej mamie może się wydawać, że po porodzie niczego nie zapomni, bo przecież takich rzeczy się nie zapomina, to macierzyństwo bombarduje nowymi wyzwaniami i nagle okazuje się, że nie pamięta się przynajmniej połowy z tego, co przed porodem budziło ogromne emocje. A każda ciąża jest inna. Co więcej, bardzo często ta poprzednia pomaga przetrwać następną. Dlatego też warto jak najwięcej zapisywać, notować, by potem mieć punkt odniesienia. Wiemy, co mówimy, bo choć z Martą nie prowadziłyśmy pamiętników, bardzo dużo zanotowałyśmy zupełnie nieświadomie. Tak się złożyło, że w pierwsze ciąże zaszłyśmy niemal jednocześnie. I naturalnie naszą mailową korespondencję zdominowały wątki ciążowe. Normą była codzienna, choćby krótka wymiana zdań, zaczynająca się od słów: „Hej, jak się dziś masz, bo ja…”. To był nasz rytuał. Poza tym Marta wszystko wiedziała na temat rozwoju ciążowego brzucha, ciała kobiety, jej fizjologii, praw, przywilejów i obowiązków (śmiech). Jak tylko coś mnie trapiło – mail od Marty zawsze działał terapeutycznie. I tak stworzyłyśmy nie tylko bezcenną pamiątkę, do której wracałyśmy, oczekujących kolejnych dzieci, ale też „grupę” wsparcia, bo nikt nie zrozumie tak doskonale kobiety w ciąży, jak druga kobieta w ciąży.

Czy, Pań zdaniem, ciężarne w Polsce poszukują publikacji na temat ciąży inne niż typowe poradniki?

Iza: Ja myślę, że kobiety są już zmęczone standardowymi poradnikami, dlatego chętniej śledzą blogi parentingowe czy obserwują profile instamam. Z drugiej strony… Umówmy się – nie ma jednego wzoru na ciążę jak z podręcznika. I nie ma sensu stale się porównywać z innymi ciężarnymi, identyfikować z nimi, czy bezkrytycznie słuchać ich rad. To, co im służy, nie musi wcale sprzyjać nam. Uważam, że warto w ciąży nauczyć się wsłuchiwać w siebie, w to, co mówi nam nasze ciało, głowa, nasza intuicja... Tylko to wymaga uwagi, skupienia. Nasz pamiętnik trochę temu służy. Pomaga zatrzymać się, usiąść i skoncentrować się tylko na swoim tu i teraz, nie na innej mamie, lecz na sobie. No i to, co jeszcze czyni tę książkę wyjątkową, to też to, że po latach będzie cudownym prezentem dla dziecka, na cześć którego się ją pisało. Bo tak naprawdę każda przyszła mama pisze tę książkę samodzielnie. My tylko dajemy wskazówki i podsuwamy tematy. Czy można podarować piękniejszy prezent córce czy synowi, którzy spodziewają się potomka?

Marta: Ja bym chętnie przygarnęła taki notatnik od swojej mamy! W czasie ciąży często pytałam o jej wspomnienia związane z macierzyństwem, na przykład kiedy poczuła ruchy, czy i gdzie porobiły się jej rozstępy albo ile przytyła. Zwykle słyszałam, że już nie pamięta (śmiech). Umówmy się, świat kobiety ciężarnej kręci się wokół dziecka, które rośnie w jej brzuchu. To totalna koncentracja pochłaniająca kompletnie, zwłaszcza za pierwszym razem. Przynajmniej ja tak miałam. Wydaje mi się, że kobiety w ciąży chętnie sięgają wszystko, co jest związane z tematem, bez względu na gatunek. Poradniki też, ale poza tym powieści, blogi, fora. To nieocenione źródła informacji i… wsparcia, zwłaszcza, jeśli kobieta nie ma blisko siebie drugiej kobiety, która przeżywa to samo. Nasza książka ma być taką trochę papierową przyjaciółką, która pocieszy, poklepie po ramieniu i powie: „To normalne! Wszystkie przez to przechodzimy… Będzie lepiej!”. A jednocześnie zmotywuje do robienia zapisków. Wydaje mi się, że wśród poradników ciążowych warto znaleźć na nią miejsce.

fot. archiwum prywatne autorek

Jak wspominają Panie swoje ciąże? Czy prowadziły Panie jakieś dzienniki, zapiski z tego okresu?

Iza: Każdą z obydwu ciąży przeżywałam trochę inaczej. Naturalnie pierwszą – intensywniej, co nie oznacza, że drugiej nie zauważyłam wcale (śmiech). W debiutanckiej ciąży dużo emocji kosztował mnie moment, w którym dowiedziałam się, że zostanę mamą. Byłam przekonana, że wykonując test, raczej ciążę wykluczę, a tymczasem… (śmiech). Na szczęście instynkt szybko zrobił co trzeba. Nagle dostałam skrzydeł. Też dlatego, że troszczył się o mnie mąż, wspierała rodzina, Marta, empatyczna szefowa... Poza czasem, kiedy dręczyły mnie mdłości, zdawało mi się, że mogę góry przenosić. Sielankę niestety pod koniec ciąży przerwała natrętna myśl o porodzie. Bardzo, bardzo się go bałam. Niech dowodem na to będzie fakt, że jechałam do niego dwa razy. Tu mnie intuicja zawiodła. Strach ją zagłuszył. Jak już powiedziałam – nie prowadziłam notatnika, w takich przełomowych chwilach mam pamięć słonia. Ale jestem chorobliwie sentymentalna. Chomikowałam wszystko, co wyjątkowo mi się kojarzyło. Do dziś mam testy ciążowe, świstki ze szkoły rodzenia czy paragony z zakupów robionych z myślą o wyposażaniu legendarnej torby do szpitala… Któregoś dnia mój mąż zadał mi pytanie: „Kochanie, czy ty przypadkiem nie cierpisz na zbieractwo…?” (śmiech). Drugą ciążę siłą rzeczy przeżywałam inaczej, bardziej świadomie, i też wspominam ją z ogromnym sentymentem.

Marta: Dla mnie każda ciąża była emocjonalnym rollercoasterem. Przeżywałam wszystkie możliwe emocje, od euforii, po katusze, zwłaszcza, kiedy męczyły mnie niepowściągliwe wymioty. Dopiero po czasie doceniłam, jak wyjątkowe było to doświadczenie. Nie prowadziłam dziennika, ale w ciąży z młodszym synem wróciłam do swojej korespondencji z Izą i do tematów, które poruszałyśmy w pierwszej ciąży. Takie porównanie własnych emocji i doświadczeń było naprawdę ciekawe! Czasami się z siebie śmiałam, czasami się wzruszałam. Byłam też w szoku, jak wiele zapomniałam! A przecież cztery lata wcześniej żyłam tymi sprawami, zamartwiałam się, cieszyłam... To chyba był jeden z głównych impulsów do powstania książki. Mam nadzieję, że nagrodą dla naszych czytelniczek i współautorek za sumienne zapiski będzie fascynująca i emocjonująca lektura po latach!

Zobacz też:
Jak wygląda dziecko Ani i Roberta Lewandowskich? Mamy zdjęcie!
Kobieta urodziła siłami natury dziecko ważące 6,3 kg! Jak jej się to udało?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)