POLECAMY

Nie godzimy się na chore dzieci w szkole. Na chorych współpracowników też!

A ty, pozwoliłabyś swojemu dziecku iść do szkoły z temperaturą? A czy sama poszłabyś do pracy z grypą?

Małgorzata Górecka / tydzień temu
Nie godzimy się na chore dzieci w szkole. Na chorych współpracowników też! fot. Fotolia
Sezon grypowy trwa, a wraz z nim pojawiły się: kichające przedszkolaki, kaszlące starszaki i współpracownicy z gorączką i grypą. Nie chodzi o to, że jestem jakaś aspołeczna, ale błagam – zostańcie w domu. Wykurujcie się w spokoju i w spokoju zostawcie zdrowych.
 
O tym temacie dyskutują matki, nauczyciele i blogerzy, tak jak na przykład Bożena Jędral. A ty, co sądzisz o chorych na grypę dzieciach i zakatarzonych współpracownikach? 

Poranne korki z kaszlem w pakiecie

Do pracy mam jakieś 30 minut komunikacją miejską. Rano są korki – wiadomo. Ścisk, tłok i zaduch. Ogólnie koszmar. Ale jesienią i zimą jest jeszcze gorzej. Co chwila ktoś kaszle, kicha lub się smarcze. W autobusie, który pewnie może pomieścić ok. 140 osób (a rano, przysięgam, jest ich dużo więcej) nie ma prawie wcale świeżego powietrza, a więc mamy idealne środowisko do rozwoju nowych bakterii. Ale chorzy i tak jeżdżą. Modne mamcie bizneswomen pędzą do swoich kochanych korpo. Co z tego, że dzieciak ledwo stoi, bo matka wcześniej nafaszerowała go lekami, syropami i wtarła mnóstwo Amolu. Mi jest przykro. Szkoda mi tego dziecka i matki w sumie też, bo to niefajne, gdy własna rodzicielka stawia na szalę dobro dziecka i własną karierę. Współczuję też sobie, bo po 30-minutowej podróży z grupą chorych nie wróżę sobie niczego dobrego.

Jeździsz czasem komunikacją miejską? Jeśli tak, to pewnie ciebie też wkurzają te zachowania innych pasażerów!

Przedszkolanka prawdę ci powie

Anię znam od 5 lat. Od 3 jest przedszkolanką. Na pytanie o to, czy u niej w placówce dzieci chorują, odpowiedziała mi tak:

Chorują. Już na początku września kilkoro maluchów miało grypę. Ja sama już drugi raz jestem na L4, bo zaraziły mnie dzieci.

Jedno chore, za chwilę drugie, trzecie i dziesiąte. To sieć powiązań, bo jedno zaraża kolejne itd., itd. ale rodzice nie reagują. Na prośby nauczycielek też nie.

Mamę Janka poprosiłam, żeby nie przyprowadzała go do przedszkola, bo jest chory i zaraża innych. Ale pani Joanna powiedziała wprost, że nie ma z kim go zostawić, bo i ona, i jej mąż pracują.

A takich dzieci jest całe mnóstwo. Dzieci i rodziców. Przedszkole traktują jak przechowalnię, a raczej wylęgarnię nowych chorób.

Wstydźcie się!

Ja rozumiem, że praca jest ważna. Rozumiem, że szef nie zawsze chce dać wolne. Rozumiem, że praca jest po to, by zarabiać na lepszą przyszłość – swoją i dziecka. Ale z drugiej strony, szanowna matko, czy wiesz, że twoje chore dziecko zaraża inne dzieci? A czy wiesz, że wysyłając swojego malucha do szkoły sprawiasz, że mu się raczej nie polepszy? Więcej – lekarzem nie jestem, ale pewnie się mu pogorszy. Nie oceniam, ja po prostu nie rozumiem.

Równe? Ranking OECD pokazuje, jaka jest realna pozycja kobiet na rynku pracy

Z nami "dorosłymi" nie jest lepiej!

Pracujemy, jesteśmy silne i nic nie jest w stanie nas złamać. Też tak mam. Gorączka, kaszel karat? Biorę APAP czy Gripex i do roboty. Ale praca nie zająć, nie ucieknie. Zaraz ktoś powie, że żaden szef nie lubi, jak jego pracownik choruje, bo robota nie jest zrobiona. To przykre. Jak masz takiego szefa, to lepiej zacznij przeglądać oferty pracy, bo może szkoda czasu, co? Patetycznie mogę zacytować, że zdrowie jest najważniejsze. I coś w tym jest, bo chory pracownik, to mniej efektywny pracownik. Nie wspominając o tym, że za chwilę z jednego chorego pracownika zrobi się 3, 5 czy 10 chorych.
Trochę szacunku. Dla siebie i innych!

Szef idealny, czyli jaki? My znamy takiego, który chce, by jego zespół pracował mniej. Płaci nawet za ich wieczorne wypady na miasto!

 
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/21 godzin temu
Oczywiście, że nie godzimy! no ale cóż zrobić, to trudne jak dziecko zachoruje, ja na szczęście mam fajny aspirator, haxe.pl/strona-glowna/produkty/male-dziecko/oddychanie/product/2718-aspirator-#1-opis i on pomaga nam szybciej pokonać chorobę.
/tydzień temu
Problem jest taki ze na byle katarek lekarz nie da L4, a urlopu musi wystarczyc nie tylko na chociaz skromne wakacje raz w roku ale tez wszystkie dni wolne w przedszkolach i szkołach, ktore sa pracujace dla wszystkich innych, a dzieciom zapewnic opiele trzeba. Nie kazdy ma babcie do pomocy w takich przypadkach, a o nianie z doskoku yez raczej trudno.
/tydzień temu
Skrajna nieodpowiedzialność rodziców! Moje dziecko przestało chodzić do żłobka bo 2 tygodnie chorowało po tygodniu chorowania. Zawsze spotykałam zagilane dzieci w szatni!!! Skoro rodzice pracują to stać ich chyba na nianie?! Miałam do wyboru-zrezygnować ze żłobka lub pracy. Wybrałam to pierwsze i od tamtej pory okaz zdrowia,wszyscy szczęśliwi a synkiem zajmowała się przez rok babcia kochana. PRACODAWCY zapominają często chyba,że Pracownik MA PRAWO chorować i powinien to robić w domu a nie narażać innych. Niektórzy maja słabszą odporność i idiotycznych pracodawców-co zrobić?! Mój naszczescie były szef zwrócił mi kiedyś uwagę,że rozmawiam przez telefon a dodam,że byłam bardzo przeziębiona i przyszłam do pracy a po drugiej stronie była moja mama,która chciała się dowiedzieć jak się czuje. Szef często przyjeżdżał chory i zarażał innych. Dla niego to norma a pracownik ze 100% frekwencja to skarb. Tymczasem tacy pracownicy jak ja już przejrzeli na oczy i w większości nie pracują już tam albo chodzą na zwolnienia. Ja po takim traktowaniu bez skrupułów zaczęłam korzystać. Na ostatnim byłam 7 m-cy-zagrożona ciąża. Do takiej pracy nie chce się wracać!!!
POKAŻ KOMENTARZE (1)