Historie miłosne gwiazd

Wielkie gwiazdy, wielkie uczucia. Miłość, która czasem spada jak grom i zmienia cały świat. Najgorętsze pary polskiego show-biznesu. W wyjątkowej sesji i niezwykłych zwierzeniach.

/ 10.02.2010 11:51 POWRÓT DO ARTYKUŁU

Piotr Kraśko i Karolina Ferenstein
On: dziennikarz newsowy. Wciąż szuka w życiu wyzwań. Ona: jedna z najlepszych europejskich amazonek. Poznali się dziesięć lat temu, od pięciu są parą, rok po ślubie. Sztukę ciągłego rozstawania się i odliczania dni do następnego spotkania opanowali do perfekcji. Jej zawody i jego podróże. Dwa domy – na Mazurach i w Warszawie. Rodzice Konstantego i Aleksandra. Dają się ponieść życiowemu szaleństwu. Temperatura tego uczucia nie ma szans, by opaść choć o stopień.

W drodze do siebie
Parę dni temu, dziesiąta wieczór, a tu dzwonek. Karolina usypia Aleksandra, Piotr czyta bajki Konstantemu. Za drzwiami kurier z kwiatami. „Piotr dopiero po kwadransie przyznał, że to od niego”, śmieje się Malina.

Znają się ponad dziesięć lat, ślub wzięli rok temu. Małżeństwo z dwojgiem dzieci. Gdzie tu romantyzm? A oni nie pozwalają, by dopadła ich proza życia. „Najważniejsze to się zaskakiwać”, mówi Malina. „Uwielbiam w Piotrze to, że nigdy nie wiem, czego się mogę za chwilę spodziewać. Ludzie myślą, że on ma taką spokojną naturę. Jest raczej odwrotnie”.

Czasem zastanawia się, czy ten jej mężczyzna zna słowo „zmęczenie”. Bo przejechanie z jednego wybrzeża Ameryki na drugie, a po- tem wyjazd z dziećmi na sanki to dla niego normalne. Ostatnio więcej wieczorów spędzają w domu. Ta zima jest naprawdę mroźna, a dzieci takie małe. W ich ukochanym Gałkowie bywa nocą i mi-nus 30. W Warszawie, gdzie Piotr pracuje – prowadzi „Wiadomości”, właśnie skończyli urządzać mieszkanie. Rzadko wychodzą i dobrze im z tym. „Jest w życiu czas na szaleństwo. I trzeba to przeżyć. Nikt nam tego nie odbierze. Jest też czas, by czytać książki przed snem”. To ta chwila.

Piotr ma swoją teorię: „Dziecko to idealny pretekst dla mężczyzny, by mógł bezkarnie robić to, na co ma zawsze ochotę. Bawić się wyścigówkami, grać w piłkę, oglądać kreskówki. Konstanty ma czasem dosyć, ja nie. To dzieci dodają życiu szaleństwa”.

Malina czasem staje przed lustrem i patrzy na siebie krytycznie. „Aleksander ma trzy miesiące. Trochę brakuje mi do dawnej figury, ale w oczach Piotra tego nie widzę”, mówi i sama się dziwi. „Ale to jest naprawdę cudowne”. „Ależ ona mi się podoba. Tak było przed narodzinami dzieci i tak samo jest teraz”, Piotr nie ma wątpliwości.

Pielęgnują tę miłość. I każde swoje pasje. „Staram się mu ich nie zabierać. Piotr biega w maratonach, kocha motocykle i robi licencję lotniczą”, Malina się zamyśla. „Jedyna szalona rzecz, którą mu odebrałam, to skok ze spadochronem. Chciał skoczyć tuż przed przyjściem na świat Aleksandra. Postawiłam weto!”. Na narodziny Konstantego Piotr nie zdążył. Najbliższy samolot do Polski z Waszyngtonu był dopiero następnego dnia. Dlatego teraz była zdecydowana. Ale to był chyba jedyny raz, kiedy chciała, by czegoś nie robił. „Myślę, że Piotr docenia, że daję mu dużo wolności. Na więcej pozwala się mężczyźnie, który ma dużo uroku. A Piotr, spójrz na niego, przecież on wciąż żartuje”. Ale i Malina to przecież szalona amazonka, ma swoje konie i starty w zawodach. „Uwielbiam to w niej”, wtrąca Piotr. Jest między nimi równowaga. Są piękne związki, w których kobieta żyje życiem swego mężczyzny. „Gdybym wiedział, że Malina poświęca dla mnie wszystko, czułbym straszliwą presję. A tak dopełniamy się i szanujemy nawzajem swoje pasje. Dla mnie to doskonała równowaga”.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)