Daniel Wieleba - Lotto to za mało

Nazywa się Wieleba. Daniel Wieleba. Zabija przeciwników... dowcipem i szalonymi pomysłami. Czy udział w „Jak Oni śpiewają” pomoże mu zdobyć upragnione role filmowe?
Daniel Wieleba - Lotto to za mało fot. AG. MAZUR
Seminarium duchowne w Sandomierzu. Dziewiętnastoletni przystojniak przygotowuje się do bycia księdzem. Nagle chłopak rozgląda się dokoła i myśli: „A co, jak się zakocham i będę chciał żyć inaczej?”. Postanawia odejść. Gdyby został księdzem, jego msze przypominałyby pewnie prawdziwe show. Takie jak występy w „Jak Oni śpiewają”, którymi dziś zaskakuje. Ten niedoszły duchowny to Daniel Wieleba (30).

Rewolucja w lotto

O Danielu Wielebie zrobiło się głośno, gdy został nowym Panem Lotto. Zastąpił Ryszarda Rembiszewskiego, który przez 25 lat prowadził losowania Totalizatora Sportowego. Zastąpił i... wywołał rewolucję. Wieleba skrada się do maszyny losującej, udaje kangura albo śmiesznie moduluje głos. Jednych widzów wyprowadza z równowagi, inni go uwielbiają, bo nudne losowanie zamienił w widowisko.

Czy poza kamerą Daniel Wieleba jest równie zwariowany? – To moja kreacja. Przyszedłem na casting do programu i zaproponowałem postać szalonego prezentera, który nie wstydzi się żadnych zachowań – mówi „Party” Wieleba. Na co dzień jest równie dowcipny i energiczny. – Ale Daniel jest zrównoważonym człowiekiem. Choć zawsze lubił wcielać się w zwariowane postaci – mówi „Party” Łukasz Dziemidok, aktor i kolega Daniela ze studiów.

Kiedy pół roku temu Wieleba występował w duecie z Dziemidokiem w czwartej edycji polsatowskiego show „Jak Oni śpiewają”, nie spodziewał się, że wkrótce i on sam będzie walczyć o Brylantowy Mikrofon. – Byłem gościem Łukasza, a producent Rinke Rooyens w ogóle nie wiedział, kim jestem. Zauważył jednak, że zarażam widzów pozytywną energią. Powiedział mi wtedy: „Ty będziesz w następnej edycji” – zdradza „Party” Wieleba.

Rooyens dotrzymał słowa: od kilku tygodni zwariowany Pan Lotto testuje swoje pomysły na publiczności „Jak Oni śpiewają”. – Daniel ma na siebie pomysł, który konsekwentnie realizuje. Widzę, że widownia w studiu go uwielbia – mówi „Party” prowadzący „JOŚ” Krzysztof Ibisz. Kiedy Wieleba wychodzi na scenę, nie jest to zwykły występ, ale dopracowane w szczegółach widowisko. Aktor był już m.in. przerysowanym playboyem w piosence „Comment Ca Va?” i raperem MC Wielebnym w białym futrze w piosence „Kobiety są gorące”. Nie wszyscy wiedzą, że Daniel Wieleba jest przede wszystkim aktorem. Występ w „JOŚ” to dla niego szansa, że zostanie dostrzeżony i zagra w dobrym filmie.

Walka o dyplom
Aktorem został trochę przez przypadek. Nie był najlepszym uczniem: nie lubił uczyć się na pamięć tekstu, czytać książek ani pisać wypracowań. W rodzinnym Janowie Lubelskim był za to wzorowym ministrantem. – Do trzeciej klasy liceum chodziłem codziennie do kościoła – mówi. Postanowił zostać księdzem.


Kiedy jednak po dwóch tygodniach opuścił seminarium, przypomniał sobie szkolne przedstawienie „Romeo i Julia”. – Bardzo chciałem w nim zagrać, ale nauczycielka stwierdziła, że się nie nadaję – śmieje się Daniel. Trochę z przekory pomyślał więc, że może teraz spróbuje sił na scenie. Pożyczył od babci pieniądze na bilet i ruszył do Krakowa, żeby zdawać do tamtejszej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Nie dostał się, ale poczuł, że nareszcie odnalazł swoją drogę w życiu. – Pomyślałem sobie, że skoro za pierwszym razem udało mi się przejść kilka kolejnych etapów tak trudnej rekrutacji do szkoły aktorskiej i odpadłem dopiero na końcowych, to będę dalej próbował – wspomina.

Daniel Wieleba został w Krakowie i ćwiczył na prywatnej uczelni aktorsko-telewizyjnej SPOT. Jednocześnie co roku zdawał do PWST. Nie udawało się. Po dwóch latach dostał jednak angaż w Teatrze Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana w Będzinie i rólkę w Teatrze Wyspiańskiego. Tam przez kolejne dwa lata szlifował swój warsztat, marząc, że wreszcie dostanie się do wymarzonej szkoły teatralnej. – Źle się czułem z myślą, że nie mam dyplomu państwowej szkoły – twierdzi. Opłaciło się. W końcu zdał egzaminy, a trzy lata temu obronił dyplom. 

W poszukiwaniu lepszej pracy Wieleba wyjechał do Warszawy. Tam pukał do drzwi kolejnych agencji aktorskich. – Żadna mnie nie chciała przyjąć! W Polsce wzięcie mają aktorzy z wyrazistymi rysami twarzy, niskim głosem. A ja nie mam niskiego głosu... – śmieje się Daniel. Próbował aż do skutku. W końcu jedna z nich go przyjęła.

Rola po czterdziestce
Od tamtej pory Daniel Wieleba zagrał kilkanaście epizodów w serialach, występował w reklamach i na deskach warszawskich teatrów: Wytwórnia i Dramatyczny. A od dwóch lat jest prezenterem studia lotto. Tam też poznał swoją narzeczoną Darię Gosk. – Daria pomaga mi trzymać do wszystkiego dystans, doradza mi też w pracy – mówi. Ma nadzieję, że kiedyś założy z nią rodzinę. Kiedyś, bo wcześniej chce poczuć się spełniony zawodowo. Liczy się jednak z tym, że na tę chwilę może jeszcze długo czekać. – Myślę, że dostanę jakąś fajną rolę w okolicach czterdziestki. Będę wyglądał na starszego, może obniży mi się głos i ktoś wreszcie pomyśli: „Kurczę, ten facet powinien u mnie zagrać!”. Więc czekam – mówi z uśmiechem aktor.

Czy udział w show otworzy mu drzwi do kariery? – Już otrzymałem kilka dosyć fajnych propozycji pracy, ale to jeszcze nie to, co bym chciał – odpowiada aktor. Marzy o roli mrocznej, skomplikowanej postaci. I wie, że kiedyś ją dostanie…                            

Piotr Kozłowski / Party
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)