POLECAMY

Matka z dziećmi w podróży może liczyć na pomoc? Nic z tych rzeczy! Beata Sadowska dotkliwie się o tym przekonała

Beata Sadowska w podróży z synami spotkała się z zaskakującym brakiem uprzejmości. Co dokładnie się wydarzyło? Dziennikarka opisała zajście ze szczegółami.
Marta Kosakowska / 6 miesięcy temu
Matka z dziećmi w podróży może liczyć na pomoc? Nic z tych rzeczy! Beata Sadowska dotkliwie się o tym przekonała fot. ONS/Facebook

Matka z dziećmi w podróży może liczyć na przywileje? Nic z tych rzeczy! Beata Sadowska dotkliwie się o tym przekonała...

Teoretycznie matce z małymi dziećmi powinny przysługiwać pewne udogodnienia. Ot, zwykłe ludzkie odruchy serca: przepuszczenie w kolejce, przytrzymanie drzwi, pomoc przy wnoszeniu ciężkich rzeczy. Teoretycznie. Beata Sadowska w podróży z dwoma kilkuletnimi synami przekonała się, że od teorii do praktyki daleka droga.

A co ty być zrobiła, będąc świadkiem takiej sceny?

Beata Sadowska ofiarą znieczulicy społecznej

Dziennikarka opisała sytuację, która spotkała ją na lotnisku w Warszawie. Razem z dwoma synami Kosmą 2-letnim i 4-letnim Tytusem wybrała się w podróż do włoskiego Bergamo. Niestety podróż rozpoczęła się dla nich niezbyt przyjemnie. Historię opisała na Facebooku.

Lecę z dziećmi wizzair.com do Bergamo. Ja, dwulatek, czterolatek, 2 walizki na kółkach, plecak i torba z pieluchami. To wszystko to bagaż podręczny. Podręczny okazał się również Kosma, który wstał o czwartej rano, teraz jest do mnie przyklejony i ryczy mi na szyi. Ogłoszenie, żezapraszają do odprawy rodziców z dziećmi. Dotarabaniłam się, ale - okazało się - do złej taśmy.- napisała dziennikarka na swoim internetowym profilu.

Lot był obsługiwały dwie kobiety. Jedna z nich okazała się wyjątkowo mało empatyczna. Nie chciała wpuścić dziennikarki z dziećmi, prosząc ją, by cofnęła się z powrotem do kolejki. Na szczęście druga kobieta, pracująca w obsłudze, wypuściła Beatę Sadowską. Dziennikarka nie kryła jednak swojej frustracji sytuacją, która spotkała ją na lotnisku.

Na szczęście pojawiła się druga koleżanka, która powiedziała: Ja panią wpuszczę.
Życząc pani Monice więcej empatii, poprosiłam o jej nazwisko. Nie może mi podać. Ok, to cokolwiek do reklamacji. Odpowiedź: Monika z tego lotu. Tak więc droga Pani Moniko z lotu WIZZAIR WAW-Bergamo W6 1431, mam nadzieję, że kiedyś - jeśli będzie Pani miała dzieci (bo nie wierzę, że matka zrobiłaby to matce), spotka Pani na swojej drodze wyłącznie przyjaznych ludzi.
- czytamy na oficjalny profilu Sadowskiej.

Jednak to jeszcze nie koniec serii przykrych incydentów, które spotkały Beatę Sadowską na lotnisku. Już w drodze do lotniskowego autobusu, dziennikarka po raz kolejny przekonała się o znieczulicy wobec matki podróżującej z dwojgiem dzieci.

Po płaskim ciągnę walizki, na których siedzą dzieci, plecak mam z tyłu, torbę na ramieniu. Ale po schodach? Idzie kolejny pan z Wizzair. Znoszę dwie walizki i resztę toreb, Tyś schodzi sam, proszę pana, czy mógłby znieść dwulatka. 
- A sam nie zejdzie? (słyszę w odpowiedzi)
Ten pan chyba był na tym samym szkoleniu co tamta Pani. Ale, widząc moją minę, jednak znosi Kosia. 
Żaden z facetów mijających mnie na schodach, nie zapytał, czy pomóc. Ż-A-D-E-N!
- opisuje sytuację Sadowska.

Pomocna okazała się młoda dziewczyna, która wzięła walizkę dziennikarki. Brakiem uprzejmości wobec matki, podróżującej z dziećmi wykazali się również współpasażerowie autobusu. Przy wysiadaniu, nikt nie zdecydował się przepuścić dziennikarki i jej synów. Wszyscy rzucili się do wyjścia, nie zważając na obecność matki z małymi dziećmi. Na szczęście, na końcu historii pojawiło się światełko w tunelu. Beacie Sadowskiej pomogło starsze małżeństwo Włochów, które zaoferowało pomoc przy wniesienie walizek na podkład samolotu.

Jakie to smutne. Włosi, nie Polacy. Uśmiechnięci pytają, które mam miejsca w samolocie. Zaniosą. Kochani! Oni, nie rośli, zdrowi, młodzi mężczyźni, którzy podróżują solo, z kobietami albo kumplami i którzy mijają nas jak powietrze.
- bulwersowała się Beata Sadowska.

Przykry incydent, który spotkał Beatę Sadowską na lotnisku skłonił młodą mamę do refleksji na wychowywaniem dzieci. Dziennikarka zapewnia, że swoich synów, którzy również byli ofiarami sytuacji, zamierza wychować na osoby empatyczne i pomocne wobec innych.

Dobrze, że mam dwóch synów. Wychowam ich inaczej. (…) PS Jak wychodziłam, ci sami uroczy Włosi pomogli mi z walizkami, a mama poznanego na pokładzie Marcela wzięła ode mnie torbę. Dziękuję! 
- zakończyła swój wpis dziennikarka.

Przeczytaj też:

Znieczulica społeczna - niebywały fenomen

Paraliżujący efekt tłumu - dlaczego nie pomagamy?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/6 miesięcy temu
No cóż, ja rozumiem pomoc i te sprawy, ale ma problem, że żaden facet jej nie chciał pomóc. A gdzie ma swojego faceta? Dzieci raczej nie biorą się znikąd. Po drugie, skoro stać ją na taki wyjazd z dziećmi, mogła wziąć jakąś niańkę do opieki czy coś, rozumiem czepianie się załogi, to ich praca, powinni pomóc, ale jak ja bym leciała na wakacje, ze swoimi bagażami, mam dźwigać jeszcze jej?