Iluzja idealnego macierzyństwa – jak jej uniknąć?

Jak być szczęśliwym rodzicem i wychować szczęśliwe dzieci? Czy dziecko potrzebuje idealnej matki i musi wychowywać się w idealnych warunkach? Jak nie dać się wciągnąć w iluzję idealnego macierzyństwa kreowanego w mediach? Opowiada Wojciech Eichelberger, psycholog i terapeuta.
/ 31.10.2013 10:05

Joanna Wilgucka: Kobiety w reklamach są uśmiechnięte, zadowolone z macierzyństwa, cierpliwie, wypoczęte i zadbane. Ich mieszkania lśnią czystością, a dzieci są grzeczne. Jednak rzeczywistość bywa zupełnie inna…

Wojciech Eichelberger: Dla dziecka nie jest ważny porządek ani czystość, ani liczba zabawek, pluszaków czy dodatkowych zajęć, na które wozi je mama. Dla dziecka najważniejszy jest pozytywny stan umysłu mamy, czas spędzany z matką dostępną, zrelaksowaną, która się nie śpieszy i nie stresuje koniecznością sprostania wygórowanym i wydumanym, perfekcjonistycznym projektom idealnej matki.

Jeśli mama chce wychować szczęśliwe dzieci, sama musi być wystarczająco szczęśliwa. Szczęśliwa, zrelaksowana mama (i tata) równa się szczęśliwe, dobrze rozwijające się dziecko.

Książki, artykuły, jak wychować dziecko, wywiady z zachwyconymi macierzyństwem celebrytkami – wszędzie pojawiają się złote recepty na idealne macierzyństwo. Jak nie dać się wciągnąć w iluzję bycia idealną mamą?

To ważne pytanie. Rzeczywiście nacisk wielu mediów i środowisk na realizowanie niedościgłego wzorca Idealnej Matki jest wielki. Jeśli mama nie jest piękna, zadbana, świetnie ubrana, jeśli jednocześnie nie robi błyskotliwej kariery zawodowej i nie ma fantastycznej, romantycznej relacji z super przystojnym, dzielnym i ciepłym ojcem dzieci, jeśli przy okazji nie jest świetną kochanką, sportsmenką i kucharką, chodzącą na zakupy z pięknymi, wylansowanymi dziećmi, to sromotnie przegrywa w medialnych castingach. Próby realizacji tak absurdalnego projektu nieuchronnie kończą się wypaleniem, depresją lub/i chorobą.

Trzeba z umiejętnym, ironicznym dystansem podchodzić do tego typu wymagań, oczekiwań i stereotypów. Jeśli mama wybiera z tej palety możliwości to, co jest dla niej stosunkowo łatwe i przyjemne, co czyni ją spokojną i szczęśliwą – a przynajmniej nie powoduje spięcia brzucha i zacisku gardła – to z pewnością będzie dobrą matką dla swego dziecka. Najważniejsze, by pamiętać, że matką/rodzicem jest się dla dziecka, a nie dla wyników w konkursie piękności i zaradności rozkręcanym przez reklamy oraz część kobiecych mediów.

Perfekcjonistyczna obsesja nie służy temu, by dziecko dobrze się rozwijało, a związek z nim był ciepły i dobry. Perfekcjonizm służy wyłącznie temu, by dobrze wypaść w oczach najbliższego i dalszego otoczenia, i –  ewentualnie –  kreować swoją odrealnioną reputację na Facebooku.

Z punktu widzenia dziecka, to zupełnie chybiony cel. Bo przecież istotą, a zarazem wehikułem dobrego wychowywania dziecka jest budowanie dobrej z nim relacji. Tego typu postaw i zachowań mądrze uczą internetowe warsztaty ZrelaksowanaMama.pl, które niedawno zaprezentowałem w sieci.

Kobiety często wstydzą się przyznać przed rodziną, koleżankami czy nawet samą sobą: „Mam już dość, brak mi sił, cierpliwości do dziecka, nie radzę sobie z jego zachowaniem”. Skąd ten strach?

Bardzo wiele kobiet uwikłanych w te stereotypowe oczekiwania i wymagania związane z rolą matki uważa, że przeżywanie jakichś negatywnych uczuć w relacji z dzieckiem (zniecierpliwienie, zniechęcenie, zmęczenie, gniewu) jest czymś, co kwalifikuje je do kręgu społecznej patologii. To bardzo groźny efekt uboczny promocji Matki Idealnej. Wszyscy wiemy, że w życiu i w relacjach z dziećmi bywa różnie. Wypieranie negatywnych emocji przez perfekcyjne matki prowadzi do ich kumulacji, a w konsekwencji do groźnych, niekontrolowanych wybuchów gniewu, agresji lub rozpaczy. Teraz wyraźniej widać, jak ważne jest to, by nie dać się uwikłać w gonitwę za nierealizowalnym ideałem, jak ważne jest, by dbać o dobrą relację z dzieckiem, mieć dużo czasu dla niego i być w dobrej, emocjonalnej dyspozycji.

Zobacz także: Słodki smak macierzyństwa?

Wraz z pojawieniem się dziecka na świecie wiele kobiet uznaje, że teraz ono jest najważniejsze, trzeba się „poświęcić” dla niego, zrezygnować z siebie. Czy naprawdę to konieczne? Czy można wyróżnić poświęcenie pozytywne i jego destrukcyjną formę?

To może być poświęcenie pogodne albo poświęcenie udręka. Jeśli poświęcenie jest pogodne, ofiarowane dziecku bez wysiłku, bez oczekiwania czegoś w zamian, to jest to dobre poświęcenie. Dzieci nie chcą poświęcenia. Najbardziej jest im potrzebne, by rodzice byli szczęśliwi i dostępni, a nie „zajechani”, zirytowani, zagonieni i napięci poświęcaniem się dla nich.

Warto zadbać o właściwe ustawienie granic naszego poświęcenia. Jeśli poświęcenie przestaje być bezinteresownym dawaniem, to znaczy, że granica została przekroczona i zaczynamy nieświadomie zadłużać nasze dziecko. Po latach będziemy mu wypominać: „Ja wszystko dla ciebie poświęciłam, a ty teraz jesteś taki niedobry”. Tego oczywiście nie należy robić.

Wiedzę, wyobrażenie na temat rodzicielstwa wynosimy w dużej mierze z domu rodzinnego. Później w mniejszym lub większym stopniu powielamy ten zakodowany schemat zachowań, wychowując własne dzieci. Co jeśli te wzorce były złe? Jak możemy uniknąć błędów wychowawczych popełnionych przez naszych rodziców?

Żeby uniknąć takiego niebezpieczeństwa musimy przypomnieć sobie swoje własne dzieciństwo (co się naprawdę działo) i zrozumieć powody naszego dziecięcego cierpienia. Wtedy dopiero będziemy lepiej zabezpieczeni przed nieświadomym przenoszeniem tego na swoje dzieci. Dzięki temu łatwiej nam będzie być dla naszych dzieci takim rodzicem, jakiego chcielibyśmy sami mieć. Pamiętajmy jednak, że powierzchowne zrozumienie tej zasady sprawia, że rodzice, którzy doświadczyli w dzieciństwie trudu i cierpienia, rzucają się od ściany do ściany. Nadmiernie chronią i rozpieszczają swoje dzieci, bywają nadopiekuńczy, a nadopiekuńczość to nic innego, jak miękka forma przemocy.

By uniknąć tych i podobnych niebezpieczeństw, w trakcie warsztatów ZrelaksowanaMama.pl dużo czasu poświęcamy rozpoznawaniu schematów nabytych w czasie naszego dzieciństwa, sposobom ich przekształcania i przekraczania.

Czy można nauczyć się zdrowego i mądrego podejścia do macierzyństwa? Jak odkryć, co tak naprawdę znaczy być dobrą mamą dla własnych dzieci, jednocześnie nie odmawiając sobie prawa do bycia człowiekiem, kobietą?

Wojciech Eichelberger, psycholog, terapeutaOprócz tego, co powiedziałem przed chwilą. Warto również pomyśleć o treningu obecności/przytomności, czyli umiejętności bycia w urealnionym kontakcie z tym, co się rzeczywiście wydarza w tej chwili, a także dostrzegania i rozumienia tego, co się dzieje z dzieckiem.

Jeszcze jednym, nie mniej ważnym elementem sprzyjającym wychowawczemu sukcesowi matki/rodziców jest zachowanie w swojej przestrzeni psychicznej tzw. wewnętrznego dziecka. Wewnętrzne dziecko to ten wymiar naszego psychicznego wyposażenia, który najlepiej kontaktuje się z naszym "zewnętrznym" dzieckiem. Wszystko to, co w nas wrażliwe, emocjonalne, kreatywne, spontaniczne, skłonne do zachwytu i radości. I o to trzeba w sobie dbać.

Dziękuję za rozmowę.

Polecamy: Źle w rodzinie, czyli negatywne typy komunikacji

Źródło: Positive Life Sp. z o.o./ mk

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)