Dlaczego matki po rozwodzie utrudniają kontakt ojca z dzieckiem?

Uważa się, że oddzielanie ojca od dzieci jest zjawiskiem częstym. Dlaczego matki utrudniają kontakt dziecka ze swoimi byłymi już mężami? Dlaczego sądy przyznają częściej pieczę nad dzieckiem matce?
/ 03.07.2019 17:16

rozwód

fot. Fotolia

List ojca

Jako wprowadzenie (…) przytoczę casus zaczerpnięty z korespondencji internauty, skierowanej do działaczy Fundacji „Akcja”. Opisywany przypadek przedstawia tło i przebieg relatywnie częstej formy przemocy stosowanej wobec mężów (partnerów) przez kobiety:

Chciałbym podzielić się z Wami moją historią, która cały czas się dzieje.

Od ponad 8 miesięcy nie mieszkam w domu. Zanim się wyprowadziłem próbowałem ratować małżeństwo mimo że dowiedziałem się od własnej żony, że utrzymywała kontakty z kolegą z pracy. Po pierwszej wizycie w poradni rodzinnej, którą sama wybrała, żona odmówiła dalszego uczestnictwa w terapii. Przed wyprowadzeniem się chciałem omówić wszelkie aspekty mojej wyprowadzki z żoną i jej rodzicami. Niestety, w czasie tych rozmów byłem zastraszany i nie udało mi się osiągnąć porozumienia w żadnej kwestii. Zostawiłem więc żonie mieszkanie z wyposażeniem, a ja zajmuję się spłacaniem długów z małżeństwa. Po 9 latach znajomości i 7 latach małżeństwa dorobiłem się auta wartego 13 tysięcy złotych oraz tego, co mam na sobie.

Kontakty z córką mam utrudniane na każdym kroku. Początkowo spotykałem się z nią w środy i w jeden dzień weekendu, ale po jakimś czasie żona bez podania przyczyny zmieniła ten dzień na piątek. Jak powiedziała – „w porozumieniu ze swoim radcą prawnym”. Jednak nie szanuje nawet własnego jednostronnego ustalenia – dziś, kiedy do Was piszę, powinienem być z córką. Ale jej matka smsem – znowu jednostronnie – zmieniła plany.

Dziecko pojechało na wakacje bez mojej wiedzy – nie wiedziałem nawet gdzie i z kim przebywa. Ja chciałem jechać z dzieckiem na te wakacje. Żona zaproponowała dwa terminy. Wybrałem jeden i dostosowałem do niego urlop. Jednak po krótkim czasie matka odmówiła nam wspólnego wyjazdu. Nie podała powodu.

Nie mam żadnego wpływu na wychowanie dziecka. Nie mam możliwości brać udziału w podejmowaniu najważniejszych dla córki decyzji – np. czy powinna iść do szkoły jako 6-latek. Cały czas trwa intensywna „praca” nad córką. Przoduje w tym babcia – matka żony. Wiem o tym, ponieważ córka zadaje mi pytania o rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Staram się to jej wyjaśniać najdelikatniej, jak umiem.

Starałem się uniknąć konfliktu. Próbowałem ustalić w sposób pokojowy wszystkie sprawy związane z moim odejściem, zostawiłem żonie praktycznie cały majątek, płaciłem za media w mieszkaniu, w którym nie mieszkałem. Żona szybko złożyła pozew do sądu o alimenty. Na 6-letnie dziecko zażądała 1400 zł., kłamiąc w sądzie o tym, ile kosztuje utrzymanie dziecka. Powiedziała również, niezgodnie z prawdą, że od 6 miesięcy nie płacę na dziecko i nim się nie interesuję (płaciłem raty kredytów oraz alimenty, prąd i gaz – stosowne dokumenty w postaci kopii przelewów złożyłem w sądzie, wielokrotnie pisałem maile i sms’y z prośbami o spotkania z Mają).

Nadal próbuję się porozumieć z żoną w sprawie rozwodu i spraw majątkowych. Cały czas jednak z jej strony nie ma żadnej chęci porozumienia i wszystko załatwia z pozycji siły. Złożyłem do sądu wniosek o uzasadnienie wyroku o alimentach, ponieważ chcę apelować, złożyłem też pozew o rozwód z orzeczeniem o winie. Niezależnie od tego, co zrobię, matka i jej rodzice perfidnie grają dzieckiem.

Sytuacja opisana w cytowanym liście należy do tych wydarzeń, które znajdują się w centrum zainteresowania ruchu obrony prawa ojców i dzieci. Podobnie jak stowarzyszenia zagraniczne, również polskie organizacje ojcowskie informują opinię publiczną, że niektóre matki, zarówno przed, jak i po rozwodzie, utrudniają ojcom określony przez sąd kontakt z dziećmi.

Planujesz zakup laptopa albo smartfona? Zaoszczędź, wchodząc na stronę Media Expert kody rabatowe

Kto utrudnia kontakt ojca z dzieckiem?

Zdaniem działaczy oddzielanie ojca od dzieci jest zjawiskiem częstym. Niektóre matki pozostające w burzliwym konflikcie z eksmałżonkiem swoją uprzywilejowaną prawnie pozycję, polegającą na bezpośrednim sprawowaniu opieki rodzicielskiej, z premedytacją wykorzystują do utrudniania lub uniemożliwiania mu spotkań z dzieckiem.

W przywołanych przeze mnie badaniach W. Stojanowskiej problem ten został przeanalizowany z dwóch stron, to znaczy przez zebranie opinii członków stowarzyszenia ojcowskiego oraz sędziów sądów rodzinnych.

Członkom stowarzyszenia zadano pytanie: „Kto – Pana zdaniem – w przypadku sporu między rodzicami o kontakty z dzieckiem po rozwodzie w większym stopniu utrudnia te kontakty?”. Rozkład uzyskanych odpowiedzi był następujący:

  • 33 ankietowanych (97%) stwierdziło, że matka;
  • żaden z respondentów nie wskazał odpowiedzi „ojciec”;
  • żaden z ankietowanych nie zakreślił odpowiedzi „trudno powiedzieć – nic nie wiem na ten temat”;
  • jeden ankietowany nie udzielił odpowiedzi.

Prawie wszyscy badani – z wyjątkiem jednej osoby – odpowiedzieli, że matki częściej utrudniają kontakty z dzieckiem, niż czynią to ojcowie.

Zobacz też: Jak rozpoznać syndrom maltretowanego męża?

Dlaczego matki utrudniają kontakt ojca z dzieckiem?

W reakcji na prośbę o szersze uzasadnienie tego stanowiska rozwiedzeni mężczyźni stwierdzili:

  • 22 (67%) badanych jako przyczynę takiej postawy matki podało: „nienawidzi ojca dziecka i mści się na nim, posługując się dzieckiem”;
  • pięciu ankietowanych (15% respondentów) uznało, że zachowanie matki wynika z tego, iż „nie liczy się ona z dobrem dziecka w dalszej perspektywie – traktuje dziecko jak przedmiot, swoją własność, działa emocjonalnie, jest świadoma swojej bezkarności”;
  • czterech respondentów (12% ankietowanych) oświadczyło, że „nie wie dlaczego, może jest bardziej skłonna do nienawiści”.
  • jeden ankietowany zauważył, że „choćby dlatego, że nie istnieje Stowarzyszenie Obrony Praw Matki”.

Do tych samych kwestii odniosło się 97 ankietowanych sędziów warszawskich sądów rodzinnych. W tej grupie 92,8% stanowiły kobiety, a zaledwie 7,2% mężczyźni.

W sprawach, których przedmiotem jest spór między rodzicami o kontakty z dzieckiem po rozwodzie, zdaniem 95,9% badanych sędziów częściej kontakty te utrudniają matki niż ojcowie. Niemal tyle samo ankietowanych sędziów (65%), co członków stowarzyszenia ojcowskiego (67%), uznało za przyczynę utrudniania przez matkę kontaktów ojca z dzieckiem „odwet na byłym mężu za nieudane małżeństwo”. Ponad 10% jako źródło wskazało okoliczność, iż dzieci już de facto pozostają pod bezpośrednią opieką matki, następne ponad 10% respondentów było przekonanych, że „ojciec będzie źle opiekował się dzieckiem”.

Wśród innych dostrzeganych przez sędziów przyczyn stwarzania problemów w utrzymywaniu kontaktów z dziećmi znalazły się następujące:

  • matki i ojcowie jednakowo utrudniają sobie nawzajem kontakty z dzieckiem (10,8% ankietowanych sędziów),
  • jest to sposób, który stosują matki, aby wymusić alimenty od ojców (2,2%),
  • matki chcą zbudować więź dziecka ze swoim nowym partnerem (1,1%).

Dlaczego sądy przyznają częściej pieczę nad dzieckiem matce?

W tych samych badaniach W. Stojanowska na podstawie odpowiedzi udzielonych przez sędziów ustaliła, że niemal wszyscy badani (97,9% ankietowanych) zgadzają się z opinią, iż sądy z reguły przyznają pieczę nad dzieckiem matce wskutek funkcjonującego stereotypu, że opieka ta jest tradycyjnie wkomponowana w rolę kobiecą.

Ponad 42% sędziów stwierdziło, że jedną z głównych przyczyn utrwalenia się tego stereotypu jest sporadyczne występowanie ojców z wnioskami o powierzenie im pieczy nad dzieckiem. Ponad 7% wskazało, że społeczeństwo uważa matkę za lepiej predysponowaną do opieki nad dzieckiem; tyle samo ankietowanych oceniło, że – z ich punktu widzenia – matka lepiej się opiekuje dzieckiem niż ojciec. Jedynie nieco ponad 1% badanych sędziów wskazywało, że dzieje się to z krzywdą dla ojców, a prawie tyle samo – że małoletnie dzieci wolą pozostawać pod opieką matki. Prawie 30% sędziów uważało za konieczne podkreślić, że w omawianej kwestii sądy rodzinne nie są stronnicze.

Powierzanie bezpośredniej opieki nad dzieckiem głównie matce jest więc rezultatem uznawanego przez sędziów tradycyjnego podziału ról rodzinnych. Zgodnie z nim to przede wszystkim matki na co dzień opiekują się dziećmi, poświęcając większość swojego czasu na sprawowanie funkcji opiekuńczej. W przekonaniu sędziów naturalny obraz życia rodzinnego polega zatem na matczynej opiece nad dziećmi, podczas gdy od ojca oczekuje się finansowego utrzymywania rodziny. Zdaniem ankietowanych sędziów „bezpośrednia piecza nad dzieckiem nie jest oczywistym składnikiem tradycyjnej roli mężczyzny w rodzinie”.

Zobacz też: Czy mężczyzna może być ofiarą przemocy domowej?

Fragment pochodzi z książki „Przemoc stosowana przez kobiety” autorstwa M. Cabalskiego (Impuls 2014). Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (35)
/03.12.2019 06:57
Też byłem alienowanym ojcem. Nie dość, że ex wyprowadziła dzieci z Warszawy na Śląsk, nie dość, że kupiłem na Śląsku mieszkanie, aby z nimi się widywać i raz albo 3 razy w tygodniu jeżdżę na tej trasie, to jeszcze w nagrodzę złożyła w sądzie sprawę o ustalenie kontaktów w której wniosku napisała m.in. że "kontakty ojca mogą być odwoływane dowolnie w sytuacji potrzeb duchowych dzieci" - czyli zawsze, kiedy jej się zachce. A na moje dni spotkań regularnie planowała im wszystkie zajęcia dodatkowe (na inne dni nie miały zaplanowanych żadnych), już nie mówiąc o tym, że ex teściowa karała dzieci przed i po każdym weekendzie ze mną, tak, że nieraz syna odbierałem zapłakanego, albo... nie odbierałem wcale, bo mi go nie wydała na ustalony kontakt, bo "nie posprzątał pokoju". 2 lata trwała sprawa (plus mediacje, plus kuratorzy, plus psychologowie sądowi których na mnie ex nasyłała) zanim dostałem szerokie prawa do kontaktów z dziećmi i dopiero od tego momentu się to powoli zaczęło normować..
/01.02.2019 09:21
Dokładnie jakbym czytał o sobie i mojej 3-letniej córeczce... Tak jak bohater opisany w artykule byłem wiernym mężem i dobrym ojcem moja żona jednak wolała szeroko pojętą wolność spotkania z kolegami sam na sam według niej nie były niczym złym a ja nie miałem prawa jej ograniczać. Rozumiem każdy ma prawo spotkać się ze swoimi znajomymi ale nie sam na sam za zamkniętymi drzwiami. Zaczęło się kiedy nasza córcia miała 4 miesiące żona pod pretekstem powrotu do formy zapisała się na zumbę i byłem przekonany że tam chodzi. Nie miałem nic przeciwko temu myślałem nawet że takie wyjścia dobrze jej zrobi a spotkania z koleżankami przyniosą dobre efekty. Niestety to była tylko wymówka bo Marta nie zapisała się na zumbę tylko na bachatę nie muszę mówić czym się różnią te zajęcia chodź odbywały się w ty samym miejscu co zumba. Bachata to bardzo zmysłowy taniec z partnerem. Nie dowiedziałbym się o tym gdyby nie przypadek gdzie po zajęciach bachaty nie wróciła do północy do domu i nie odbierała telefonu. Myślałem że coś jej się stało zacząłem wydzwaniać do znajomych i jej koleżanek mówiąc że nie wróciła z zumby i martwię się o nią. Wszyscy byli zaskoczeni tym co mówię "Jaka zumba...? Marta nie chodzi na żadną zumbę..." Okazało się że wszyscy wiedzą że moja żona chodzi do studia tańca na bachatę tyko ja głupi wierzyłem że to zumba bo tak mi powiedziała. Wszyscy też widzieli że odwozi po zajęciach swojego partnera od tańca. Wszyscy tylko nie ja. Okazało się że mają romans od dłuższego czasu. Wróciła do domu po północy oczywiście poinformowana od przyjaciół że jej szukałem i zrobiła mi karczemną awanturę jak mogę ją ograniczać ona ma prawo po urodzeniu dziecka chodzić na zumbę i sptykać się z koleżankami... Zaparła się wszystkiego i obrażona wyprowadziła się do matki zabierając dziecko. Chociaż ja tu nie zawiniłem to starałem się naprawić nasze relacje i namówić ją do powrotu do naszego domu. Już miałem nadzieję że wszystko wraca do normy któregoś razu pojechałem zabrać córkę do siebie i po kilku godzinach odwiozłem do domu teściowej nie uprzedzając wcześniej że wyjechałem. Kiedy dotarłem na miejsce dom był zamknięty na klucz a na podwórku stały dwa samochody żony i jakiś nieznany. Dzwoniłem do drzwi pukałem do okien z dzieckiem a ręku po około 30 minutach stanęła w drzwiach moja żona nie otwierając drzwi szerzej jak tylko wysunęła twarz. Niczego nie świadomy zapytałem czemu nie otwierała pada deszcz a ja z dzieckiem pod drzwiami... On na to że zasnęła i nie słyszała. Nagle ze środka słyszę głos " Marta z kim tam gadulec prowadzisz..." Oniemiałem. Chciałem wejść z dzieckiem do środka ale mnie nie wpuściła zabrała tylko dziecko. Wtedy gość z gołą klatą przeparadował ja jej plecami. Myślałem że umrę nigdy wcześniej nie czułem się tak upokorzony. Zapytałem "Nosisz na palcu obrączkę a sypiasz z innymi..." Kazałem oddać obrączkę tyle mogłem zrobić. Od tej pory nie widziałem dziecka całym miesiącami mimo iż przyjeżdżałem po nie dwa razy w tygodniu. Dzwoniłem do niej do jej matki ale nikt nie raczył odebrać. Mało tego wszyscy moi znajomi i jej byli poinformowani że musiała ode mnie odejść bo nie interesowałem się wcale dzieckiem nie dawałem ani grosza na dodatek jestem pijakiem itp. Nie wspomniała jednak nikomu że wszystko dla dziecka i matki w okresie ciąży i po porodzie kupiłem ja za swoje pieniądze ona nie musiała nic kupować. To ja dawałem pieniądze na mleko pampersy i wszystko inne. Na jej "zumbę" również. Zaskarżyła mnie o alimenty żądając 1.800zł bo tyle jak wyliczyła kosztuje utrzymanie dziecka. To nie było wcale najgorsze lecz reakcja naszych wspólnych znajomych którzy nie pytając mnie o zdanie odwrócili się ode mnie plując mi w twarz, słyszałem " Ty gnido zostawiłeś Martę z dzieckiem i nic cię ono nie interesuje..." Wpadłem w depresję i gdyby nie terapeuta odebrałbym sobie życie.
/29.01.2019 05:45
Przecież z podanego przykładu wynika, że to rozwód z winy żony i to ona powinna za to płacić.
POKAŻ KOMENTARZE (32)