Pięć minut

Jego ciało na twoim, lekkie jak jedwabne prześcieradło, bo ten potężny, kochany mężczyzna pamięta, że jesteś drobna, mała i całując cię opiera się na dłoniach oraz jednocześnie na czubkach stóp...
Z życia wzięte fot. Fotolia

(...)
Jako piętnastolatka zakochałam się w nauczycielu od muzyki. To moje ciało powiedziało mi o miłości. Ledwo przekraczałam próg nieudolnie wyciszonej pracowni, gorąco oblewało mi twarz; cieszyłam się, że bluzki i sweterki zasłaniały różowe plamy, które pojawiały się na skórze dekoltu. Pociłam się obficie, ale na zimno. Lodowate krople osadzały się na delikatnych włosach, rosnących w zagłębieniach pach. Coś się we mnie przebudziło.
(...)
Najlepsze momenty dnia: twoje dziecko dzielnie podnoszące ciężki kubek. Twój mąż unoszący kołdrę i dołączający do ciebie w cieple pościeli. Jego oddech na twojej szyi. Jego ciało na twoim, lekkie jak jedwabne prześcieradło, bo ten potężny, kochany mężczyzna pamięta, że jesteś drobna, mała i całując cię opiera się na dłoniach oraz jednocześnie na czubkach stóp.
- Nie wyobrażasz sobie, co nauczyciel muzyki musiał pomyśleć o takiej upartej, napalonej małolacie?
- Nie byłam napalona - zaprotestowałam.
- To jaka byłaś?
- Nie wiem.
- Naprawdę nie wiesz?
- Pewne uczucia, pewne stany - po prostu się pojawiły, jakby z zewnątrz.
- Nie rozgrzeszaj się. Wszystkie od zawsze nosiłaś w swoim dziewczęcym, różowym serduszku. Tyle, że wcześniej spały.
- Nie mów do mnie jakbym była plastikową, nadmuchaną lalką.
- Nie byłaś. Nie jesteś. Ale ja współczuję tamtemu biednemu facetowi. Pomyślałaś chociaż o tym, że mógł mieć siostrę w twoim wieku? Że kumple śmiali się z niego robiąc zakłady, czy uczennice będą robić do niego maślane oczy?
- Tego nie było w moich myślach. Bo to w ogóle nie chodziło o myśl. Tylko o ciało. Pączkujące ciało.
- Wiosenny ogród, nieznośnie zielony... Rozbierz się, ściągnij tą niedorzeczną koszulę.
- Nie - powiedziałam przesuwając palcem po szyi Artura, po jego gładkim policzku. - Zimno tu - skłamałam.
- Wyłaź. Wylęgnij się z tego cudzego kokonu.

Dotarło do mnie, że rzeczywiście nigdy nie pomyślałam o odczuciach nauczyciela od muzyki. Liczyły się moje utrapienia i radości, nie jego. Co czuł? Niech ktoś przyjdzie mi z pomocą, bo nie potrafię sobie tego wyobrazić. Wciąż. Nadal. Dorastająca i dorosła.

Artur wysoko podciągnął haftowane płótno i zaczął całować piersi. Przeszedł mnie dreszcz, którego nie lubiłam. W obliczu którego zawsze się bałam.
- Proszę, tak nie lubię.



Pochylił się jeszcze, żeby polizać na wpół obnażoną pachę. To było zmysłowe. Mógł przyciskając twarz słuchać jak bije mi serce. Podniosłam się, dając mu tym znak, że się rozbiorę. Mój duży mąż. Mój mały syn śpiący w pokoju obok.

Pieścił stopy. To miejsce zwykle uciskane przez ściągacz skarpetek. Parę centymetrów bladej skóry, o których na pewno wiedzieliśmy, że są erogenne. Wygięłam ciało w nieznaczny łuk, a Artur schwycił moją nogę i włożył twarde palce do ust. Czułam miękkość jego warg, wilgotny język, liczący do pięciu i z powrotem, tajemnicę podniebienia. Czy mężczyzna tak czuje kobietę?
- Nie uciekaj. Uciekasz - szepnął niewyraźnie.
- Boję się... - schwytałam jego męskość, ale odsunął moją dłoń i sobie znaną ścieżką biegnącą od łydek przez ten poruszający punkt pod kolanami aż do zagłębienia ud powędrował żwawo, na końcu przytykając usta do podbrzusza. Zagłębił się językiem. Poczułam tam gorąco, zakręciło mi się w głowie. Katem oka zobaczyłam koszulę, która lśniła, w przebijającej się przez żaluzje plamie księżycowego światła.

Motyl, albo ćma - odleciały. Chciałam odlecieć! Później przyszło nowe. Artur obrócił mnie. Krzyknęłam i złapałam za brzeg łóżka. Cholera, powinnam być cicho ze względu na cienkie ściany... Wepchnęłam sobie brzeg prześcieradła w usta. Artur klęczał, a moja kość miedniczna opierała się na tych udach, błogosławionych klęczkach, jak na architektonicznym wsporniku. Pośladki pokryła mi gęsia skóra.
Pierwszy klaps bardziej usłyszałam niż poczułam.
- Grzeczna dziewczynka!
Ale tylko pierwszy. Następne zmiotły mnie z powierzchni ziemi, a mimo to ziemia przygotowywała się do drżenia.
Pośladki mnie piekły, czułam mrowienie w kręgosłupie, a przede wszystkim zorientowałam się, że moczę nie tylko prześcieradło, które trzymam pomiędzy zębami. Poczułam jak moja głowa - pomimo, że opuszczona - robi się lekka. Krew szumiała w uszach, ale to miejsce pomiędzy udami wydawało mi się ogromne, rozwijało się jak pod wpływem upału, bardzo szybko, niczym pąk egzotycznego kwiatu. Peonia, pomyślałam. Różowa, nie, czerwona peonia...
Artur wymierzył ostatniego klapsa i przyłączył się do mnie, a ja się śpieszyłam. Jakże ja się śpieszyłam!

Wypuściłam z ust płótno, bo wargi mimowolnie ułożyły się w kształt litery "o". Tymczasem ciało, do którego srebrzystą pępowiną był przyczepiony umysł, przełożyło w końcu teorię na praktykę. "Imię" zawarło się w chwili, w inicjale.
- O! - Na ciąg dalszy zabrakło mi tchu. Utraciłam go, tak wiele zyskując.
(...)

Izabela Szolc, "Pięć minut"


Fragment opowiadania pochodzi z książki: "Gorączka. Opowiadania wyuzdane", Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, wydanie: I, cena detaliczna: 29,90 zł, data premiery: czerwiec 2007 r.
"Gorączka". Atłasowa i drapieżna. Pełna egzotycznych smaków, kolorów i zapachów. O tym, co rozpala nasze pragnienia, pożądaniu, miłosnych grach, pokusach, podszewce związków, uwodzeniu i zwodzeniu. Żądzy, obsesjach i perwersji. Zdradach i namiętności. Miłości, która nie zważa na nic, ani na nikogo.
Różne poetyki i temperamenty, świetni pisarze. Opowieści zmysłowo szeptane i wykrzyczane.





Lubisz prozę z nutką erotyzmu? Czytaj także: "Gorące Pocałunki" - opowiadania internautów
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/12 lat temu
szukam laski