Z życia wzięte - prawdziwa historia o zawiedzionej przyjaźni

Z życia wzięte fot. Fotolia
Na pozór jestem spełnioną i szczęśliwą kobietą. Nie umiem jednak uciec od wyrzutów sumienia
/ 18.04.2016 12:21
Z życia wzięte fot. Fotolia

Krótka i raczej wąska plaża w Helu zapchana była skwierczącymi na słońcu ciałami. Stałam boso, na mokrym piasku, obserwując dokazującego w wodzie Stasia. Dwulatek z nadmuchiwanymi rękawkami na ramionach zawzięcie chlapał nóżkami i wołał co chwilę: - Popatrz mamo, ja pływam!
Pomachałam mu posyłając spod szerokiego ronda słomkowego kapelusza promienny uśmiech. W sercu jednak czułam bolesną pustkę. Przecież w tym samym miejscu, zaledwie kilka lat temu, siedziałyśmy na piasku z Justyną i zaśmiewałyśmy się do łez.

Przyjaźń

- Mój mąż będzie wysoki, przystojny i bajecznie bogaty! - wołała podchmielona kilkoma łykami prosecco, które przyniosłyśmy na plażę w papierowej torebce. - Pozwolę mu porwać się w podróż dookoła świata i codziennie rozpieszczać prezentami.

Wyobrażenie mojej szalonej, rudowłosej przyjaciółki u boku statecznego biznesmena o urodzie lalkowego Kena, sprawił że wybuchłam kolejną salwą śmiechu. Facet miałby z nią przechlapane! Justyna była typem buntownika, którego nudzą wszelkie sztuczności i konwenanse.
- A ty? - spytała. - Jaki będzie twój wybranek?
Wzruszyłam ramionami.
- Wystarczy, żeby mnie kochał. Na całe życie.
- Buuu! - zawyła na pół plaży. - Jakie to banalne!

Byłyśmy jak ogień i woda. Ona wariatka, ja - twardo stojąca na ziemi. Mimo to, nasza przyjaźń trwała nieprzerwanie od czasów liceum. Jakaś nieuchwytna chemia (a może magia?) sprawiła, że nie potrafiłyśmy się bez siebie obejść. Spotykałyśmy się codziennie, wysyłałyśmy sobie każdego dnia po kilkadziesiąt maili, radziłyśmy, komentowałyśmy, żartowałyśmy. Justyna wyciągnęła mnie z kokonu, do którego od najmłodszych lat chowałam się przed światem. Dopóki nie przysiadła się do mnie w szkole, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby sobotni wieczór spędzić inaczej niż nad dobrą książką. Nie lubiłam tłumu, głośnej muzyki, nowych twarzy. Justyna - wręcz przeciwnie. I muszę przyznać, że jej żywiołowa energia w końcu mnie pochłonęła. Zaczęłam bywać wśród ludzi, bawić się, otwierać na nowości. Nabrałam wiary w siebie i przebojowości.

Przeczytaj również prawdziwą historię mężczyzny, który odkrył, że wychowuje syna swojego brata

Miłość

Zdziwiłam się więc, kiedy 4 lata temu Justyna się zakochała. I to na zabój! Jej dotychczasowe znajomości były powierzchowne i ulotne, a zakochanych w niej mężczyzn traktowała bardziej jak kumpli niż partnerów. Aż tu bach! Nagle to ona zaczęła biegać za facetem, patrzeć mu słodko w oczy i wzdychać. Niesamowite! Tym bardziej, że jej wybranek, Adam, był zupełną antytezą panów, których dotychczas sobie dobierała. Menadżer w międzynarodowej korporacji. Sztywniak w drogim garniturze o ciele wyrzeźbionym siłownią, solarium i zabiegami SPA w wysokości moich miesięcznych zarobków.

Miał jednak w sobie "to coś", co sprawiało że wzbudzał zainteresowanie kobiet. Kiedy Justyna nas sobie przedstawiła, sama poczułam uderzenie adrenaliny. Od tamtej pory często spotykaliśmy się we trójkę. Adam cenił sobie moje poczucie smaku, więc pomagałam im w doborze mebli do ich mieszkania. Często też zostawałam u nich do późna wieczór rozmawiając z nim o literaturze i malarstwie. Justynę te rozmowy nudziły, zazwyczaj więc szła spać zostawiając nas samych.

Zdrada

Wszystko to wydawało się takie niewinne, zgodne z regułami. Niestety, kiedy pewnego dnia Adam wyznał że to mnie kocha i ze mną chciałby wziąć ślub, poczułam zawrót głowy. Zrozumiałam, że od dawna odwzajemniam jego uczucie! Poczułam takie uderzenie szczęścia, taką euforię, że... zapomniałam o najlepszej przyjaciółce.

Justyna była zdruzgotana, kiedy powiedzieliśmy jej, że chcemy się pobrać. Odeszła bez słowa. A potem wyjechała do Anglii. A my... cóż, związek z Adamem szybko okazał się nieporozumieniem. Odszedł ode mnie jeszcze gdy byłam w ciąży. Ktoś z dawnych znajomych doniósł mi nawet, że próbował wrócić do Justyny, ale go pogoniła.

Wspomnienia

Zostałam więc sama. Chociaż nie. Mam cudownego synka, któremu staram się poświęcać jak najwięcej czasu. Mogę więc powiedzieć, że czuję się spełniona i szczęśliwa. Wystarczy jednak jakiś obraz - jak choćby ta helska plaża - powiedzonko, którego używałyśmy, albo fragment piosenki którą słuchałyśmy razem, by serce zamarło mi z tęsknoty. Justyno, czy mi kiedykolwiek przebaczysz?

Przeczytaj więcej prawdziwych historii:

Redakcja poleca

REKLAMA