Rozmowa z Haley Tanner, autorką powieści "Vaclav i Lena".

WIDEO

player placeholder

Kim są Vaclav i Lena? Czy bohaterowie oparci są na prawdziwych postaciach czy są całkowicie fikcyjni?

Vaclav i Lena są całkowicie fikcyjni. Kiedy zaczęłam pisać tę historię, nie byłam pisarką. Byłam korepetytorką, miałam problemy z zapłaceniem czynszu a pranie ciągałam w pięć pięter do góry. Ludzie których znałam, ludzie w moim wieku, zaczynali właśnie dostawać prace, które pozwalały im zarabiać prawdziwe pieniądze, zakładali też własne firmy. Kupowali domy, mieli ładne buty. Ja wymyślałam historie. Chciałam spędzić trochę czasu z kimś, kto chciał czegoś równie mocno jak ja, kogoś, kto chciał czegoś niemożliwego i trudnego i cudownego, tak jak ja. Potem pokazał się Vaclav i ogłosił, że któregoś dnia będzie najsławniejszym muzykiem na świecie. Chciałam mu uwierzyć. Byłam jak Lena, miałam nadzieję, że udzieli mi się jego pewność siebie.

Zobacz także:
m23404-5354c5c

Jak wpadła Pani na pomysł całej historii? Czy ma to być bardziej historia miłosna czy może dramat o koszmarnym dzieciństwie, które ciężko jest zostawić za sobą?

Nigdy nie wymyślam całej historii od razu. Tutaj najpierw napisałam dziesięć stron a potem Vaclav, Lena, Rasia, Oleg i nawet Ekaterina opowiedzieli mi co będzie dalej. Ja musiałam tylko stawić się do pracy na każdej kolejnej stronie i nie przeszkadzać im w tym, co mieli do zrobienia.

Skąd pomysł na umiejscowienie całej historii w rosyjskim środowisku imigracyjnym? Czy robiła Pani wcześniej jakieś badania na jego temat czy może zna je Pani osobiście?

Nigdy nie chciałam pisać o rosyjskich imigrantach czy nawet o Brighton Beach, chciałam pisać o Vaclavie i Lenie a oni akurat mieszkali w Brighton. A jak to z historiami bywa, wpływa na nie prawdziwe życie. W tym czasie udzielałam korepetycji właśnie w Brighton Beach a Vaclav i Lena bardzo przypominały dzieci, które uczyłam. Brzmieli jak dzieci, które były moimi uczniami, którzy mieszkali w Brighton Beach, ogromnej rosyjskiej społeczności imigrantów. Strasznie podobał mi się ciężki rosyjski akcent. Zaczęłam o nich pisać i wkrótce widziałam ich wszędzie, w metrze, w supermarketach i w każdym malutkim sklepie.

Co powiedziałaby Pani tym, którzy twierdzą, że książka w dość stereotypowy sposób traktuje środowisko rosyjskich imigrantów?

Rosjanie w książce nie mają reprezentować rosyjskich imigrantów. Już kilka razy dostałam to pytanie i wydaje mi się, że najczęściej ludzie pytają o Rasię i Olega – nadmiernie opiekuńczą, wiecznie gotującą matkę i ojca, który wiecznie pije. Wydaje mi się, że takie postacie istnieją w każdej kulturze, mogliby więc istnieć, gdyby byli Włochami, Irlandczykami czy pochodzili z Ameryki Południowej. Mogliby też czasami przedstawiać moich własnych rodziców, którzy są Amerykanami ale też Żydami, byłymi katolikami, Polakami, Rosjanami, Irlandczykami i Niemcami. Vaclav i Lena po prostu są Rosjanami, ich osobowości nie mają nic wspólnego z ich narodowością.

Do kogo kierowana jest Pani książka?

Nigdy nie myślałam, kto mógłby być moim czytelnikiem docelowym. Nigdy o tym nie myślę, jedynie o moich historiach i o tym, co najlepsze dla moich bohaterów.

Książka otrzymuje pozytywne recenzje na całym świecie. Czy podejrzewała Pani, że odniesie taki sukces?

Nigdy! Nigdy tego nie podejrzewałam. W ogóle nie myślałam, że wydadzą moją książkę – napisałam ją, bo musiałam. Poza publikacją, nie chciałam nic innego.

Czy jest jakaś szansa, że historia Vaclava i Leny będzie miała ciąg dalszy?

Nie w najbliższej przyszłości. Przykro mi!

ZOBACZ TAKŻE RECENZJĘ KSIĄŻKI