Droga do polityki na najwyższym krajowym szczeblu bywa długa i wyboista. Dla niektórych start w postaci miejsca na liście wyborczej dużej partii bywa okupiony wieloletnią pracą na szczeblu lokalnym, dla innych – pracą w nocnym klubie. Po ogłoszeniu przez Martę Szulawiak decyzji o kandydowaniu w nadchodzących wyborach parlamentarnych z listy SLD, w mediach różnego kalibru zawrzało. Czy efektem tego sprintu do polityki będzie meta i trofeum w postaci miejsca w sejmowej ławie?

WIDEO

player placeholder
m12230-2fc72ef

Miejsce na okładce magazynu „Wprost”, który na swojej frontowej stronie często zamieszcza fotografie topowych, w danym momencie polityków, z pewnością nie zaszkodzi Marcie Szulawiak w promowaniu swojej kandydatury na posłankę z ramienia SLD. Ba, początkujących polityków, których dotknął ten zaszczyt można policzyć na palcach jednej ręki. Zatem start wydaje się być wyśmienity. Sęk jednak w tym, że zarówno okładka „Wprost”, podobnie jak i wszystkie inne publikacje poświęcone modelce i tancerce na rurze, która postanowiła spróbować swoich sił w polityce, mają wydźwięk negatywny. Efekt medialnego szumu, po którym kurz będzie się unosił w mediach jeszcze przez najbliższych kilka miesięcy, został osiągnięty. SLD zyskało sobie „trzeciego aniołka Napieralskiego”, jak nazwana została Marta Szulawiak, w nawiązaniu do sióstr Zaboroś, tworzących zespół 2sisters, który wspierał Grzegorza Napieralskiego w kampanii prezydenckiej. Tym samym partia konsekwentnie realizuje swój pomysł na przyciągnięcie do siebie młodego elektoratu, a gdzie efektywniej szukać nowych, ciekawych i przyciągających uwagę mediów kandydatów, niż na portalach plotkarskich? Pytanie tylko, czy SLD naprawdę wierzy w to, że młodzi ludzie w Polsce mają ochotę głosować na bohaterów plotek, których lekturą młodzi Polacy wypełniają sobie przerwę na kawę w pracy? Czy po prostu stawiają na medialny show, nie zważając na to, że wysuwające się często na pierwszy plan kampanii wyborczej postaci, które jednak grają tylko epizodyczne role, podpisane w scenariuszu partii jako „folklor wyborczy” lub „egzotyka polityczna”, zwykle szybciej znikają ze sceny politycznej, szybciej niż się na niej pojawiły?

Zobacz także:

Fot. Wprost

b22230-0936239

Fot. modelki.plejada.pl

Pozostawiając te pytania bez odpowiedzi, warto jednak przejść do sedna sprawy, czyli programu wyborczego, kandydatki na posłankę, Marty Szulawiak. Otóż bohaterka show „Top Model – zostań modelką”, wyprodukowanego przez telewizję TVN, mówi: „Interesują mnie sprawy społeczne, problemy najuboższych. Sama tego doświadczyłam i wiem, jak ważna jest pomoc tym ludziom. Chcę złamać stereotyp modelek odbieranych jako osoby ładne i głupie.” Jednak mimo najszczerszych zapewnień Marty Szulawiak o jej dobrych intencjach i autentycznej chęci podjęcia pracy społecznej, jak to w polityce bywa, jej przeszłość nie pozostała przemilczana. Po licznych głosach potępiających jej dwuznaczną moralnie pracę w charakterze tancerki go-go, kandydatka na posłankę, postanowiła dokonać oczyszczającej, dla siebie i wszystkich wątpiących w trafność jej życiowych wyborów, spowiedzi w mediach. Historię swoje życia opowiedziała na łamach Super Expressu: "To był koszmarny okres. Tata zmarł, mamie było ciężko. Postanowiła wyjechać do pracy za granicę. I tam miała wypadek samochodowy. Została ciężko ranna, złamała kręgosłup i była sparaliżowana. W wieku 18 lat mój świat obrócił się do góry nogami - wspomina. Miałam 10-letnią siostrę, chorą mamę, do spłacenia długi, kredyty i moje marzenia o studiowaniu marketingu. Od ponad trzech lat pracowałam w instytucie badawczym, a do tego zaocznie studiowałam. Pensji jednak nie wystarczało nawet na raty kredytu. A potrzebowałam pieniędzy na leczenie mamy, utrzymanie siostry, domu... Musiałam znaleźć drugą pracę. I to dobrze płatną. Nie miałam wyboru - zapewnia. To była najtrudniejsza decyzja w życiu. W tajemnicy przed rodziną zdecydowałam się na pracę w klubie go-go. W ciągu dnia byłam menedżerem, nocą tańczyłam w klubie. Pomoc instytucji państwowych to jedna wielka fikcja. Nikt nie chciał nam pomóc. Instytucje państwowe odsyłały jedna do drugiej. Zrozumcie. Nie miałam wyjścia. Miałam kraść? Ze łzami w oczach walczyłam, by za wszelką cenę zachować odrobinę godności. Nie wstydzę się tego, co zrobiłam. Ratowałam rodzinę. Chcę zostać politykiem, by pomagać biednym, potrzebującym ludziom.” Ciężko dyskutować z takimi argumentami, może zatem warto powołać się na opinię doświadczonych polityków, jak Ryszard Kalisz, który tak wypowiedział się o kandydaturze Marty Szulawiak: „Ja obok tej wrażliwości widzę też piękne kształty, ale ma w oczach coś myślącego. I ma wrażliwość społeczną w oczach. Boję się jej konkurencji, uważam, że jest lepsza ode mnie.”

Jedno jest pewne, w czasach, kiedy polityka opiera się w dużej mierze na kreowaniu medialnego show, obowiązuje w niej ta sama zasada, co w show-biznesie i modelingu: „Nie ważne, jak o tobie mówią, ważne, żeby nie przekręcali nazwiska”. Z tą jednak różnicą, że na arenie politycznej weryfikacja dokonań następuje już po czterech latach przechadzania się po politycznym wybiegu. A kiedy już dotrze się na metę trzeba liczyć się z bezlitosną weryfikacją swoich dokonań. Odpowiednio gruba skóra, nie tylko na stopach, wskazana, Pani Marto, w obu branżach. Szkoda tylko, że musi się Pani o tym przekonać już w przedbiegach do sprintu o mandat poselski.

Przeczytaj podobne:

Gwiezdne wybory

2sisters też kandydują