Dzisiejsze stylizacje opierają się na skórzanych kurtkach, wełnianych marynarkach z podkreślonymi ramionami, ciężkim sztruksie, masywnych daddy shoes, paskach z monumentalnymi klamrami, spłowiałych czapkach z daszkiem i retro zegarkach. Kobiety na całym świecie przejęły męską garderobę, nadając jej zupełnie nowy, kobiecy charakter. Wystarczy spiąć oversize’ową marynarkę paskiem w talii, wyciągnąć szeroki kołnierz koszuli albo zestawić te surowe, ciężkie formy z delikatną biżuterią, rajstopami i krótkim topem.
WIDEO…
Sieciówki masowo imitują styl vintage, a ceny w second handach rosną. Najbardziej autentyczne, jakościowe ubrania, które wpisują się w obecne trendy, nie wiszą na sklepowych ekspozycjach. Znajdują się w szafach naszych ojców. Mają w sobie nie tylko wartość estetyczną, ale także sentymentalną. Może w jednej z koszul tata trzymał nas pierwszy raz na rękach. Skórzana kurtka była kupiona razem z pierwszym motocyklem, sztruksowa katana kojarzy się z wakacjami na Mazurach, gdzie pierwszy raz uczyliście się pływać, a pasek to spadek po dziadku.
Moda z tamtych lat
Lata 70., 80. i 90. powróciły. Przedmioty, które dziś uznajemy za elementy streetwearu, powstawały z zupełnie innych pobudek niż dzisiejsza moda. Projektowano je z myślą o trwałości i funkcjonalności. To, co my dziś nazywamy „stylem retro” czy „estetyką vintage”, dla pokolenia naszych ojców było po prostu solidnym ubraniem, które kupowało się raz na lata i które miało przetrwać każdą codzienną próbę.
Przykładem są kultowe, masywne buty sportowe, nazywane dziś potocznie chunky sneakers lub daddy shoes. Projektowano je jako obuwie ortopedyczne dla dojrzałych mężczyzn potrzebujących amortyzacji podczas prac przydomowych czy koszenia trawnika. Ich „toporność” była efektem ubocznym zastosowania grubych warstw pianki, które miały chronić stawy.
Podobną drogę przeszły skórzane kurtki oversize i zamszowe płaszcze. Przełom lat 70. i 80. przyniósł modę na ciężkie, rockowe skóry, inspirowane zachodnią muzyką i kinem drogi. Z kolei wełniane marynarki z tamtych lat, z mocno podkreślonymi ramionami, były wtedy synonimem codziennej elegancji. W latach 90. w Polsce porządna skóra czy dobrze skrojona marynarka stały się po prostu symbolem życiowej zaradności epoki transformacji.
Ówczesna produkcja opierała się na grubych, mięsistych błamach skóry bydlęcej, która z czasem pokrywała się naturalną patyną. W przypadku marynarek z lat 70. i 80., sztruksowych katan czy koszul z lnu i egipskiej bawełny, kluczowy był brak poliestru. Surowy, gruby jeans marek takich jak Levi's, Wrangler czy Lee, zdobywany w latach 70. za dolary w Pewexie, był towarem luksusowym. Ubrania kupowało się wtedy znacznie rzadziej, przez co były trwalsze, bo musiały służyć przez lata. Różnica była zauważalna nie tylko w jakości materiału czy wykończeniu, ale także w mocnych szwach.
Paski z dużymi klamrami były inspirowane amerykańskim westernem, który w latach 70. przeżywał renesans, oraz kulturą motocyklową. W Europie Środkowo-Wschodniej ciężka, metalowa klamra przy pasie z grubej, litej skóry była manifestem fascynacji wolnością Zachodu i rzeczą praktycznie niezniszczalną.
Czapki z daszkiem w latach 80. i 90. oznaczały przynależność do fanów amerykańskich lig sportowych, rodzącego się hip-hopu lub subkultury deskorolkowej. Bawełna z tamtych lat zupełnie inaczej współpracowała z czasem – miękła i idealnie dopasowywała się do kształtu głowy.
Zegarki to z jednej strony fascynacja japońskim retro-futuryzmem (elektroniczne, stalowe zegarki z kalkulatorami i iluminatorami), z drugiej trwający od lat 70. szacunek do ciężkich, mechanicznych i automatycznych zegarków. Były one pamiątkami najważniejszych życiowych momentów: osiemnastki, ślubu czy pierwszej pracy.
Kryzys jakościowy współczesnej produkcji
Kiedy porównamy to, co wisi dziś w galeriach handlowych, z ubraniami naszych ojców z dawnych lat, nie będą to rzeczy o podobnej jakości. Dzisiejszy przemysł odzieżowy opiera się na fast fashion i plastiku: poliestrze, akrylu i plastikowej ekoskórze. Te materiały nie potrafią starzeć się z klasą – po jednym sezonie mechacą się, rozciągają albo pękają i lądują w koszu.
Sieciówki doskonale o tym wiedzą, dlatego stosują metody chemicznego i mechanicznego „postarzania” nowych ubrań, żeby wyglądały jak vintage. Autentyczny, gruby sztruks z lat 70., porządna skóra czy wełna z lat 90. mają na sobie prawdziwe ślady życia. Te przetarcia na łokciach czy kołnierzu powstały, bo tata opierał się o kierownicę swojego pierwszego Fiata 126p, nosił ciężką torbę na wykłady albo chował ręce przed zimnem podczas studenckich strajków.
To żywa historia, której nie da się podrobić w fabryce w Azji. A przy okazji, wyciągając te rzeczy z szafy taty, dajemy drugie życie czemuś, co już istnieje, zamiast kupować kolejną plastikową bluzę, która za pół roku będzie nadawać się tylko do wyrzucenia.
Emocjonalny wymiar mody
Nie tylko oszczędności czy świetny skład materiału powinny nas skłonić do odwiedzenia szafy taty. Otworzenie z nim starych kartonów i wspólny czas spędzony na poszukiwaniach są czymś znacznie lepszym.
Mężczyźni z pokolenia naszych ojców rzadko sami z siebie opowiadają o tym, jacy byli, kiedy mieli po dwadzieścia lat. Nie siadają w fotelu, żeby snuć długie opowieści o swoich randkach, marzeniach czy szaleństwach. Stare rzeczy mają moc otwierania pamięci. Działają jak bilet w przeszłość.
Kiedy przymierzasz za dużą marynarkę albo sztruksową koszulę z wielkim kołnierzem z lat 70., to nie jest już tylko „fajna stylówka”. To pretekst, żeby usłyszeć historię o jego młodzieńczym buncie, słuchaniu winyli czy stresie przed pierwszą randką z mamą. Sprany daszek czapki przypomni mu o koncertach w Jarocinie, jeansowa katana o tym, jak dumny szedł do Pewexu wymienić pierwsze odłożone dolary, a ciężki pasek otworzy temat jego pierwszej pracy. Z kolei męski, duży zegarek, który zapniesz na swoim nadgarstku, zacznie znowu głośno tykać – i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.
Nosząc te rzeczy i miksując je po swojemu – z biżuterią, dopasowanym topem czy paskiem w talii – robisz coś niesamowitego. Sprawiasz, że te historie nie lądują na śmietniku zapomnienia. Łączysz przeszłość taty ze swoim „tu i teraz”. I to jest luksus, którego nie dostaniesz w żadnym sklepie, choćbyś wydała tam fortunę.
Czytaj także:



























