Załamana kobieta fot. Adobe Stock, Wordley Calvo Stock

„Zdradziłam chłopaka ze szpakowatym angielskim dżentelmenem. Gierkami zaciągnął mnie do łóżka, nie mogłam się oprzeć”

„Wyglądał niczym angielski arystokrata. Dałam się oczarować, uwieść. Uległam, zwyczajnie nie potrafiłam mu odmówić. Świadomość, że podobam się takiemu mężczyźnie, była dla mnie jak narkotyk. Jacek wiedział co zrobić, żebym mu się oddała”.
/ 17.09.2021 13:36
Załamana kobieta fot. Adobe Stock, Wordley Calvo Stock

Był już późny wieczór, gdy wracałam do domu z pracy. Czekałam na skrzyżowaniu na zmianę świateł. Zapaliła się zielona strzałka, więc ruszyłam powoli do przodu. Z lewej strony zbliżał się jakiś samochód, więc zwolniłam, chcąc go przepuścić. Wtedy poczułam uderzenie, rozległ się huk, a samochodem szarpnęło.

Moja pierwsza myśl była mocno niecenzuralna. Zjechałam na pobocze. Za mną zatrzymał się jakiś samochód. Ktoś z niego wysiadł. W świetle reflektorów widziałam tylko sylwetkę. Wysoka postać zbliżała się szybkim krokiem. Po chwili gość stał przy drzwiach mojego opla i pukał w szybę. Przygotowałam się na krzyki i wiązanki przekleństw. Obiecałam sobie, że nie pozostanę dłużna. W końcu to on wjechał mi w zderzak!

– Nic pani nie jest? – zapytał kierowca drugiego samochodu.

– Słucham? – zamrugałam oczami.

Facet nachylił się w moją stronę.

– Pytałem, czy nic pani nie jest? – powtórzył. – Wszystko w porządku?

– T… tak. Chyba tak…

– Najmocniej panią przepraszam, zagapiłem się – kontynuował uprzejmie. – Może wezwać karetkę?

Dosłownie mnie zatkało. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego. Facet wydawał się naprawdę przejęty.

– Nie trzeba, nic mi nie jest – odparłam i wysiadłam z auta.

Stanęłam z tyłu wozu i zaczęłam oceniać straty.

– Chyba nic wielkiego się nie stało – powiedział mężczyzna.

Wyglądał niczym angielski dżentelmen

Rzeczywiście, wyglądało na to, że poza wgniecionym zderzakiem mój opel nie odniósł innych szkód. Z drugiej strony było dość ciemno, a światło, jakie dawały reflektory samochodowe, nie pozwalało na dokładniejsze oględziny.

– Za to pana auto ucierpiało bardziej – wskazałam drugi samochód.

– Taka jest cena za gapiostwo. Na pewno nic pani nie jest? Nic nie boli?

– Nie, naprawdę – spojrzałam znów na zderzak opla. – Ale chyba powinniśmy wezwać policję.

– Skoro nic się pani nie stało, to raczej nie ma takiej potrzeby.

– No ale wie pan, trzeba to będzie jakoś wyklepać… – zjeżyłam się na myśl, że gość chce się wykpić od odpowiedzialności.

– Nie, nie, źle mnie pani zrozumiała! – zawołał mężczyzna. – Oczywiście pokryję koszty naprawy. Jeśli nie będą duże, to zapłacę z własnej kieszeni, nawet ubezpieczalni nie będziemy mieszać. Ale jak wezwiemy policję, to na bank dostanę mandat.

Stanęło na tym, że wymieniliśmy się danymi, a ja miałam zadzwonić, jak będę wiedziała, ile wyniesie naprawa mojego auta.

W domu opowiedziałam Grześkowi o całym zajściu.

– Najważniejsze, że nic ci się nie stało – powiedział mój ukochany i mnie przytulił, a ze mnie dopiero wtedy zszedł cały stres.

Kilka dni później miałam gotową wycenę naprawy. Na szczęście nie była to duża kwota. Zadzwoniłam pod numer, który zostawił mi tamten kierowca. Odebrał po drugim sygnale. Po krótkiej rozmowie umówiliśmy się na spotkanie w kawiarni w centrum miasta.

Przyszedł punktualnie. Dopiero wtedy, w świetle dnia, zobaczyłam, że jest całkiem przystojnym, eleganckim mężczyzną w średnim wieku. Szpakowate włosy oraz krótko przystrzyżone wąsy i broda dodawały mu uroku. Od razu mnie poznał i podszedł do stolika. Gdy zdjął płaszcz, okazało się, że ma na sobie garnitur. I sama nie wiem czemu, na jego widok jakoś tak żywiej zabiło mi serce.

Moi znajomi nie nosili na co dzień takich ciuchów i rzadko prezentowali się w nich dobrze. A ten facet wyglądał jak angielski dżentelmen. Może to kwestia krawca i ceny garnituru. A może po prostu kwestia klasy. No ale nie przyszłam na randkę, tylko po pieniądze. Poza tym facet, którego oceniłam na około pięćdziesiątkę, spokojnie mógłby być moim ojcem.

Przywitał się i zamówił kawę.

– Mówiła pani, że dostała już wycenę – zaczął naszą rozmowę.

– Tak. Proszę spojrzeć…

– Mam na imię Jacek – przerwał mi.

– Justyna – przedstawiłam się.

Dogadaliśmy się szybko. Dał mi pieniądze, uparł się też, że zapłaci za rachunek w kawiarni, potem szarmancko pocałował mnie w rękę i się rozstaliśmy. Naprawdę myślałam, że więcej go nie zobaczę.
Jakie było moje zdziwienie, gdy zadzwonił dwa dni później i ponownie zaprosił mnie na kawę.

– Tam, gdzie ostatnio, to miłe miejsce – zaproponował.

– Chyba nie powinniśmy… – wahałam się, bo przecież nie umawiał się ze mną, żeby grać w szachy.

Nalegał, a ja w końcu ustąpiłam. Po części dlatego, że nie miałam planów na wieczór, a Grzesiek znowu umówił się na jakiś mecz, a po części dlatego, że byłam po prostu ciekawa.

Pierwsze co zrobiłam, gdy usiadłam naprzeciwko Jacka w kawiarni, to spojrzałam na jego dłonie. Nie zauważyłam obrączki. W pierwszej chwili poczułam ulgę, za co zaraz skarciłam się w myślach. Przecież to nic nie znaczy. Ja miałam faceta, a obrączki nie nosiłam.

Co nie zmienia faktu, że dawno z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze. Czułam się z Jackiem swobodnie, jak z przyjacielem znanym od lat. Nie wiedzieć kiedy, minęło parę godzin. Bardzo miłych godzin.

– Muszę już iść – powiedziałam w końcu, gdy dochodziła dziesiąta.

– Zobaczymy się jeszcze? – zapytał z nadzieją w oczach.

Tysiące myśli przeleciało mi przez głowę, na głos powiedziałam tylko:

– Może…

W domu czekał na mnie Grzesiek.

– Gdzie byłaś tak długo? – zapytał.

– Spotkałam się ze znajomym – odparłam i dałam mu całusa. Wcale nie skłamałam. – Jak mecz?

– Wygraliśmy! – uśmiechnął się.

Jacek zadzwonił kilka dni później z propozycją kolejnego spotkania.

– Naprawdę nie wiem, czy to dobry pomysł. Wiesz przecież, że mam kogoś… – broniłam się nieśmiało.

– Wiem – powiedział po prostu i czekał na moją odpowiedź.

I znów się zgodziłam. Było w nim coś, co mnie pociągało. Coś więcej niż dobra prezencja, elegancja, światowość. Miał… to się chyba nazywa charyzma. Dotąd nie spotkałam nikogo podobnego. Tym razem uprzedziłam Grześka, że wychodzę i wrócę raczej późno. Nie oponował.

– Baw się dobrze – rzucił tylko znad komputera.

Dziś nie pamiętam, a może nie chcę pamiętać, jak to się dokładnie stało, że poszliśmy do mieszkania Jacka, a potem wylądowaliśmy w jego łóżku.

Dałam się oczarować, uwieść. Uległam, zwyczajnie nie potrafiłam mu odmówić. Świadomość, że podobam się takiemu mężczyźnie, była dla mnie jak narkotyk. Dopiero potem przyszły wyrzuty sumienia i kac moralny. Zdradziłam Grześka, którego przecież kochałam.

Z drugiej strony… Boże! Jacek był takim świetnym, doświadczonym kochankiem. Nie chciałam rezygnować z przyjemności, jaką mi dawał i chciał dawać. Sam to powiedział. Kiedyś sądziłam, że podobne dylematy nie istnieją. Jak kochasz, to nie zdradzasz. Proste. Więc co się zmieniło? Czemu teraz nie umiałam się powstrzymać?

Co ze mną było nie tak?

Czułam, że muszę się komuś zwierzyć. Muszę, bo inaczej pęknę.

– Mówię ci, nikt mnie nigdy tak nie pieścił – opowiadałam mojej przyjaciółce Ewie pikantne szczegóły, zaczerwieniona z emocji po uszy.

Ewa słuchała z nie mniejszymi wypiekami. Była zafascynowana.

– Jest żonaty? – zapytała.

– Nie wiem – wzruszyłam ramionami i obie zaczęłyśmy chichotać. – Ale nie zauważyłam obrączki.

– A co z Grześkiem?

– No właśnie, co z Grześkiem… – westchnęłam ciężko. – Nie wiem, ale chyba się zakochałam. Zarazem nadal kocham Grześka. Porąbane to.

Nie wracałam już do domu prosto z pracy. Często pod biurem czekał Jacek. Jechaliśmy do niego i kochaliśmy się jak szaleni. Seks był niesamowity, a Jacek sprawiał, że miałam ochotę robić dla niego i z nim takie rzeczy, o jakich wcześniej nawet nie pomyślałam. Potem pojawiały się oczywiście wyrzuty sumienia. Próbowałam o nich rozmawiać z Jackiem.

– Wiesz, czasem myślę, że byłoby lepiej, gdybyś wtedy, po stłuczce, na mnie nawrzeszczał.

– Wtedy nigdy byś się ze mną nie spotkała – szepnął i zaczął mnie czule gładzić po plecach.

– No właśnie… – odwróciłam się i go pocałowałam.

I na tym skończyła się rozmowa.

Romans kwitł. Problem narastał. Było mi dobrze, a potem czułam się podle, jako ostatnia szmata. Mieszkałam z Grześkiem, a z Jackiem uprawiałam dziki seks. I kochałam ich obu. Dokładnie tak. Każdego za coś innego, ale kochałam obu.

Kiedy to sobie uświadomiłam, przestraszyłam się. Przecież to nie jest normalne! Poza tym Grzesiek zaczął mi robić wyrzuty, że za często spotykam się z koleżankami, a z nim prawie nigdzie nie wychodzę.

To nie mogło dłużej trwać. Musiałam zdecydować. Musiałam wybrać, ale nie miałam pojęcia, którego z nich. Z Jackiem poza seksem nie łączyło mnie wiele, bo był nieco tajemniczy. Niemniej uważałam, że dogadalibyśmy się także w innych kwestiach. Tak mi się wydawało.

Wiedziałam o nim tyle, że był dobrze sytuowany i pełnił jakąś ważną funkcję w dużej firmie. Posiadał sporą wiedzę na różne tematy, dlatego tak świetnie się z nim rozmawiało, miał obycie, poczucie humoru i nienaganne maniery. I potrafił mnie dotykać tak, że cała się rozpływałam. Trudno zrezygnować z kogoś takiego.

Z drugiej strony był Grzesiek. Znaliśmy się jak łyse konie, lubiliśmy się i kochaliśmy. Mogliśmy na sobie polegać i ufaliśmy sobie. Oczywiście póki nie zawiodłam na całej linii tego zaufania. Nie zasłużył sobie na to. Był czuły, delikatny, wierny i dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Był też przewidywalny i… mało pomysłowy w łóżku. No ale nie można mieć wszystkiego. Ja mimo wszystko próbowałam
i teraz miotałam się między jednym a drugim jak szalona.

– Myślisz, że można kochać dwóch mężczyzn naraz? – pytałam Ewę, która bezradnie wzruszała ramionami.

– Wiem tylko, że kontynuowanie tego źle się skończy – przestrzegała mnie. – Wiesz, jak jest. Kłamstwo ma krótkie nogi. Lepiej nie kłamać.

No i oczywiście wykrakała, a życie podjęło decyzję za mnie.

Jak mogłam dać się tak wykorzystać?

Widok, jaki zastałam po powrocie od Jacka do domu sprawił, że momentalnie zbladłam. Grzesiek siedział przy stole w kuchni z kamienną miną. W dłoni trzymał moją komórkę, której zapomniałam ze sobą zabrać, wychodząc do pracy. Grzesiek nie zwykł grzebać w moim kompie ani telefonie, ale ludzie, którzy się kochają i mieszkają razem, nie mają przed sobą tajemnic. I czasem korzystają ze swoich urządzeń…

– Oświeć mnie, kim jest ten szczęściarz, który dziękuje ci za, cytuję: „boską godzinę namiętności”? – najwyraźniej Jacek musiał wysłać SMS-a po naszym spotkaniu. – Są też inne kwiatki, ciekawsze.

– Grzesiek, to nie tak…– zaczęłam obronę.

– Nie tak?! – wrzasnął. – Właśnie opuściłaś łóżko innego faceta i śmiesz twierdzić, że coś źle zrozumiałem? Że to się da jakoś niewinnie wytłumaczyć?!

– Grzesiek, ja cię kocham! – jęknęłam.

– Niewiarygodne – pokręcił głową. – Po prostu niewiarygodne…

I tak z hukiem zakończył się mój wieloletni związek z Grzegorzem. Byłam załamana, kompletnie rozbita, ale przecież miałam jeszcze Jacka. Kilkanaście minut później, zapłakana i roztrzęsiona pukałam do jego drzwi. Otworzył po dłuższej chwili. Był w samych spodniach.

– Co tu robisz? – spytał ze złością.

Właśnie tak, nie ze zdziwieniem, ale ze złością. Zmieszałam się.

Przez chwilę nie wiedziałam, czemu tak mnie wita. Gdzie się podziały nienaganne maniery, gdzie klasa, uwielbienie w spojrzeniu? Potem zrozumiałam… Gdy za jego plecami zobaczyłam wychodzącą z łazienki nagą blondynkę. Zatrzymała się, zmierzyła mnie obojętnym wzrokiem i spokojnie ruszyła do sypialni.

Uciekłam stamtąd prosto do Ewy. Nie powiedziała: „a nie mówiłam”. Przygarnęła mnie i wysłuchała mojej historii od początku do końca.

Jak mogłam dać się tak oszukać? Wcale nie byłam wyjątkowa! Nie dla Jacka. Zapewne byłam jedną z wielu dziewczyn przewijających się przez jego wprawne w pieszczotach ręce. Widać lubił młodsze, bo bez trudu je bałamucił i owijał sobie wokół palca. Jacek szybko się opamiętał i zaczął do mnie wydzwaniać oraz słać SMS-y, Grzesiek natomiast milczał jak zaklęty. W końcu wyłączyłam telefon i zasnęłam na kanapie.

O Jacku postanowiłam jak najszybciej zapomnieć. To najlepsze, co mogłam zrobić. Okazałam się głupia i naiwna, a on okazał się dżentelmenem tylko z wyglądu. Był dwa razy starszy ode mnie, znał życie i kobiety, zwłaszcza takie gówniary jak ja. Nie miałam z nim szans. Wytypował mnie, osaczał, upolował i dołączył do kolekcji swoich zdobyczy. Czasem tak się pocieszam, że nie miałam z Jackiem szans. Ale prawda jest taka, że zawsze mamy wybór.

Więc o Grześka postanowiłam walczyć. Bo dla niego byłam wyjątkowa i jedyna. Szkoda, że musiałam wszystko zepsuć, by to zrozumieć. Na razie mieszkam u Ewy, ale wciąż błagam Grzesia o jeszcze jedną szansę. Wierzę, że w końcu mi wybaczy i będzie jak dawniej. A jeśli nie… Cóż, o tym staram się nie myśleć.

Czytaj także:
„Szefowa mnie wykorzystała, a potem wyrzuciła na zbity pysk. Życzyłam jej śmierci, a po miesiącu stała się tragedia”
„W przypływie samotności odezwałam się do byłego i to był okropny błąd. Ten furiat chce znowu ładować się do mojego życia”
„Żona nie może pogodzić się z naszym rozstaniem. A ja chcę, żeby po prostu zniknęła z mojego życia”