Mężczyzna wykorzystywany przez kobietę fot. Adobe Stock

„Nie o każdą miłość warto walczyć... Ten związek mnie niszczył, ale nie potrafiłem odejść”

Nie o każdą miłość warto zabiegać… Byłem na jej skinienie, z uśmiechem znosiłem złe humory. Dopiero, kiedy omal nie zamarzłem, zrozumiałem, że z tej mąki chleba nie będzie…
/ 16.08.2020 10:57
Mężczyzna wykorzystywany przez kobietę fot. Adobe Stock

To była tylko chwila nieuwagi. Środek nocy, gęsto padający śnieg, zmęczenie… Za szybko wszedłem w zakręt, za późno skontrowałem kierownicą, kiedy tył auta zaczął uciekać w bok. I wleciałem do rowu. Nic się nie stało, silnik pracował dalej, nie miałem nawet guza. Ale wyjechać ze śnieżnej zaspy już nie mogłem. Potrzebowałem kogoś, kto wyciągnąłby mnie z powrotem na jezdnię.

Oczywiście, od razu pomyślałem o Gosi. To w końcu dzięki niej znalazłem się tutaj o trzeciej w nocy. Zadzwoniła do mnie jeszcze po południu, informując, że kurier dostarczył jej kupiony przez internet regał. No i trzeba go skręcić… Wpadłem do niej zaraz po pracy i mozoliłem się z tym przeklętym meblem przez kilka godzin. A ona, swoim zwyczajem, jeszcze kręciła nosem na moją opieszałość i ostentacyjnie zerkała na zegarek. Ech, ta Gosia… Tak bardzo chciałem ją uważać za swoją kobietę. Od ponad roku, kiedy to poznaliśmy się na zabawie sylwestrowej (gdzie zaprosiła mnie nasza wspólna znajoma), stawałem na głowie, by ją do siebie przekonać.

Wysoka, szczupła, niebieskooka, obdarzona tajemniczym uśmiechem – zafascynowała mnie. I szybko straciłem dla niej głowę. Ani się obejrzałem, jak wypełniła mi cały świat. Odsunąłem się od dotychczasowych znajomych, zarzuciłem swoje ukochane wypady w góry, przestałem chodzić do kina, czytać kryminały, udzielać się na Facebooku. Widziałem tylko ją.

A Gośka… Coraz częściej miałem wrażenie, że tylko się mną bawi. Raz miała dla mnie czas, innym razem nie odbierała nawet telefonu. Jednego dnia była miła, a nazajutrz zimna i odpychająca. Im bardziej się starałem: pojawiałem i znikałem na każde jej skinienie, obsypywałem podarkami, kwiatami, komplementami, tym bardziej pogłębiały się jej zmienne nastroje. Gosia wciąż nie mogła się zdecydować, czy chce mnie mieć u swego boku. Kiedy się oświadczyłem, powiedziała, że potrzebuje czasu do namysłu. Gdy zaproponowałem, by na próbę zamieszkała u mnie, powiedziała, że to byłoby dla niej ograniczeniem wolności. Krótko mówiąc, tak źle i tak niedobrze.

A ja, choć czułem że ten związek mnie niszczy, nie potrafiłem się od niej uwolnić. Byłem niczym narkoman.
– Żartujesz! – obruszyła się, gdy zadzwoniłem do niej tamtej nocy. – Chcesz, żebym zrywała się z łóżka i jechała wyciągać cię z zaspy?! Chyba mnie pomyliłeś z pomocą techniczną. – wykrzyczała i… rozłączyła się.

Powiem szczerze, opadły mi ręce. Do licha. Przecież wpadłem do tego przeklętego rowu dlatego, że po wielogodzinnej pracy nad jej przeklętym regałem, zamykały mi się ze zmęczenia oczy.

Trzęsąc się w powiewach lodowatego wiatru i czując, że buty coraz bardzie przemakają mi w śnieżnej brei, zacząłem rozpaczliwie machać na nieliczne o tej porze samochody. Dopiero po dobrej godzinie udało mi się kogoś zatrzymać. Wyciągnięcie wozu z rowu zajęło niecałe 10 minut. Głupie 10 minut, jakich pożałowała mi kobieta, dla której gotów byłem zrobić niemal wszystko. Rano, po trzech godzinach snu, obudziłem się z piekącymi ze zmęczenia oczami.

Pomyślałem o Gosi i… ze zdumieniem odkryłem, że nie czuję nic. Żadnego drgnięcia serca, najmniejszej potrzeby sięgnięcia po telefon, by jak co rano powiedzieć jej „dzień dobry, kochanie”. Nie tylko nie miałem ochoty do niej dzwonić czy umawiać się na spotkanie. Ja nie czułem do niej nawet złości.

Zaskoczony tą nagłą przemianą, wyjrzałem przez okno. Po nocnej zamieci nadeszła odwilż. Dzień był szary, ponury i mokry. A mimo to, czułem, jak u ramion wyrastają mi skrzydła. Zbiegłem lekko po schodach, potem poszedłem na autobus. W pracy tryskałem wigorem i pomysłami. Nie zauważyłem nawet, kiedy zrobiło się popołudnie. I wtedy zadzwoniła Gośka.
– Przyjedź do mnie po pracy – rozkazała. – Regał jest krzywy, więc odsyłam go z powrotem. Trzeba go rozmontować.

Słysząc te słowa, uświadomiłem sobie, że w równym stopniu nie mam ochoty walczyć znowu z regałem, jak i… spotykać się z Gosią.
– Chyba żartujesz! – odpowiedziałem wesoło. – Czyżbyś pomyliła mnie z pomocą techniczną?
A potem, przerywając połączenie, zobaczyłem że koleżanka zza biurka obok się do mnie uśmiecha. Odpowiedziałem jej tym samym. „Dziwne. Dziewczyna pracuje tutaj już od ponad pół roku, a dopiero teraz widzę, jaki ładny ma uśmiech” – pomyślałem.

Więcej listów do redakcji: „Nie kocham męża. Tęsknię za mężczyzną, z którym miałam romans przed ślubem. On jest ojcem mojego syna”„Wyparłem się córki, ale zrozumiałem swój błąd. Po 15 latach chcę odzyskać z nią kontakt, ale jej matka to utrudnia”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa”