Mężczyzna, który porzucił córkę fot. Adobe Stock

„Wyparłem się córki, ale zrozumiałem swój błąd. Po 15 latach chcę odzyskać z nią kontakt, ale jej matka to utrudnia”

Wiem, że zbyt późno zrozumiałem swój błąd, ale czemu, gdy w końcu chciałem go naprawić, napotkałem taki opór?
/ 06.08.2020 09:40
Mężczyzna, który porzucił córkę fot. Adobe Stock

"Zostaw moją córkę w spokoju, nie masz prawa mieszać się do naszego życia. Wyskoczyłeś po 15 latach z ojcowską miłością, pytam, po co? Wiesz, co zrobiłeś? Przewróciłeś jej świat do góry nogami, zburzyłeś wszystko, co latami z trudem budowałam. Dla jej szczęścia. A ty zjawiłeś się, jakby nigdy nic, i zapragnąłeś być ojcem. Myślisz, że tak można? Nie zastanowiłeś się, w co wkraczasz? Zosia miała ułożone, bezpieczne życie, takie, jakiego nie chciałeś jej dać. Trzeba wielkiej delikatności, żeby zaistnieć w życiu córki, której nie widziałeś na oczy. Nie waż się z nią kontaktować. To nie moje zdanie, tylko lekarzy”.

Moja córka ma na imię Sophie i mieszka w Niemczech. To nieprawda, że nigdy jej nie widziałem. Miała trzy lata, kiedy spotkałem ją na ulicy. Szła z babcią na spacer. Popatrzyłem na córkę, ona się uśmiechnęła. I tyle. Potem zniknęła z mojego życia.

Nie jestem bez winy. Kiedy Anka zaszła w ciążę, nie przyjąłem tego do wiadomości. Byłem młody i głupi, nie chciałem dziecka, na pewno nie tak wcześnie. Kilka kolejnych lat minęło nie wiadomo kiedy, Anka wyjechała do Niemiec. Słyszałem, że wyszła tam za mąż, ułożyła sobie życie. Niewiele mnie to obchodziło. Oczywiście pamiętałem, że gdzieś tam w świecie jest Zosia, mała blondyneczka, moja córka, ale wtedy jeszcze nie dorosłem do bycia ojcem. Zepchnąłem istnienie dziecka do podświadomości.

Nic mnie nie usprawiedliwia, ale przecież w końcu oprzytomniałem i chciałem naprawić swój błąd. Zosia powinna wiedzieć, kto naprawdę jest jej ojcem, znać swoje korzenie. A to, że moja córka ma przyrodnie rodzeństwo, też nie powinno jej obchodzić? Pragnąłem, żeby moi synowie poznali Zosię, może w przyszłości wspieraliby się, byli rodziną? Gdzie popełniłem błąd? Chciałem wyłącznie dobra Zosi…

Uważałem, że wiem lepiej od innych, co należy zrobić

Ożeniłem się dosyć późno, ale we właściwym dla mnie czasie. Rafał i Antek, którzy kolejno przyszli na świat, byli upragnionymi dziećmi. Cieszyłem się nimi, zajmowałem i właśnie wtedy zacząłem myśleć o Zosi, mojej pierworodnej. Nie miałem kontaktu ani z nią, ani z jej matką. Próbowałem się dowiedzieć, gdzie mieszkają, ale rodzina Anki nabrała wody w usta.
– Teraz się obudziłeś? – prychnęła matka Anki. – Przez tyle lat siedziałeś cicho, żeby nie płacić alimentów. Nie obchodziło cię, jak się mała chowa, czy jest zdrowa. I niech tak dalej będzie. Nie masz tam czego szukać.

Alimenty. Pieniądze. Tylko to było ważne. Chciałem poznać córkę, przekonać ją, że się zmieniłem, poprosić o wybaczenie. Zmarnowałem pierwsze 15 lat jej życia, zgoda, ale przed nami jest jeszcze dużo czasu, możemy to nadrobić.

Dużo myślałem o Zosi. Jak będzie wyglądało nasze pierwsze spotkanie? Czy będzie skrępowana? A może marzyła o odnalezieniu ojca i rzuci mi się w ramiona?
Powinieneś najpierw skontaktować się z jej matką – powiedziała moja żona. – Nie wiadomo, czy Zosia wie o twoim istnieniu. Wychował ją mąż Anki, pewnie uważa go za ojca, twoje nagłe pojawienie może bardzo namieszać.
Uważałem, że żona demonizuje. Zosia była 15-letnią dziewczyną, a nie małym dzieckiem. Nie potrzebowałem pośrednictwa jej mamy, żeby z nią porozmawiać. Tym bardziej, że Anka prawdopodobnie nie zgodziłaby się na to. Była do mnie uprzedzona i na pewno z całych sił utrudniałaby mi kontakty z dzieckiem. Miałem już próbkę dobrej woli jej rodziny, babcia Zosi właściwie pogoniła mnie jak psa.

Myślałem o córce ze wzruszeniem, stała się dla mnie bardzo ważna. Jak wygląda? Czy jest do mnie podobna? Musiałem się tego dowiedzieć. Wierzyłem, że dążę do kontaktu również dla jej dobra. Każdy chce znać swojego ojca, ona pewnie też. Rozważałem nawet zatrudnienie detektywa, który mógłby ustalić miejsce jej pobytu, ale wpadłem na pomysł, żeby poszukać w internecie. Zacząłem od wpisania imienia i panieńskiego nazwiska Anki. Wyskoczyło kilka rekordów. Bingo. Udało mi się ustalić jej nazwisko po mężu. Dalej już było łatwo. Zosię, a raczej Sophie odnalazłem na portalu społecznościowym. Nosiła nazwisko ojczyma, ale to naprawdę była ona.

Postanowiłem do niej napisać. Byłem tak nakręcony, że musiałem komuś zwierzyć się z pomysłu. Powiedziałem o tym żonie.
– Jak to sobie wyobrażasz? Przecież Zosia cię nie zna. Pomyśli, że zaczepia ją obleśny starzec, że to podpucha.  Albo nawet nie przeczyta twojej wiadomości. Skąd wiesz, że wystarczająco zna polski? 
– To co mam robić? – zdenerwowałem się. – To nie i tamto nie. Nie mogę siedzieć z założonymi rękoma!
Przyszło mi do głowy, że obecna żona odwodzi mnie od pomysłu poznania córki z zazdrości. Wynajdowała coraz to nowe przeszkody, starała się, żebym nie robił żadnych kroków. Zrozumiałem, że mogę liczyć tylko na siebie. Musiałem skontaktować się z Zosią.

Po długim namyśle wysłałem jej wiadomość na prywatne konto, które miała założone na portalu. Była krótka. Przedstawiłem się, poinformowałem, że ma w Polsce rodzinę, która czeka na nią z utęsknieniem, zapewniłem, że nigdy nie przestałem jej kochać. Prosiłem o telefon, spotkanie, cokolwiek. Jakiś znak, który pozwoliłby nam zacząć się poznawać. Po namyśle postanowiłem jakoś uwiarygodnić swoje rewelacje. Zeskanowałem i wysłałem córce starą fotografię. Anka i ja w czasach licealnych. Objęci, uśmiechnięci, zakochani. To powinno dać Zosi do myślenia.

Skąd mogłem przypuszczać, że wywołam taką burzę? Czekałem niecierpliwie na znak od Sophie. Codziennie po kilka razy sprawdzałem skrzynkę mailową, nie rozstawałem się z telefonem, chociaż wątpiłem, żeby córka zechciała zadzwonić. Stawiałem raczej na wiadomość. Łatwiej jest napisać, niż rozmawiać. Długo to trwało, ale w końcu doczekałem się… 

„Musisz wiedzieć, co zrobiłeś. Mam nadzieję, że zburzę twój spokój, tak jak ty zniszczyłeś nasz. Sophie przyszła do mnie z twoim listem po wyjaśnienia. Wydawała się być spokojna, więc potwierdziłam, że jesteś jej biologicznym ojcem. Oszczędziłam jej opowieści o tym, że się jej wyparłeś, nie chciałeś mieć z nią nic wspólnego. Nie dałeś jej nawet nazwiska! Nie mogłam powiedzieć tego dziecku. Poczułaby się odrzucona. Przez tyle lat zatajałam niechlubną rolę, jaką odegrałeś w jej życiu. Zrobiłam to nie dla ciebie, ale dla niej. Musiałam tak postąpić. Wyszło na to, że jestem winna, bo pozbawiłam ją prawdziwego ojca, wyjechałam, wyszłam za mąż i całe życie ją oszukiwałam. Nie liczyło się, że Ralf stanął na wysokości zadania, wychował ją jak własną córkę, dał oparcie i miłość. Był i jest najlepszym ojcem dla Sophie. Takim, jakim ty nigdy nie byłeś.

Nie oszukuj się, odnalazłeś córkę w wygodnym dla ciebie momencie. Nagle zapragnąłeś być tatusiem. To nie tak, mój drogi. Dzieci potrzebują nas od chwili narodzin, nie można odłożyć rodzicielstwa na później. Nie sądzę, żeby kierowało tobą uczucie, stawiam raczej na tani sentymentalizm i ciekawość. Zafundowałeś Sophie wstrząs, który odbił się na niej i całej naszej rodzinie. Nie mogłam się z nią dogadać, mała straciła grunt pod nogami. Po serii awantur targnęła się na własne życie. Połknęła fiolkę tabletek na sen, ale na szczęście w ostatniej chwili, przerażona,  zadzwoniła do mnie. Nie chciała umierać. Zdążyliśmy ją uratować.”

Nie poddam się tak łatwo, będę nadal walczył o moją córkę

Czytałem i nie wierzyłem własnym oczom. Anka każdym słowem mnie oskarżała. Czy to możliwe, że wina leżała tylko po mojej stronie? To ona nie potrafiła porozumieć się z Zosią. Gdyby od początku nie otaczała jej siecią kłamstw, mój list nie wyrządziłby takiej szkody. Oszukiwała ją, zatajając, kto jest prawdziwym ojcem. Dlaczego to zrobiła? Tak było łatwiej? Miałem rację, nie kontaktując się z Anką. Nie dopuściłaby mnie do Zosi. Tylko bezpośrednia rozmowa z córką mogła wszystko wyjaśnić. Zgoda, nie byłem dobrym ojcem. Ludzie popełniają błędy, ale to ich nie przekreśla. Chciałem wszystko naprawić, zrozumiałem, jak ważna jest dla mnie córka. Na to chyba nigdy nie jest za późno.

Muszę być cierpliwy. Poczekam, aż Sophie wydobrzeje i znowu spróbuję nawiązać z nią kontakt. Teraz nie mogę się wycofać, jak chce tego Anka, bo córka pomyśli, że drugi raz ją porzuciłem. To delikatna sprawa, ale czas działa na moją korzyść. Sophie dorasta, niedługo będzie pełnoletnia i będzie mogła przyjechać do mnie, nie oglądając się na zgodę matki. Pozna swoich braci, pobędzie z nami. Jeżeli zechce.

Więcej prawdziwych historii: „Za miesiąc mój ślub, ale ja kocham innego. Żeby uprawiać seks z narzeczonym, muszę wcześniej się napić wina”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa”„Wychowuję nie swoje dziecko. Żona mnie zdradziła i zaszła w ciążę z... moim bratem”