Kłótnia z najlepszym przyjacielem fot. Adobe Stock

„Obraziłem się na przyjaciela, bo zapomniał o moich urodzinach. On walczył w tym czasie o życie, a mi jest teraz wstyd”

Nie warto obrażać się na najlepszego przyjaciela z powodu głupiego żartu. Szkoda, że tak późno się tego nauczyłem.
/ 13.01.2021 08:02
Kłótnia z najlepszym przyjacielem fot. Adobe Stock

Damiana poznałem na studiach. Wystarczyło, że na siebie spojrzeliśmy i od razu wiedzieliśmy, że się bardzo polubimy. Przeżyliśmy wspólnie wiele fantastycznych chwil. Po studiach jednak rozjechaliśmy się do swoich miast i zajęliśmy własnymi problemami, rodzinami. Ale wciąż czuliśmy ze sobą specjalną więź i dzwoniliśmy do siebie raz, dwa razy w miesiącu. Co jakiś czas odwiedzaliśmy się nawzajem, a raz w roku urządzaliśmy sobie jakąś kilkudniową eskapadę tylko we dwóch.

Cały czas nie mogłem się nadziwić temu, jak bez przerwy właściwie rozumiemy się bez słów. Utrzymywałem na przykład kontakt z innym dobrym znajomym ze studiów, Kornelem. Mieszkaliśmy niedaleko siebie, więc nawet widywaliśmy się częściej. Ale po kilku latach okazało się, że i tak nie bardzo już jestem w stanie się z nim dogadać. A z Damianem było zupełnie inaczej. Aż do czasu…

Byłem zły, że zapomniał

Z ważniejszych okazji, kiedy obowiązkowo do siebie dzwoniliśmy, były nasze urodziny. Przy czym ja zawsze pamiętałem o urodzinach przyjaciela, za to on zazwyczaj zapominał o moich. Przypominał sobie dwa, trzy dni później i dzwonił, kajając się, że praca, że rodzina, że wyleciało mu to z głowy. Trochę się wyzłośliwiałem nad nim, radziłem zmienić dietę na bardziej służącą pamięci, ale ostatecznie oczywiście mu wybaczałem. Choć było mi smutno, kiedy tego dnia nie dzwonił telefon od mojego przyjaciela.

Szczególnie przykro mi było, gdy telefon milczał w dniu moich czterdziestych urodzin. Przyszykowałem sobie już nawet zestaw złośliwości, którymi obdarzę przyjaciela, gdy w końcu zadzwoni. Tym razem jednak Damian nie zadzwonił ani po tygodniu, ani po dwóch. I nawet po miesiącu! Ja też nie miałem zamiaru tego robić, bo w końcu to on zapomniał o moich urodzinach. Podejrzewałem, że przypomniał sobie o nich już tak późno, że wstydził się dzwonić z życzeniami. I teraz czeka na mój telefon, żeby jakoś zgrabnie obrócić sprawę w żart.

– Coś ostatnio nie mówisz, co słychać u Damiana? – zapytała mnie któregoś dnia moja żona.
– Nie gadam z nim od jakiegoś czasu. Nie zadzwonił do mnie na urodziny.
– Nie gadacie już ze sobą dwa miesiące?! – Agnieszka patrzyła zdumiona.
– Tak. I co z tego?
– No co ty, Jurek, nie bądź taki obrażalski. Zadzwoń do niego.
– Ani mi się śni.
– A co, jeśli jemu się coś stało? Nie pomyślałeś o tym?

Wszystko mu się zawaliło, a ja myślałem tylko o sobie

Agnieszka miała rację. Zupełnie nie przyszło mi to do głowy. Przecież Damian miał problemy z wysokim cholesterolem, tak naprawdę w każdej chwili groził mu zawał. Dlatego od razu po rozmowie z żoną zadzwoniłem do przyjaciela. Nie odbierał. Dzwoniłem przez cały dzień. Bez rezultatu. W końcu nagrałem mu się na sekretarkę, prosząc, by oddzwonił. Przez kilka dni panowała głucha cisza. Jak na złość gdzieś mi się zgubił telefon do jego żony.

Byłem tak zdenerwowany brakiem kontaktu nim, że chciałem natychmiast wsiadać w samochód i jechać tych kilkaset kilometrów, żeby zobaczyć, czy wszystko z nim w porządku. Ale wtedy zadzwonił telefon. Nie rozpoznałem numeru, ale odebrałem.
– Halo?
– Cześć, stary – usłyszałem słabiutki głos Damiana.
– Damian?! Co z tobą? Nie dajesz znaku życia, a ja tu od zmysłów odchodzę!
Trochę ci to odchodzenie od zmysłów zajęło czasu – zakpił ze mnie. – Ja wiem, myślałeś, że zapomniałem o twoich urodzinach. Ale ja pamiętałem. Tym razem pamiętałem. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że takie okrągłe? Ale cholera, dzień przed… Wszystko mi się nagle zwaliło na głowę. Kaśka zabrała Julkę – tak miały na imię jego żona i córka. – Wyprowadziły się. Przegrałem sprawę w sądzie, komornik wszedł mi na konto… A potem pan Bóg zabrał mi jeszcze oddech.

– Miałeś zawał?! Tak?!
– Niestety.
– Ale dlaczego nie dzwoniłeś?! Przyjechałbym od razu do ciebie.
– Lekarz zabronił mi jakichkolwiek wzruszeń. A jakbym zadzwonił wtedy i spróbował ci to wszystko opowiedzieć… Jak nic drugi zawał miałbym murowany. Teraz się już podkurowałem, minęło trochę czasu, to mogę na spokojnie pogadać.

Damian opowiedział mi o kłopotach swojej firmy, o tym, jak żona odeszła z córką. Przyznał, że nie jest bez winy, bo przez te problemy finansowe zrobił się drażliwy, ciągle się kłócili. Teraz wciąż mieszkają osobno, ale odwiedzają go niemal codziennie. Zaproponowałem, że i ja mogę przyjechać, ale nie chciał. Prosił tylko, żebym do niego dzwonił często. Telefonowałem więc do Damiana codziennie. Rozmawialiśmy długie godziny, wspominaliśmy stare dzieje. Kiedy czułem, że się rozkleja, kończyłem rozmowę, żeby nie narażać go na nadmiar wzruszeń.

I wtedy zadzwonił do mnie Kornel, nasz stary znajomy ze studiów. Zapytał mnie, jak się trzymam po tym wszystkim, przeprosił, że nie dzwonił wcześniej, ale dopiero co się dowiedział. Kiedy zapytałem, o co mu chodzi, był zdziwiony.
– To ty nie wiesz, że Damian miał zawał? – zapytał.
– Wiem, ale powoli z tego wychodzi.
– Co ty pleciesz. On umarł… Halo, Jurek?! Jesteś tam – nic więcej nie słyszałem, bo rozłączyłem się.

Kiedy wyszedłem z szoku, pomyślałem, że Kornel musiał się pomylić. Wiecie, jak to jest. Ktoś coś komu powie, potem ktoś następny coś dopowie... Uznałem, że muszę jak najszybciej zadzwonić do Damiana. On jednak był szybszy.
– Kornel mówił prawdę, Jurek – usłyszałem w słuchawce jego słabiutki głos. – Ja nie żyję. Nie przeżyłem tego zawału. Jak chcesz, możesz mnie teraz odwiedzić. Leżę w grobie moich rodziców.
– Ale… Damian, jak to się stało?
– Tak jak ci opowiadałem. Tylko koniec był inny. Umarłem w dniu twoich urodzin. Pewnie się dziwisz, jakim cudem mogę z tobą rozmawiać przez telefon? Sam nie wiem. Ale postanowiłem wykorzystać tę możliwość. Pomyślałem, że jakoś przygotuję cię na tę moją śmierć.
– Kiedy mi chciałeś powiedzieć?
– Nie wiem. Polubiłem te nasze rozmowy. Wiem, w końcu i tak by się wydało, że jestem martwy, ale szkoda, że stało się to tak szybko. To do zobaczenia na moim grobie. Będę tam…

Byłem w szoku. I choć nie rozumiałem do końca, jak to wszystko możliwe, miałem zamiar pojechać na grób przyjaciela. Powiedziałem o tym żonie, ale ta tylko się uśmiechnęła i powiedziała.
– Nigdzie nie jedziesz. To był tylko żart.
– Słucham?!
– Dzwonił do mnie Damian i powiedział, że zrobił ci taki dowcip, żeby cię ukarać za brak zainteresowania po jego zawale. Ale prosił, żebym ci powiedziała prawdę, bo jakbyś go zobaczył żywego na cmentarzu, sam mógłbyś dostać zawału…

Byłem wściekły na przyjaciela i przysiągłem sobie, że już nigdy się do nie niego nie odezwę. Nie odbierałem jego telefonu, a jak zadzwonił z innego numeru, rozłączałem się. Byłem też nieczuły na prośby żony, która namawiała mnie do pogodzenia się z nim. Uważałem, że zakpiono ze mnie okrutnie. Nie uwierzyłem też Agnieszce, kiedy powiedziała, że Damian znów trafił do szpitala.

Ale potem ogarnął mnie strach. A co, jeśli rzeczywiście życie Damiana jest zagrożone. Już raz przez swoją głupią dumę nie przyszedłem przyjacielowi z pomocą, gdy mnie potrzebował. Może lepiej dać się w razie czego oszukać, niż potem do końca życia wyrzucać sobie brak reakcji?

Postanowiłem pojechać do Damiana. Okazało się, że rzeczywiście leży w szpitalu i wygląda marnie. Z trudem powstrzymałem łzy. Damian to zauważył.
– Nie jest tak źle – uśmiechnął się.
– Damian, obiecaj mi, że jeśli jeszcze raz się obrażę na ciebie za taką głupotę, jak nieskładanie życzeń, to mi skopiesz tyłek.
– Masz to jak w banku, stary.

Więcej prawdziwych historii:
„Mój mąż zdradził mnie i zostawił biedną kobietę z brzuchem. 20 lat później zaproponowałam jej, by zamieszkała z nami”
„Córki traktowały mnie jak służącą i opiekunkę. Po latach zorientowałam się, jak bardzo przez to zaniedbałam męża”
„Po śmierci ojca musiałem go zastąpić matce i siostrom. Były tak zazdrosne, że nie pozwalały mi na szczęśliwy związek”
„Pogodziłam się z tym, że mogę nie dożyć 30. Bolało mnie tylko to, że nie dam mężowi upragnionego dziecka”