Ojciec i córka fot. Adobe Stock

„Moja żona to paskudna zołza. Nie docenia mnie, nie zajmuje się córką i domem. Mam jej po dziurki w nosie”

Moja żona była atrakcyjniejsza od tej Ukrainki. Tylko co z tego, skoro bardziej interesowała ją praca niż własna córka i kochający mąż?
/ 15.09.2020 21:57
Ojciec i córka fot. Adobe Stock

Tak dalej być nie mogło. Musieliśmy coś zrobić, bo nasze życie powoli stawało się nie do zniesienia. Trzeba było znaleźć jakieś rozwiązanie i w końcu je znaleźliśmy. Dopiero później okazało się, że możemy popaść w jeszcze większe tarapaty, z których trudno będzie wybrnąć…

Wszystko zaczęło się z chwilą, gdy dowiedzieliśmy się o… ciąży. Moja żona nie okazała nawet cienia entuzjazmu, ja – wprost przeciwnie. Od dawna myśl o dziecku nie dawała mi spokoju. Oboje przekroczyliśmy już trzydziestkę, a nie wyobrażałem sobie przyszłości bez dzieci. Od kilku lat prowadziłem niewielką hurtownię książek, która – chociaż nie przynosiła kokosów – to jednak zapewniała nam stabilizację materialną. Dzięki wsparciu rodziny zbudowaliśmy też domek, wprawdzie tylko 100-metrowy, ale zawsze coś. Czego chcieć więcej? Mimo wszystko Monika z roku na rok przesuwała nasze plany prokreacyjne.

Zawsze było „jeszcze za wcześnie”: a to końcówka studiów, a to pierwsza praca, to znowu perspektywa awansu. Z początku akceptowałem to, lecz latka leciały, a podejście mojej żony nie zmieniało się. Ciągle nie była gotowa. Aż wreszcie… Wprawdzie stało się to trochę przypadkiem, ale ja byłem wniebowzięty. Przez kilka miesięcy żyłem planami na przyszłość. W pierwszych tygodniach po przyjściu na świat nasza córka dała nam się mocno we znaki. Miała kolki i w ogóle była marudna. Dzieckiem zajmowała się głównie żona, choć i ja udzielałem się trochę w domowych zajęciach. Należałem do tej kategorii ojców, którzy współuczestniczą we wszystkim. Zmieniałem pieluchy, kąpałem, karmiłem, nastawiałem pranie.

Wszystko zatem powinno grać… Jednak tak nie było. Monika ciążę i poród przyjęła jak dopust Boży, a nie jak coś oczekiwanego. Tak, zajmowała się Julką, lecz wciąż miałem wrażenie, że czeka na chwilę, kiedy wreszcie będzie mogła się wyrwać z domu. Nie realizowała się jako matka, denerwowało ją sprzątanie i gotowanie… Nie wpływało to dobrze na nasze wzajemne relacje. Przy końcu urlopu macierzyńskiego Monika oświadczyła mi kategorycznie, że wraca do pracy. A była to praca w lokalnej agencji reklamowej. Dlatego bywała zajęta o różnych porach, nie zawsze standardowych godzinach pracy. Korzystaliśmy więc z pomocy rodziny. Miałem nadzieję jakoś dociągnąć do momentu, kiedy poślemy naszą pociechę do przedszkola.

Niestety, to były płonne nadzieje. Pomoc rodziny w którymś momencie przestała nam wystarczać. W domu panował bałagan, a małą nie miał się kto zająć. W rozwiązaniu tego problemu pomógł mi mój stary dobry znajomy, Mateusz.
– Przecież to proste: znajdźcie opiekunkę do dziecka i sprawa załatwiona.
– Dobra, dobra, ale skąd wytrzasnąć kogoś pewnego i… niedrogiego?
– Mam namiar na jedną dziewczynę, która będzie w sam raz. Ma doświadczenie i nie chce za dużo, a właśnie poszukuje zajęcia. Tyle że ona jest Ukrainką.

Zawahałem się. Ukrainka... No tak, one nie były drogie. Ale też nasłuchałem się o nich różnych historii.
– Sam nie wiem. Ale czy ona chociaż dobrze mówi po polsku? – spytałem.
– Człowieku. Nawet nie zorientowałbyś się, że to nie Polka. Inaczej nikt by jej nie zatrudnił. Zresztą, najlepiej będzie, jeśli sam z nią porozmawiasz. Znam ludzi, u których przepracowała dwa lata. Nie mieli do niej żadnych zastrzeżeń.
– To dlaczego już u nich nie pracuje? – spytałem jeszcze dla pewności.
– Po prostu posłali dziecko do przedszkola – wzruszył ramionami.
Wydawało się, że to rozsądne wyjście. Umówiłem się z nią telefonicznie na spotkanie u nas w domu. Chciałem od razu, razem z Moniką, rozstrzygnąć sprawę.

Lena zjawiła się punktualnie. Wyglądała tak, jak powinna wyglądać Słowianka: wysoka blondynka o ładnej figurze i rezolutnym wyrazie twarzy. Była trochę przed trzydziestką i mówiła po polsku prawie bez akcentu. Miało to dla nas znaczenie, ponieważ nasze dziecko ciągle uczyło się mówić. Zrobiła na nas dobre wrażenie, a była tańsza od Polek. Porozmawialiśmy i dobiliśmy targu. Od następnego tygodnia Lena miała zajmować się Julką i pomagać w domu.

Nasze życie od tej chwili kompletnie się zmieniło. Przestaliśmy wiecznie się spieszyć. W dodatku, i to z własnej woli, Lena zaczęła coraz częściej gotować pyszne obiady. Myślałem już, że problem został rozwiązany, jednak… znowu się myliłem. Monika coraz bardziej traciła jakiekolwiek zainteresowanie domem. Jeżeli tylko trwała jakaś kampania promocyjna, nie liczyły się dla niej weekendy czy święta. Praca była najważniejsza. Z tego powodu kilka razy posprzeczaliśmy się ostro. 

I coraz rzadziej uprawialiśmy seks. Zwykle uważa się, że dziecko cementuje związek, w naszym wypadku działo się dokładnie na odwrót. W tej sytuacji obecność Leny była dla nas prawdziwym wybawieniem. Córka szybko przyzwyczaiła się do niej. A co do mnie… Wkrótce zauważyłem coś, co mocno mnie zastanowiło. Otóż coraz częściej cieszyłem się, gdy po powrocie do domu zastawałem w nim… Lenę, a nie Monikę.

Nie rozmawialiśmy dużo, ale okazała się dziewczyną oczytaną i ciekawą świata. Oczywiście starałem się uważać, aby nasze relacje nie stały się zbyt bliskie. Dla mnie nie stanowiło to problemu, bo przecież ta Ukrainka nawet mi się specjalnie nie podobała. Jeśli tylko zdarzyło mi się robić jakieś porównania, moja żona – chociaż nieco starsza – wydawała mi się atrakcyjniejsza. Co z tego? Z Moniką spędzałem bardzo mało czasu. Prawie nigdzie nie wychodziliśmy i nie wyjeżdżaliśmy. O szaleństwach łóżkowych już zapomniałem… Postanowiłem coś z tym zrobić.

W tajemnicy przed żoną wykupiłem na weekend pobyt rodzinny w hotelu na Mazurach. Zrobiłem to z wyprzedzeniem, żeby wybrać najlepszą ofertę. W sumie miało to nas niezbyt dużo kosztować, bo akurat była promocja. I co? Kiedy Monika usłyszała o moim pomyśle, zachowała się tak, że zrobiło mi się przykro.
– No wiesz. – prychnęła. – Jak mogłeś to zrobić za moimi plecami?! Nie wiem, czy w tym terminie będę mogła pojechać.
– Zostało jeszcze dużo czasu – przekonywałem ją. – A przecież to tylko weekend, nie możesz tak ciągle tyrać.
– Tak, oczywiście, ale przecież wiesz, że dopiero od niedawna pracuję na pełnych obrotach i nie mogę sobie odpuszczać. A właśnie rozpoczynamy nową kampanię reklamową… No dobrze – westchnęła, widząc moją minę – postaram się mieć wtedy wolne, ale niczego nie obiecuję.

Ta rozmowa ostudziła mój zapał, ale nie traciłem nadziei. W domu poza tym wszystko działało jak w zegarku. Lena ogarniała codzienne obowiązki i troskliwie opiekowała się naszą córką. Julka do niej coraz bardziej lgnęła.

Cieszyło mnie to, a zarazem niepokoiło. Najwyraźniej i na tym polu Monika odpuściła sobie aż do przesady. Mało czasu poświęcała dziecku. W dodatku brakowało jej cierpliwości, stała się bardzo wybuchowa. Jakaś odmiana z pewnością dobrze by nam zrobiła. A tymczasem na kilka dni przed weekendem usłyszałem, że moja żona jednak nie jedzie.

Byłem wściekły. „To już przesada! – myślałem. – Będę chyba musiał zrezygnować, tylko co z Julką? Niepotrzebnie powiedziałem jej o wyjeździe… I co ja mam z tym teraz zrobić?”. W nerwach zapytałem o to wprost Monikę. Pomyślała przez chwilę, po czym wypaliła:
– To w takim razie… zabierz Lenę. Julka się ucieszy. Będziecie prawie jak rodzina – i uśmiechnęła się drwiąco.

Tak czy owak, to było jakieś wyjście. Zależało mi na tym wyjeździe, a nie czułem się na siłach jechać sam. Przy najbliższej okazji zaczepiłem naszą Ukrainkę:
– Słuchaj, Lena, mam pytanie, a właściwie pewną propozycję...
– Tak, a o co chodzi?
– Jak wiesz, planowaliśmy na ten weekend pojechać z Julką na Mazury, a Monice akurat wypadła jakaś ważna promocja i musi pracować. Nie chciałbym z tego wyjazdu rezygnować, ale i nie chciałbym być sam. Nie pojechałabyś ze mną i Julką? Oczywiście, wszystko jest opłacone, łącznie z oddzielnym pokojem.
– Muszę pomyśleć… – zawahała się.
– Jak nie masz nic zaplanowanego, to jedź – namawiałem ją. – Jest tam otwarty basen, gabinety odnowy. Będzie fajnie.
– No, skoro tak… Dobrze, pojadę, nie mam właściwie żadnych planów.
– To świetnie. – aż podskoczyłem z radości – Julka się bardzo ucieszy.
– A ty? – zapytała, a ja, zaskoczony, nie odpowiedziałem nic.

Monika nawet dość miło pożegnała nas przed wyjazdem. Dotarło to do mnie przelotem, bo całą moją uwagę przykuła… Lena. W jasnych dżinsach, kolorowej koszulce i rozpuszczonych jasnych włosach wyglądała zjawiskowo. Właściwie chyba pierwszy raz spojrzałem na nią jak na kobietę. I to atrakcyjną. Podróż przebiegła nam spokojnie, chociaż spieszyłem się, żeby zdążyć przed zmrokiem. Ośrodek położony w pięknej okolicy, nad jeziorem, rzeczywiście robił wrażenie. Recepcjonistka, wydając klucze, w pierwszej chwili wzięła nas za małżeństwo. Zajęliśmy dwupokojowy segment ze wspólną łazienką i toaletą.

Miałem ochotę napić się czegoś mocniejszego, więc przy kolacji zaproponowałem Lenie wypad na drinka. Spojrzała na mnie badawczo i zapytała:
– A co z Julką? - O tym nie pomyślałem. Wobec tego postanowiliśmy napić się tu i teraz. Zamówiliśmy martini w hotelowej restauracji i usiedliśmy na kanapie w holu, a mała bawiła na poduchach obok.
– Podoba ci się tutaj? – pierwszy przerwałem kłopotliwe milczenie.
– Bardzo. – zapewniła mnie z entuzjazmem. – Tylko nie wiem, czy to dobrze…Monika powinna być na moim miejscu.
– No tak, ale… Co ci mogę powiedzieć? Ona teraz żyje pracą. Lepiej wypijmy i zaplanujmy jutrzejszy dzień.

Posiedzieliśmy jeszcze chwilę na kanapie, ale rozmowa się nie kleiła. Lena kilka razy sprawiała wrażenie, jakby chciała coś powiedzieć, lecz w końcu jednak rezygnowała. Wróciliśmy na górę, po chwili usłyszałem szum prysznica. Mimo zmęczenia dość długo nie mogłem zasnąć. Zastanawiałem się, co mi chciała powiedzieć Lena. Wyraźnie gryzła się w język, ale o co właściwie chodzi? Obudziło mnie słońce. Pogoda była piękna, więc po szybkim śniadaniu ruszyliśmy na basen. Przyciągał rozmachem i dodatkowymi atrakcjami. Jednak na mnie największe wrażenie zrobiła… Lena. Pierwszy raz zobaczyłem ją w kostiumie kąpielowym. Może nie miała figury modelki, ale w bikini prezentowała się naprawdę nieźle. Pływać też umiała.

Spędziliśmy kilka godzin na wodnych zabawach z Julką. Trudno nam ją było wyciągnąć z basenu. A jeszcze większe emocje przeżyłem, gdy Lena poprosiła, żebym jej posmarował plecy olejkiem do opalania. Ta banalna czynność podziałała na moje zmysły. Jak dawno nie dotykałem kobiety. Zapragnąłem nagle pieścić ciało, które miałem na wyciągnięcie ręki… „No nie. Co też mi przychodzi do głowy?! – skarciłem sam siebie. – I dlaczego Moniki tu nie ma?” – westchnąłem. Po obiedzie wziąłem córkę na przejażdżkę do miasta. Nie miała na to wielkiej ochoty, ale przekupiłem ją słodyczami. W tym czasie dałem Lenie wolną rękę – niech skorzysta z zabiegów.
Po naszym powrocie okazało się, że zaserwowała sobie okłady błotne i masaż olejkami. Była zachwycona.

Późnym popołudniem dla najmłodszych i ich opiekunów zorganizowano piknik z konkursami. Poszliśmy we trójkę. Zabawa – super. Można było zjeść, wypić i potańczyć. Lena bardzo dobrze tańczyła, czego nie mogłem powiedzieć o sobie. Właściwie to ona cały czas prowadziła, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Ta dziewczyna działała na mnie coraz bardziej. Nie wiem, czy zrobiła to specjalnie, ale włożyła lekką sukienkę z ogromnym dekoltem na plecach, więc w tańcu cały czas dotykałem jej nagiego, cudownie jędrnego ciała. Ogarniało mnie coraz większe podniecenie…

Mimowolnie zapragnąłem tej kobiety. W pewnej chwili zorientowałem się, że przytulam ją coraz mocniej, a moje ręce zaczynają błądzić po jej ciele w sposób coraz mniej kontrolowany… O dziwo, Lena mnie nie powstrzymywała. W końcu sam się nieco przystopowałem i zaproponowałem chwilę wytchnienia. Musiałem ochłonąć. Zajęliśmy miejsca przy barze.
– Świetnie tańczysz – zagadnąłem ją, żeby jakoś zacząć rozmowę.
– Dziękuję – uśmiechnęła się. – Ale chyba tylko z tobą… tak dobrze mi szło.

Czas płynął o wiele szybciej, niżbym chciał… Te rozkoszne chwile przerwała nam Julka. Już marudziła, chciała iść spać. Niechętnie podnosiliśmy się od baru. Położyliśmy małą do łóżka, ale ja jeszcze zszedłem do baru po butelkę szampana. Nie chciałem tak nagle zakończyć tego wspaniałego wieczoru. Zastukałem cichutko do Leny. Otworzyła drzwi ubrana w krótki szlafroczek. Zawahała się przez jedną krótką chwilę, ale zaraz gestem zaprosiła mnie do środka.
– Napijemy się jeszcze? – zapytałem. Zasiedliśmy przy małym stoliku, otworzyłem szampana.
– Julka się nie obudzi? – spytała. – Wolałabym, żeby ciebie tu nie zastała.
– Chyba nam to nie grozi. Była zmęczona. Zresztą przecież nic się nie dzieje.

Zignorowała tę uwagę.

– Czuję się jak nowo narodzona. – westchnęła po chwili. – I tylko jednego nie mogę zrozumieć: dlaczego Monika nie chciała tu z wami przyjechać?
– Och… – skrzywiłem się, bo akurat w tej chwili w ogóle o niej nie myślałem. – Zauważyłaś, co się z nią dzieje. Sam już czasami nie wiem, co mam z tym robić…
– Nie rozwiążesz tego problemu przez… popijanie szampana ze mną.
Spojrzałem na nią uważnie. Czułem narastające podniecenie, a Lena działała na moją wyobraźnię coraz mocniej. Chyba to zauważyła.
– Wiesz, co? Lepiej idźmy spać, zanim popełnimy jakieś głupstwo…
Oprzytomniałem. Miała rację. Ruszyłem do drzwi, ale w progu spytałem:
– Zrobiłabyś to głupstwo?
– Z tobą?… Zawsze! – powiedziała wolno, patrząc mi w oczy. – Dobranoc…

Długo nie mogłem zasnąć. Kilka razy już prawie zrywałem się, żeby pójść do niej, ale w końcu dałem sobie spokój. Następnego dnia znowu poszliśmy nad wodę. Lena na początku miała niewyraźną minę, jakby się wstydziła.
– Słuchaj – zagadnęła mnie. – Nie chciałabym, żebyś mnie źle zrozumiał. Nie chcę wchodzić w twoje małżeństwo. Chciałam ci tylko powiedzieć, że uważam cię za fajnego, porządnego faceta i… Monika chyba nie wie, co robi.
Zamiast odpowiedzi pochwyciłem ją w ramiona, przytuliłem i pocałowałem.
– Zwariowałeś?! – krzyknęła niby oburzona, na jej twarzy pojawił się uśmiech.

Ciężko mi się wracało. Czułem niedosyt i Lena chyba też. Cały czas była dziwnie zamyślona i na moje próby nawiązania rozmowy odpowiadała półsłówkami. W końcu dałem sobie spokój i jechaliśmy w całkowitym milczeniu.

Dom zastaliśmy pusty, bo Monika jeszcze nie wróciła z promocyjnej imprezy, która odbywała się tamtego wieczoru. Lena zajęła się Julką, a potem zamknęła u siebie. Nie mogłem sobie jakoś znaleźć miejsca. Czułem, że coś się święci. Jednak dopiero następny dzień przyniósł niespodziewany rozwój sytuacji…

Piekło rozpętało się po moim powrocie z pracy. Po pierwsze, nie zastałem Leny, tylko, mimo wczesnej pory, Monikę, i to w wyjątkowo podłym humorze.
– Nie wiem, jak się zabawialiście, do czego między wami doszło, zresztą wcale mnie to nie interesuje, ale… Lena odeszła. – prawie krzyknęła. – Zadzwoniła do mnie i powiedziała tylko, że nie może dłużej u nas pracować. Musiałam zwolnić się wcześniej z pracy, a wiesz, jak nienawidzę tego robić – warczała dalej oskarżycielsko. – Możesz mi to wyjaśnić?

Byłem zbyt zaskoczony, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Jak to – Lena odeszła?! Dlaczego?! O co tu chodzi?! W głowie miałem chaos. Powlokłem się do gabinetu. Tam, w barku, dokąd sięgnąłem po butelkę czegoś mocniejszego, zastałem kopertę. W środku był krótki liścik. Od niej.

Kochany! Przepraszam za to wszystko, ale nie potrafię inaczej. Nie mogę dłużej mieszkać z tobą pod jednym dachem i nawet nie móc cię dotknąć… Kocham cię. Nasz wyjazd mnie co do tego przekonał. Jesteś wyjątkowym facetem. Zdałam sobie sprawę, że dla ciebie zrobiłabym wszystko. Wystarczyło, żebyś na mnie skinął. Dlatego nie mogę tu dłużej być. Masz rodzinę, a ja nie chcę tego niszczyć. Spróbuj być szczęśliwy. Ja też spróbuję, mimo że bez ciebie.
Twoja, choć nie Twoja Lena.

Nie będę opisywał, co czułem, czytając ten list. Byłem w straszliwej rozterce… Tak, miałem rodzinę, ale przecież nie byłem szczęśliwy z Moniką. I nie zanosiło się na to, że ten stan zmieni się na lepsze. A myśl o Lenie kusiła… I to jak!

Poddałem się po pół roku. Od kilku miesięcy jej szukam. Może odnajdę.

Więcej listów do redakcji:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada”