Z życia wzięte fot. Fotolia

„Ja haruję jak wół, żeby niczego jej nie zabrakło, a ona baluje, zamiast ugotować mi obiad…”

Prawdziwa historia mężczyzny, który miał dość nieróbstwa swojej niepracującej żony. Czy miał rację, wymagając od niej zajęcia się domem? Przeczytaj!
/ 28.06.2020 13:34
Z życia wzięte fot. Fotolia

Tamtego dnia po raz pierwszy nie wytrzymałem. Zwyczajnie puściły mi nerwy. Wyszedłem, z całej siły trzaskając drzwiami do mieszkania. To cud, że futryna wytrzymała.
– Albo dojrzejesz wreszcie do małżeństwa, albo koniec z nami! – wrzasnąłem na odchodne do żony.
I zostawiłem ją w kuchni, czyli miejscu, które od dłuższego czasu przypominało stajnię Augiasza. Koszmar!

Często przebywam poza domem. Pracuję jako przedstawiciel handlowy, mam absorbującą pracę i ciągle jestem „w drodze” albo na szkoleniach firmowych. W końcu ktoś musi nas utrzymywać. Madzia jeszcze się uczy i nie ma stałej pracy. Chociaż tak naprawdę, to nie wiem, czy się uczy, bo jakoś nie widać tego w indeksie… Wydaje mi się, że nie robi nic.

Myślałem, że kiedy ja będę spokojnie pracował, ona zajmie się domem, gotowaniem i oczywiście nauką. Nic z tego! Przychodził kolejny weekend, chciałem odpocząć, a tu w domu chlew, lodówka pusta, uprane ciuchy czekają na uprasowanie, w zlewie sterta brudnych garów, no i wszechobecne kłaki kurzu fruwające po podłodze.
– Tak źle się czułam… – tłumaczyła się żona. – Mam mnóstwo nauki, sesja za pasem, ale po niedzieli…
I tak dalej, i tak dalej.
Sam nie wiem, ile razy już to słyszałem. Tylko co po tej niedzieli? Przychodził poniedziałek – i znów to samo! Ileż można? Zaraz po ślubie dawałem się nabrać na te jej tanie chwyty i zasłanianie się nauką. Wierzyłem jej i nawet litowałem się nad biedaczką.

Kiedy jednak zaczęło się oblewanie końca sesji i wyskoki do klubu, miarka się przebrała. Zwłaszcza że wszystkie te balety kończyły się odsypianiem. Kiedy wracałem ze szkolenia, Magda dopiero wynurzała się z łóżka.

W kuchni zwykle zastawałem pobojowisko. Na talerzach z dnia poprzedniego zasychały resztki, a wkoło stało mnóstwo brudnych garnków. I znowu jadłem obiad na mieście lub u mamy.
– Jestem młoda, mam prawo się pobawić. A ty chcesz ze mnie zrobić kurę domową! – denerwowała się żona, kiedy próbowałem z nią rozmawiać.

Ręce mi opadły. „To ja haruję jak wół, żeby niczego jej nie zabrakło, a ona baluje, zamiast ugotować mi obiad… I jeszcze odwraca kota ogonem, robiąc mi awantury, że to wszystko przez moją zazdrość. Boże, nie wytrzymam!” – zgrzytałem zębami.

Poszedłem na piwo. Mnie się też coś od życia należy

Tamtego dnia, jak już mówiłem, naprawdę mnie wkurzyła. Poprzedniego obiecała coś ugotować i ogarnąć mieszkanie, lecz nie dotrzymała obietnicy. A ja wróciłem bardzo zmęczony.
Zrobiłem raban i zagroziłem jej rozwodem. Nie wiem, czy się przejęła, ale minę miała nietęgą. Pytanie tylko, czy było to spowodowane moją groźbą, czy po prostu męczył ją kac.

Poszedłem do pobliskiego parku, żeby się trochę uspokoić. I rzeczywiście, gdy ochłonąłem, zacząłem się zastanawiać, czy nie za ostro ją potraktowałem. Przecież nie jest niewolnicą, która musi mi usługiwać. Ale z drugiej strony… Ja wcale nie wymagam wiele. Tylko odrobiny normalności.

Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Dzwonił mój dobry kumpel Paweł. Zaproponował, byśmy poszli na piwo. Zgodziłem się bez wahania. Każdy potrzebuje czasami luzu.

Wróciłem o drugiej w nocy. Magda nie spała, za to ja od razu zasnąłem na kanapie w salonie. Po obudzeniu się stwierdziłem ze zdumieniem, że wokół mnie jest czysto, a na stole stoi kubek z gorącą kawą oraz jajecznica. Wyglądało na to, że żona coś zrozumiała.
Uznałem, że trzeba pogadać.
– Jesteśmy małżeństwem, nie żyjmy jak single – zacząłem. – Jedno musi dbać o drugie, o jego samopoczucie, myśleć o jego potrzebach… I uwierz mi, nie ma to nic wspólnego z wzajemnym ograniczaniem się. Wystarczy dobrze się zorganizować. Zrób zakupy, ogarnij mieszkanie, jeśli wiesz, że ja tego zrobić nie mogę, a potem spotkaj się z koleżankami – nie ma problemu. Zwróć czasami uwagę na to, co lubię, a ja odpowiem tym samym.
– Przepraszam – powiedziała, gdy skończyłem mówić, i się przytuliła.
– Byłam egoistką. Wybaczysz mi?

Wybaczyłem, jasne. Przecież Magda to moja wielka miłość. Jutro minie półtora roku od tamtej dyskusji. Chyba więc przeszliśmy próbę czasu…

Przeczytaj więcej prawdziwych historii:Tak się starałem, a straciłem wszystko....
Nie jestem gorsza od swojej siostry!
Zabrali nam marzenia

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/29.06.2020 15:44
U nas w domu, jak sprzątamy to razem, mąż odkurza, ja przelatuje z mopem czy kurze, obiad robimy raz ja raz mąż, ewentualnie razem robimy obiad. Zarabiamy po równo, dbamy o dom też po równo.
/02.09.2016 18:17
Co innego jesli mezczyzna placi za dom, jedzienie itd i wtedy kobieta powinna zajac sie domem. Gorzej jesli jest 50/50 jesli chodzi o wydatki a do tego mezczyzna wymaga zeby w domu wszystko bylo zrobione oczywiscie uwazajac ze skoro on tak ciezko pracuje to juz nie musi zajmowac sie domem bo to w koncu rola kobiety... jesli oplaty sa dzielone po polowie to i w rownym stopniu partnerzy sa odpowiedzialni za obowiazki domowe. i tyle w temacie
/12.05.2016 12:13
Toż Ci problem i historia opisana przez kobietę. Żaden facet by tak szczegółowo tego nie opisał ludzie. . . Pewnie nawet by się nie chciał zwierzyć publicznie. Omg.