Kobieta w ciąży z muzułmaninem fot. Adobe Stock

„Wzięłam »ślub« z Egipcjaninem. Zostawił mnie z brzuchem, bo nie było go stać na utrzymanie dziecka”

Co kraj, to obyczaj, a każda kultura inaczej postrzega pewne sprawy. Niby o tym wiedziałam, a jednak miłość zamknęła mi oczy i całkowicie uśpiła moją czujność.
/ 04.09.2020 14:50
Kobieta w ciąży z muzułmaninem fot. Adobe Stock

Amira poznałam w jednej z warszawskich dyskotek. Pochodził z Egiptu. Miał ciemną karnację, czarne jak heban, kręcone włosy i przepiękne brązowe oczy. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Pamiętam tamtą listopadową noc doskonale. Wraz z koleżankami ze studiów świętowałyśmy wówczas urodziny jednej z nich. Miałam 21 lat i niewiele wiedziałam o życiu i o mężczyznach.
A tym bardziej o obcej kulturze.

Siedziałam przy barze, gdy podszedł Amir. Najpierw nic nie mówił, tylko stał obok i wpatrywał się we mnie przenikliwym wzrokiem. Poczułam się nieswojo.
– Jak masz na imię, piękna? – spytał w końcu po angielsku.
– Ewa – odparłam, rumieniąc się lekko.
Przedtem, w liceum, miałam bliskiego kolegę. Był w moim wieku, miał odstające uszy i seplenił. Kiedy mnie zostawił, strasznie płakałam. Ale teraz, gdy patrzyłam w ciemne oczy Amira, tamten chłopak wydał mi się nagle śmiesznym smarkaczem. Zresztą nikt nie mógł się równać z mężczyzną, który stał obok mnie. Miał w sobie jakąś dziwną energię, taką męską stanowczość, której nie mogłam się oprzeć.
W całym moim życiu nie usłyszałam tylu komplementów, iloma uraczył mnie tamtego wieczoru. Zresztą potem także, bo zaczęliśmy się spotykać. Całkiem mnie zaczarował. Podobała mi się w nim jego inność. Tak bardzo różnił się od wszystkich, których znałam...

Uwielbiałam, gdy opowiadał mi o zwyczajach panujących w jego kraju i o swojej religii.
– Dziecko, w co ty się pakujesz?! – biadoliła mama, gdy dowiedziała się, kim jest mój chłopak. – Nie wiesz, jak ci muzułmanie traktują kobiety. On cię zniewoli.

Owszem, słyszałam liczne historie o ciemiężonych arabskich kobietach. Ale nijak mi one nie pasowały do tego, o czym opowiadał Amir. Gdy napomknęłam mu o wątpliwościach mamy, wyraźnie się zdenerwował.
– Mówi tak, bo nie zna islamu. – odparł gniewnie, więc zaczęłam żałować, że w ogóle podjęłam ten temat.
Chciałam rozpocząć ciekawą dyskusję, a chyba ugodziłam w jego czuły punkt.
– Według Koranu kobieta i mężczyzna są sobie równi – oznajmił mi dumnie.
– Mało tego. Kobieta jest wręcz uprzywilejowana. Bo mężczyzna ma obowiązek roztoczyć nad nią opiekę.

Męska opieka... To coś, czego brakowało mi przez całe życie. Mój ojciec odszedł, gdy byłam mała. Do innej kobiety. Zostawił mamę samą, bez grosza przy duszy.
– Muzułmanin nigdy by tak nie postąpił – stwierdził Amir z całą stanowczością. – To byłaby dla niego niewybaczalna hańba. On musi dbać o swoją rodzinę.
No i powiedzcie, jak mogłam nie ulec komuś takiemu? Komuś, kto wydawał się tak silny; kto każdym słowem i gestem obiecywał się mną zaopiekować...

Wielkimi krokami zbliżała się noc sylwestrowa. Pragnęłam spędzić ją razem z moim nowym chłopakiem, lecz on oświadczył, że na ten czas wyjeżdża do Egiptu, bo wzywają go obowiązki rodzinne. Jego brat potrzebował pomocy przy urządzaniu mieszkania. Niedawno się ożenił i właśnie wyprowadzał się z żoną od rodziców. Gdy usłyszałam, że nie będziemy się widzieć przez całe dwa tygodnie, posmutniałam. Wtedy Amir zaproponował:
Może wybierz się ze mną. Poznałabyś moją rodzinę...
Aż podskoczyłam z radości. W Polsce niekiedy mijają lata, zanim mężczyzna zaprosi kobietę do domu swoich rodziców. A on chce przedstawić mnie bliskim, choć znamy się tak krótko. „To chyba znaczy, że mu na mnie zależy” – pomyślałam z uśmiechem.

Oczywiście pojechałam z nim do Egiptu, choć mama próbowała odwieść mnie od tego na wszelkie możliwe sposoby. Ale byłam dorosła, miałam swoje pieniądze i nic nie mogło mnie powstrzymać. Po raz pierwszy miałam okazję odwiedzić tak egzotyczne miejsce. Wcześniej widziałam jedynie słowackie góry i kilka miast nad Morzem Śródziemnym. Parę razy w dzieciństwie pojechałyśmy też z mamą na wczasy do Bułgarii.

Na lotnisku w Aleksandrii czekał na nas jego brat, Maro. Wydał mi się bardzo miły, choć nie mówił zbyt dobrze po angielsku. Amir przedstawił mnie w ich języku, po czym szepnął:
– Powiedziałem mu, że jesteś moją narzeczoną.
Rodzice Amira mieszkali w niewielkim miasteczku położonym około trzydzieści kilometrów od Aleksandrii. Obserwowałam drogę przez szyby samochodu i chłonęłam wszystko, co tylko napotkał mój wzrok. O ile duże miasto mogło swobodnie udawać jeden z europejskich kurortów, o tyle prowincja sprawiała już zupełnie inne wrażenie. Na ulicach Aleksandrii roiło się od kobiet ubranych w sukienki z dekoltem. Siedziały też w kawiarniach, pijąc nawet piwo. Poza miastem nie nikogo takiego nie było. Właściwie nie zobaczyłam ani jednej kobiety. Gdy zapytałam o to Amira, wzruszył ramionami.
– Jest późno, więc siedzą w domach.
W Polsce wsie i miasteczka po zmroku również pustoszeją. Tyle że rodzinne miasteczko Amira bynajmniej nie sprawiało wrażenie wymarłego. W przydrożnych knajpkach dostrzegłam mnóstwo mężczyzn. „Taka kultura” – pomyślałam i nie zajmowałam się tym dłużej.

Rodzice Amira przywitali mnie z dużą serdecznością. Jego mama podała pyszną kolację i przygotowała specjalnie dla mnie oddzielny pokój do spania. Trochę mnie to rozczarowało, choć nie liczyłam za bardzo na to, że będziemy z Amirem spać w jednym łóżku. Wiedziałam doskonale, jakie reguły panują w jego domu i jak poważnie on sam podchodzi do swojej religii. Przyznam, że nawet mi się to podobało. Dzięki temu czułam, że mnie szanuje.
– Seks poza małżeństwem to grzech – mówił mi często, a ja uśmiechałam się pod nosem, bo choć chrześcijanie też wyznawali podobne zasady, to przecież u nas niewielu się do nich stosowało.

Obudziłam się radosna jak skowronek. Miałam przed sobą piękny i słoneczny dzień pełen wrażeń. Tak przynajmniej myślałam. Nieco się rozczarowałam, gdy przy śniadaniu okazało się, że Amir wraz z ojcem i bratem pojechali wczesnym rankiem remontować mieszkanie Maro, i z tego co zrozumiałam, nie było wiadomo, kiedy wrócą. Zostałam w domu z mamą mojego ukochanego i jego trzema siostrami, z których tylko jedna odrobinę mówiła po angielsku. Byłam trochę zła, że Amir po prostu sobie pojechał, nic mi nie mówiąc. Oczywiście, zaraz po posiłku zadzwoniłam na jego komórkę.
– Nie chciałem cię budzić, kochanie. Jak wrócę, pójdziemy na romantyczny spacer, obiecuję – usłyszałam.

Cóż było robić? Usiadłam na kanapie i wraz z kobietami zaczęłam oglądać telewizję. Szybko się znudziłam, bo nie rozumiałam ani słowa. Miałam ochotę wyjść i zobaczyć coś interesującego. Szalenie ciekawił mnie ten egzotyczny kraj.
– Może pokażesz mi okolicę? – zwróciłam się do Aidy, tej z sióstr Amira, która co nieco znała język angielski.
Spojrzała na mnie bardzo uważnie, ale nic nie powiedziała. Po chwili odrzekła jakby z pewnym oporem:
– Po obiedzie wybieram się na targ. Jak chcesz, możesz mi towarzyszyć.
Po obiedzie? Na targ? Cóż... Lepsze to niż nic. Przecież jestem ich gościem, nie mogę ot, tak po prostu sobie wychodzić i wracać, kiedy mi się podoba.

Godziny do obiadu ciągnęły się w nieskończoność. Przyznam szczerze, potwornie mi się nudziło. Kobiety nie były zbytnio rozmowne, a ja nie wzięłam ze sobą nawet jednej książki, pewna, że nie będę miała czasu na czytanie. Mężczyźni nie wrócili na posiłek, co jeszcze bardziej mnie zirytowało. Obiecałam sobie, że porządnie ochrzanię Amira, jak tylko się pojawi. Mógł mnie chociaż uprzedzić, że tak to będzie wyglądać.

Kiedy wreszcie poszłyśmy z Aidą na targ, przeżyłam jeszcze większe rozczarowanie. Bazar znajdował się niecałe dwieście metrów od domu, więc nie zobaczyłam zbyt wiele. Po drodze minęłyśmy tylko jakąś knajpkę, w której znów siedzieli sami mężczyźni. Gapili się na mnie, jakbym była przybyszką z innej planety. W dodatku całkiem nagą.
– To dlatego, że nie masz hidżabu – wyjaśniła Aida, po czym przemknęła obok nich najszybciej, jak tylko umiałam, wbijając wzrok w ziemię.

Hidżab, czyli tradycyjne muzułmańskie nakrycie głowy, nosiły wszystkie kobiety w domu Amira, podobnie zresztą jak te, które tamtego dnia widziałam na targu. Przyznam, że czułam się odrobinę nieswojo z gołą głową, bo spoglądały na mnie z wyraźną niechęcią. Zupełnie jak na jakąś... grzesznicę? Jedna starsza babcia nawet splunęła na mój widok! To zdecydowanie nie było miłe.
Oczywiście nie dało mi się namówić Aidy na żadną dłuższą przechadzkę. Wymawiała się górą obowiązków.

Kupiłyśmy więc na targu, co trzeba, i czym prędzej wróciłyśmy do domu. Mężczyźni pojawili się dopiero wieczorem. Byłam tak zmęczona tym nudnym dniem, że nie miałam nawet siły robić Amirowi wyrzutów. Tym bardziej że mój ukochany spełnił swoją obietnicę i poszliśmy na romantyczny spacer.
O dziwo, gdy tak szłam obok niego, wcale nie czułam już na sobie nachalnych spojrzeń. Ba! Nie czułam ich nawet we wspomnianej knajpce, do której zaprosił mnie na kawę, choć byłam w niej jedyną kobietą. Zupełnie jakby towarzystwo Amira całkowicie zmieniało mój status w tym dziwnym społeczeństwie.
– Ludzie tutaj nie są przyzwyczajeni do widoku niemuzułmanów – tłumaczył.
Ten wieczór był naprawdę cudowny. Mój ukochany obiecał, że jak tylko znajdzie chwilę, pojedziemy na wycieczkę i pokaże mi wszystko, co tylko będę chciała obejrzeć. Gdy zachodziło słońce przytulił mnie mocno i szepnął, że pragnie być moim habibi, czyli ukochanym.
– Ależ jesteś nim od dawna. – zawołałam i zaczęliśmy się namiętnie całować.
W pewnym momencie Amir odsunął się ode mnie. Milczał chwilę, po czym  wyraźnie zmieszany powiedział:
– Nie mogę, tak chciałbym więcej...
– Więc zróbmy to – szepnęłam zaskoczona własną śmiałością.
– Nie, nie – gwałtownie pokręcił głową. – Allah zabrania.

Był tak szczery w tym, co mówił. Rozczulały mnie jego przekonania i szacunek, jakim mnie darzył. Najchętniej rzuciłabym się na niego tu i teraz...
Dopiero po chwili dostrzegłam po drugiej stronie ulicy Maro. Stał i patrzył na nas.
– Czy to nie twój brat? – spytałam Amira. – Dlaczego do nas nie podejdzie?
Nie odpowiedział.
Tego samego wieczoru, kiedy już zasypiałam, usłyszałam podniesione głosy dochodzące z głównego pokoju. Zaciekawiona wstałam i uchyliłam nieco drzwi sypialni. To mój ukochany kłócił się z ojcem, a właściwie stał ze spuszczonym wzrokiem i słuchał. Senior rodziny był wyraźnie zdenerwowany. Krzyczał i mocno gestykulował. Zauważyłam, że wskazuje przy tym rękami w stronę mojego pokoju.

Oczywiście nie zrozumiałam ani słowa. „Jutro zapytam, o co poszło” – pomyślałam i wróciłam do łóżka.
Nie zdążyłam jednak podjąć tego tematu, bo moją głowę zajęło coś zupełnie innego. Coś ekscytującego, totalnie szalonego i przez to cudownego. Amir poprosił mnie o rękę. Znałam go niecałe dwa miesiące, lecz kochałam ponad życie. Tak mi się przynajmniej wydawało. Dlatego zgodziłam się bez wahania.

Nawet mi do głowy nie przyszło zadzwonić do mamy czy poinformować znajomych. Pragnęłam, by wszystko odbyło się spontanicznie. W swojej naiwności widziałam w tym wielki romantyzm...
– Kiedy już zostaniemy mężem i żoną, Allah nie będzie miał nic przeciwko naszej miłości – powiedział mi mój Egipcjanin, a ja cieszyłam się jak głupia.
Do urzędu poszliśmy we czwórkę: ja, Amir oraz jego brat z siostrą w charakterze świadków. Trochę mnie zdziwiło, że nie uczestniczyli w tym jego rodzice, ale najwyraźniej to nie było u nich dobrze widziane. Podpisaliśmy papiery. Wszystko trwało może z 15 minut.

Tego samego wieczoru kochaliśmy się jak szaleni. Amir po prostu przeniósł się do mojej sypialni, a jego rodzice nie protestowali. Był w końcu moim mężem. Nie spodziewałam się, że w świecie arabskim tak łatwo można wziąć ślub. Przecież tyle się słyszy, jaka to tradycyjna kultura. Ta noc była najpiękniejszą nocą w moim dotychczasowym życiu.

Rano szczęście prysło jak bańka mydlana.

Obudziłam się z myślą, by przytulić się do świeżo poślubionego małżonka, jednak go przy mnie nie było. Gdy wstałam, okazało się, że znów pojechał robić remont. Pół dnia przesiedziałam więc z kobietami, pomagając im obierać warzywa na zupę i sprzątać.

W końcu uznałam, że dłużej tego nie wytrzymam. Powiedziałam, że idę na spacer. Jakże byłam naiwna, sądząc, że mogę tak po prostu wyjść.
– Kobiety nie powinny szwendać się same po mieście – oświadczyła mama Amira, a Aida przetłumaczyła mi jej słowa na język angielski.
Kiedy mimo wszystko postanowiłam wyjść, wcisnęły mi w rękę chustę.
– Masz, przykryj włosy, nie będziesz się tak wyróżniać – poradziła mi Aida.
Wzruszyłam ramionami i okryłam głowę hidżabem. Było mi w nim ciasno, niewygodnie i potwornie gorąco. Na dworze chyba ze 26 stopni, czyli jak dla mnie bardzo ciepło. Dusiłam się pod tą szmatą
i już za rogiem postanowiłam ją ściągnąć
.

To był błąd. Po chwili przyczepiło się do mnie jakichś dwóch facetów. Szli za mną, krzyczeli coś, pokazywali mnie sobie palcami i śmiali się głośno. Wystraszona, szybko wróciłam do domu. Wieczorem dostałam burę od męża.
– Po co wychodziłaś sama? Nie mogłaś poczekać aż wrócę?! – robił mi wyrzuty.
– Przecież mówiłem ci, że u nas w mieście Europejka to rzadki widok. Nie unikniesz zaczepiania na ulicy.
– Ale twoja siostra może chodzić sama po zakupy. – zawołałam urażona.
– Moja siostra jest muzułmanką – powiedział z naciskiem, jakby to wszystko wyjaśniało. – Każdy wie, że nie szuka przygód i nikt jej nie tknie.
No pięknie... A ja szukałam przygód, wybierając się na spacer? Jednak dla świętego spokoju nic nie powiedziałam i przez resztę pobytu nie wychodziłam z domu bez wyraźnej potrzeby albo bez Amira.

Problem w tym, że nie widywałam go często. W ciągu dnia zajęty był pomaganiem bratu. Wieczorem przychodził zmęczony i nie zawsze miał siłę, by zapewnić mi rozrywkę. Za to ani razu nie zdarzyło się, by nie miał ochoty na seks. Nasze wspólne noce to był jedyny czas, gdy czułam się dobrze w tym kraju. Tylko wtedy mogłam się cieszyć Amirem.

Nawet w sylwestra wszystko wyglądało tak samo jak zawsze. Nie poszliśmy na żadną imprezę ani nawet kolację przy świecach, choć próbowałam namówić Amira na wspólne świętowanie. On umówił się z kolegami, ale w ogóle nie wziął mnie pod uwagę w swych planach.

 Szczerze mówiąc, z utęsknieniem czekałam na powrót do Polski. Czułam, że dopiero tam nasze życie wróci do normy, a ja odzyskam mojego ukochanego. Odetchnęłam z ulgą, gdy tylko samolot oderwał się od ziemi. Ta podróż zdecydowanie nie okazała się wycieczką moich marzeń, ale przynajmniej wracałam do domu z... mężem.

W moim kraju do naszego życia wróciły moje zasady. Znów było cudownie, Amir znów miał dla mnie czas. Chodziliśmy na dyskoteki, do kina i robiliśmy wszystko to, co normalni zakochani. Na razie jednak nie zamieszkaliśmy razem. Mój mąż twierdził, że najpierw musi zarobić na wynajem odpowiedniego mieszkania i wtedy o tym pomyślimy.

Wszystko układało się dobrze aż do chwili, gdy okazało się, że jestem w ciąży. Prosto od ginekologa pojechałam do Amira, by przekazać mu tę radosną nowinę. W najgorszych snach nie spodziewałam się tego, co potem nastąpiło. Mój mąż po prostu mnie... zostawił.
Nie stać mnie na utrzymanie dziecka – powiedział mi całkiem spokojnie i bez cienia jakichkolwiek wyrzutów sumienia. – Musisz wychować je sama.
– Ale... – zająknęłam się, nic z tego nie rozumiejąc. – Nie możesz mi tego zrobić. Przecież jesteśmy małżeństwem.

Amir westchnął, po czym zaczął szperać w szufladzie. Po chwili wyjął kawałek urzędowego papieru, który przywiózł z Egiptu, i na moich oczach go podarł.
– Już nie jesteśmy. To koniec.
Wtedy się wściekłam. Rzuciłam się na niego z pięściami, wrzeszcząc:
– Nie pozwolę ci na to. Zobaczysz, pozwę cię do sądu. Mam swoje prawa.
– Nie masz żadnych praw – odparł, patrząc na mnie zimno. – Sama zgodziłaś się podpisać urfi. Miej pretensje do siebie.

Wybiegłam od niego z płaczem. Przed oczami miałam jego pozbawioną emocji twarz, a w głowie kołatało mi się jedno słowo – „urfi”. Co to takiego? Dopiero wieczorem ochłonęłam na tyle, żeby to sprawdzić. Usiadłam przed komputerem i zaczęłam szukać informacji w internecie.

Łzy spływały mi po policzkach strumieniami, kiedy czytałam o arabskim wynalazku zwanym „urfi”, czyli małżeństwie czasowym, które miało na celu ni mniej, ni więcej, tylko "legalne odbywanie stosunków seksualnych". Ponieważ prawnie seks przedmałżeński jest w Egipcie zakazany, a i Allah zabrania takich praktyk. Jest to idealne rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą się angażować na stałe, a jedynie zabawić. Najczęściej zresztą Egipcjanie zawierają takie związki z... turystkami z Europy. Ten nieoficjalny dokument podpisuje się w urzędzie, w obecności dwóch świadków, a żeby wziąć rozwód, wystarczy go podrzeć. Żona nie ma potem żadnych praw do majątku męża, a mąż nie ponosi odpowiedzialności za poczęte potomstwo. Zupełnie inaczej niż w wypadku prawdziwego muzułmańskiego ślubu.

Nagle zrozumiałam, dlaczego ojciec Amira krzyczał na niego tamtej nocy. Maro widział, jak się całujemy, doniósł o wszystkim rodzicom, a ci zrobili awanturę i kazali synowi tak wszystko zorganizować, żeby nie łamał prawa. Ani ludzkiego, ani boskiego... Co też uczynił.

A ta cała gadanina o opiece, którą mąż musi otoczyć żonę, bo inaczej narazi się na hańbę? Cóż, wszystko wskazuje na to, że ta zasada nie dotyczy Europejek...
– Nie martw się, kochanie. Poradzimy sobie – szepnęłam i pogładziłam się po brzuchu, w którym tliło się nowe życie.

Więcej listów do redakcji:„Przez prawie 20 lat nie miałem pojęcia, że mam córkę. Nie zdążyłem jej poznać, bo.... zmarła”„Moją córkę zabił na pasach pijany kierowca. Zatraciłam się w swojej żałobie i odtrąciłam bliskie mi osoby”„Mam żonę, dwójkę dzieci i kochankę. Żyję tak od kilku lat bez wyrzutów sumienia, bo żona wie o wszystkim”