Mężczyna, który stracił córkę fot. Adobe Stock

„Dziewczyna zostawiła mnie i nie powiedziała, że jest w ciąży. Po 20 latach okazało się, że mam córkę”

Jej nie zdążyłem już poznać, niestety. To chyba jedyna rzecz, jakiej żałuję w życiu. Ale poniekąd dzięki niej poznałem ciebie. I chcę ci pomóc.
/ 18.11.2020 16:35
Mężczyna, który stracił córkę fot. Adobe Stock

Proszę, wejdź. Na dworze jest chyba ziąb? Rozbierz się... No nie, bez przesady, nie musimy się przecież tak spieszyć. Przed nami cała noc, prawda? Nie przeszkadza ci, że się do ciebie tak bezpośrednio zwracam? Oczywiście nie będziemy robić wersalu. Napijesz się czegoś? Może być białe wino? Proszę... Siądźmy, bo na razie chciałbym tylko porozmawiać. Potem zobaczymy.

Rzadko się to zdarza? Są przecież różni faceci. Zastanawiasz się, o co mi chodzi? Potraktujmy to jako – powiedzmy – grę wstępną. Śmieszne? Czasu mamy dość. Ale nie o tym chciałem... Na imię masz jak? Kaja? Przecież to twój pseudonim, Katarzyno. Skąd wiem? Może się zdziwisz, ale ja sporo wiem.
O tobie, i nie tylko... Nie żartuj, gdybym był z jakiejś cholernej obyczajówki czy czegoś w tym rodzaju, nie rozmawialibyśmy w takim wnętrzu. Domyślasz się, ile tu kosztuje doba hotelowa? Za to przynajmniej mam pewność, że nikt nam nie przeszkodzi.

Chyba się nie boisz? Przyjrzyj się: nie sprawiam wrażenia świra ani innego zboczeńca. Oczywiście tego się nigdy nie da wykluczyć, ale przecież to twoje ryzyko zawodowe. Nie zdarzyło ci się? Szczęściara z ciebie...

Do rzeczy? Już mówiłem, gra wstępna. Poza tym przypominam ci, kto za to płaci. Masz zwyczaj wywiązywać się z umów? Skończyć możemy w pięć minut. Uśmiechasz się? No, może rzeczywiście nie wyglądam na takiego szybkiego. A ile byś mi dała? Tak? Jest gorzej, niż myślałem. Czterdzieści sześć... Może jeszcze kieliszek?

Wiesz, Kaju, że przez wiele lat nie brałem alkoholu do ust? A propos, ile ty masz właściwie lat? Albo nie odpowiadaj i tak się domyślam. Już ci mówiłem.

Co? Nigdy nie zdarzyło ci się pogadać przedtem z klientem? Nie jesteś psychoterapeutą – zgoda. Ale ja też go nie potrzebuję. Zresztą domyślasz się, że wizyta u niego kosztowałaby mnie o wiele mniej niż spotkanie z tobą. Dajmy spokój tym komentarzom. Chcę po prostu porozmawiać. Idiotyczne, że akurat w takim miejscu, towarzystwie i za takie pieniądze? To ty powiedziałaś. Ja wiem, co robię. Zdejmę marynarkę. Tylko. Nieźle rozgrzewa to wino. Chilijskie...

Zegarek? Owszem, to patek. Oczywiście, że oryginał. Tych kilka tysięcy można odżałować. No, na pewno najpierw trzeba je mieć. Byłem za granicą. Z przerwami dwadzieścia lat. Kawał czasu, co? Prawie całe twoje życie. Powiem ci coś: właściwie to chciałem spotkać się z Nicole, ale nie zdążyłem. Wiem, subtelnie to ujęłaś – odeszła... Odeszła?! Zaćpała się na śmierć! Tak to wygląda! Dlaczego krzyczę? Ja krzyczę? No może i rzeczywiście. Przepraszam, poniosło mnie. Nie, jeszcze nie skończyłem. Dopiero zaczynam.

Jak mówiłem, ponad dwadzieścia lat temu wyjechałem z kraju. Myślisz, że dla chleba? Gówno prawda. Z powodu dziewczyny... Wyjechałem, bo nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Trafiła mi się możliwość emigracji do Niemiec. Wszystko było fajnie do chwili, kiedy ją poznałem. Historia jak tysiące innych. Spotkałem ją na dyskotece w ośrodku wypoczynkowym. Wpadałem tam czasem na balangi. Dobrze się bawiliśmy. Potem zaczęliśmy się spotykać. Zawróciła mi w głowie zupełnie. Byłem akurat wolny. Wcześniej? Nie, tylko przelotne związki.

Sam nie wiem, co w niej takiego było. Tego się chyba nigdy nie wie. Podobała mi się i to bardzo. Normalna – dość wysoka, ale bez przesady. Za to miała czym oddychać i na czym usiąść. Podobna do ciebie. No tak.

Nie mówmy zresztą o takich głupstwach. No nie, rzeczywiście czasami to może mieć bardzo duże znaczenie. Choćby z powodów... zawodowych. Podnosi cenę, co? W twoim fachu jakaś chuda deska pewnie nie miałaby szans. Ale wróćmy do niej. Sam nie wiem, co to było. Jakieś zauroczenie, pieprzona magia? Ludzie zastanawiają się od tysięcy lat i niczego nie wymyślili. Trudno to określić w kilku słowach. Któregoś dnia zrobiliśmy to pierwszy raz. Potem znowu i znowu. Było nam bardzo dobrze razem – tak mi się przynajmniej zdawało. Zacząłem snuć jakieś plany na przyszłość. Wyśmiała mnie... Chciała używać życia, a potem się zobaczy, tak mówiła. Owszem, była o kilka lat ode mnie młodsza. Tym razem nie potwierdziło się, że kobiety prędzej pragną stabilizacji. To ja tego chciałem.

W każdym razie bawiliśmy się tak wspólnie przez cały sezon. A na koniec powiedziała mi, że było świetnie, ale powinniśmy się rozstać, bo „nie nadajemy na tych samych falach”. Nie mogłem się z tym pogodzić. Pierwszy raz w życiu tak się czułem. Nie mogłem sobie znaleźć miejsca. No i nagle nadarzyła mi się okazja do emigracji. To był po prostu ten czas i to miejsce. W innej sytuacji dłużej bym się zastanawiał, a tak – wyjechałem. No i właściwie nie żałuję. Chciałem zapomnieć o wszystkim...
Mam nadzieję, że za bardzo nie nudzę? Jeszcze po kieliszku?

Przez kilka pierwszych lat w ogóle nie przyjeżdżałem do kraju, bo i po co? Najbliższą rodzinę miałem w Niemczech, tam powoli zapuszczałem korzenie. A kiedy wreszcie przyjechałem odwiedzić stare kąty, to już przeszłość jakoś przebolałem i nawet nie starałem się odszukać tej dziewczyny. W końcu ożeniłem się, byłem szczęśliwy.

I wreszcie – po tylu latach – ona mnie odszukała. Nie wiem, jak to zrobiła, lecz dotarł do mnie jej list. I wiesz, co w nim napisała? Po prostu, że ma problemy z naszą – tak NASZĄ – córką. Przysłała mi jej zdjęcie. Boże. Gdybym nie zobaczył tego zdjęcia, może potraktowałbym to jak żart – kiepski żart. Nie uwierzyłbym jej słowom, ale uwierzyłem fotografii. Co? Co ty pieprzysz? Nie widziałaś tego zdjęcia. To byłem ja. Skóra zdarta.

Albo raczej – cząstka mnie. Dlaczego tak mi się przyglądasz? Zaraz, dojdziemy do tego. Już niedługo kończę. No więc ja wtedy... Spóźniłem się. Pierwszy raz w życiu tak strasznie się spóźniłem... Miałem wypadek. Może niezbyt groźny, ale w efekcie na kilka miesięcy wylądowałem w szpitalu, potem na rekonwalescencji. A kiedy już tu przyjechałem... Szkoda gadać. Tak, Nicole była moją córką. Po co rozmawiam o tym z tobą? Tak się złożyło, że zostało po niej trochę papierów, w tym pamiętnik. I z niego dowiedziałem się, że znałyście się dość dobrze.

Nie, żadnych „smakowitych” kawałków tam nie ma, nie obawiaj się. Zresztą nie jestem tu po to, żeby cię osądzać. Ale jedno musisz mi powiedzieć: czy to prawda, że przerwałaś naukę, gdy zaczęłaś tę... pracę?
Nie płacz, tylko odpowiedz. Czyli zgadza się. Widzisz, kiedy już dowiedziałem się o wszystkim, pomyślałem sobie, że powinienem coś zrobić. Jej już nie pomogę, ale może komuś innemu? Po przeczytaniu tych notatek postanowiłem skontaktować się z tobą. Ona poświęciła ci sporo miejsca. A wierzę, że z jakiegoś powodu te pamiętniki trafiły właśnie do mnie...

Chcę ci coś zaproponować. Zabiorę cię do siebie. Mieszkam teraz trochę tu, trochę tam. Będziesz się uczyć. I żeby nie było niedomówień – nie obchodzi mnie przeszłość. Dla mnie jesteś „tabula rasa”.
Zastanów się nad tym, co powiedziałem. Nie musisz odpowiadać od razu. Tu jest moja wizytówka... Zrobisz, co zechcesz, ale, proszę, nie idź w jej ślady. Nie chcesz chyba podobnie skończyć. To była zdolna dziewczyna, a ja nie zdążyłem jej w ogóle poznać. Przecież nigdy bym na to nie pozwolił. Choć jakie to ma teraz znaczenie?

No tak, to tyle. Oczywiście, że to wszystko. Chyba nie sądzisz, że teraz chciałbym czegoś od ciebie? Lepiej już idź, bo jeszcze się rozkleję. Dla mnie nie musisz nic robić, tylko dla siebie. I... dla niej.

Więcej listów do redakcji: „Nie kocham męża. Tęsknię za mężczyzną, z którym miałam romans przed ślubem. On jest ojcem mojego syna”„Wyparłem się córki, ale zrozumiałem swój błąd. Po 15 latach chcę odzyskać z nią kontakt, ale jej matka to utrudnia”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa”